Wyjaśnienie tezy biskupa Guérard des Lauriers – bp Sanborn

JE ks. bp Donald Sanborn

Przestawiając naszym Czytelnikom teologiczne rozwiązanie kwestii Autorytetu w Kościele w czasach posoborowych nie sposób było pominąć najkrótszego jej opracowania dokonanego przez duchownego.

Głównym atutem tego akurat tekstu jest to, że J. Eks. ks. bp Donald Sanborn szczególnie podkreśla rzeczywistą (a nie tylko myślną) różnicę między władzą wyznaczania na urzędy a rzeczywistym Autorytetem, czyli władzą obowiązywania podwładnych i kierowania ich ku dobru wspólnemu społeczności, której piastun Autorytetu przewodzi.

Tekst ten jest w miarę przystępny dla przeciętnego Czytelnika, ale dodanie kilku przypisów uznano za pomocne. Jako uzupełnienie warto zapoznać się również z tekstem „Teza z Cassiciacum w skrócie” (artykuł oparty na wykładzie ks. Ricossy i innych publikacjach) oraz z wywiadem z biskupem Guérard des Lauriers OP z 1987 roku, w którym twórca tezy ją dokładnie omawia, obok innych ciekawych tematów.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

Wyjaśnienie tezy biskupa Guérard des Lauriers

Biskup Donald J. Sanborn

Teologiczny problem papiestwa po Soborze Watykańskim II

Każdy, kto kojarzy ruch tradycjonalistyczny wie, że podjął się on oporu wobec soborowych zmian. Wie również, że istnieją różne poziomy czy sposoby stawiania oporu.

Najsłabszym oporem jest opór Mszy indultowej, razem ze zgromadzeniami, które mają pozwolenie na używanie Mszy tradycyjnej, jak Bractwo Św. Piotra. Całą tę część ruchu tradycjonalistycznego będę określał mianem indultowców. Indultowcy przyjmują Sobór Watykański II i wiele zmian wywołanych przezeń jako katolickie i prawowite, ale tylko preferują tradycje Kościoła katolickiego ponieważ są „lepsze”. Rzecz jasna nie mają żadnego problemu z papiestwem Benedykta XVI, bowiem sprowadzają swój opór do zwykłej preferencji i nie widzą żadnego odejścia (defection) od Wiary, moralności czy dyscypliny katolickiej w Soborze Watykańskim II czy u Benedykta XVI.

(Choć w 2007 roku Ratzinger „pozwolił” na szersze używanie Mszy z 1962 roku tak zwanym motu proprio Summorum pontificum postawa niegdysiejszych indultowców, dzisiejszych motupropriowców niczym istotnym się nie różni. Ich „preferencje” są tylko powierzchowne, nie dotyczą istoty rzeczy. Natomiast głównym efektem tak zwanego motu proprio jest tylko powiększenie się liczebne tego obozu, zachęconego przez „papieża”, co dowiodło po raz kolejny skuteczności metody modernistów – przyp. tłum.)

Następni w kolejności są lefebryści, Bractwo Św. Piusa X. Oni widzą odejście (defection) od Wiary, moralności i dyscypliny katolickiej w Soborze Watykańskim II i u Benedykta XVI. Wskutek tego zaprowadzili równoległy apostolat wbrew woli osoby, którą uważają za Ojca świętego i zostali ekskomunikowani przezeń. Naturalnie zatem mają oni do rozwiązania teologiczny problem dotyczący papiestwa. Rozwiązują go w sposób następujący. Mówią, że choć Benedykt XVI jest papieżem, nie będą mu posłuszni we wszystkim, co sprzeciwia się Wierze, moralności czy dyscyplinie katolickiej. Odwołują się do Tradycji, która, jak mówią, jest ponad Rzymskim Papieżem.

Następni są sedewakantyści. Oni również widzą odejście (defection) od Wiary, moralności i dyscypliny katolickiej w Soborze Watykańskim II i u Benedykta XVI. Wyrażają jednak sprzeciw wobec rozwiązania lefebrystów, ponieważ jest ono nie do pogodzenia z katolickim nauczaniem dotyczącym Kościoła. Sedewakantyści utrzymują, że z powodu niezniszczalności i nieomylności (indefectibility and infallibility) Kościoła nie można powiedzieć, że papież promulgował fałszywe nauczanie, fałszywą liturgię, szkodliwą dyscyplinę, etc. Jeśli Benedykt XVI to zrobił, mówią sedewakantyści, nie może być Papieżem. Dodają do tego argument polegający na stwierdzeniu, że Benedykt XVI jest publicznym heretykiem, a zatem niekatolikiem. Ale niekatolik nie może być Papieżem.

Niektórzy sedewakantyści są opinionistami, bowiem mówią, że to, czy Benedykt XVI jest Papieżem czy nie, jest sprawą otwartą, kwestią zwykłej teologicznej opinii. Można słusznie stanąć po którejkolwiek ze stron, mówiąc albo że jest Papieżem, albo że nie jest. Wielu jest opinionistów w Bractwie Św. Piusa X, gdzie rzeczą wiadomą i tolerowaną jest to, że sedewakantystyczni kapłani należący doń opuszczają imię Benedykta XVI w kanonie Mszy. Niemniej jednak muszą publicznie wyznawać jego papiestwo. Innymi słowy, są sedewakantystami potajemnie, a jest to możliwe tylko dzięki opinionizmowi.

Inne rozróżnienie wśród sedewakantystów to rozróżnienie na totalistów (totalists) i materialnych-formalistów (material-formalists). Totaliści mówią, że Benedykt XVI nie jest Papieżem w żaden sposób, to jest, nie ma ani jurysdykcji ani nawet ważnego wyboru do papiestwa. Materialni-formaliści mówią, że nie jest Papieżem, ponieważ nie ma jurysdykcji, ale posiada ważny wybór do papiestwa i jest w stanie zostać Papieżem.

(W Europie nie funkcjonuje termin „materialnych-formalistów” w odniesieniu do przyjmujących omawiane rozwiązanie, zwane tezą z Cassiciacum. Już pewien czas temu, zwłaszcza w języku francuskim, powstał termin „guerardian”, od pierwszego członu nazwiska twórcy tezy z Cassiciacum, o. Ludwika Guérard des Lauriers OP. Najczęściej mówi się jednak po prostu sedewakantyści, ewentualnie sedewakantyści przyjmujący tezę. Termin „sedeprywacjonizm” i „sedeprywacjoniści”, jako nieodpowiadający rzeczywistości należy stanowczo odrzucić – przyp. tłum.)

Gdzie jest prawda?

Faktycznie cały ten wybór odpowiedzi na problem Soboru Watykańskiego II i Benedykta XVI musi być kłopotliwy dla przeciętnego świeckiego, który po prostu chce zachować wiarę i praktykować swą katolicką religię.

To zakłopotanie nie powinno doprowadzić świeckich, a nawet niektórych kapłanów, do ducha rozgoryczenia tym, że kapłani nie potrafią się zgodzić. I nie powinni też wyśmiewać czegoś dlatego, że tego nie rozumieją.

Uważam, że wszyscy kapłani i świeccy ze wszystkich kategorii, które wyżej opisałem mają szczere pragnienie zachowania Wiary, moralności i dyscypliny katolickiej. Wszyscy chcieliby obudzić się z koszmaru i odkryć, że Sobór Watykański II nigdy się nie odbył. Wszyscy by chcieli, aby Sobór Watykański II porzucono. Pod tym względem wszyscy są zjednoczeni.

Podzieleni są w sprawach, które wymagają teologicznego wyjaśnienia tego, co robią. W obliczu konieczności stawienia oporu Soborowi Watykańskiemu II i jego zmianom trzeba udzielić spójnego wyjaśnienia, w zgodzie z dogmatami katolickimi i teologią, dlaczego stawianie oporu jest dobrym pomysłem.

Jasne jest, że mamy do czynienia z istotną różnicą między trzema ogólnymi kategoriami oporu, (1) indultową, (2) lefebrystyczną i (3) sedewakantystyczną. Stawianie oporu Soborowi Watykańskiemu II z powodów czysto preferencyjnych jest zbyt słabe dla lefebrystów (przynajmniej w obecnej sytuacji) (która ustawicznie się zmienia, w całkowitej zależności nie od wymogów teologii, ale okoliczności chwili, i.e. możliwości uzyskania statutu kanonicznego w „Kościele” – przyp. tłum.) i sedewakantystów. Lefebryści różnią się od sedewakantystów w następujący sposób: lefebryści mówią, że nie mamy prawa osądzać Benedykta XVI, podczas gdy sedewakantyści odpowiadają, że uważanie Nowej Mszy, jego nauczania i jego powszechnych rozporządzeń dyscyplinarnych za fałszywe i szkodliwe, co robią lefebryści, logicznie prowadzi do nie-papiestwa Ratzingera.

Artykuł ten nie dotyczy jednak różnic między indultowcami, lefebrystami i sedewakantystami. Omówiłem je obszernie w innych miejscach. Dotyczy różnic między sedewakantystami.

Należy przede wszystkim stwierdzić, że między sedewakantystami zachodzi istotna jedność stanowiska: to, że Benedykt XVI nie jest Papieżem oraz że w kanonie Mszy nie ma miejsca na jego imię. Wszyscy zgadzają się co do tego, a jest to istotne, bowiem usuwa z Kościoła zmazę odejścia od Chrystusa (defection from Christ), co byłoby prawdą, gdyby Ratzinger był prawdziwym Papieżem.

(Jak to podkreślił ks. Ricossa, w artykule, którego na razie jedna część pojawiła się na łamach „Myśli Katolickiej”, wszyscy sedewakantyści formalnie się zgadzają i nie należy wyolbrzymiać różnicy między sedewakantystami zupełnymi a przyjmującymi tezę, lecz ją odpowiednio traktować – przyp. tłum.)

Różnice między sedewakantystami leżą w wyjaśnieniu tego, jak i dlaczego nie jest on Papieżem. Nie są to różnice w dziedzinie dogmatów katolickich, ale w teologicznym wyjaśnieniu rzeczy, które dotyczą katolickich dogmatów. Takie różnice – teologicznego wyjaśnienia dogmatów – zawsze istniały w Kościele. Najbardziej znana to różnica między dominikanami i jezuitami w sprawie działania łaski w duszy. Istnieje wiele innych takich różnic. Choć każdy utrzymuje, że jego stanowisko jest prawdziwe, a drugie błędne, każdy również twierdzi, że utrzymywanie jednego lub drugiego teologicznego wyjaśnienia nie jest herezją. Dokładnie więc tak, jak dominikanie i jezuici dość często nie zgadzali się w sprawach teologii, ale nic nie stało na przeszkodzie, by pracowali razem i żyli w pokoju jako członkowie Ciała Mistycznego.

W tym artykule przedstawię Czytelnikowi w najprostszy możliwie sposób tezę biskupa Guérard des Lauriers dotyczącą papiestwa po Soborze Watykańskim II. Zrozumienie jej wymaga pewnej dozy myślenia. Niektórzy narzekają na nią mówiąc, że jest zbyt trudna do zrozumienia i że jest zbyt skomplikowana, zbyt teologiczna. To narzekanie nie jest jednak uprawnione, bowiem to samo można by powiedzieć o prawie każdym teologicznym wyjaśnieniu każdego dogmatu. Dogmat Trójcy Świętej, na przykład, jest prosty: są trzy Osoby w jednym Bogu. Ale teologiczne wyjaśnienie tego, jak trzy Osoby są w jednym Bogu jest niezwykle zawiłe i trudne. Teologia musi bowiem zachować dwie rzeczy, które są pozornie sprzeczne: jedność boskiej istoty i trójcę Osób. Gdyby świecki miał przeczytać wyjaśnienie Trójcy w podręczniku seminaryjnym zamknąłby go po kilku akapitach.

Ale tu świecki nie powinien mówić: „Nie rozumiem tego, więc nie może to być prawdą”. Jest wiele rzeczy, które są trudne do zrozumienia w świętej teologii, ale które mimo to są absolutnie prawdziwe.

„Teza” biskupa Guérard des Lauriers, jak ją nazwano, jest wyjaśnieniem, które zachowuje dwa wymagania dogmatów katolickich: (1) to, że ten, który promulguje fałszywą doktrynę, fałszywy kult i szkodliwą dyscyplinę nie może być Rzymskim Papieżem, (2) to, że musi istnieć nieprzerwana linia prawowitych następców św. Piotra od samego św. Piotra aż do ponownego przyjścia Chrystusa.

Jak znaleźć prawdę

Jak wyżej napisałem, teza jest po prostu teologicznym wyjaśnieniem katolickich dogmatów. Aby zatem określić czy jest prawdziwa, czy nie, trzeba znać i rozumieć dogmaty katolickie, które wyjaśnia. Wyłożę wobec tego dogmaty katolickie dotyczące Kościoła i papiestwa, które muszą być zachowane w każdym wyjaśnieniu sytuacji władzy papieskiej po Soborze Watykańskim II. Wyłożę również niektóre prawdy, które są teologicznie pewne, to jest, wnioski teologiczne, które przyjmowane są przez wszystkich, a również niektóre inne prawdy zarówno filozofii jak i zdrowego rozsądku. Dokonawszy tego przejdę do wyjaśnienia tezy i skończę na pytaniach i odpowiedziach.

Wymogi katolickich dogmatów

I. Kościół katolicki jest nieomylny. Mocą asystencji Chrystusa Kościół jest nieomylny w zachowywaniu i wykładaniu depozytu objawienia. Ta cecha Kościoła wyrażona jest słowami Chrystusa, „ty jesteś opoka, a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go”1 oraz słowami św. Pawła, który nazwał Kościół „filarem i utwierdzeniem prawdy”2. Nic z tego nie mogłoby być jednakże prawdą, gdyby Kościół mógł się mylić w swym oficjalnym nauczaniu. Kościół jest zatem nieomylny. Ponadto, gdyby Kościół nauczał błędów w sprawach wiary i moralności byłby społecznością prowadzącą dusze do piekła, a nie społecznością prowadzącą dusze do nieba.

II. Kościół katolicki jest niezniszczalny (indefectible). Ta cecha Kościoła oznacza, że Kościół będzie trwał aż do skończenia czasów bez żadnej istotnej zmiany w swych elementach konstytutywnych, to jest, w jedności, świętości, katolickości i apostolskości. Doktryna ta oparta jest na tych samych tekstach i tym samym rozumowaniu, co nieomylność Kościoła. Do tego dodajemy: „A oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”3 oraz obietnicę Pana Jezusa wobec Apostołów, że Duch Święty pozostanie z nimi na zawsze4. Sobór Watykański z 1870 roku ogłosił: „To ponadto, co Przywódca pasterzy i Wielki Pasterz dusz, Pan Jezus, ustanowił w błogosławionym Piotrze Apostole dla zbawienia wiecznego i nieprzemijającego dobra Kościoła, to dzięki temu samemu Stwórcy musi trwać zawsze w Kościele, który został założony na opoce i trwać będzie niezmiennie aż do końca czasów”5.

III. Niemożliwe jest, aby ten, który jest Rzymskim Papieżem mógł oficjalnie uczyć doktryn przeciwnych wierze i moralności katolickiej lub mógł zatwierdzić a nawet dozwolić fałszywą liturgię lub szkodliwą dyscyplinę dla całego Kościoła. Doktryna ta jest po prostu wnioskiem obu poprzednich doktryn, bowiem Rzymski Papież, Wikariusz Chrystusa, jest tym, który cieszy się asystencją Chrystusa, dzięki której Kościół nie może błądzić lub odpaść od wiary. Papież Grzegorz XVI ogłosił: „Czy jest możliwe, by Kościół, który jest filarem i podstawą prawdy i który ustawicznie otrzymuje od Ducha Świętego pouczenie o wszelkiej prawdzie, rozporządził, udzielił, dozwolił to, co obróciłoby się na szkodę zbawienia duszy, na zniewagę i szkodę sakramentu ustanowionego przez Chrystusa?”6.

IV. Niemożliwe jest, aby ten, który oficjalnie naucza doktryn przeciwnych wierze i moralności katolickiej, lub kto zatwierdza a nawet dozwala na fałszywą liturgię lub szkodliwą dyscyplinę dla całego Kościoła był Rzymskim Papieżem. Jest to po prostu oczywiste następstwo (corollary) # 3.

V. Z prawa boskiego musi istnieć nieprzerwana linia następców św. Piotra. Doktryna ta została zdefiniowana przez Sobór Watykański (1870): „Gdyby ktokolwiek powiedział, że to nie z założenia samego Pana Jezusa Chrystusa, czy też z prawa boskiego, błogosławiony Piotr ma ustawicznych następców w prymacie nad Kościołem powszechnym, czy też że Rzymski Papież nie jest następcą błogosławionego Piotra w tym samym prymacie, niech będzie wyklęty”. W oczywisty sposób wynika to również z samej natury Kościoła. Autorytet boski został bowiem udzielony przez Chrystusa św. Piotrowi. Tylko będąc prawowitym następcą św. Piotra można przypisywać sobie autorytet Kościoła katolickiego.

Prawdy, które są teologicznie pewne

I. Niemożliwe jest, aby publiczny heretyk był Rzymskim Papieżem. Jest to prawdą, ponieważ publiczna herezja automatycznie niszczy skutki chrztu, dzięki któremu włączeni jesteśmy do Kościoła jako jego członkowie. Ale ten, kto nie jest członkiem Kościoła nie może być głową Kościoła. Zasada ta jest zdroworozsądkowa i przyjmuje ją 99% katolickich teologów oraz jest potwierdzona przez dokument Pawła IV Cum ex apostolatus.

II. Istnieje coś takiego jak materialna sukcesja. Materialna sukcesja to zajęcie stanowiska władzy bez otrzymania władzy. Ten termin jest powszechnie używany przez katolickich teologów w celu opisania roszczenia do apostolskiej sukcesji wysuwanego przez greckich schizmatyków. Twierdzą, że posiadają sukcesję apostolską ponieważ od zawsze mianowali biskupów na stolice biskupie ustanowione przez Apostołów (e.g. Aleksandria w Egipcie). Teologowie katoliccy odpowiadają, że ich sukcesja jest tylko materialna, to jest, zajmują miejsce, ale nie mają żadnej jurysdykcji by rządzić wiernymi. Nie mogą mieć jurysdykcji, bowiem musi ona wywodzić się od Rzymskiego Papieża, którego odrzucają. Teologowie odróżniają sukcesję materialną od sukcesji formalnej, która polega na zajmowaniu stanowiska władzy przy jednoczesnym posiadaniu jurysdykcji. Greccy schizmatycy, jednakże, nie mają zgodnej z prawem i prawowitej nominacji (legal and legitimate designation) na stanowiska władzy, bowiem ich nominacja bierze się od tych, którzy zostali prawomocnie (legally) wykluczeni z Kościoła katolickiego.

(Liczne źródła, czyli loci, dotyczące istnienia sukcesji materialnej przytacza w oryginale łacińskim J. Eks. ks. bp Sanborn w części I, pozytywnej, swego traktatu De papatu materiali, a w części II, spekulatywnej, rozwija tezę w oparciu o te źródła – przyp. tłum.)

III. „Papieże” Novus Ordo posiadają materialną sukcesję. Wydaje mi się, że nikt nie neguje tego, że „Papieże” Novus Ordo są co najmniej w tym samym położeniu, co greccy schizmatyccy biskupi na stolicach apostolskich. Sednem sprawy jest to, czy nominacja novusordowców na stanowiska władzy jest zgodna z prawem i prawowita, czy nie. Totaliści powiedzieliby, że wcale nie są oni w lepszym położeniu niż greccy schizmatycy, to jest, że materialnie następują, ale bez prawowitej nominacji. Materialni-formaliści mówią, że następują materialnie, ale za zgodną z prawem i prawowitą nominacją (legal and legitimate designation). Obie strony zgadzają się, że nie mają oni jurysdykcji i że wobec tego są fałszywymi papieżami.

(Należy tu zauważyć, że termin „prawowity” [legitimate] odnosi się do samej nominacji, nie zaś do papiestwa jako takiego. To znaczy, Bergoglio et al. w żadnym wypadku nie są prawowitymi Papieżami, ale posiadają prawowitą sukcesję materialną, czyli prawowitą nominację. Cf. wywiad z twórcą tezy, biskupem Guérard des Lauriers OP, odpowiedź na pytanie 2 – przyp. tłum)

Prawdy, które są wzięte z filozofii i zdrowego rozsądku

I. Byty przyrodzone złożone są z materii i formy. Materia jest tym, z czego coś jest zrobione. Statua, na przykład, zrobiona jest z marmuru. Marmur jest materią statuy. Forma jest tym, dzięki czemu coś jest tym, czym jest. I tak podobieństwo statuy do Matki Bożej jest formą statuy Matki Bożej. Glina jest materią garnka. Gdy garncarz nadaje kształtu glinie, udziela jej formy i zatem powoduje, że glina staje się garnkiem. Podobnie dusza jest formą ciała.

II. W autorytecie jest materia i forma. Materią autorytetu jest osoba, która jest zgodnie z prawem i prawowicie (legally and legitimately) wyznaczona do otrzymania władzy. Forma autorytetu to władza (power), jurysdykcja do rządzenia. I tak w pierwszy wtorek listopada nowy prezydent Stanów Zjednoczonych jest zgodnie z prawem i prawowicie wyznaczony, ale nie ma władzy (power). Nie jest prezydentem. 20 stycznia staje się prezydentem, bowiem tego dnia otrzymuje władzę (power). Od listopada do stycznia jest Prezydentem materialnie, bowiem jest oficjalnie wyznaczony. W styczniu jest prezydentem formalnie.

Wszelka władza (authority), nawet cywilna, pochodzi od Boga. Nominacja na prezydenta, króla lub władcę, czy w przypadku Kościoła na Papieża, bierze się od ludzi. Gdy obrany (e.g. prezydent-elekt) i władza (power) złączą się, mamy do czynienia z władcą.

III. Między władzą wyznaczania (power to designate) a władzą rządzenia (power to rule) zachodzi różnica rzeczywista (a nie czysto myślna – przyp. tłum.). Wyznaczenie na władcę bierze się z innego źródła niż władza, dzięki której ktoś jest naprawdę władcą. Pierwsze bierze się od ludzi, drugie od Boga. Te dwie władze (powers) mogą zatem istnieć odrębnie, to jest, można mieć władzę wyznaczania nie posiadając władzy rządzenia. Na przykład głosujący mają władzę wyznaczania, ale nie mają władzy rządzenia. Przedmiotem czy celem władzy wyznaczania jest wybór kandydata do piastowania autorytetu. Przedmiotem czy celem władzy rządzenia jest przyporządkowanie (to order) społeczności właściwemu jej dobru, właściwym jej celom, za pośrednictwem praw. I tak ktoś, kto jest tylko wyznaczony na urząd nie może wydać prawa. Prezydent-elekt nie jest prezydentem i jest całkowicie pozbawiony władzy. Wyznacza jednak członków rządu, którzy dochodzą do władzy gdy on sam dojdzie do władzy. Temu, który jest właściwie wyznaczony winni jesteśmy tylko uznanie (recognition). Temu, który naprawdę jest władcą winni jesteśmy posłuszeństwo. I tak na przykład podczas wielkiej schizmy zachodniej awiniońscy kardynałowie wycofali swe uznanie Rzymskiego Papieża jako tego, który był naprawdę wyznaczony. Mylili się, bowiem winni byli mu uznanie jego wyznaczenia na Papieża.

IV. Może zachodzić różnica między tym, co jest faktycznie prawdziwe, a tym, co jest legalnie prawdziwe. Ktoś może być faktycznie mordercą, jeśli zabił niewinnego, ale nie jest mordercą wobec prawa nim nie zostanie uznany za winnego. Jeśli jego proces uzna go za niewinnego, pozostanie wobec prawa niewinnym człowiekiem, nawet jeśli faktycznie jest mordercą. Rzecz przeciwna może się wydarzyć. Niewinny człowiek może być fałszywie oskarżony o morderstwo i skazany. Wobec prawa jest mordercą. Faktycznie nie jest.

Człowiek, który potajemnie wstrzymuje intencję ożenienia się z kobietą, ale wykona zewnętrzną ceremonię, nie zawiera prawdziwego małżeństwa, faktycznie. Ale wobec prawa, ponieważ wada nie jest znana czy uznana przez władzę, para jest małżeństwem i cieszy się legalnymi prawami i obowiązkami małżeństwa, ale nie duchowymi. Prawa podatkowe, własnościowe, etc. będą dotyczyć ich jako małżeństwo, ale nie będą mogli moralnie postępować jak mąż i żona w obliczu Boga.

Możliwe jest więc, że ktoś cieszy się prawnym stanem, który nie odpowiada rzeczywistości tego, kim jest. Prawo zwykle powoli uznaje rzeczywistość. Nestoriusz, na przykład, był publicznym heretykiem w 428 roku, ale dopiero w 431 roku został prawomocnie (legally) ogłoszony heretykiem i prawomocnie (legally) złożony ze swej stolicy. Luter był publicznym heretykiem w 1517, ale dopiero w 1521 roku został prawomocnie ekskomunikowany. W obu przypadkach heretycy faktycznie przestali być katolikami gdy ogłosili swe herezje, ale pozostali prawnie katolikami aż do ich prawomocnego odcięcia z Kościoła przez władze kościelne.

Powodem tego podwójnego i niekiedy wzajemnie kłócącego się standardu jest to, że społeczność – wszelka społeczność, włącznie z Kościołem – nie jest tłumem (a mob). Społeczność jest osobą moralną, i jako osoba ma swe własne zmysły, swój własny intelekt i swoją własną wolę, które mogą być opóźnione względem rzeczywistości, a nawet mogą niekiedy błądzić w swej ocenie rzeczywistości. Zatem niewinny człowiek może niekiedy być skazany jako winny, a winny może niekiedy być uznany za niewinnego. Ale w rzeczywistości, wobec Boga, pozostają tym, czym naprawdę są, niewinni albo winni.

Krótkie wyjaśnienie tezy

Teza, jak powiedziałem, jest teologicznym wyjaśnieniem sytuacji autorytetu po Soborze Watykańskim II. Jej zamierzeniem jest przedstawienie systemu, który spełnia dwa zadania: (1) wykazuje, dlaczego soborowi „papieże” nie mają żadnej władzy, a więc nie są prawdziwymi Papieżami, oraz (2) wykazuje, w jaki sposób zachowana jest nieprzerwana ciągłość linii Papieży od św. Piotra. Oba te twierdzenia, jak powiedzieliśmy, wymagane są przez dogmaty katolickie.

Soborowi „papieże” nie są prawdziwymi Papieżami, bowiem stawiają przeszkodę przyjęciu autorytetu Chrystusowego. Dokładnie tak, jak można stawić przeszkodę otrzymaniu łaski z sakramentu (e.g. przywiązanie do grzechu śmiertelnego w przypadku bierzmowania), tak też można stawić przeszkodę przepływowi autorytetu od Chrystusa. A jest to prawdą nawet jeśli ten ktoś pokonał wszystkie kroki prawne konieczne do otrzymania władzy. Tak samo ten, który stawia przeszkodę sakramentalnej łasce bierzmowania mimo to zewnętrznie otrzymuje sakrament. Gdyby papież-elekt usunął przeszkodę dla przepływu autorytetu, zostałby Papieżem, dokładnie jak ten, kto z prawdziwym żalem wyspowiada się ze swych grzechów, otrzymuje skutki sakramentu bierzmowania.

Co jest tą przeszkodą dla [otrzymania] autorytetu? Jest to intencja promulgowania dla całego Kościoła fałszywych doktryn, fałszywej liturgii oraz szkodliwej dyscypliny, a to wszystko stanowi istotną zmianę Wiary katolickiej. Pierwszorzędnym obowiązkiem władcy jest zapewnienie dobra, właściwego celu, społeczności. I tak prezydent musi przysięgać, że będzie trzymał się konstytucji zanim przyjmie autorytet. Gdyby tego nie przysiągł, nie otrzymałby autorytetu, ale pozostałby prezydentem-elektem aż do chwili, kiedy zostałby prawomocnie usunięty jako prezydent-elekt. I tak ten, kto jest prawomocnie wyznaczony na Papieża, ale zamierza istotne zło dla Kościoła, nie może otrzymać Chrystusowej władzy rządzenia i pozostaje papieżem-elektem aż do chwili, kiedy to wyznaczenie nie zostanie mu prawomocnie odebrane.

Kto je odbiera? Ci, którzy go udzielili. Prawomocnie ustanowieni elektorzy i tylko oni mają władzę je odebrać.

Teza utrzymuje również, że soborowi „papieże” następują po sobie jako legalni wyznaczeni (legal designees) na papiestwo i zatem materialnie zachowują ciągłość linii św. Piotra. Oznacza to, że soborowi „papieże” są prawowitymi wyznaczonymi (legitimate designees) do bycia prawdziwymi Papieżami, ale brak im jurysdykcji z powodu przeszkody, którą stawiają na drodze otrzymania władzy. Dzieje się tak dlatego, że prawo nigdy nie odcięło religii Novus Ordo od Kościoła katolickiego. Powinna ona być odcięta, ale nie jest, dokładnie tak, jak morderca powinien być ścigany i skazany, ale nie jest. Choć zatem członkowie hierarchii Novus Ordo są faktycznie publicznymi heretykami i poza Kościołem, niemniej jednak, z racji braku prawomocnych czynności (legal action), zatrzymują swe prawomocne wyznaczenie (legal designations) i swe czysto prawomocne stanowiska (legal posts). Nie są autorytetem, nie są prawdziwymi Papieżami ani prawdziwymi biskupami, ale względem prawa (legally) są w stanie zostać prawdziwymi Papieżami i biskupami, jeśli usuną przeszkodę dla otrzymania autorytetu.

Proszę sobie wyobrazić zakład garncarski, w którym jest wiele gliny, ale nie ma garnków. Glina może zostać garnkami, ale glinie brak formy, dzięki której mogłaby stać się garnkami. I tak Ratzinger i jego hierarchia są wielką ilością gliny, to jest, materii hierarchii, ale bez formy, to jest, autorytetu, dzięki któremu byliby prawdziwą hierarchią Kościoła katolickiego.

Proszę sobie wyobrazić trupa, który w pewnej mierze wygląda jak żywa osoba i który mógłby być wskrzeszony z martwych mocą Boga, ale który pozostaje martwy. Hierarchię Novus Ordo można porównać do trupa prawdziwej katolickiej hierarchii.

(O. Guérard des Lauriers, który w połowie lat ’70 opracowywał kwestię autorytetu w Kościele już w swym kazaniu z 1977 roku wygłoszonym w paryskim kościele św. Mikołaja powiedział, że Paweł VI jest „zwłokami papieża” – przyp. tłum.)

Tak więc teza widzi Novus Ordo w innym położeniu niż greckich schizmatyków czy luteranów. Ci ostatni zostali prawomocnie (legally) odcięci od Kościoła i naprawdę są sektami w pełnym znaczeniu tego terminu, bowiem odcięci są od Kościoła zarówno faktycznie, przez swą schizmę i herezję, jak i przez prawomocne odcięcie. Novus Ordo, z drugiej strony, faktycznie nie jest katolickie, jest sektą jako że wyznaje apostazję, ale nie zostało prawomocnie odcięte od Kościoła katolickiego. W rzeczy samej, ten smutny fakt, że Novus Ordo nie zostało odcięte, jest samym sednem problemu, wobec którego dziś stoimy. Gdyby było jasne, mocą prawnej deklaracji, że Sobór Watykański II był odejściem od wiary, ustałby problem w Kościele. Tylko z racji tego faktu, że heretycy mają maskę legalności, tak wielu katolików sprowadzanych jest na manowce. Ponadto, to katolicy są zgodnie z prawem (legally) wykluczani.

Następnie przejdę do pytań i odpowiedzi, w których odniosę się do kilku zarzutów.

Pytania i odpowiedzi

P. Czy według tezy Ratzinger jest Papieżem czy nie?

O. Nie jest papieżem.

P. Jeśli nie jest Papieżem to kim?

O. Jest papieżem-elektem.

P. Jak kardynałowie, którzy sami są heretykami, mogą mieć władzę wybierania prawowitego papieża-elekta?

O. Istnieją dwie teorie, aby odpowiedzieć na to pytanie. Jedna mówi, że otrzymują władzę (power) do robienia tego w sposób nadzwyczajny (extraordinarily), bowiem Kościół absolutnie tego potrzebuje. Tak samo zdegradowany i ekskomunikowany kapłan, nawet grecki schizmatyk, otrzymuje sakramentalną jurysdykcję do wykonania sakramentu spowiedzi, gdy katolik jest w niebezpieczeństwie śmierci. Dlaczego? Ponieważ katolik tego potrzebuje. Jest to również prawdziwe w procesie wyboru Papieża. Dlaczego? Ponieważ gdyby nie było władzy prawowitego wybierania, linia papieska zostałaby przerwana. Kościół absolutnie potrzebuje prawowitych wyborców i prawowitej elekcji.

Inna teoria stwierdza, że skoro władza wyznaczania bierze się od Kościoła, a nie od Boga – nikt nie jest namaszczony przez Boga, aby wybierać Papieża – władza wyznaczania pozostaje ważna, nawet jeśli nieobecna jest władza rządzenia (jurysdykcja). Pozostaje ważna bowiem dotyczy czysto prawnego porządku i nikt prawomocnie im jej nie odebrał.

(Obie teorie sprowadzają się w zasadzie do tego samego, choć wyrażone są inaczej: ciągłość musi być zachowana z samej natury Kościoła, a wystarczy do tego ciągłość czysto materialna zapewniona przez wyborców i wybranego – przyp. tłum.)

P. Ale jak heretyccy kardynałowie mogą mieć jurysdykcję do wybierania Papieża, podczas gdy sami winni są odejścia od wiary?

O. Nie posiadają jurysdykcji. Prawo głosu (władza wyznaczania [the power of designation]) nie jest władzą rządzenia (jurysdykcją). Ponadto, ich odejście of Wiary jest przeszkodą dla otrzymania jurysdykcji, ale nie dla wybierania Papieża.

P. Dlaczego odejście od wiary nie miałoby być przeszkodą dla władzy wybierania Papieża?

O. Ponieważ publiczna herezja nie ma żadnych prawnych skutków póki nie zostanie ogłoszona i uznana przez legalną władzę. Tak więc ich legalne prawo wybierania Papieża pozostaje aż do chwili, gdy nie zostanie im prawomocnie odebrane. Herezja nie jest przeszkodą dla władzy wyznaczania, ale dla władzy rządzenia. Bowiem przez herezję człowiek zostaje faktycznie odcięty od Kościoła i staje się do cna (radically) niezdolny do rządzenia Kościołem. Ale ponieważ kardynałowie nie są heretykami w porządku prawnym, to jest, nie są prawomocnie ogłoszeni heretykami, pozostają zdolni do wykonywania czynności, które odnoszą się do czysto prawnego porządku, jak na przykład wybór kandydata na Papieża.

P. Czyż publiczni heretycy nie są automatycznie ekskomunikowani?

O. Tak, są. Ale automatyczna ekskomunika ma skutki prawne tylko jeśli, (1) osoba winna przyzna się do winy, lub (2) jego prawowity przełożony wymaga od niego zastosowania się do ekskomuniki. Jeśli jednego czy drugiego brak, ekskomunika jest nieważna. Ale obu tych rzeczy brak w odniesieniu do kardynałów, wyborców Papieża. Nie ma ona zatem skutków. Ponadto, Pius XII orzekł, że wszystkie kary kościelne (e.g. ekskomunika) są zniesione, gdy kardynałowie przystępują do konklawe.

P. Skąd możemy i tak mieć kardynałów, jeśli Ratzinger nie jest Papieżem? Czy nie są oni podrobionymi kardynałami?

O. Możliwe, że są podrobionymi kardynałami, ale nie są podrobionymi wyborcami. Ratzinger ma władzę (authority) mianowania wyborców papiestwa dla tego samego powodu, dla którego sami kardynałowie mają władzę wybierania. To wszystko odnosi się do porządku wyznaczania (order of designation), a nie do porządku jurysdykcji. Ale to władza jurysdykcji (władza rządzenia) czyni Papieża Papieżem, a nie władza wyznaczania. Teza utrzymuje, że Novus Ordo zachowuje władzę wyznaczania (the power to designate) ludzi, którzy mają otrzymać władzę jurysdykcji w Kościele. Jest to nieszczęsną rzeczywistością, ale jest to rzeczywistością.

P. Czy ważność wyboru Papieża może być potwierdzona (convalidated) przez powszechne przyjęcie ze strony ludu katolickiego?

O. Tak. Jest to zdanie powszechnie przyjmowane przez teologów katolickich. Ostateczną gwarancją ważnego wyboru jest powszechna akceptacja, ze strony katolików, wyboru danego człowieka. Trzeba zauważyć, że dotyczy to tylko wyboru, i.e. wyznaczenia, a nie jurysdykcji. Bowiem lud katolicki nie może udzielić jurysdykcji, ale tylko potwierdzić wyznaczenie do otrzymania jurysdykcji.

(Jest to związane z tzw. „tezą kardynała Billot” o pokojowej akceptacji władzy, wziętą z polityki. Na ten temat vide wspomnianą już odpowiedź ks. Ricossy dla „La tradizione cattolica”, cz. IV, gdzie ks. Ricossa wykazuje jednak brak takiej pokojowej akceptacji ze strony katolików podczas Soboru Watykańskiego II i po nim – przyp. tłum.)

P. Ale jak katolicy Novus Ordo mogą potwierdzić ważność wyboru, jeśli popadli w herezję razem z soborowymi kardynałami?

O. Mogą tak zrobić, raz jeszcze, ponieważ nie zostali prawomocnie odcięci od Kościoła katolickiego i zatem, pomimo faktu przystawania do soborowych herezji, są nadal prawomocnie katolikami i zachowują władzę prawomocnej akceptacji wyboru.

Ich stan prawny jako katolików potwierdzony jest przez fakt, że wszyscy tradycyjni kapłani przyjmują ich do praktyki tradycyjnej Wiary bez żadnego znoszenia ekskomuniki i bez jakiejkolwiek publicznej czy formalnej abiuracji błędu.

P. Dlaczego pochodzenie (lineage) od św. Piotra jest tak ważne?

O. Ponieważ bez niej nie ma sukcesji apostolskiej i żadnego tytułu do autorytetu. Kościół musi być apostolski, to jest, musi być w stanie wykazać, u swych biskupów, a zwłaszcza biskupa Rzymu, nieprzerwaną ciągłość prawowitego następstwa od samych apostołów. Jeśli nie może, nie ma żadnego tytułu do rządzenia wiernymi, bowiem autorytet został udzielony przez Chrystusa św. Piotrowi i apostołom. Bez tej linii Kościół uległby istotnej zmianie. Słowo apostolski musiałoby być usunięte z Credo.

P. Dlaczego nie jesteśmy po prostu w trakcie dłuższego interregnum, jak podczas wakatu Stolicy Apostolskiej między którymikolwiek dwoma Papieżami?

O. Ponieważ podczas takiego interregnum nie ma legalnego wyznaczonego (legal designee) do papiestwa. Ale w normalnym interregnum pozostają prawowici wyborcy, którzy mają władzę (power) zobowiązania Kościoła do przyjęcia osoby, którą wyznaczyli. W systemie totalistycznym, który nie uznaje żadnych prawomocnych wyborców (legal designators) Papieża, nie ma żadnego sposobu na wyznaczenie następcy św. Piotra.

P. Czy jest jakiś precedens dla tej sytuacji w Kościele?

O. Precedensem jest przypadek Nestoriusza, który był heretyckim patriarchą Konstantynopola. Nestoriusz był publicznym heretykiem w 428 roku, ale został oficjalnie potępiony dopiero w 431 roku. Ale już w 428 roku duchowieństwo Konstantynopola zerwało komunię z Nestoriuszem i powiedziało: „mamy Cesarza, ale nie mamy biskupa”. Nestoriusz zachował prawomocną nominację patriarchy Konstantynopola, choć utracił jurysdykcję z powodu publicznej herezji. Nie ma precedensu co do papiestwa, bowiem żaden Papież nigdy nie promulgował błędu, fałszywej liturgii ani szkodliwych rozporządzeń dyscyplinarnych dla całego Kościoła.

(Zdanie przeciwne jest szeroko rozpowszechnionym „mitem tradycjonalistycznym”, szerzonym od dawna przez ludzi pokroju ś.p. Michała Daviesa, Roberta de Mattei i FSSPX. Oczernia się prawdziwych Papieży z przeszłości po to, aby uzasadnić swe nieuzasadnialne stanowisko stawiania oporu władzy uznanej za prawowitą – przyp. tłum.)

P. Czy Cum ex apostolatus Pawła IV nie zaprzecza tezie?

O. Cum ex apostolatus jest konstytucją apostolską, prawem ustanowionym przez Papieża Pawła IV, która mówi, że gdyby Papież był heretykiem, jego wyniesienie do tej godności byłoby nieważne. Dokument ten był wydany, aby nie dopuścić do tego, by protestant kiedykolwiek został Papieżem.

Nie znajduje zastosowania w obecnym przypadku z dwóch powodów. Po pierwsze nie jest już prawem. Zostało zniesione (derogated) (stało się przestarzałe [made obsolete]) przez Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku. Drugim powodem, i ważniejszym, jest to, że nawet gdyby z jakiegoś powodu było obowiązujące, znalazłoby zastosowanie u Ratzingera tylko wtedy, gdyby został prawomocnie uznany za publicznego heretyka. Ale, jak widzieliśmy, nie ma prawomocnego potępienia Ratzingera. W obliczu prawa kościelnego nie ma statusu heretyka, ponieważ (1) sam nie uważa się za winnego herezji i (2) żaden prawowity przełożony nie uważa go za winnego herezji.

(Oczywiście słowa „przełożony” nie należy tu rozumieć w takim znaczeniu, iż Papież ma nad sobą jakiegokolwiek przełożonego, wbrew różnym „tradycjonalistom”, którzy osądzają swojego „papieża” na każdym kroku. Chodzi tu raczej o tych, którzy uczestniczą w Autorytecie w Kościele, jak np. ordynariusze czy kardynałowie posiadający jurysdykcję – przyp. tłum.)

Cum ex apostolatus z pewnością wyraża zamysł Kościoła w odniesieniu do heretyków piastujących urzędy. Stanowi doskonały argument teologiczny, ale nie jest argumentem prawnym. Stanowi bardzo silny argument za tym, że w porządku faktów Ratzinger nie jest żadnym Papieżem, ale nie w porządku prawnym.

(Ks. Ricossa, na podstawie książki P. Firpo napisał bardzo ciekawy artykuł omawiający historyczny kontekst wydania tego dokumentu oraz jego teologiczną wartość, vide: „’Herezja na szczycie Kościoła’ (M. Firpo)… w XVI wieku; niewiarygodna historia kardynała Morone” in: „Sodalitium”, nr 36 włoskojęzycznego wydania z grudnia 1993-stycznia 1994, ss. 33-47. Artykuł ten zostanie przetłumaczony na łamach „Myśli Katolickiej” – przyp. tłum.)

P. Czyż kardynał, który jest wybrany, nie zostaje natychmiast Papieżem, gdy akceptuje wybór? Jeśli tak, jakże możemy mieć papieża-elekta, wyznaczonego (a designee) bez autorytetu?

O. Prawdą jest, że kardynał, który jest wybrany na konklawe staje się Papieżem natychmiast po przyjęciu wyboru, założywszy, oczywiście, że nie stawia przeszkody otrzymaniu władzy. Papież Pius XII zasugerował taką możliwość: „Gdyby świecki został Papieżem, nie mógłby przyjąć wyboru, gdyby nie był zdolny do (apt to) przyjęcia święceń i usposobiony do (disposed to) zostania wyświęconym” (Przemówienie do Drugiego Światowego Kongresu Apostolatu Świeckich, 5 X 1957).

P. Teza jest miękka i ustępliwa w odniesieniu do Ratzingera i Novus Ordo, przyznając im zbyt wiele.

O. Teologiczne argumenty nie są prawdziwe dlatego, że są czymś najbardziej nieustępliwym, co można powiedzieć. Argumenty teologiczne są prawdziwe, ponieważ odpowiadają rzeczywistości.

Wielu tradycyjnych katolików czuje do Ratzingera obrzydzenie i słusznie, oraz niewygodnie im z systemem, który cokolwiek mu przyznaje. Nawet sam biskup Guérard des Lauriers powiedział, że „usta go paliły, gdy mówił to o Wojtyle”, ale że był zmuszony tak robić z racji wymogów dogmatów katolickich i samej natury sytuacji.

Właściwie w całym wachlarzu sedewakantystów to materialni-formaliści obierają najbardziej nieustępliwe stanowisko wobec Ratzingera i Novus Ordo. Na przykład, wszyscy materialni-formaliści, których znam, mówią, że chodzenie na Msze una cum, Msze, w których imię Ratzingera jest wymieniane w kanonie obiektywnie jest poważnym grzechem. Z drugiej strony prawie wszyscy totaliści, których znam, mówią, że chodzenie na Msze una cum jest w porządku. Materialni-formaliści mówią, że sprawa papiestwa Benedykta XVI nie jest sprawą opinii, podczas gdy wielu totalistów, jeśli nie większość, utrzymuje, że jest to tylko sprawa opinii. W rzeczy samej, biskup Guérard des Lauriers był najprawdopodobniej pierwszym sedewakantystą.

P. Jeśli, jak mówi Ekscelencja, heretyk nie może być Papieżem, jak więc Ratzinger może być Papieżem nawet materialnie?

O. Ponieważ materialna strona papiestwa bierze się od władzy kościelnej, podczas gdy strona formalna papiestwa – to, co czyni człowieka Papieżem – bierze się bezpośrednio od Chrystusa. Publiczne trzymanie się herezji nie stanowi przeszkody do bycia wyznaczonym chyba, że jest ogłoszona, to jest, uznana przez prawo kościelne. Na przykład, przestępca nie może piastować publicznego urzędu w Stanach Zjednoczonych. Ale aby wybór był nieważny, konieczne jest, by był przestępcą w obliczu prawa. I tak, jeśli ktoś zabije swoją żonę, ale nie jest skazany jako kryminalista w sądzie, mógłby być wybrany na urząd publiczny, bowiem nie jest winny wobec prawa. Tak też Ratzinger nie jest winny herezji czy apostazji wobec prawa, nie zaciąga żadnej prawnej kary kościelnej i zatem zdolny jest ważnie otrzymać prawny wybór na Papieża. Nie jest zatem Papieżem formalnie – to jest, faktycznie – ale jest papieżem materialnie – to jest, jest w posiadaniu ważnego wyboru.

P. Dlaczego totalizm nie jest właściwym (viable) rozwiązaniem?

O. Ponieważ pozbawia Kościół środków wyboru prawowitego następcy św. Piotra. Ostatecznie niszczy apostolskość.

Totaliści próbują rozwiązać problem linii na dwa sposoby. Pierwszy to konklawizm. Twierdzą, że Kościół jest społecznością, która ma nieodłączne (inherent) prawo wyboru swoich przywódców. Zatem resztki wiernych mogłyby się zebrać i wybrać Papieża.

Nawet gdyby to zadanie było kiedykolwiek wykonane, napotyka wiele problemów. Po pierwsze, kto byłby prawnie wyznaczony do głosowania? W jaki sposób byliby oni prawnie wyznaczeni do głosowania? Po drugie, na podstawie jakiej zasady katolicy byliby zobowiązani uznać zwycięzcę takiego wyboru prawowitym następcą św. Piotra? Konklawizm jest po prostu wymyślną nazwą dla rządu tłumu (mob rule), gdzie ci, którzy krzyczą najgłośniej ciągną za sobą resztę tłumu. Kościół katolicki nie jest tłumem, ale społecznością z ustanowienia boskiego z zasadami i porządkiem prawnym (legality).

Po trzecie, i co najważniejsze, nie można po prostu skoczyć od przyrodzonego prawa ludzi do wyboru stojących na czele rządu do ich prawa wyboru Papieża. Kościół nie jest społecznością przyrodzoną, jaką jest społeczność cywilna. Członkowie Kościoła nie mają żadnego nieodłącznego przyrodzonego prawa wybrania Rzymskiego Papieża. Wybór Rzymskiego Papieża został pierwotnie dokonany przez samego Chrystusa w osobie św. Piotra, a potem sposób wyboru był ustalony przez prawo.

Drugie rozwiązanie proponowane przez totalistów to wybór następcy przez samego Chrystusa za pośrednictwem cudownej interwencji. Gdyby Pan Jezus dokonał czegoś takiego, a oczywiście mógłby, człowiek, którego by wybrał z pewnością byłby Jego Wikariuszem na ziemi, ale nie byłby następcą św. Piotra. Apostolskość zostałaby utracona, ponieważ taki człowiek nie mógłby wykazać nieprzerwanej ciągłości prawowitej sukcesji od św. Piotra. Przeciwnie, jak św. Piotr, byłby wybrany przez Chrystusa. W rzeczy samej Pan Jezus założyłby nowy Kościół.

(Tezę cudownego wyboru Papieża np. przez św. Piotra, utrzymują we Francji P. Ludwik Hubert Rémi, ks. Grossin i były ks. Paladino. Ks. Ricossa polemizuje z tym stanowiskiem w: „Sodalitium”, nr 55 francuskojęzycznego wydania z listopada 2003, ss. 29-30; nr 56 włoskojęzycznego wydania z września 2003, ss. 53-54. Nawet gdyby taka, czy inna, cudowna interwencja nastąpiła, musiałaby być potwierdzona drogą prawną, aby zachować sukcesję apostolską. Zatem: wyłącznie objawienie tego rodzaju – nie, wespół z potwierdzeniem kanonicznym – możliwe – przyp. tłum.)

P. Ale czy Pan Jezus nie byłby prawowitym wyborcą? Dlaczego nie mógłby wybrać Papieża, który byłby jednocześnie następcą św. Piotra?

O. Tak, oczywiście, Pan Jezus mógłby wybrać Papieża, dokładnie tak, jak wybrał św. Piotra. Ale boska interwencja, w rodzaju tej, którą wyobrażają sobie totaliści, sprowadzałaby się do nowego publicznego objawienia, co jest niemożliwe. Wszelkie publiczne objawienie zostało zakończone wraz ze śmiercią ostatniego apostoła. To jest prawda wiary. Wszelkie objawienia, które wydarzyły się po śmierci ostatniego apostoła należą do kategorii objawień prywatnych. Zatem w systemie totalistycznym prywatne objawienie miałoby ujawnić tożsamość Papieża.

Nie trzeba mówić, że takie rozwiązanie niszczy widzialność Kościoła katolickiego, jak również jego porządek prawny (legality), a samo istnienie Kościoła katolickiego uzależnia od widzących (seers). Nie trzeba też mówić, że otwiera papiestwo na lunatyczny świat aparycjonistów.

Właściwym celem Kościoła jest przedstawianie światu objawienia boskiego. Gdyby mianowanie Papieża, który jest tym właśnie, który przedstawia objawienie, miało brać się z prywatnego objawienia, cały system by się rozsypał. Wówczas najwyższą władzą w Kościele byłby widzący, który by wybierał lub usuwał Papieży. I nie byłoby żadnego autorytatywnego sposobu określenia, czy widzący jest mistyfikacją, czy nie. W ostatecznym rozrachunku akt wiary każdego byłby zależny od prawdziwości jakiegoś widzącego.

Jest raczej tak, że Kościół katolicki jest społecznością widzialną i posiada życie prawne. Pan Jezus jest Niewidzialną Głową Kościoła. Kościół nie mógłby twierdzić, że jest widzialny, gdyby wybór jego hierarchii był dokonywany przez osobę niewidzialną, nawet przez samego Pana Jezusa.

Ale nawet gdybyśmy na chwilę przyjęli tę możliwość, dalej musimy stwierdzić, że wybór Pana Jezusa nie ustanowiłby prawowitego następcy św. Piotra. Prawowita sukcesja odbywa się podług wymogów prawa kościelnego lub przyjętego zwyczaju. Ale sukcesja przez boską interwencję nie należy do żadnego z tych sposobów. Nie byłby zatem prawowitym następcą św. Piotra.

P. Jakie rozwiązanie problemu Kościoła proponuje teza?

O. Istnieje wiele możliwych rozwiązań.

(1) Ratzinger nawraca się na Wiarę katolicką, odrzuca (repudiates) Sobór Watykański II i jego reformy i otrzymuje jurysdykcję dla rządzenia oraz staje się Papieżem.

(2) Niektórzy kardynałowie (nawet jeden by wystarczył) nawracają się, odrzucają Sobór Watykański II i publicznie ogłaszają wakat Stolicy Apostolskiej oraz zwołują nowe konklawe. Ten czyn odebrałby Ratzingerowi tytuł do ważnego wyboru.

Prawdopodobne jest też, że #2 stosowałby się do diecezjalnych biskupów Novus Ordo, którzy otrzymaliby prawdziwą jurysdykcję, gdyby odrzucili Sobór Watykański II.

Prawdą jest też, zgodnie z tezą, że te możliwości zachowują swoją bezterminową ważność, nawet po śmierci Ratzingera.

P. Kapłaństwo i biskupstwo w Novus Ordo są prawdopodobnie nieważne. Jak więc mogą oni być czymkolwiek lub stać się czymkolwiek?

O. Nawet świecki może być mianowany na kościelne stanowiska autorytetu. Św. Ambroży był nie tylko świeckim, ale nie był nawet katolikiem, gdy został wybrany na biskupa Mediolanu. Kluczowe jest to, że aby otrzymać jurysdykcję biskup lub kardynał Novus Ordo musiałby przystać na ważną konsekrację. Bóg, w swej nieskończonej Opatrzności, zachował ważne święcenia podczas tego kryzysu w Kościele.

(Chodzi tu o rozróżnienie jakiego dokonał o. Guérard des Lauriers na MISSIO i SESSIO. Sessio to prawowite zasiadanie na stanowiskach autorytetu w Kościele, na stolicach biskupich z rzymską na czele, a missio to wypełnianie boskiego posłannictwa Kościoła przez głoszenie Ewangelii całemu stworzeniu oraz udzielanie ważnych sakramentów. Normalnie sessio i missio są w Kościele złączone, w sytuacji obecnej, niestety rozłączone. W temacie, cf. wywiad z biskupem Guérard des Lauriers z 1987 r., dostępny na stronie „Myśli Katolickiej” – przyp. tłum.)

P. Czy teza nie wprowadza podziału wśród sedewakantystów?

O. Nie. Ta dyskusja trwa między sedewakantystami od lat siedemdziesiątych. Totaliści i materialni-formaliści w atmosferze szacunku nie zgadzają się w tym temacie, ale to nigdy nie wywołało żadnego rodzaju podziału wśród nich. Często pracują razem i utrzymują stosunki przyjacielskie między sobą.

P. Ilu sedewakantystycznych księży trzyma się tezy?

O. Mniejszość, ale nie mała mniejszość (choć z czasem przybywa więcej przyjmujących tezę – przyp. tłum.). Ale dodaję, że w praktyce wszyscy sedewakantystyczni księża trzymają się tezy.

Mówię tak, ponieważ nie uważają novusordowców za prawnych niekatolików. Gdy novusordowcy wracają do tradycyjnej wiary, wystarczy, że powiedzą kapłanowi, we wszystkich przypadkach, jakie znam, że chcą być członkami jego parafii (i.e. kaplicy czy oratorium). Nie dokonują żadnej abiuracji, ani publicznej, ani prywatnej, i żadnej ekskomuniki się nie znosi. Z drugiej strony, gdyby luteranin postąpił podobnie wobec tradycyjnego kapłana, kapłan słusznie wymagałby odeń dokonania publicznej abiuracji, przez co ekskomunika zostałaby zniesiona.

Ponadto, jeśli luteranie podeszliby do balasek, kapłan odmówiłby im Komunii świętej, nawet bez uprzedniego ostrzeżenia. Ale nie znam żadnego kapłana, który odmawia Komunii świętej, bez uprzedniego ostrzeżenia, novusordowcom, którzy przypadkowo trafią na Mszę tradycyjną za pierwszym razem. Skąd ta różnica? Stąd, że novusordowcy nie zostali prawnie odcięci od Kościoła katolickiego.

Gdyby teoria totalistów była prawdziwa odnośnie Ratzingera, że mianowicie z racji jego publicznej herezji nie ma żadnego prawnego statusu w Kościele katolickim, wówczas konieczne byłoby zastosowanie tych samych zasad do wszystkich novusordowców. Musieliby zostać pojednani w taki sam sposób jak protestanci. Nie znam żadnego kapłana, nawet najbardziej zagorzałego totalisty, który tak robi.

Jest raczej tak, że przejście od novusordowca do katolika jest łatwe, bowiem nie ma żadnych prawnych przeszkód. Skutek ich chrztu, którym zostali prawnie przyłączeni do Kościoła jako społeczności nigdy nie został zniszczony. Trzeba tylko porzucić Sobór Watykański II i Ratzingera (a wielu totalistów nie wymaga nawet tego) oraz wrócić do prawdziwych sakramentów.

W praktyce wszyscy tradycyjni kapłani są materialnymi-formalistami.

Streszczenie

Teza utrzymuje, że z racji faktu przejęcia legalnymi sposobami stanowisk autorytetu przez novusordowców, posiadają oni zgodnie z prawem i prawowicie stanowiska władzy, ale nie mają władzy, która zazwyczaj idzie w parze z tymi stanowiskami.

Brakuje im tej władzy, ponieważ zamierzają narzucać Kościołowi fałszywe doktryny, fałszywy kult i szkodliwą dyscyplinę, które sprzeciwiają się istotnym celom Kościoła.

Ponieważ władza wyznaczania na urzędy należy do czysto prawnej i materialnej strony autorytetu, novusordowcy posiadają władzę prawowitego wyznaczania na stanowiska władzy, do czasu gdy ta władza nie zostanie im prawomocnie odebrana.

Wskutek tego istnieje hierarchia materialna, i.e. ktoś, kto jest prawomocnie (legally) mianowany na Papieża i inni prawomocnie mianowani na biskupów oraz inni prawomocnie mianowani na wyborców Papieży, ale nikt z nich nie posiada jakiejkolwiek jurysdykcji, oraz nikomu z nich nie jest należne posłuszeństwo. Ponieważ brak im autorytetu, który jest formą, która czyni ich tym, czym są, Ratzinger jest fałszywym papieżem a biskupi są fałszywymi biskupami. Kardynałowie są prawdziwymi wyborcami, w tej mierze, w jakiej są prawomocnie mianowanymi wyznaczającymi (designators) Papieża. Ale ich rola dotyczy materialnego porządku autorytetu, tylko porządku wyznaczania.

Podsumowanie

Teza oddaje porządkowi faktycznemu to, co jest faktem, a porządkowi prawnemu to, co jest zgodne z prawem. To, co faktyczne jest tym, co jest formalne, a to, co jest zgodne z prawem jest materialne.

Kluczem do zrozumienia tezy jest to: jurysdykcja bierze się bezpośrednio z boskiego autorytetu, a wyznaczenie na otrzymanie jurysdykcji bierze się z władzy kościelnej. Co pochodzi bezpośrednio od Boga jest unieważnione przez przeciwną intencję Ratzingera, a co pochodzi od władzy kościelnej może być unieważnione tylko przez władzę kościelną.

Wyznaczenie bierze się od prawidłowo autoryzowanych wyborców. Tylko prawidłowo autoryzowani wyborcy mogą wycofać wyznaczenie.

Więc Ratzinger faktycznie nie jest żadnym Papieżem. Materialnie, jednakże, jest papieżem, jako że jest w posiadaniu prawomocnego wyboru.

Jeśli rozróżnienie między porządkiem faktycznym a prawnym, formalnym a materialnym, nie jest zachowane, Kościół sprowadza się do bycia tłumem (a mob).

Teoria totalistów, ponadto, niszczy apostolskość Kościoła. O ile wiem, nigdy nie widziałem żadnego totalisty starającego się nawet zająć problemem apostolskości w obecnym kryzysie. Z reguły odpowiadają: „Bóg się tym zajmie”. Tak, zajmie się tym, ale Bóg-się-tym-zajmie nie jest świętą teologią. Kościół nie odpowiedział na zarzuty wobec Trójcy mówiąc „W taki czy inny sposób On jest Bogiem w trzech Osobach”, ale starannie, dzięki pracy świętych Doktorów i ostatecznie w orzeczeniach urzędu nauczycielskiego zdefiniował pewne prawdy dotyczące Trójcy, w których jedność boskiej istoty i potrójność Osób jest zachowana.

Jeśli zatem totaliści będą w stanie skutecznie odpowiedzieć na problem ciągłości hierarchii opartej na św. Piotrze, my, materialni-formaliści zamieniamy się w słuch.

Przypisy:
1. Mat. XVI, 18.
2. I Tym. III, 15.
3. Mat. XXVIII, 20.
4. Jan XIV, 16.
5. Denzinger 1824.
6. Quo graviora, 4 X 1833.

Tłumaczył z języka francuskiego ex-Pelagiusz. Źródło: „Explanation of the Thesis of Bp. Guerard des Lauriers” (oryginalny plik PDF), dostępny na stronie Seminarium Trójcy Przenajświętszej dokument z 29 czerwca 2002 roku, zaktualizowany po wyborze Ratzingera.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s