Na czem polega prawdziwy pokój?

Już od ponad wieku ze strony międzynarodowych organizacji płyną wezwania do budowania światowego pokoju opartego na zasadach humanizmu i wolności religijnej. Po śmierci Piusa XII, wraz z wyborem modernisty Jana XXIII, organizacje pokroju ONZ zaczęły zyskiwać coraz bardziej otwarte poparcie ze strony Watykanu i po kilku latach stało się jasne, że odstępcza hierarchia wyrzekła się dążenia do prawdziwego pokoju zbudowanego na panowaniu Chrystusa Króla. O tej nowej koncepcji pokoju przypomina co roku ustanowiony przez Pawła VI „Światowy Dzień Pokoju”. Czytaj dalej

Przesłanie Wojtyły na „Światowy Dzień Pokoju” w 1992 r.

Princeps pacis, Książę pokoju, „Kamień, który odrzucili budujący” (Ps. CXVII, 22) nowy światowy pokój (fragment obrazu Giotta, Boże Narodzenie, ok. 1303-1305, kaplica Scrovegnich w Padwie)

W drugiej Mszy na Boże Narodzenie Kościół śpiewa (w Introicie): Lux fulgebit hodie super nos: quia natus est nobis Dominus et vocabitur… Princeps pacis, Księciem pokoju zwany będzie ten, który się nam narodził. Tylko na Nim oprzeć można prawdziwy pokój.

Natomiast rok w rok 1 stycznia moderniści wzywają do pokoju opartego na fałszywych zasadach ekumenizmu i u mało kogo wzbudza to choćby zaniepokojenie. Przeto prawie wszystkie środowiska zwące się dziś katolickimi, włącznie z wieloma „tradycjonalistycznymi” przyjęły zasady ekumenizmu za swoje. Czy można sobie bowiem wyobrazić „marsze w obronie życia”, które zrzeszają katolików, protestantów i innych „ludzi dobrej woli” w czasach, gdy katolicy przejęci zasadami ewangelii unikali wszelkich tego rodzaju spotkań? Gdy duchowni przestrzegali przed tego rodzaju zgromadzeniami? Czytaj dalej

Od Redakcji (styczeń 2019)

Nowa „Myśl Katolicka” powstała aby zapełnić poważną lukę w polskim sedewakantystycznym Internecie: braku strony poważnej, która byłaby nie tylko zbiorem tekstów, „biblioteką ‘58”, czy mieszanką różnych rewolucji wraz z szeroko pojętym „tradycjonalizmem” a nawet osobliwie rozumianym katolicyzmem. Naszym celem, od początku, było: „odrodzenie myśli katolickiej wśród rodaków naszych”, nie tylko poprzez wykładanie prawdy, ale także jej bronienie, wyprowadzanie z błędu[1], a także i przede wszystkim przez pobudzenie do myślenia i działania po prostu po katolicku. To przyświecało pierwotnemu pismu o tej nazwie, które jest dla nas wzorem zarówno w doktrynie, jak i w postawie. Czytaj dalej

Do morderców liturgii (artykuł z „Vigilia Romana” z 1971 r.)

Czołowi mordercy liturgii

Grudzień rozpoczęliśmy artykułem z „Vigilia Romana” i artykułem z tego pionierskiego pisma kończymy. Wielka szkoda, że to pismo jak i organizacja, której było organem (Civiltà Cristiana), nie przetrwały próby czasu, a niektórzy ich założyciele i redaktorzy nie wytrwali w boju. Stało się tak w dużej mierze dlatego, że nie pojęli, iż rewolucja ta nie była wyłącznie dziełem spisku jakichś modernistów, ale była zaprowadzona odgórnie. Historia ta pokazuje jak ważne jest zrozumienie przyczyn.

Przykłady z tej prasy pokazują również z jaką vis polemica pisano w obronie Mszy i wiary („idioci”, „mordercy”, etc.). Niech się nikt więc nie gorszy, gdy „Myśl Katolicka” nie przebiera w słowach w obronie już nawet nie wiary, tylko zwykłej ludzkiej uczciwości. Czytaj dalej

Mauriac i idioci (artykuł z „Il Tempo di Roma” z 1969 r.)

Dotkliwie odczuwa się dziś brak ludzi z charakterem, integralnie i odważnie wyznających swoją wiarę, z właściwym nastawieniem podchodzących do wszelkich zamachów na wiarę, prawdę, sprawiedliwość. Ludzie przyzwyczajają się do herezji, a nawet niegodziwości, patrzą na nią i nie reagują, jakby byli chorzy. Ta nowoczesna choroba to ugodowość, połowiczność, miękkość, mierność i jest ona nader powszechna. A najgorzej gdy brakowi charakteru towarzyszą kulawe podstawy doktrynalne.

Dawniejsi ultramontanie i nieustępliwi narzekali na brak charakterów, a w ogóle na brak ludzi. Z czasem sytuacja tylko uległa pogorszeniu. Naturalnie. Jakże miałoby być inaczej? Sto lat temu „Myśl Katolicka” miała współpracowników różnych, ale walecznych polemistów tylko kilku. W innych krajach też było ich niewielu. A skąd się dziś mają oni brać, skoro wszyscy przychodzą na świat i są wychowywani w tej atmosferze choroby religijnej i moralnej (i wcale nie chodzi tu tylko o czystość)? Czytaj dalej

Liturgia Bożego Narodzenia

Tradycjonaliści są znani z tego, że co najmniej wolą liturgię tradycyjną od liturgii sprofanowanej przez Montiniego, lecz ci, którzy zwyczajowo czy nawet wyłącznie uczęszczają na Msze tradycyjne niestety często mało interesują się publiczną modlitwą Kościoła. Po prostu chodzą i tyle. Przybliżenie jej wiernym jeszcze przed Soborem Watykańskim II było jednym z celów dzieła pt. Rok Boży w liturgji i tradycji Kościoła świętego (pod red. ks. Franciszka Marlewskiego). Jest to dlatego znakomite dzieło nie tylko dla poszerzenia wiedzy o liturgii Kościoła, ale także, a nawet przede wszystkim, dla modlitwy i rozważania, razem z Kościołem, tajemnic, które Mistyczne Ciało Chrystusa obchodzi w roku kościelnym.

Oto wyjątek z tego dzieła omawiający liturgię Bożego Narodzenia. Często będziemy wracać do tej księgi na łamach „Myśli Katolickiej” i polecać ją naszym Czytelnikom, zwłaszcza w okresach większych świąt kościelnych. Czytaj dalej

Kazanie ks. Zygmunta Goliana na Boże Narodzenie

Poniższe kazanie ks. Goliana to głęboka analiza natury człowieka w zetknięciu z boską naturą Zbawiciela. W pierwszym stopniu jest mowa o człowieku i jego stanie duchowym, w którym oczekuje z wielką bojaźnią przyjścia Chrystusa mającego przyjąć naturę ludzką, zatrutą i spodloną grzechem, aby ją z tej niewoli wyzwolić.

Drugi stopień pięknym językiem przedstawia jak ten proces przebiegał bez uszczerbku najwyższej godności Syna Bożego, który rzeczy zwyczajne – przez nadzwyczajne podnosił a nadzwyczajne – zwyczajnymi łagodził. Tutaj Autor używa obrazów z życia Pana Jezusa zaczerpniętych z Pisma Świętego. Czytaj dalej