Pius X, Haerent animo

Haerent animo
Adhortacja Piusa X
o świętości kapłańskiej
(ogłoszona z okazji 50-lecia święceń kapłańskich Papieża)
4 sierpnia 1908

Najmilszym Synom, pozdrowienie i błogosławieństwo apostolskie!

Troska o zachowanie i wzrost owczarni Pańskiej

Głęboko wnikają w duszę i bojaźń w niej budzą słowa, które napisał Apostoł Narodów do Żydów, kiedy przypominając im obowiązek posłuszeństwa winnego przełożonym, stwierdził z naciskiem: „Albowiem oni czują, jako którzy za dusze wasze liczbę oddać mają” (Hbr 12, 17). Zdanie to odnosi się do wszystkich, którzykolwiek w Kościele mają przełożeństwo, ale przede wszystkim do Nas, którzy pomimo nieudolności Naszej w nim dzierżymy z woli Bożej władzę najwyższą. Dlatego troskając się dniem i nocą, przemyśliwaliśmy ustawicznie nad tym i usiłujemy wykonać wszystko, co mogłoby się przyczynić do zachowania i wzrostu Pańskiej owczarni. Największym zaś staraniem Naszym jest, żeby duchowieństwo posiadało te wszystkie przymioty, których wymaga jego powołanie. Jesteśmy bowiem przekonani, że od tego zależy najwięcej dobro religii. Skoro więc tylko wstąpiliśmy na Stolicę Apostolską, uznaliśmy za rzecz potrzebną, chociaż widzieliśmy, że ogół duchowieństwa zasługuje na liczne pochwały, zachęcić najusilniej Czcigodnych Braci biskupów świata katolickiego, żeby z największą wytrwałością i starannością ukształtowali Chrystusa (por. Gal 4, 19) w tych, którzy mają ukształtować Chrystusa w innych. Wiemy zaś dobrze, jakie są w tej sprawie dążenia zwierzchników kościelnych. Wiemy z jaką troskliwością, z jaką gorliwością starają się wychować kler cnotliwy: za co im nie tyle udzielamy pochwały, ile raczej publicznie wyrażamy wdzięczność.

Zachęta do poprawy zbłąkanych i gnuśnych

Jeżeli jednak cieszymy się, że te starania biskupów w wielu już kapłanach rozpaliły ogień niebieski, który łaskę Bożą, daną im przy święceniach, wzniecił na nowo albo powiększył – to przecież musimy jeszcze ubolewać nad tym, że inni w różnych krajach nie tak postępują, żeby lud chrześcijański mógł brać sobie z nich, jak powinno, wzór do naśladowania. Ku tym więc pragniemy w liście tym serce Nasze otworzyć (por. Kor 6, 11), serce kochające a ściśnięte obawą, jak serce ojca, który patrzy na chorego syna. Miłość ta radzi nam do zachęt biskupów dodać nasze zachęty, które, jakkolwiek zmierzają głównie do poprawy zbłąkanych i gnuśnych, to przecież i dla reszty mogą być podnietą. Wskazujemy drogę, którą powinien każdy z większą codziennie gorliwością zdążać do tego, żeby stał się prawdziwie, jak wyraża się pięknie apostoł, „człowiekiem Bożym” (1 Tm 6, 11) i żeby spełnił słuszne oczekiwanie Kościoła. Nie powiemy nic nowego i czego byście jeszcze nie słyszeli, lecz powtórzymy prawdy, o których z pewnością wszyscy powinni pamiętać. Bóg zaś daje Nam nadzieję, że słowa Nasze niemały przyniosą owoc.

Dobry kapłan wspólnym dobrem narodów katolickich

Otóż żądamy: „Odnówcie się duchem umysłu waszego i obleczcie się w nowego człowieka, który wedle Boga stworzony jest w sprawiedliwości i świątobliwości prawdy” (Ef 4, 23-24), a będzie to najpiękniejszym i najmilszym darem, jaki Nam złożyć możecie w pięćdziesiątą rocznicę Naszego kapłaństwa. A kiedy My „z umysłem skruszonym i z duchem upokorzonym” (Dn 3, 39) będziemy wobec Boga przypominali sobie lata, spędzone w kapłaństwie, będzie nam się zdawało, że cokolwiek ludzka słabość Nasza zawiniła, to naprawiamy poniekąd, napominając Was i zachęcając „abyście chodzili godnie Bogu we wszem się podobając” (Kol 1, 10). W tej jednak zachęcie nie tylko waszą korzyść będziemy mieli na oku, ale też dobro wspólne narodów katolickich, ponieważ jedno od drugiego nie da się odłączyć. Nie ma bowiem takiego kapłana, któryby mógł być dobrym lub złym tylko dla siebie samego, ale postępowanie jego i sposób życia wywiera na lud wpływ bardzo wielki. Gdziekolwiek znajdzie się kapłan prawdziwie dobry, jakiż to jest dar i jakiej wartości!

Zachęta do świątobliwego życia

Zaczynamy więc, ukochani synowie, upominanie Nasze od tego, że was zachęcamy do tej świątobliwości życia, której godność wasza wymaga. Ktokolwiek bowiem dostępuje kapłaństwa, dostępuje go nie dla siebie tylko, ale dla innych: „Albowiem każdy Najwyższy kapłan z ludzi wzięty, dla ludzi bywa postanowień w tym, co do Boga należy” (Hbr 5, 1). To samo powiedział i Chrystus, który porównał kapłanów z solą i z światłem, dla określenia celu ich działalności. Światłem więc świata, solą ziemi jest kapłan. Nikomu zapewne nie jest tajnym, że tym czyni kapłana nauczanie prawdziwej wiary, ale któżby zarazem nie wiedział, że nauczanie to nie ma żadnego prawie znaczenia, jeżeli kapłan nie potwierdza słów swoich własnym przykładem? Słuchacze uczynią zarzut obelżywy wprawdzie, lecz zasłużony: „Wyznają, iż Boga znają, lecz się uczynkami zapierają” (Tt 1, 16). I odrzucą oni naukę kapłana i nie będą ze światła jego korzystali. Dlatego Chrystus sam, stawszy się wzorem kapłanów, nauczał najpierw czynem, a potem słowem: „Począł Jezus czynić i uczyć” (Dz 1, 1). Nie będzie też mógł być solą ziemi kapłan, który nie dąży do świętości; sól bowiem zepsuta i skażona nie jest przydatną do zachowania niczego; gdzie zaś nie ma świętości, tam musi być zepsucie. Dlatego Chrystus, posługując się tym samym podobieństwem, nazywa takich kapłanów solą zwietrzałą, która „na nic się więcej nie godzi, jedno aby była precz wyrzucona i podeptana od ludzi” (Mt 5, 13).

Prawda ta jest oczywistą tym bardziej, że wykonujemy urząd kapłański nie w imieniu własnym, ale w imieniu Jezusa Chrystusa. „Tak niechaj człowiek o nas rozumie jak o sługach Chrystusowych i szafarzach tajemnic Bożych” (1 Kor 4, 1); z tej także przyczyny „zamiast Chrystusa tedy poselstwo sprawujemy” (2 Kor 5, 20). Z tej także przyczyny Chrystus sam zaliczył nas nie do sług, ale do przyjaciół: „Już was nie będę zwał sługami… Lecz was nazwałem przyjacioły, bo wszystko, com słyszał od Ojca mego, oznajmiłem wam… Alem ja was obrał i postanowiłem was, abyście szli i przynieśli owoc” (J 15, 15-16).

Naśladowanie Chrystusa

Mamy więc zastępować Chrystusa i w Jego duchu spełniać powierzone nam przez Niego posłannictwo. Ponieważ zaś przyjaciele prawdziwi tego samego pragną i tego samego nie chcą, więc powinniśmy, jako przyjaciele, to w sobie czuć, co w Chrystusie Jezusie (por. Flp 2, 5), który jest „święty, niewinny, niepokalany” (Hbr 7, 26): jako przez Niego posłani, mamy nakłaniać ludzi do wiary w Jego naukę i Zakon, ale pierwej musimy je zachowywać sami, a stawszy się uczestnikami Jego władzy, uwalniającej dusze od grzechów, powinniśmy jak najusilniej czuwać nad sobą, żebyśmy w nie sami nie wpadli. A przede wszystkim jako słudzy Jego, składający najprzedniejszą ofiarę która odnawia się ciągle mocą niespożytą, za życie świata, powinniśmy czynić to z takim usposobieniem, z jakim On złożył sam siebie na ołtarzu krzyża jako ofiarę niepokalaną Bogu. Bo jeżeli w epoce obrazów i figur tak wielkiej żądano od kapłanów świętości – jakiej trzeba żądać od nas, którzy samego ofiarujemy Chrystusa? „Od czegóż więc nie powinien być czystszym, kto taką spożywa ofiarę? Od któregoż promienia słonecznego nie powinna być jaśniejszą ręka, rozdzielająca to ciało? Usta, które zapełnia ogień duchowny, język, który rumieni krew, przejmującą zbyt wielką bojaźnią?” (1). Słusznie też upominał św. Karol Boromeusz duchowieństwo słowy: „Gdybyśmy pamiętali, najmilsi bracia, jak wielkim i czcigodnym jest, co Pan Bóg włożył w ręce nasze, jakże potężny wpływ wywierałaby na nas ta myśl, zachęcając nas do prowadzenia życia godnego duchownych! Czegóż nie złożył w ręce moje Bóg, kiedy złożył własnego Syna jednorodzonego, współwiecznego i równego sobie? W ręce moje złożył wszystkie swoje skarby, sakramenty i łaski; złożył dusze, od których nie ma on nic droższego, które więcej umiłował niż siebie, które krwią swoją odkupił; w ręce moje złożył niebo, żebym je mógł otwierać i zamykać innym…Jakże więc mógłbym do tego stopnia okazać się niewdzięcznym za taką łaskawość i miłość, żebym miał grzeszyć przeciwko Niemu? Żebym cześć Jego znieważał? Żebym plamił to ciało, które do Niego należy, tę godność, to życie, służbie Jego poświęcone?”.

Seminarium duchowne szkołą świętości i pobożności

O tę właśnie świętość życia, o której chętnie mówimy obszerniej, stara się Kościół z wielką i nieustanną troskliwością. W tym celu założono seminaria duchowne, w których młodzież ma kształcić się w naukach, ale zarazem i przede wszystkim ma uczyć się od lat dziecięcych wszelkiej pobożności. A nadto, posuwając alumnów w długich przestankach na stopnie coraz wyższe, każe im zawsze Kościół, jako matka troskliwa, dążyć do świętości. Miło o tym wspominać. Kiedy nas bowiem po raz pierwszy przyjął do świętego wojska, kazał nam wyznać, jak należało: „Pan cząstka dziedzictwa mego i kielicha mego; tyś jest, który mi przywrócisz dziedzictwo moje” (Ps 15, 5). Słowa te przypominają, jak mówi Hieronim, że „kleryk, który i sam należy do Pana i ma Pana swą cząstką, tak żyć powinien, aby i sam posiadł Pana i stał się własnością Pana” (2).

A z jaką powagą przemówił Kościół do tych, których miał zaliczyć do subdiakonów! „Raz jeszcze i powtórnie powinniście zastanowić się uważnie nad tym, jakie brzemię chcecie wziąć dobrowolnie na siebie… jeżeli to święcenie przyjmiecie, nie będzie wam wolno stanu wybranego porzucić, ale będzie waszym obowiązkiem, Bogu… zawsze służyć i z Jego pomocą zachować czystość”. A wreszcie: „Jeżeli dotychczas nie spieszyliście się do kościoła, odtąd powinniście pilnie do niego uczęszczać; jeżeli dotychczas byliście ospali, odtąd bądźcie czujni… jeżeli dotąd byliście rozwiąźli, odtąd bądźcie czyści… Baczcie na to, w czyją wchodzicie służbę!”. A dalej tak modlił się przez biskupa za tych, których miał przypuścić do diakonatu: „Niechaj w nich wszelka obfituje cnota, powaga skromna, wstydliwość stateczna, czysta niewinność i poszanowanie karności duchownej. Niech przykazania Twoje jaśnieją w ich obyczajach i niechaj wzór ich świętej czystości przyświeca ludowi”. Ale z większym jeszcze naciskiem upomina Kościół przystępujących do święceń kapłańskich: „Z wielka bojaźnią należy przyjmować tak wysoką godność i baczyć na to, żeby mądrość niebieska, dobre obyczaje i długie przestrzeganie sprawiedliwości zalecały wybranych do tego… Niechaj woń waszego żywota będzie rozkoszą Kościoła Chrystusowego, żebyście słowem i przykładem budowali dom czyli rodzinę Bożą”. Najsilniej zaś przemawiają słowa dodane: „Naśladujcie to, co sprawujecie” (quod tractatis), które zaiste zgadzają się z wezwaniem Pawła: „abyśmy wystawili każdego człowieka doskonałym w Chrystusie Jezusie” (Kol 1, 28).

Cnota kapłańska

Skoro więc takie jest zdanie Kościoła o życiu kapłanów, nie może nikogo dziwić, że święci Ojcowie i Doktorzy wszyscy zgodnie tak o tym mówią, iż niejeden mógłby im prawie zarzucić przesadę: jeżeli jednak roztropnie ich słowa ocenimy, przyznamy im słuszność zupełną. Otóż zdanie ich wszystkich tak da się streścić. Pomiędzy kapłanem a jakimkolwiek człowiekiem uczciwym taka powinna być różnica, jak między niebem a ziemią; z tej właśnie przyczyny cnota kapłańska powinna się wystrzegać nie tylko cięższych występków, ale i najlżejszych. Na tym zdaniu mężów tak czcigodnych opierając się, upomniał Sobór Trydencki kleryków, żeby unikali „lekkich także wykroczeń, które u nich byłyby bardzo wielkimi” (3), to znaczy: byłyby bardzo wielkimi nie same w sobie, ale ze względu na grzeszącego, do którego z większym prawem niż do świątyń można odnieść słowa: „Domowi twemu, Panie, przystoi świątobliwość” (Ps 92, 5).

Wyższość cnót „biernych” nad „czynnymi”

Ale zobaczmy już, na czym ma polegać ta świętość, bez której kapłan nie może się obejść: jeżeli bowiem ktoś tego nie wie, albo to błędnie pojmuje, narażony jest niewątpliwie na wielkie niebezpieczeństwo. Są bowiem tacy, którzy sądzą, a nawet głoszą, że całą chwałę kapłana stanowi jego poświęcenie się zupełne dla dobra innych, dlatego też mówią, że nie należy się prawie wcale troszczyć o owe cnoty, które człowieka samego udoskonalają (a które oni zwą „biernymi”), a wszelkimi siłami dążyć do rozwinięcia i wykonywania cnót „czynnych”. Jakże zwodnicze i zgubne jest to zapatrywanie! O nim to powiedział poprzednik Nasz błogosławionej pamięci (4): „Że różne czasy wymagają różnych cnót od chrześcijan, na to może zgodzić się tylko ten, kto nie pamięta słów apostoła: «Które przejrzał i przeznaczył, aby byli podobni obrazowi Syna Jego» (Rz 8, 29). Mistrzem i wzorem wszelkiej świętości jest Chrystus, którego śladem musi iść każdy ktokolwiek pragnie wejść do krainy błogosławionych. Otóż Chrystus nie zmienia się z postępem wieków, ale jest ten sam «wczoraj i dziś: ten i na wieki» (Hbr 13, 8). Do ludzi więc wszystkich epok powiedziane są słowa: «Uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca» (Mt 11, 29); w każdym też czasie staje przed nami Chrystus «stawszy się posłusznym aż do śmierci» (Flp 2, 8); i dla każdego stulecia zachowuje swoje znaczenie zdanie apostoła: «Którzy są Chrystusowi, ciało swe ukrzyżowali z namiętnościami i pożądliwościami» (Gal 5, 24)”.

Nauki te są wprawdzie przeznaczone dla wszystkich, ale szczególnie dotyczą one kapłanów: ci przed innymi powinni zastosować do siebie co ten sam Nasz poprzednik dodał w duchu gorliwości apostolskiej: „Oby te cnoty miały daleko więcej dziś zwolenników, którzy by je tak wykonywali, jak ludzie najświętsi czasów minionych! Tych pokora, posłuszeństwo, wstrzemięźliwość uczyniły potężnymi w uczynku i mowie (por. Łk 24, 19) na największy pożytek nie tylko religii, ale i świeckiej rzeczypospolitej”.

Wstrzemięźliwość

Tu nie będzie od rzeczy uwaga, że papież ten, wielkiej roztropności, całkiem słusznie wymienił osobno wstrzemięźliwość, którą zowie Ewangelia zaparciem się siebie. W niej bowiem tkwi przede wszystkim, najmilsi bracia, siła i dzielność i owoc wszelkiej pracy kapłańskiej; gdzie zaś jej nie ma, tam rodzi się wszystko, co w obyczajach kapłana razić może oczy i dusze wiernych. Jeżeli bowiem ktoś działa dla sromotnego zysku, jeżeli obarcza się sprawami świeckimi, jeżeli na pierwsze wysuwa się miejsca a innymi gardzi, jeżeli „przestaje z ciałem i krwią” (5), jeżeli stara się podobać ludziom, jeżeli ufa „przyłudzajacym mądrości ludzkiej słowom” (por. 1 Kor 2, 4); wszystko to pochodzi stąd, że nie dba o przykazania Chrystusowe i odrzuca warunek przez Niego postawiony: „Jeżeli kto chce za mną iść, niechaj sam siebie zaprze” (Mt 16, 24).

Obowiązki kapłana

Zalecając to jednak z naciskiem, przypominamy zarazem kapłanowi, że nie tylko dla siebie samego powinien prowadzić życie świątobliwe: jest on bowiem robotnikiem, którego Chrystus „wyszedł… nająć do winnicy swojej” (Mt 20, 1). Jego więc zadaniem jest złe zioła wyplewiać, zasiewać pożyteczne, podlewać je i czuwać, żeby „nieprzyjaciel nie nasiał kąkolu”. Dlatego kapłan powinien mieć się na baczności, żeby pod wpływem nieroztropnego jakiegoś dążenia do doskonałości wewnętrznej, nie zaniedbywał któregoś z tych zadań swego urzędu, które ma spełniać dla dobra drugich. Do takich jego obowiązków należy: głoszenie Słowa Bożego, słuchanie spowiedzi, udzielanie pomocy chorym, zwłaszcza umierającym, nauczanie nieznających prawd wiary, pocieszanie strapionych, naprowadzanie błądzących na dobrą drogę, naśladowanie we wszystkim Chrystusa, „który przeszedł czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkie opętane od diabła” (Dz 10, 38).

Pomoc Boska

Przy tym jednak trzeba zachować zawsze w pamięci słowa Pawła: „Ani który szczepi jest czym, ani który polewa: ale Bóg, który pomnożenie daje” (1 Kor 3, 7). Można idąc i płacząc rzucać nasiona; można je z wielkim mozołem pielęgnować; żeby jednak kiełkowały i wydały pożądane owoce, to jest sprawą samego Boga i przemożnej Jego pomocy. Trzeba też bardzo i na tę baczyć prawdę, że ludzie nie są niczym innym, jak tylko narzędziami, których używa Bóg dla zbawienia dusz i że narzędzia te powinny być przydatne dla działania Bożego. A kiedyż będą przydatne? Czy sądzimy, że jakakolwiek zaleta bądź wrodzona, bądź pracą nabyta, nakłoni Boga do posługiwania się nami dla rozszerzenia Jego chwały? Bynajmniej! Napisano bowiem: „Wybrał Bóg głupstwa świata, aby zawstydził mądre; a mdłe świata Bóg wybrał, aby zawstydził mocne: i podłe świata i wzgardzone wybrał Bóg i te, których nie masz, aby zniszczył te, które są” (1 Kor 1, 27-28). Jedna bowiem jest tylko rzecz, która łączy człowieka z Bogiem, jedna, która czyni przyjemnym i godnym sługą Jego miłosierdzia: świętość życia i obyczajów. Jeżeli kapłanowi brakuje tej przewyższającej znajomości (6) Jezusa Chrystusa, brakuje mu wszystkiego.

Świętość kapłańska

Gdzie bowiem nie ma świętości, tam nawet wielki zasób wiedzy naukowej (którą My sami staramy się popierać wśród kleru), tam zręczność i zapobiegliwość w działaniu, jakkolwiek mogą pewną przynieść korzyść albo Kościołowi albo jednostkom, nie rzadko przecież stają się dla nich pożałowania godną przyczyną szkody. Ile zaś dzieł, zasługujących na podziw i dla ludu Bożego zbawiennych może przedsięwziąć i przeprowadzić człowiek, najniżej nawet postawiony, lecz ozdobiony świętością, tego dowodzą liczne świadectwa ze wszystkich wieków: w czasach niedawnych dowiódł tego Jan Chrzciciel Vianney, wzorowy pasterz dusz, którego mieliśmy szczęście zaliczyć w poczet błogosławionych.

Sama tylko świętość czyni nas takimi, jakimi nas mieć chce powołanie Boże: tj. ludźmi światu ukrzyżowanymi i dla których świat sam jest ukrzyżowany; ludzi, chodzących „w nowości żywota” (por. Rz 6, 4) którzy, jak upomina św. Paweł (2 Kor 6, 5), „w pracach, w niespaniach, w pościech, w czystości, w umiejętności, w nieskwapliwości, w łagodności, w Duchu Świętym, w miłości nieobłudnej, w mowie prawdy” mają okazać się sługami Bożymi, którzy mają dążyć jedynie do Królestwa niebieskiego i starać się wszelkimi siłami innych także tam zaprowadzić.

Modlitwa warunkiem koniecznym świętości

Ponieważ zaś, jak nikomu z nas nie jest tajnym, świętość życia o tyle jest owocem naszej woli, o ile tę wzmacnia Bóg pomocą swej łaski, dlatego Bóg obficie nas zaopatrzył, żeby nam nigdy nie zabrakło daru łaski, jeżeli jej tylko będziemy pożądali, przede wszystkim zaś dostępujemy jej przez usilną modlitwę. Pomiędzy modlitwą a świętością zachodzi niewątpliwie taki związek konieczny, że jedna bez drugiej żadnym sposobem istnieć nie może. Dlatego zgadza się zupełnie z prawdą zdanie Chryzostoma: „Uważam za rzecz jasną dla wszystkich, iż jest po prostu niepodobieństwem żyć cnotliwie bez obrony modlitwy” (7). Trafne też jest orzeczenie Augustyna: „Naprawdę umie żyć dobrze, kto dobrze umie się modlić” (8). Mocniej jednak przekonał nas o tych prawdach Chrystus sam i częstą zachętą a najwięcej swoim przykładem. Żeby się bowiem modlić, oddalał się na pustynie, albo sam wychodził na góry; noce całe przepędzał na modlitwie; świątynię odwiedzał często; a nawet wśród cisnących się do niego tłumów modlił się publicznie, podnosząc oczy ku niebu; przybity wreszcie do krzyża, wśród męki konania, wołał głośno do Ojca, błagając go ze łzami.

Miłowanie modlitwy

O tym więc nie możemy wątpić, że kapłan powinien szczególniejszym sposobem miłować modlitwę, jeżeli ma okazywać się godnym swego stanowiska i godnie piastować swój urząd. Często jednak musimy ubolewać nad tym, że niejeden modli się raczej ze zwyczaju niż z gorącości ducha: taki odmawia psalmy nieuważnie w godzinach oznaczonych, albo też od czasu do czasu krótkie modlitwy, a potem już nie poświęca żadnej części dnia na rozmowę z Bogiem i na pobożne ku niebu westchnienia. A przecież kapłan powinien z daleko większą gorliwością niż wszyscy inni spełniać przykazanie Chrystusa: „Zawżdy modlić się potrzeba” (Łk 18, 1); którego trzymając się św. Paweł polecał z tak wielkim naciskiem: „W modlitwie trwajcie, czujni będąc na niej z dziękczynieniem” (Kol 4, 2), „bez przestanku się módlcie” (1 Tes 5, 17). Duszy bowiem, która pragnie i sama się uświęcić i przyczynić się do zbawienia innych, ileż to codziennie nastręcza się pobudek do modlitwy! Trwogi wewnętrzne, siła i uporczywość pokus, brak cnót, ociężałość i bezpłodność w działaniu, liczne bardzo upadki i zaniedbania, bojaźń wreszcie sądu Bożego: to wszystko silnie nas podnieca do wylewania łez przed Panem, żebyśmy mogli Jego zyskać pomoc, a nadto wzbogacić się przed Nim w zasługi. Ale nie tylko dla siebie samych powinniśmy błagać ze łzami ratunku. Wśród tej powodzi występków, która szerzy się wszędzie coraz bardziej, my przede wszystkim powinniśmy wzywać miłosierdzia Bożego i modlić się do Chrystusa, utajonego w Przedziwnym Sakramencie i rozdającego wszelkie łaski z największą szczodrobliwością. „Zmiłuj się, Panie, zmiłuj nad ludem Twoim”.

Rozważanie rzeczy wiecznych

Główną tu jest rzeczą, żeby wszyscy pewną część dnia poświęcali na rozważanie rzeczy wiecznych. Nie ma kapłana, któryby mógł tego zaniechać bez wielkiej szkody dla duszy i nie stając się winnym ciężkiej niedbałości. Św. Bernard Opat, pisząc do Eugeniusza III, swego niegdyś ucznia, w owym zaś czasie papieża, upominał go śmiało i usilnie, żeby nigdy nie opuszczał codziennego rozmyślania o rzeczach Boskich, dodając, że od tego nie mogą go wymówić żadne zajęcia i troski, połączone z urzędem Namiestnika Chrystusowego, które są przecież tak liczne i wielkie. Dowodził zaś słuszności swego żądania, wyliczając bardzo roztropnie pożytki tego ćwiczenia: „Rozważanie oczyszcza swoje źródło, to jest umysł, z którego się rodzi. Dalej ono kieruje afektami i czynami, poprawia błędy, układa obyczaje, uzacnia i porządkuje żywot; ono wreszcie darzy znajomością rzeczy Boskich i ludzkich. Ono rozdziela, co jest pomieszane, łączy, co nie powiązane, zbiera, co rozprószone, odsłania, co zakryte, wyśledzą prawdę, ocenia prawdopodobieństwo, wykrywa zmyślenia i fałsze. Ono wprowadza porządek w to, co mamy czynić a osądza, cośmy zrobili, tak że nic nie pozostaje w duszy, co by nie było poprawione albo potrzebowało poprawy. Ono w szczęściu przeczuwa przeciwności – a przeciwności prawie nie czuje: tamto jest dziełem roztropności a to dziełem męstwa”. To właśnie zestawienie wielkich pożytków, wynikających z medytacji, poucza zaś, że ona jest nie tylko z każdego względu zbawienną, ale bardzo potrzebną.

Rozmyślanie codzienne

Jakkolwiek bowiem różne obowiązki kapłańskie są wzniosłe, i wielkiej czci godne, to przecież zdarza się, że ci, którzy je spełniają, nie czynią tego z należną pobożnością, ponieważ im przez częste powtarzanie spowszedniały. A kiedy u takich kapłanów gorliwość ducha zmniejsza się powoli coraz bardziej, popadają oni łatwo w ospałość a nawet w niechęć do rzeczy najświętszych. Ponieważ nadto kapłan musi codziennie obracać się niejako „pośrodku narodu przewrotnego” (por. Flp 2, 14), więc powinien obawiać się nawet wśród pracy pasterskiej, że może wpaść niespostrzeżenie w zasadzki węża piekielnego. A jakże też łatwo nawet serca pobożne może zabrudzić kurz tego świata! Stąd jasną jest rzeczą, iż trzeba koniecznie wracać codziennie do rozważania prawd wiecznych, aby umysł i wola odświeżały swą siłę i umacniały się przeciw pokusom.
Nadto potrzebuje kapłan nabyć pewnej łatwości w podnoszeniu się i dążeniu do rzeczy niebieskich, które przecież powinien miłować, głosić, zalecać; całe jego życie powinno być tak wywyższone ponad poziom ludzki, żeby wszystko, co czyni w świętej służbie swojej, czynił zgodnie z wolą Bożą, pobudzany i prowadzony przez wiarę. Otóż to usposobienie duszy i tę niejako wrodzoną łączność z Bogiem wytwarza najwięcej i zachowuje rozmyślanie codzienne – co jest tak oczywistym dla każdego człowieka roztropnego, że nie potrzeba dłużej o tym mówić.

Lekceważenie rozważania rzeczy Boskich

Smutne zaś potwierdzenie tej prawdy można znaleźć w życiu tych kapłanów, którzy lekceważą sobie rozważanie rzeczy Boskich, albo którym ono całkiem jest wstrętne. Widzisz w nich ludzi, którzy zatracili w sobie „umysł Chrystusowy” (9), owo dobro tak cenne; którzy oddali się całkiem sprawom ziemskim, gonią za próżnością; mówią rzeczy błahe; najświętsze czynności spełniają opieszale, zimno, może niegodnie. Niegdyś ci sami, kiedy ich świeżo namaściła łaska sakramentu kapłaństwa, pilnie przysposabiali się do odmawiania psalmów, żeby nie byli „jako ludzie, którzy Boga kuszą” (10); wybierali czas i miejsce sposobne, oddalone od zgiełku; starali się poznać myśli Boże; chwalili, wzdychali, radowali się i całą duszą modlili się razem z Psalmistą. A teraz – jakże wielka zaszła w nich zmiana!… Mało też pozostało już w nich z owej pobożności żywej ku Tajemnicom Boskim, która ich ożywiała niegdyś. Jak drogie były im dawniej owe przybytki! Dusza ich tęskniła do Stołu Pańskiego i pragnęła coraz to więcej przywieść do niego pobożnych. Jak troskliwie starali się oczyścić duszę przed ofiarą świętą, jak gorące były ich pragnienia i modlitwy! A z jaką czcią sprawowali tę ofiarę, żeby wzniosłe jej obrzędy nie doznały żadnego uszczerbku! Jak serdecznie potem składali za nią dzięki: a dobra woń Chrystusowa spływała na lud!… „Rozpominajcie – zaklinamy was, synowie kochani – rozpominajcie dni dawne” (Hbr 10, 32): wtedy bowiem gorąca była dusza wasza, odżywiana pobożnym rozmyślaniem.

Błąd całkowitego oddania się życiu dla bliźnich

Ale i wśród tych samych, co niechętnie tylko lub wcale „nie uważają w sercu” (Jer 12, 11), nie brak zaiste takich, którzy nie ukrywają duszy swej niedostatku i starają się usprawiedliwić, tłumacząc się, że oddali się całkiem życiu czynnemu, na służbę i pożytek bliźnich. Smutny to jednak jest błąd. Ponieważ bowiem nie mają zwyczaju rozmawiać z Bogiem, więc kiedy o Nim prawią ludziom, albo ich pouczają o życiu chrześcijańskim, brakuje im całkiem tchnienia Bożego, tak iż słowo Ewangelii wydaje się w nich prawie obumarłym. Jakkolwiek może słyną z roztropności i wymowy, to przecież ich głosem wcale nie przemawia Pasterz dobry, którego owce mają słuchać, żeby się zbawić: głośne ich bowiem wołanie rozbrzmiewa na próżno, a niekiedy roznosi nawet zarazę zgubnego przykładu ze szkodą religii, ku zgorszeniu dobrych. Podobnie ma się rzecz ze wszystkimi innymi ich czynnościami: nie przynoszą one albo wcale prawdziwego pożytku, albo tylko na krótką chwilę, bo im nie dostaje deszczu niebieskiego, który przeciwnie sprowadza w największej obfitości „modlitwa korzącego się” (Ekli 35, 21).

Pogarda modlitwy zgubnym zaślepieniem

W tym miejscu musimy wyrazić najgłębsze ubolewanie nad tymi, którzy zgubną nauką nową zarażeni, ośmielają się być przeciwnego zdania i uważają rozmyślanie i modlitwę za próżną stratę czasu. Zgubne to zaślepienie! Oby raz dobrze zechcieli zastanowić się nad sobą, a poznaliby, jakie są skutki tego zaniedbania i pogardy modlitwy. One bowiem zrodziły pychę i upór, a te wydały owoce zbyt gorzkie, o których miłość ojcowska nie chce nawet wspominać i które pragnie odciąć. Oby Bóg spełnił Nasze życzenia; oby wejrzał dobrotliwie na zbłąkanych, oby w takiej obfitości wylał na nich „ducha łaski i modlitwy”, żeby opłakując swój błąd, chętnie powrócili ku radości powszechnej na drogę, z której zboczyli i żeby odtąd trzymali się jej z większą ostrożnością! Nam zaś niech sam Bóg będzie świadkiem, jak niegdyś apostołowi (Flp 1, 8), „Jako pragniemy ich wszystkich we wnętrznościach Jezusa Chrystusa!”.

Pobożne rozmyślanie źródłem rady i cnót

Oby więc i tamtym i wam wszystkim, ukocham synowie, głęboko wniknęła w serce zachęta Nasza, która jest Chrystusową: „Patrzcie, czujcie, a módlcie się” (Mk 13, 33). Przede wszystkim niech każdy stara się pobożnie rozmyślać; niech dąży do tego z ufnością, powtarzając wielokrotnie prośbę: „Panie, naucz nas modlić się” (Łk 11, 1). Nie małej też wagi powinna być dla nas pewna szczególna pobudka do rozmyślania, a mianowicie ta, że ono jest obfitym źródłem rady i cnoty, potrzebnej do dobrego kierownictwa dusz, które należy do spraw najtrudniejszych ze wszystkich.

O tym wypowiedział św. Karol następujące, godne zapa¬miętania słowa pasterskie: „Zrozumiejcie bracia, że nic nie jest dla wszystkich sług Kościoła równie koniecznym, jak modlitwa myślna, wyprzedzająca wszystkie czynności nasze, towarzysząca im i następująca po nich: «Będę śpiewał – mówi prorok – a będę rozumiał» (Ps 100, 2). Kiedy sakramenty sprawujesz, rozważaj bracie, co czynisz; kiedy Msze odprawiasz, rozważaj, co ofiarujesz; kiedy psalmy odmawiasz, rozważaj, do kogo i co mówisz; kiedy duszami kierujesz, rozważaj, «czyją Krwią one są obmyte»” (11). Dlatego całkiem słusznie każe nam Kościół często powtarzać te słowa Dawidowe: „Błogosławiony mąż, który nie chodził w radzie niezbożnych… ale w zakonie Pańskim wola jego, a w zakonie Jego będzie rozmyślał we dnie i w nocy… wszystko, cokolwiek czynić będziecie, poszczęści się” (12). Do tego niechaj nas wreszcie jedna jeszcze wzniosła zachęca pobudka, wystarczająca za wszystkie inne: jeżeli bowiem kapłan zowie się „drugim Chrystusem” i jest Nim przez uczestnictwo w jego władzy, czyż nie powinien stać się takim także przez naśladowanie Jego czynów?… „Największym więc staraniem naszym powinno być rozmyślanie o życiu Jezusa Chrystusa” (13).

Czytanie ksiąg pobożnych

Dużo dalej zależy na tym, żeby kapłan z codziennym rozważaniem rzeczy Boskich łączył zawsze czytanie ksiąg pobożnych, zwłaszcza tych, które są przez Boga natchnione. Polecał to Paweł Tymoteuszowi: „Pilnuj czytania” (1 Tm 4, 13). Tak i Hieronim, pouczając Nepocjana o życiu kapłańskim, nalegał: „Nigdy nie zaprzestawaj czytania pobożnego”; przydawał zaś przyczynę: „Ucz się sam tego, czego masz nauczyć: trzymaj się tej, która jest wedle nauki, wiernej mowy, iżbyś mógł napominać przez zdrową naukę i tych, którzy się sprzeciwiają, przekonać” (por. Tt 1, 9). A jakże wielką korzyść odnoszą z tego czytania kapłani, u których ono stałym jest zwyczajem; jak wdzięcznie pouczają o Chrystusie, jak zachęcają umysły i dusze wiernych do lepszego życia i do wyższych podnoszą pragnień, zamiast je roztkliwiać tylko i zabawiać!

Ale z innej jeszcze przyczyny, a mianowicie ze względu na wasz pożytek własny, ukochani synowie, uzasadnione jest polecenie tegoż Hieronima: „Nigdy nie zaprzestawaj czytania pobożnego!”. Któż bowiem nie wie, jak wielki wpływ wywiera na duszę ludzką przyjaciel, który szczerze upomina, radą wspomaga, karci, pobudza, od błędu odwodzi? „Szczęśliwy, który znalazł przyjaciela wiernego” (Ekli 25, 12)… „a kto go znalazł, skarb znalazł” (Ekli 6, 14). Otóż w księgach pobożnych powinniśmy sobie zyskiwać wiernych przyjaciół. One bowiem przypominają nam nasze obowiązki i przepisy prawowitej karności; budzą głosy niebieskie, przytłumione w duszy; karcą gnuśność postanowień; zakłócają spokój zwodniczy; wytykają mniej dobre a ukrywające się przywiązania; odsłaniają niebezpieczeństwa, grożące często nieostrożnym. To wszystko zaś czynią one z milczącą życzliwością tak, że okazują się najlepszymi nawet naszymi przyjaciółmi. One bowiem trzymają się niejako zawsze naszego boku, ilekroć tego pragniemy i w każdej godzinie są gotowe w potrzebach naszych nam pomóc; głos ich nigdy nie jest przykry, rada ich nigdy nie jest chciwą, mowa ich nigdy nie jest bojaźliwą albo kłamliwą.

Zbawienna skuteczność czytania pobożnego

Zbawiennej skuteczności czytania pobożnego dowodzi wiele i to wybitnych przykładów; ale najwybitniejszym zapewne ze wszystkich jest przykład Augustyna, którego zasługi nieocenione dla Kościoła taki miały początek: „Bierz i czytaj!… Pochwyciłem [listy apostoła Pawła] w milczeniu… Jak gdyby światło pewności weszło do mojego serca i rozproszyło wszelkiego wątpienia ciemność” (14). Ale w naszych czasach dzieje się często niestety przeciwnie: członkowie kleru pozwalają się niespostrzeżenie otoczyć ciemnościom wątpienia i schodzą na manowce świata właśnie dlatego, że ponad księgi pobożne i Boskie przenoszą całkiem inne wszelkiego rodzaju i mnóstwo dzienników pełnych nęcącego a zgubnego błędu. Czuwajcie nad sobą, ukocham synowie: nie ufajcie wiekowi swemu dojrzałemu lub podeszłemu i niechaj was nie łudzi zwodnicza nadzieja, że tym sposobem możecie lepiej pracować dla dobra powszechnego. Baczcie na pewne granice – i na te, które wytykają prawa Kościoła – i na te, które spostrzega roztropność i miłość siebie samego; kto bowiem raz napije się trucizny, ten bardzo rzadko uniknie szkodliwych skutków zgubnego jej działania.

Rachunek sumienia

A dalej korzyści, jakie przynosi bądź to czytanie pobożne, bądź rozważanie rzeczy niebieskich, staną się z pewnością jeszcze obfitszymi dla kapłana, jeżeli będzie miał jakąś nadto podstawę do rozpoznawania, czy sam stara się w praktyce życia pobożnie wypełniać to, o czym czyta i rozmyśla. Tu ma dobre zastosowanie pewna doskonała nauka, której udziela Chryzostom przede wszystkim kapłanom. Codziennie wieczorem, zanim zmorzy cię sen, „wezwij na sąd swoje sumienie, zasięgaj jego zdania, roztrząsaj złe myśli, które ci się w ciągu dnia nasunęły i ukarz się za nie” (15).
Jak dobra to rzecz i płodna w owoce dla cnoty chrześcijańskiej, dowodzą jasno roztropniejsi mistrzowie pobożności, upominając i zachęcając do niej najlepszymi argumentami. Wyborny jest ów przepis św. Bernarda, który tu przytaczamy: „Czuwając troskliwie nad zachowaniem swej cnoty nienaruszonej, badaj swoje życie w codziennym roztrząsaniu. Uważaj pilnie na to, o ile postępujesz, albo o ile się cofasz… Staraj się poznać siebie… Stawiaj sobie przed oczyma wszystkie przekroczenia swoje. Stawiaj je przed sobą, jak gdyby przed drugim – i tak płacz nad sobą samym” (16).

Opieszałość i zaniedbanie uświęcenia duszy

I w tej sprawie musimy uważać za prawdziwą hańbę, jeżeli ziszczają się słowa Chrystusowe: „Synowie tego świata roztropniejsi są… nad synów światłości” (Łk 16, 8)! Wszakże widzimy, z jaką oni skrzętnością załatwiają swoje sprawy; jak często zestawiają swoje dochody i wydatki; jak dokładne i ścisłe przeprowadzają rachunki; jak boleją nad doznanymi stratami i tym silniej pobudzają się sami do powetowania tych strat. My zaś, którzy może palimy się do zdobywania zaszczytów, do pomnożenia majątku, do pozyskania za pomocą nauki rozgłosu tylko i sławy; my traktujemy sprawę największą a bardzo trudną, sprawę uświęcenia swej duszy, ospale i z niechęcią. Ledwie bowiem od czasu do czasu skupiamy i badamy swego ducha, który dlatego prawie zarasta chwastami, podobnie jak winnica leniwca, o której napisano: „Szedłem przez pole człowieka leniwego i przez winnicę męża głupiego: ano wszędy zarosło pokrzywami i ciernie pokryły grunt jego i rozwalił się płot kamienny” (Przyp 24, 30-31).
Pogarszają jeszcze stan rzeczy mnożące się wokoło złe przykłady, które narażają i samą cnotę kapłańską na niebezpieczeństwo, tak iż trzeba nam z każdym dniem powiększać swoją czujność i siłę odporną. Doświadczenie uczy, że człowiek, który często i surowo ocenia swoje myśli, słowa i czyny, większą okazuje dzielność duchową zarówno w nienawiści i unikaniu złego, jak i w gorącym pragnieniu dobrego. Wiemy też z doświadczenia, jak źle dzieje się najczęściej z tymi, którzy unikają owego trybunału, gdzie zasiada na sąd sprawiedliwość a przed nią staje sumienie jako obwiniony i jako oskarżyciel. U takich na próżno wyglądałbyś owej oględności w działaniu, tak cenionej u chrześcijanina, która każe unikać i mniejszych przewinień – i owej bojaźliwości wstydliwej, która przystoi przed innymi kapłanowi, a którą zatrważa najmniejsza nawet obraza, wyrządzona Bogu. Co więcej, opieszałość i zaniedbanie siebie samego dochodzi u nich niekiedy do tego stopnia, że nie przystępują nawet do sakramentu pokuty, którym Chrystus w niewymownym miłosierdziu swoim obdarzył ułomność ludzką jako najbardziej pożądaną pomocą.

Sakrament pokuty

Nie można z pewnością zaprzeczyć i gorzko trzeba nad tym płakać, iż zdarza się nie rzadko, że człowiek, który innych odstrasza od grzechów piorunami Słowa Bożego, nie lęka się nic o siebie i grzęźnie w występkach; że ten, który zachęca gorąco innych, aby nie lenili się zmywać plam duchowych w sakramencie pokuty, sam czyni to tak leniwie, ociągając się nieraz całymi miesiącami; że ten, który umie oliwę i wino zbawienne wlewać w rany innych, sam leży ranny przy drodze i nie szuka leczącej dłoni braterskiej, zwyczajnie bardzo bliskiej. Ileż to niestety popełniono wszędzie i popełnia się dzisiaj czynów niegodziwych wobec Boga i Kościoła, zgubnych dla chrześcijańskiego ludu a hańbiących stan kapłański!

Najgorszym zepsucie tego, co najlepsze

Kiedy o tym myślimy z obowiązku sumienia, gorycz napełnia Nam duszę i poddaje nam to wołanie bolesne: Biada kapłanowi, co nie umie strzec swej godności i kala swą niewiernością imię Boga świętego, któremu święcie powinien służyć! Najgorszym jest zepsucie tego, co najlepsze: „Wielka jest godność kapłanów, ale też wielkim jest ich nieszczęście, jeżeli grzeszą; radujmy się z ich wyniesienia, ale lękajmy się, kiedy upadają; nie tyle radości sprawia zajęcie wysokiego stanowiska, ile żalu wywołuje upadek z wyżyny” (17).
Biada więc kapłanowi, który zapominając o sobie, przestaje się modlić; który odrzuca pokarm czytania pobożnego; który nigdy nie wchodzi w siebie, ażeby posłuchać głosu oskarżającego sumienia! Jego nie wzruszą ani rany krwawiące się duszy, ani płacz matki Kościoła, dopóki go nie ugodzi straszna owa groźba: „Zaślep serce ludu tego a uszy jego obciąż i oczy jego zawrzyj: aby snąć nie widział oczyma swymi i uszami swymi nie słyszał, a sercem swym nie rozumiał a nawróciłby się i uzdrowiłbym go” (Iz 6, 10). Oby Bóg w miłosierdzie bogaty zachował was wszystkich, ukochani synowie, od tego nieszczęścia, On, który patrzy w serce nasze wolne od wszelkiej przeciw komukolwiek niechęci, ale obejmujące wszystkich miłością pasterza i ojca: „Albowiem któraż jest nadzieja nasza, albo wesele, albo korona przechwalania? Izali nie wy przed Panem naszym Jezusem Chrystusem?” (1 Tes 2, 19).

Czystość, cześć i posłuszeństwo, uległość Stolicy Apostolskiej

Widzicie jednak sami, ilu was jest gdziekolwiek, jakie przyszły czasy na Kościół, niezbadanym zrządzeniem Bożym. Baczcie też na to i rozważajcie, jak święty macie obowiązek udzielania pomocy w jego ucisku temu, który was tak wielką obdarzył godnością. Jeżeli więc kiedy, to teraz potrzeba cnoty niepośledniej, przykładnej, nienagannej, czujnej, czynnej, gotowej do wielkich dzieł i cierpień dla Chrystusa. Nic też innego nie pragniemy i nie życzymy wam wszystkim goręcej. Niechże więc w was kwitnie zawsze nienaruszona czystość, najprzedniejsza ozdoba naszego stanu, której blask czyni kapłana podobnym do aniołów a u ludu chrześcijańskiego zjednuje mu większą cześć i czyni go płodniejszym w święte owoce. Niech zwiększa się ustawicznie cześć i posłuszeństwo, przyrzeczone uroczyście tym, którym Duch Boży oddał rządy Kościoła: a zwłaszcza niech z każdym dniem wzmacniają się węzły, które powinny łączyć umysły i dusze w wiernej uległości dla tej Stolicy Apostolskiej.

Praca z młodzieżą

Niech także wszyscy wielką okazują miłość, która nigdy nie szuka własnej korzyści: abyście, poskromiwszy w sobie właściwe naturze ludzkiej bodźce zazdrości i żądzy zaszczytów, połączyli wszystkie dążenia swoje we współzawodnictwie braterskim dla pomnożenia chwały Bożej. Waszej miłości dobrodziejstw oczekuje najnieszczęśliwsze „mnóstwo wielkie niemocnych, ślepych, chromych, wyschłych” (J 5, 3); najwięcej zaś oczekują ich liczne gromady młodzieży, najdroższa nadzieja społeczeństwa i Kościoła, otoczone zewsząd fałszem i zepsuciem. Starajcie się usilnie, nie tylko ucząc prawd wiary świętej przez katechizację – co zalecamy na nowo i jeszcze goręcej – ale wszelką pomocą możliwą, radą i zapobiegliwością, dobrze i jak najlepiej przysługiwać się wszystkim.

Praca misyjna

Wspierając, strzegąc, lecząc, uspokajając, do tego tylko dążcie i tego tylko pragnijcie, żebyście zyskiwali dusze dla Chrystusa, lub ściślej z Nim je łączyli. Z jaką gorliwością, z jakim trudem i jak śmiało działają na straszną szkodę dusz Jego nieprzyjaciele! Ta przede wszystkim miłość, okazywana czynem przez duchowieństwo, głoszące pokój chrześcijański i zanosząca zbawienie i oświatę ludom nieucywilizowanym, sprawia Kościołowi katolickiemu pociechę i przynosi mu chlubę: tam wielkie jego prace, uświęcone nieraz krwią przelaną, rozszerzają z każdym dniem królestwo Chrystusowe i nowe wierze świętej wywalczają zwycięstwa.

Wytrwałość w głoszeniu słowa Bożego

Jeżeli zaś szczera miłość wasza, ukochani synowie, spotka się, jak bywa bardzo często, z niechęcią, obelgą, oszczerstwem, nie poddawajcie się z tego powodu smutkowi i „nie ustawajcie dobrze czynić” (2 Tes 3, 13). Miejcie przed oczyma owe tak liczne i pełne zasług zastępy tych, którzy za przykładem apostołów znosząc najdotkliwszą zelżywość dla imienia Chrystusowego, „szli radując się” (Dz 5, 41) i błogosławili, gdy im złorzeczono. Synami bowiem jesteśmy i braćmi świętych, których imiona jaśnieją w

księdze żywota, których chwałę głosi Kościół: „Nie czyńmy zelżywości sławie naszej!” (1 Mach 9, 10).

Ćwiczenia duchowne

Kiedy odnowi się i wzrośnie w szeregach kleru duch łaski kapłańskiej, wtenczas daleko większy skutek odniosą usiłowania Nasze, przez Boga natchnione, które zmierzają do odnowienia wszystkiego. Dlatego uznaliśmy za rzecz po¬trzebną dodać do tego, cośmy wyżej wyłuszczyli, jeszcze pewne wskazówki, dotyczące środków, które pomagają do zachowania i pomnożenia łaski. Pierwszym, zapewne wszystkim znanym i przez wszystkich cenionym, ale nie wypróbowanym w praktyce przez wszystkich, jest pobożne odbywanie tak zwanych ćwiczeń duchownych, coroczne, jeżeli być może, albo u siebie na osobności, albo też lepiej razem z innymi, co zwykle większy przynosi owoc; z zachowaniem przepisów, wydanych przez biskupów. Pożytki tych ćwiczeń sławiliśmy już dosyć sami, kiedyśmy dali niektóre wskazówki w tym względzie klerowi rzymskiemu (18).
Nie mniej pożytku odniosą dusze, jeżeli podobne rekolekcje przez kilka przynajmniej godzin odbywać się będą przez miesiąc prywatnie lub wspólnie: z przyjemnością widzimy, że zwyczaj ten wprowadzono już w wielu miejscach; że sprzyjają mu sami biskupi i że nawet niekiedy przewodniczą takiemu zgromadzeniu.

Związki kapłańskie

Nadto zalecamy, żeby kapłani ściślej łączyli się ze sobą, jak przystoi braciom i żeby tę łączność utwierdzała i kierowała nią powaga biskupia. Polecenia godne są z pewnością związki, których celem jest udzielanie sobie wzajemnej pomocy w przeciwnościach dla obrony czci osobistej i godności kapłańskiej, przeciw podstępom nieprzyjaciół i dla innych celów podobnych. Ale więcej jeszcze zależy niezawodnie na tym, żeby tworzyli związki dla kształcenia się w umiejętności świętej, a zwłaszcza dla utwierdzenia się troskliwszego w świętym powołaniu, żeby łączyli swe siły i naradzali się nad tym, co duszom może wyjść na pożytek.
Świadczą o tym roczniki Kościoła, jak dobre owoce przynosiły takie związki, kiedy kapłani w różnych miejscach wspólne prowadzili życie. Czemuż by nie można czegoś podobnego wznowić, i w naszych czasach, w sposób zastosowany do miejsc i urzędów? I czyż nie można się spodziewać, że stowarzyszenia te przynosić będą znów takie owoce na pociechę Kościoła, jakie przynosiły dawniej? Istnieją już zresztą związki tego rodzaju, zatwierdzone przez biskupów a przynoszące pożytek tym większy, im wcześniej nowo wyświęceni kapłani do nich przystępują. My sami popieraliśmy, sprawując urząd biskupi, jeden taki związek, przekonawszy się o jego pożyteczności i otaczamy teraz jeszcze związek ten i inne szczególną życzliwością.

Uświęcenie kapłańskie

Te środki pomocnicze dla łaski kapłańskiej i te, które wam podda – stosownie do wymagań czasu i stosunków – czujna roztropność biskupów, ceńcie sobie tak i używajcie ich, abyście z każdym dniem coraz bardziej „chodzili godnie powołaniu, którym jesteście powołani” (Ef 9, 1), przynosząc zaszczyt swemu urzędowi i spełniając w sobie wolę Bożą, którą jest uświęcenie wasze.
Do tego bowiem zmierzają przede wszystkim myśli i troski nasze: dlatego wznosząc oczy ku niebu, powtarzamy często, modląc się za całe duchowieństwo, słowa Chrystusa Pana: „Ojcze święty… poświęć je!” (J 17, 11-17). Radujemy się, że wielu wiernych ze wszystkich stanów troszczących się bardzo o wspólne dobro wasze i Kościoła, modli się o to razem z Nami: co więcej, na pociechę Naszą żyje niemało dusz wyższej cnoty, nie tylko w klasztorach, ale i wśród świata, które w tej samej intencji oddają siebie Bogu nieustannie na ofiarę. Oby Bóg najwyższy przyjął jako wonne kadzidło czyste ich i wzniosłe modlitwy i oby nie odrzucił Naszych próśb najpokorniejszych! Oby nam sprzyjała łaskawa Jego Opatrzność: oby na całe duchowieństwo spłynęły z najświętszego Serca Syna Jego umiłowanego bogactwa łaski, miłości i wszelkiej cnoty!

Podziękowania za życzenia i błogosławieństwo

W końcu miło Nam, ukochani synowie, podziękować wam serdecznie za życzenia, któreście Nam złożyli z powodu zbliżającej się pięćdziesiątej rocznicy Naszego kapłaństwa: Nasze zaś dla was życzenia, żeby spełniły się jak najobficiej, polecamy Najświętszej Dziewicy Matce, Królowej Apostołów. Ona bowiem nauczyła owych pierwszych, szczęśliwych kapłanów, jak mają „trwać jednomyślnie na modlitwie”, aż będą „obleczeni mocą z wysokości” (por. Dz 1, 14; Łk 24, 46). Ona też wyjednała z pewnością swymi modłami, że otrzymali tę moc o wiele większą. Ona wspomogła ich radą i utwierdziła tak, iż prace ich wydały plony najbogatsze.
Życzymy wam, ukochani synowie, żeby pokój Chrystusowy „przewyższał w sercach waszych” (Kol 3, 15) z weselem Ducha Świętego a zadatkiem tego niech będzie błogosławieństwo apostolskie, którego wam wszystkim całym sercem udzielamy.

Dan w Rzymie, u Św. Piotra, dnia 4 sierpnia roku 1908, a z początkiem szóstego roku Naszego pontyfikatu.

Pius X

(1) Św. Jan Chryzostom, Hom. LXXXII, in Matth., n. 5.
(2) Ep. LII ad Nepotium, n. 5.
(3) Sesja XXII, de reform., c. l.
(4) Leon XIII, Testem benevolentiae, 22 I 1899
(5) Słowa te św. Pawła, wyjęte z listu do Galatów (1, 16): „non acquievi carni et sanguini” znaczą tyle, co: nie szukałem rady u siebie jako człowieka zmysłowego, którego dążenia są niskie i obracają się w kole pragnień czysto naturalnych – przyp. tłum.
(6) Słowa: „supereminens Iesu Christi scientia” wzięte są z listu do Efezjan (3, 19), gdzie czytamy: „scire etiam supereminentem scientiae charitatem Christi” – przyp. tłum.
(7) De precatione, orat. 1.
(8) Hom. IV, ex. 50.
(9) Tzn. „ducha Chrystusowego”: wyrażenie to „sensus Christi” wzięte jest z 1 listu do Koryntian (2, 16) – przyp. tłum.
(10) Ekli 18, 23: „Przed modlitwą przygotuj duszę twoją, a nie bądź jako człowiek, który Boga kusi” – przyp. tłum.
(11) Ex orationib. ad clerum.
(12) Por. Ps 1, 1-4; w tekście oryginalnym nie są te wiersze przytoczone całkiem dosłownie – przyp. tłum.
(13) De imit. Chr., I, 1.
(14) Conf., l. VIII, c. 12.
(15) Exposit. in Ps IV, n. 8.
(16) Meditationes piissimae, c. V: „De quotid. sui ipsius exam”.
(17) Św. Hieronim, In Ezech., l. XIII, c. 44, v. 20.
(18) Experiendo ad card. in Urbe Vicarium, 27 XII 1904.

Źródło: gloria.tv.