Artykuł wstępny pierwszego numeru „Fede e Ragione” (1919 r.)

Ponieważ pragniemy iść śladami naszych wielkich i nieustępliwych wzorów historycznych prowadzących walkę o integralność wiary piórem, czyli prasy integralnie katolickiej, wypada przedstawić Czytelnikom „Myśli Katolickiej” przykład tego rodzaju prasy. Jest to artykuł wstępny, od redakcji, a zarazem program pierwszego numeru pisma „Fede e Ragione” („Wiara i rozum”) założonego w grudniu 1919 roku przez ks. Pawła de Totha. O samym założycielu i redaktorze naczelnym tego pisma można przeczytać w artykule zawierającym krótkie notki biograficzne włoskich katolików nieustępliwych i integralnych.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

„Fede e Ragione”

„…ephemeridum integre catholicarum”
Pius X, breve do o. Chiaudano

„integram servare Fidem”
Benedykt XV, encykl. Ad beatissimi

Słowa dwóch Najwyższych Pasterzy, które obraliśmy za dewizę naszego pisma jasno wskazują jednocześnie na jego naturę i na jego cel.

Pierwszy numer „Fede e Ragione” z grudnia 1919 (Archiwum Giantulli-Vannoni, Verrua Savoia)

PISMO NASZE POWSTAJE PO TO, ABY BRONIĆ INTEGRALNOŚCI DOKTRYNY KATOLICKIEJ I W TYM ŚCISŁYM CELU, BY TA WŁAŚNIE DOKTRYNA STAŁA SIĘ Z POWROTEM I ZOSTAŁA UCZYNIONA NAJWYŻSZĄ NORMĄ WSZYSTKICH PRZEJAWÓW MYŚLI I ŻYCIA KATOLIKÓW.

Nikt przeto nie może zanegować tego, że liczne i zgubne błędy zanieczyszczają u wielu czystość wiary chrześcijańskiej a oparta na tym działalność katolików, czy to jako zwykłych jednostek, czy to zrzeszonych, tak na płaszczyźnie ekonomiczno-społecznej jak i na płaszczyźnie politycznej, jest naznaczona zasadami, które są bezpośrednią emanacją liberalizmu i naturalizmu.

Taka jest, by przytoczyć przykład, modna dziś teoria o rozdziale między Wiarą a tym wszystkim, co odnosi się do działania – bezwyznaniowość – teoria, z powodu której działalność katolików oddaliła się wielce od tych zasad i tych norm, wyłącznie z których działalność prawdziwie katolicka czerpie i otrzymuje to, co ją odróżnia od wszelkiej innej działalności i to, co stanowi o jej prawdziwym obliczu.

Wielki wpływ na ten fakt wywarły okoliczności opłakanego okresu, z którego dopiero co wyszliśmy.

Wojna rzeczywiście tylko przyśpieszyła zło, które było już w drodze i osłabiła niestety jeszcze bardziej dzieło oporu katolików. Nie da się powiedzieć w jaki sposób i jak wielką korzyść potrafili uzyskać z tych okoliczności wrogowie prawdy i Wiary, siejąc spokojnie i pełnymi garściami, kąkol na niwie wielkiego gospodarza.

Jak i jakże wielce rzekoma święta jedność (unione sacra), z szacunku dla której katolicy pozwolili sobie odłożyć na bok wszelką troskę o problemy religijne, które są i zawsze będą problemami fundamentalnymi, najwznioślejszymi życia ludzkiego, uważając za ważne, przez te wszystkie minione lata, tylko materialne interesy ojczyzny, jak i jakże wielce przysłużyła się ona przeniknięciu zła i błędu do naszego obozu!

To prawda: próby zachowania w społeczności boskiej ojcowizny, którą otrzymała ona od chrześcijaństwa, i obrony jej od upadku w ostateczną apostazję zostały podjęte i są podejmowane, ale chęć przeciwstawienia się złu bronią półśrodków, fałszywe przekonanie, że aby przekonać do siebie naszych wrogów wypada przyjąć ich zasady, dostosowując doktrynę katolicką do odchyleń, których ona nie znosi, i do oportunizmu, który prawie zawsze kończy się zniekształceniem jej i skalaniem, tendencja uczynienia bardziej ludzkim porządku nadprzyrodzonego i Wiary, znaturalizowania ich, to wszystko jest powodem tego, że wysiłki katolików pozostają bezpłodne i bezowocne.

I to nie wszystko, bowiem przynajmniej pośrednio wzmacniają zgubną pracę wrogów, którym sami katolicy torują drogę dla przenikania ich błędnych haseł w naszym obozie.

Jeśli zatem katolicy rzeczywiście chcą stawić tamę złu, fali, która stara się zatopić w odmętach wszelkie nasze dzieło, i zachować Wiarę, tę Wiarę, która jedyna jest pewnym i nieomylnym światłem człowieka jednostkowego i społeczności we wznoszeniu się ku prawdzie i dobru, trzeba otworzyć oczy, trzeba zawrócić.

Trzeba otworzyć oczy, to znaczy zrozumieć obowiązek, który wszyscy mają, obowiązek prawidłowego, ścisłego myślenia, przemyślenia naszego działania, aby wyeliminować i wykluczyć wszelki błąd w jego zasadach.

To jest pierwszy i podstawowy obowiązek katolika. Trzeba zrozumieć głupotę, wręcz przestępstwo, jakim jest ów bezrozumny pragmatyzm, którym zadowala się nieskończona liczba naszych, żyjących bezmyślnie, którzy działają czysto instynktownie, kierując się przyzwyczajeniem, siłą pewnego wręcz ślepego sentymentalizmu, bez światła intelektualnego, które by ich prowadziło, jednym słowem, bez intelektu, bez pojęcia tego, co wypada katolikowi, bez woli.

Doszliśmy przeto do tego, że istnieją katolicy, którzy wręcz ośmielają się mylić to obłąkanie, które stało się ich udziałem, z Wiarą! Jak gdyby to właśnie nie Wiara była tym, co w imię rozumu wymaga od nas posiadania silnych i bezwzględnych „przekonań” jako zasad działania we wszystkich naszych poczynaniach, przekonań, to jest, poznania pewnego, definitywnego, przemyślanych prawd „niezmiennych”, a nie zwykłych „opinii”, chwiejnych, względnych, niezdecydowanych i niepewnych, jak myśl ludzka.

A to, wreszcie, nie tylko w tym, co dotyczy prawdy objawionej, dogmatu, czyli tego, co podaje i czego naucza Kościół, ale również w tym, co dotyczy i ma związek z porządkiem rozumnym i filozoficznym, a wskutek tego i politycznym oraz społecznym.

Także na tym polu, także w odniesieniu do materii filozoficznych, politycznych i społecznych Wiara katolicka, w doskonałej harmonii z najbardziej prawdziwymi i pewnymi danymi rozumu, natury, nauki, wzbrania „katolikom” pewnych opinii, których nie da się z nią logicznie pogodzić.

I przeciwnie, ta sama Wiara wymaga od nas, katolików, byśmy uważali za prawdziwe, wyznawali wewnętrznie i zewnętrznie, wcielali, jakby to ująć, w naszym życiu publicznym i prywatnym, przyjęli jako zasady działania pewne doktryny i pewne ściśle określone przekonania filozoficzne, historyczne, polityczne, społeczne, które jedyne są z nią spójne.

Ale któż by w to uwierzył?… To jest właśnie to, czego dziś nieskończona liczba katolików nie rozumie i nie zna, teoretycznie i, co gorsza, praktycznie, a nawet – to już szczyt – pozytywnie odrzuca z powodu tego paskudnego odurzenia liberalizmem, który również wśród katolików stał się dziś najwyższą regułą wiary, myślenia i działania, i który sprowadza się w praktyce do stawiania rozumu ponad Wiarę i jednostki oraz natury na miejscu Boga.

Wszelkie zło, wszystkie szkody, z powodu których dziś cierpi nasza społeczność biorą się z tego odwrócenia, a nic temu nie zaradzi póki człowiek, uznawszy porządek i cel swego stworzenia, nie wróci do miłości tej Wiary, która jako jedyna może uratować jego rozum od ciemności i zamieszania błędu, oraz do pragnienia tego porządku nadprzyrodzonego, bez którego życie ludzkie pozostaje bezcelowe i każdy przejaw życia, zarówno na polu myśli jak i na polu działania, pozbawiony swej najprawdziwszej i najgłębszej zasady ożywiającej.

Tak samo, doprawdy, jak bez wyższego światła Wiary światło biednego ludzkiego intelektu nieuchronnie skazane jest na ciemności, tak też, gdy życiu ludzkiemu odbiera się jego cel nadprzyrodzony, dla którego wyłącznie zostało stworzone, z konieczności upada ono, psuje się, dziczeje.

Cała historia jest ciągłym dowodem tego faktu.

W tym celu, jako że i my pragniemy wnieść nasz skromny wkład w dzieło duchowej i moralnej odnowy naszej społeczności, odnowy, która nie będzie mogła się odbyć póki, jak nauczają dwaj Najwyżsi Pasterze wymienieni na początku niniejszego artykułu, nie zapanują wśród ludzi, w całej swej integralności, zasady Wiary, zasady chrześcijańskie, i chcąc, by tytuł najwyraźniej możliwie oznaczał zamiar i cel, nasze pismo zostało nazwane „Wiara i rozum”.

Nikt niech jednak nie myśli, że preferencja i wyższość, z jakimi traktujemy Wiarę wobec Rozumu spowoduje, że kiedykolwiek mniej szanować będziemy sam rozum i jego prawa.

Jako katolicy wiemy doskonale, jakim szacunkiem Wiara każe nam darzyć Rozum, nie tylko pozwalając na badanie, ale nawet wymagając, by te wzniosłe prawdy, których naucza były poddane jego badaniu, pełna radości, że powody ich wiarygodności są orzeczone i ogłoszone przez rozum.

Będziemy zatem zawsze jak najbardziej baczyć, by element rozumowy, we wszystkich sprawach, które podejmiemy w naszym studium i badaniu, scalał i uzupełniał, jeśli możemy się tak wyrazić, element wyższy i twierdzenie wiary, tak aby, jedno na drugie wzajemnie rzucając swe światło, uwidocznił się wspaniały związek, który łączy rozum z Wiarą, naturę z porządkiem nadprzyrodzonym, człowieka z Bogiem, a z drugiej strony, by uwidoczniła się świętokradcza głupota tych, którzy mają tendencję rozdzielania tych samych przedmiotów jeden od drugiego, nie tylko w porządku teoretycznym, czyli czystych przekonań, ale także w porządku praktycznym, jakby działanie i życie mogły być niezależne od myśli i idei, zamiast być wcieleniem i ziszczeniem się myśli i idei.

Po zobrazowaniu i wyjaśnieniu tytułu naszego czasopisma, przejdziemy do wyłożenia konkretnego programu, którego, przez ów tytuł i w tym tytule, zamierzamy się trzymać. W odniesieniu do ogólnego celu do tej pory ogłoszonego stwierdzamy:

Jesteśmy przede wszystkim po prostu i integralnie katolikami w tym znaczeniu, że uznajemy pełne prawo doktryny, dyscypliny i rozporządzeń Kościoła nie tylko nad jednostkami w sprawach ściśle religijnych, ale także nad społecznością i odnośnie do wszelkiej sprawy mieszanej, czyli takiej, która nawet pośrednio dotyka Wiary i moralności.

Wskutek tego, co oczywiste, walczyć będziemy o zasadę autorytetu, tradycji i porządku religijno-społecznego w katolickim znaczeniu tych słów i w jej logicznych dedukcjach pod najwyższym kierownictwem Stolicy Apostolskiej i podporządkowanym mu kierownictwem biskupów, ustanowionych przez Ducha dla rządzenia Kościołem Bożym.

Będziemy wobec tego zagorzałymi i nieprzejednanymi wrogami, zarówno na polu religijnym jak i polityczno-społecznym, wszelkiej formy liberalizmu, jako tego, który z jednej strony odmawia uznania najwyższych praw Boga, Chrystusa i Kościoła nad życiem jednostek i społeczności, a z drugiej odmawia odrzucenia rewolucyjnej i masońskiej zasady publicznego prawa do ateizmu, którego jest, podług słów Jego Eminencji kardynała Andrieu, arcybiskupa Bordeaux, „najwierniejszym wspólnikiem i sojusznikiem”.

Z Bożą pomocą, na łamach niniejszego pisma, obnażona zostanie cała fałszywość maksym i cała hipokryzja wszystkich wieloznaczności liberalizmu. Na przykład, gdy chodzi o maksymy – Trzeba przyjąć fakty dokonaneNie trzeba przeciwstawiać się opiniiDochodzenie wprost i wyraźnie praw Boga jest na próżno, jest stratą czasu Wszystkie szczere opinie są godne poszanowaniaTrzeba starannie unikać wszystkiego, co może być przyczyną podziałów – etc., etc.

Przykłady słów wieloznacznych: – Konieczna ewolucja Demokracja Wolność sumieniaSuwerenność i panowanie opinii publicznej – i tak dalej.

Dalej, w naszej obserwacji, w naszej krytyce jak i niemniej w naszej działalności oceniać będziemy i zawsze starać się będziemy oceniać z punktu widzenia „katolickiego”, to jest, z punktu widzenia „powszechnego” zarówno w czasie jak i przestrzeni.

Trzeba istotnie przypomnieć, że pod powierzchnią różnych przemijających i miejscowych okoliczności trwa zawsze, co najmniej w głębi, odwieczna i światowa walka między dwoma wielkimi siłami, które dzielą między sobą świat, z jednej strony państwo Boże, czyli Kościół, katolicki, apostolski, rzymski, a z drugiej, zbiorowisko jego wrogów zarówno zewnętrznych czyli tych, którzy uczciwie i szczerze ogłaszają się za antykatolickich i antyreligijnych, jak i wewnętrznych, to jest fałszywych przyjaciół Kościoła i religii.

Okładka dodatku do „F&R” nr 31 z 27 marca 1921 (Archiwum Giantulli-Vannoni, Verrua Savoia)

Wrogowie zewnętrzni – żydostwo, masoneria, socjalizm i bliskie im sekty, które współtworzą, jako przeciwwagę dla państwa Bożego, państwo światowe – są w rękach centralnej władzy wrogiej Kościołowi – ci wewnętrzni natomiast – moderniści, demokraci, liberałowie etc. – służą tym pierwszym za mniej lub bardziej świadome narzędzie infiltracji, przenikania i rozkładu naszego obozu.

To jasne: zwalczać będziemy sektę i jej wspólników oraz sojuszników wewnętrznych i zewnętrznych zawsze, wszędzie i ze wszystkich sił, demaskując ich cele i zamiary.

Są tacy katolicy, którzy słysząc jak się mówi o masonerii wzruszają ramionami i śmieją się jak z jakiejś dziecinady. Nie uważają oni, że sekta masońska jest wcieleniem antykatolicyzmu i antykościoła i że jej władza rozciąga się, ze zgubnym wpływem, na cały świat i na wszystkie odnogi społeczności.

Nie wierzy się w to, ale to prawda: sekta masońska wszędzie ma swe macki i swych wysłanników, nieważne czy świadomych czy nieświadomych, którzy jej wiernie i gorliwie służą, którzy są dla niej pomostem i drogą do przeniknięcia nawet tam, gdzie nikt sobie tego nie wyobraża, mamy na myśli do miejsca świętego.

Dysponując żydowskim złotem, sekta przygotowuje się obecnie do decydujących bitew przeciwko Kościołowi, wszędzie, ale zwłaszcza tutaj we Włoszech: dlatego nasze pismo nigdy nie zmęczy się biciem na alarm i wzywaniem do zbiórki.

I można mieć nadzieję, że zostanie przyjęte i usłuchane przez wszystkich, którzy szczerze miłują religię i Kościół.

Następnie, walczyć będziemy otwarcie, niezmordowanie o rozwiązanie kwestii rzymskiej, rozważanej zarówno jako sprawa religijna jak i jako sprawa polityczna, o dochowanie również cywilnych praw Najwyższego Papiestwa i przeciwko wszelkiej próbie, skąd by się nie wywodziła, pomniejszenia, a nawet ukrywania tych właśnie praw, najświętszych ze wszystkich w sercu każdego wiernego, każdego prawdziwego katolika, jak i tych, które dotyczą samej wolności sprawowania najwyższego urzędu nauczycielskiego i posługi Rzymskiego Papiestwa na świecie.

Najwyższy czas, by Papieżowi, Wikariuszowi Chrystusa, Mistrzowi Prawdy, Stróżowi moralności i Mścicielowi sprawiedliwości na ziemi została zwrócona, w rzeczywistości, a nie tylko słowami, cała jego wolność. Nie może podlegać żadnemu przymusowi w swej posłudze: musi także na zewnątrz jawić się jako ten, którym jest, to jest jako król, jako władca całej chrześcijańskiej ludzkości.

Z obroną praw Papiestwa Rzymskiego połączymy pracę przeciwko wszelkim sekciarskim próbom zamierzającym do pomniejszenia polityczno-społecznego wpływu Papiestwa i ogólnie Kościoła na społeczeństwo i na państwa.

Walczyć będziemy bez litości z laicyzmem we wszystkich jego formach a przede wszystkim z laicyzmem intelektualnym czyli doktrynalnym, tym systemem, który stara się ignorować Boga i wykluczać Boga ze świata przez przemilczenie, pod pretekstem, że czysty rozum nie tylko nie może dojść do poznania Boga, ale nie może nawet wiedzieć, czy Bóg istnieje.

My zaś przeciwnie, podejmiemy się wykazania, że nie tylko rozum może jak najbardziej dojść do wykazania istnienia Boga rzeczywistego, osobowego, stworzyciela wszystkich rzeczy i ostatecznego celu wszechświata, włącznie z człowiekiem, ale że ta zasada, prawda jednocześnie rozumu i Wiary, jest prawdziwym kluczem do wszystkich problemów, które niepokoją ludzkość.

Lubimy powtarzać sobie wspaniałe słowa żyjącego dziś wielkiego francuskiego apologety: „Dieu! Voilà l’unique réponse à toutes les questions vitales de l’heure” („Bóg! Oto jedyna odpowiedź na wszystkie żywotne pytania obecnej doby”).

Gdyby katolicy byli wreszcie w stanie przekonać się do tej prawdy, do absolutnej konieczności odniesienia wszystkiego do Boga, ileż oszczędziłoby się zmarnowanych wysiłków! Ileż więcej byłoby zwycięstw!

To pojęcie nadprzyrodzoności, to poważanie nadprzyrodzoności, w rzeczy samej, jak wyżej powiedzieliśmy, jest tym, czego powszechnie dziś brakuje katolikom i chrześcijanom, jeśli nie teoretycznie, to przynajmniej praktycznie, i ten brak nadprzyrodzoności, ten brak Boga jest tym, co wykrwawia ich działalność i czyni ją bezpłodną, sprowadzając ją do poziomu jakiejkolwiek działalności ludzkiej, podczas gdy katolicy, zgodnie z pełnymi mocy słowami nieśmiertelnego i świętego Piusa X, mają w tym świecie tworzyć wojsko, partię Boga: „partes faventium Deo”.

Jako że zasady i doktryny z konieczności rozwijają się i ziszczają w działaniu, jasne jest, że zaraz po laicyzmie doktrynalnym musimy zebrać nasze siły przeciwko laicyzmowi moralnemu, wykazując, że nie ma i nigdy nie będzie żadnej moralności i żadnej cnoty, autorytetu, wolności, jednym słowem, żadnego życia moralnego zarówno u jednostek jak i w społeczeństwie bez uznania, szacunku, bojaźni, miłości Boga rzeczywistego, stwórcy i ostatecznego celu wszystkiego, i bez zachowania w całości i bezwzględnie prawa boskiego, czyli Dekalogu, jedynego prawa moralności, które jest udoskonalone przez Ewangelię i promulgowane przez Kościół.

Usuńcie Dekalog i żadna doktryna moralna nie będzie możliwa. Otóż bez doktryny moralnej nie ma i nie da się mieć żadnej logicznej moralnej praktyki, ani ogólnej, ani habitualnej. Po usunięciu Dekalogu i po usunięciu Boga praktyka moralności będzie czymś na bazie wyjątku, lub raczej będzie moralnością nielogiczną i iluzoryczną i musi z konieczności ostatecznie doprowadzić do negacji wszelkiej moralności zarówno w jednostkach jak i w społeczności.

Wykazawszy świętokradczy charakter laicyzmu intelektualnego czyli doktrynalnego i sprzeczność, niedorzeczność laicyzmu moralnego, tak zwanej moralności świeckiej, przechodząc do różnych objawów życia i do różnych instytucji społecznych trzeba będzie pochylić się na pierwszym miejscu nad laicyzmem szkolnym, czyli nad szkołą świecką, walcząc z monopolem szkolnym państwa w imię zasady wolności szkoły i nauczania, która jest najświętszym z praw sumienia i myśli narodu chrześcijańskiego.

Choć przyznajemy państwu chrześcijańskiemu prawo czuwania nad szkołą i obowiązek niedopuszczania do tego, by tu i ówdzie dowolnie powstawały i mnożyły się szkoły, których założyciele, kierownicy i nauczyciele nie odpowiadają za nic przed samym państwem, które oprócz obowiązku niebycia ateistycznym i głupim jak osioł, samo ma szczególny obowiązek wobec narodów chrześcijańskich być chrześcijańskim, trzeba doprawdy położyć nacisk i wszyscy muszą zrozumieć, że państwu per se nie przypada żadna funkcja wychowawcza: że obowiązek wychowawczy jest właściwy dla rodziców tych, których się wychowuje, którzy mają prawo domagać się, by edukacja, które ich dzieci otrzymają w szkole, odpowiadała ich uczuciom, ich przekonaniom religijnym, ich tradycjom i aspiracjom. Mają oni prawo chcieć, by sumienie i moralność ich dzieci były chronione i umocnione przez nauczanie, które będzie im udzielone, co u chrześcijan nie może być osiągnięte inaczej niż za pośrednictwem chrześcijańskiej szkoły wyznaniowej.

Od świeckości szkolnej walka rozciągnie się więc na to, co nazywamy świeckością państwa, które jest nie tylko najpotworniejszym szaleństwem, ale i najpotworniejszą niesprawiedliwością i tyranią, i najokropniejszym świętokradztwem, którym splamiło się i za które jest winne nasze społeczeństwo.

Istotnie, świeckość państwa zakamuflowana w formach rozdziału państwa od Kościoła, tak zwanej neutralności państwa wobec problemów religijnych i problemów religii, nie jest niczym innym, jak oficjalną proklamacją ateizmu, uroczystą, publiczną i społeczną negacją nie tylko tej czy innej danej formy religijnej, ale wręcz samej Boskości, czystą i zwykłą negacją Boga, przeciwko któremu bóg-państwo ustawia swoje ołtarze.

Istnieją katolicy, którzy w teorii rozdziału państwa od Kościoła nie widzą nic złego, żadnego niebezpieczeństwa, przeciwnie, będąc echem liberalnej hipokryzji, mówią, że Kościół tylko na tym zyska. Ale łudzą się.

Gdyby państwo, chociaż popełniając poważny błąd oddzielenia się od Kościoła, przypomniało sobie o obowiązku uznania Boga oraz czczenia Go i wymagania od swych podwładnych czczenia Go, obowiązku, które nakłada nań prawo naturalne, nie zniesione, ale podniesione przez nadprzyrodzoną instytucję Kościoła, maksyma o rozdziale państwa od Kościoła mogłaby jeszcze być do przyjęcia. Ale w znaczeniu, w którym jest rozumiana, nie oznacza niczego innego, jak negacji nie tylko Kościoła, ale wszelkiej religii i wszelkiego kultu, nawet przyrodzonego, oznacza odrzucenie przez państwo uznania Boga, oznacza ateizm.

Jasne jest i oczywiste, że państwo, deklarując swój ateizm i swoją areligijność, mocą samego tego faktu przestaje być neutralne. Jest to o tyle prawdą, że mason wysokiego stopnia, określając na czym polega integralna świeckość państwa, powiedział: „Integralna świeckość państwa jest zwykłym i czystym zastosowaniem wolnomyślicielstwa w zbiorowym życiu społeczeństwa”.

Dlatego, katolicy, którzy chcą być wierni i spójni ze swymi zasadami nie mogą prosić ani zadowalać się proszeniem o, przynajmniej domyślnie przyjmując, zasadę neutralności państwa a także zasadę rozdziału państwa od Kościoła, aby państwo szanowało wolność Kościoła. Muszą oni natomiast rościć sobie prawo i muszą usiłować działać tak, aby państwo uznało Kościół, i uznało go nie jak jakąkolwiek instytucję, ale jako instytucję boską, wyższą odeń, jako jedyną prawdziwą religię, przed którą wręcz musi chylić czoła i której musi być posłuszne.

Konieczne jest, by za sprawą katolików masy zrozumiały, że państwo nie może, nie ma prawa być laickie czy areligijne, tak samo jak nie może być amoralne, arodzinne, czy apatriotyczne. Przeciwnie, wobec narodów chrześcijańskich, dla których chrześcijaństwo stanowi i przedstawia nie tylko jedność myśli dotyczącą najwznioślejszych problemów życiowych, ale także dotyczącą moralności, państwo ma nieodłączny obowiązek bycia chrześcijańskim, czyli inspirującym się tymi samymi zasadami, co przezeń rządzeni.

Liberalizm, przeciwnie, ów liberalizm, który tak zaciemnia i zasłania umysł tylu katolików, chce i nie może nie chcieć być całkowitym przeciwieństwem tego.

Liberalizm jest doskonale logiczny, gdy odmawia tolerowania doktryny, która zamierza ograniczyć wolność ludzką w imię i ze względu na prawo zasady przewyższającej tęże wolność, którą jest doktryna katolicka.

Tylko katolicyzm rzeczywiście stwierdza i ośmiela się stwierdzać, że prawo ludzkie musi ograniczać wolność publiczną w imię prawa moralnego, które jest, w istocie, prawem Boga. Oto powód dla którego liberalizm nie może tolerować katolicyzmu, a tym bardziej urzeczywistnionego katolicyzmu, jakim jest Kościół: mamy tu do czynienia z niemożliwością metafizyczną. Ale ponieważ liberalizm nie chce być widziany, jako ten, który wprost neguje Boga i jego prawo, ostentacyjne przedstawia dobra, które z rozdziału państwa od Kościoła, czyli od religii, wynikają dla społeczności i dla samej religii; rozdziału, który w praktyce stawiając Religię i Kościół na łasce państwa udziela temu ostatniemu prawo uciskania i prześladowania go na tysiąc sposobów tak, aby doprowadzić do całkowitego wykluczenia go z życia ludów.

Dlatego katolicy nie mogą prosić o wolność katolicyzmu w imię uogólnionej zasady wolności dla wszystkiego i dla wszystkich, ale muszą wykazać – i my to wykażemy – że nie może być wolności, jeśli państwo nie szanuje i nie sprawia, by szanowane były doktryny i instytucje konieczne dla społeczeństwa oraz jeśli nie ogranicza wolności doktryn przeciwnych.

Tak samo, jak wolność patriotyczna z konieczności ogranicza wolność antypatriotyczną, tak też wolność moralna i religijna musi ograniczać wolność antymoralną i antyreligijną.

Czas najwyższy, by katolicy, prawdziwi katolicy, którzy chcą uratować społeczność i Włochy, zebrali się i doszli do zgody na tej solidnej i jasnej płaszczyźnie zdrowego rozsądku i by przestali być sojusznikami tego polityczno-religijnego liberalizmu, który tymczasem wykorzystuje ich i kpi sobie z ich naiwności i słabości.

Na drugim miejscu katolicy muszą wykazać, że państwo musi praktykować, wyznawać, chronić prawdziwą religię, co można uczynić bez naruszania żadnej wolności, jednostkowej czy społecznej, godnej tej nazwy.

W końcu należy pokazać, że państwo nie może być laickie i że w przeciwnym razie stanie się najgorszym z tyranów oraz uprawomocni wszelkie najbardziej nieszczęsne bunty.

Oto, co katolicy winni mówić, powtarzać, wciąż dobitnie głosić, bez obaw, co my, w tym piśmie, będziemy mówić i co będziemy głosić, i dlatego jednym z tematów, który najczęściej będziemy poruszać będą relacje między Kościołem a państwem, aby przywrócić pojęcie, tak bardzo zapomniane, że Kościół jest ponad państwem i to odeń państwo ma czerpać normy moralne dla szczęśliwego rządzenia narodem i społecznością.

Jednakże laicyzm państwa – trzeba to przypomnieć – jeszcze bardziej niż sam zasadą jest konsekwencją innej najzgubniejszej zasady, zasady laicyzmu demokratycznego.

Czy chcą Państwo usłyszeć na czym zasadza się straszna niejednoznaczność zawarta w magicznym słowie demokracja?

Oto odpowiedź.

Istotną prawdą zdrowego rozsądku, rozumu i wiary zarówno w porządku społecznym jak i politycznym, jest to, że wola i prawo Boga (Dekalog i Ewangelia promulgowane przez Kościół) są ponad wolą ludzi, zarówno jednostkową jak i powszechną. Prawo nie może zatem być, jak się dziś twierdzi, wyrazem woli powszechnej. Przeciwnie, aby miało moc obowiązującą musi być zgodne z prawem Boga.

Przeciwnie zaś, istotną zasadą i istotnym pojęciem nowożytnej demokracji jest to, że to wola ludowa, czyli wola liczby (do wczoraj ciało wyborcze lub naród, jutro, być może, światowy proletariat) jest tym, co stanowi i od którego zależy zarówno prawo jak i prawa (tanto il diritto quanto la legge).

(Dziś w języku polskim zarówno „diritto” jak i „lege” oddawane są zazwyczaj za pomocą słowa „prawo”. Niestety, nastręcza to wiele trudności, bowiem obie rzeczywistości nie są tożsame, choć obie związane są ściśle z kardynalną cnotą sprawiedliwości.

„Il diritto”, łac. ius, gr. dikaion, fr. droit, ang. right, niem. Recht oznacza subiektywny wzgląd, mocą którego coś się komuś należy, np. prawo do obrony w sądzie, prawo do nieskrępowania w działaniu człowieka wolnego w państwie, w granicach oczywiście dobra wspólnego. „La legge”, łac. lex, gr. nomos, fr. loi, ang. law, niem. Gesetz, oznacza obiektywną normę postępowania, np. prawo boskie, zapisane w całym porządku stworzonym, prawo pozytywne, rozporządzenie władzy mające na celu dobro wspólne wspólnoty politycznej, czyli państwa, na którego czele stoi ta władza.

Problem tłumaczenia tych słów, znany był w Polsce od dawna, między innymi ks. Marian Morawski SI jak i o. Jacek Woroniecki OP o tym pisali. Ten drugi gwoli ścisłości oddaje lex jako prawo, a ius jako uprawnienie. Cf. Katolicka etyka wychowawcza, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1986, tom I, roz. V, §16, s. 204; tom II/2, roz. XIX, §72, s. 70. – przyp. tłum.)

Wydaje się to niewiarygodne, ale to prawda! Pomimo wyraźnego potępienia tej teorii przez Syllabus (zdanie 60.), nie brak katolików, którzy nawet dziś przynajmniej częściowo ją utrzymują, uparcie w demokracji widząc nie tylko formę rządu, ale doktrynę filozoficzną i społeczną, a więc i religijną, a raczej areligijną, czyli z absolutnej konieczności wręcz antyreligijną.

Nowożytny demokratyzm jest doktryną, która dla wrogów Chrystusa i Kościoła i według ich intencji, ma zastąpić, w prawie publicznym, prawo odwieczne, prawo moralne, prawo Boga, wolę Boga wolą powszechną, to jest wolą człowieka i liczby. Tak zbudowana demokracja, jednakże, zrodzona z liberalnego egocentryzmu Reformacji, jest więc nieuleczalnie laicka.

Z tej racji żaden katolik ani człowiek o zdrowym rozsądku nie może nazywać się demokratą bez wykazania wpierw w jaki sposób swą demokrację chrystianizuje. Nie znalazł się niestety jeszcze nikt, kto by to potrafił i, można spróbować być prorokiem, nigdy nie znajdzie się nikt.

Co zatem rzec o tych, którzy – mówimy o naszym obozie – którzy wpajają twierdzenia jak to: Macie wolność trzymania się jakiejkolwiek opinii politycznej, która się wam podoba.

Ta wolność mogłaby być dopuszczalna, gdyby wszystkie opinie polityczne były na równi godziwe, w filozoficznym znaczeniu tego słowa i na równi do pogodzenia z polityczną doktryną katolicyzmu.

Dzieje się jednak zupełnie przeciwnie.

Czyż dowiemy się, ilu jest katolików, którzy znają przynajmniej istotę politycznej doktryny katolicyzmu i którzy starają się dostosować do niej swe opinie?… Te ostatnie najczęściej są niestety tylko wynikiem ignorancji, zapomnienia, błędów: demokratyzmu, liberalizmu, socjalizmu lub semisocjalizmu, agnostycznego pozytywizmu – oto doktryny, zasady, na których opierają się opinie polityczne tylu katolików.

Ale w jaki sposób wymienione teorie da się pogodzić z doktryną katolicką?

Niemniej katastrofalną wieloznacznością jest mówienie i utrzymywanie następującego zdania: – Kościół musi być poza i ponad wszelkimi partiami.

Znowu: to byłoby i mogłoby być prawdą, gdyby wszystkie partie były na równi godziwe, również w filozoficznym znaczeniu tego słowa, i na równi szanowały prawo naturalne i prawo chrześcijańskie.

W rzeczywistości i w praktyce, również tu, a nawet zwłaszcza tu, rzecz się ma zupełnie przeciwnie.

W rzeczywistości, tu u nas, we Włoszech jak i gdzie indziej, nie istnieją partie; istnieją natomiast tylko doktryny, wręcz tylko dwie doktryny: doktryna katolicka1 i przeciwna jej doktryna laicka; doktryna praw Bożych i doktryna praw człowieka: doktryna Kościoła i doktryna antykościoła, nie ważne czy się ją nazwie doktryną masońską czy socjalistyczną czy anarchiczną; doktryna roku 1789 i doktryna Ewangelii, Chrystusa, Boga.

Jakie porozumienie między tak przeciwnymi doktrynami można sobie wyobrazić?…

Z pewnością żadnego!

Dlatego katolicy, odsuwając na bok wszystko, co sprzyja pomniejszeniu czy podporządkowaniu doktryny katolickiej zasadom świata muszą się zjednoczyć, aby doprowadzić do tego, aby ona zwyciężyła i aby powstała „partia Boga”, partia prawdziwej demokracji, rozumianej w znaczeniu Kościoła.

Dla tego najszlachetniejszego celu, w oparciu o różne wspomniane punkty, pracować będzie nasze pismo.

Nie będzie szczędzić wysiłków również przeciwko laicyzmowi społecznemu czy socjalizmowi a za chrześcijańską harmonią różnych stanów między sobą, zgodnie z zasadami i tradycjami sprawiedliwości i miłości nauczanymi przez Kościół i którymi Kościół żyje, oraz przeciwko tym innym wytworom ducha laickiego, którymi są bezwyznaniowość i międzywyznaniowość, aby czystość akcji katolickiej była integralnie zachowana w rzeczywistości, wszędzie, we wszystkim i zawsze.

Walka przeciwko laicyzmowi społecznemu jest wielowymiarowa. Pragniemy ją rozwijać w następujących punktach:

1o Trzeba walczyć z perfidnym błędem socjalizmu, błędem zrodzonym z laickiego demokratyzmu, który jest doktryną w istocie masońską w swym źródle i prowadzącą, w swych wnioskach, do rewolucji i do bolszewizmu;

2o Trzeba walczyć z semi-socjalizmem i modernizmem społecznym, wyznawanymi, niestety, przez znaczną liczbę nieświadomych, ślepych i upartych katolików;

3o Trzeba wpajać ze wszystkich sił i wszelkimi staraniami szacunek dla siódmego przykazania prawa Bożego, który jest podstawą społeczności;

– absolutne i niezmienne prawo do własności osobistej, korporatywnej, narodowej, starając się w tym punkcie jak i w innych z nim związanych, przejąć się nauczaniem papieskim, zwłaszcza tym, które zawarte jest w ponadczasowych dokumentach Leona XIII i w liście świątobliwego Piusa X Apostolici muneris, który je wszystkie streszcza. –

4o Trzeba, aby katolicy, jako echo dwóch wyżej wymienionych Papieży, głosili wobec wrogów społeczności, masonów i socjalistów, następujące niezmienne fakty, ustanowione przez naturę, z woli Boga, autora jednostek i społeczności:

a) nierówność materialnego dobrobytu jednostek; b) rozróżnienie na różne stany; c) absolutne prawo do integralnego dziedziczenia rodzinnego; d) zachowywanie przyrodzonych praw ekonomicznych, porażająco zapoznanych przez socjalizm i nie mniej przez ateistyczne i niewierzące państwo nowoczesne; e) wyraźne i odpowiadające rzeczywistości rozróżnienie między obowiązkami ścisłej sprawiedliwości a obowiązkami wynikającymi z miłości – ze strony pracodawców i pracowników; f) powinność, nieprzemijający obowiązek szanowania przez pracowników umowy pracy, pod warunkiem że jest uczciwa a oni uczciwie wynagradzani.

5o Trzeba piętnować, w imię doktryny katolickiej, zbrodnię, szaleństwo, bezbożność mrzonek o ekonomicznej i społecznej koalicji oraz jakiejkolwiek formie zawodowej organizacji prowadzącej do socjalizmu, i wszelki neutralny lub amoralny syndykalizm, który z konieczności prowadzi do antychrześcijańskiej walki klas między sobą.

Jak już zauważyliśmy, nasze pismo podejmie taką samą walkę z bezwyznaniowością i międzywyznaniowością, które dziś są tak modne na polu działalności katolickiej i które nieuchronnie prowadzą do czystego i najzwyklejszego laicyzmu.

Tym, co odróżnia działalność katolików, na każdym polu działania, musi być zasada katolicka, musi być Bóg.

Przeto przemilczeć Boga, ignorować Boga, postępować, jak gdyby Boga nie było jest nie tyle, dla nas katolików, używając scholastycznego terminu, negacją (negazione), zwykłym brakiem, ale pozbawieniem (privazione), czyli brakiem Rzeczywistości koniecznej, a w tym przypadku, jedynej Rzeczywistości, poza którą jest już tylko dosłowna nicość, w każdym porządku i w każdej rzeczy.

(Ponownie, terminy negatio i privatio, należące do filozofii, wymagają dokładnego tłumaczenia a nie jest to proste w języku polskim. W kontekście metafizyki i kosmologii negatio to brak po prostu, „zwykły brak” czyli brak simpliciter, brak czy zaprzeczenie bytu. Nie da się go oczywiście pojąć inaczej, jak w odniesieniu do bytu, bowiem niebytu jako takiego nie ma, negatio jako taka nie istnieje. Przykładem negacji jest brak długopisu na biurku, może tam być, może go nie być. Privatio to brak czy pozbawienie w bycie doskonałości czy właściwości, która do niego z natury przynależy, na przykład ślepota u człowieka. Normalnym stanem jest mieć zdolność widzenia, ślepota jest więc brakiem czy pozbawieniem w znaczeniu privationis. Dlatego Redaktor „Fede e Ragione” mówi, że przemilczanie Boga nie jest negatio, nie jest zwykłym brakiem Boga, jak gdyby mógł istnieć lub nie, mógł być brany pod uwagę lub nie, ale jest privatio, czyli pozbawieniem doskonałości należnej naturze rzeczy, to jest, nie można obchodzić się bez niej. Warto tu dodać, że privatio jest terminem kluczowym dla dokładnego zrozumienia tezy z Cassiciacum, którą przyjmuje Stowarzyszenie im. Ks. Goliana i o której szerzej jest mowa właśnie na stronie „Myśli Katolickiej” – przyp. tłum.)

To tu właśnie jawi się w całej swej pełni bezbożność i cała szkoda oraz niebezpieczeństwo filozofii agnostyckiej, czy filozofii laickiej, które są tym samym. To tu jawi się cała szkodliwość liberalizmu, również tego ukrytego, zakamuflowanego pod odzieniem katolickim, który akceptuje i zgadza się na przemilczanie Boga, ignorowanie Go, ukrywanie Go, w swych górnolotnych programach życia politycznego i społecznego.

Przemilczanie Boga – trzeba to przypomnieć – to negowanie Boga, a działalność oparta na laicyzmie, w formie laickiej pod pretekstem usuwania i unikania tego, co może być przyczyną podziałów – Kościoła, religii, Boga – kończy się usunięciem i zanegowaniem Boga.

Jakaż bezbożność jest bardziej świętokradcza i potworna?… Bóg nie dzieli, ale przeciwnie, jest jedynym wiązadłem i ogniwem łączącym umysły i dusze, jedynym węzłem społecznym.

Należenie zatem do jakiegokolwiek dzieła społecznego, patriotycznego, politycznego, ekonomicznego o podstawie laickiej czy bez Boga, w którym prawa Boga nie są jasno wyrażone i potwierdzone, jest dla katolika ni mniej, ni więcej jak apostazją.

I jednocześnie jest głupotą.

Powodem – przynajmniej tak się mówi – dla którego tylu katolików, w swej działalności publicznej, społecznej czy politycznej, upiera się przy wyciszaniu praw Boga, religii, Kościoła, jest to, by lepiej przeniknąć do obozu wroga.

My jednak powiemy, że jest przeciwnie, to iluzja i nic innego.

Jednym jedynym narzędziem przenikania, który posiadają katolicy, aby nawracać niedowiarków jest, z jednej strony, właśnie ta przyrodzona i rozumowa podstawa naszej doktryny, która stanowi tak zwaną teologię naturalną, a z drugiej strony, czyli u naszych wrogów, owo wrodzone ziarno religii, które znajduje się w umyśle i w sumieniu każdego ludzkiego stworzenia, owo światło, które według słowa Ewangelii „oświeca wszelkiego człowieka na ten świat przychodzącego”, ów instynkt, który niesie i podnosi wszelkie stworzenie ku Bogu, „świadectwo, jak powiedział Tertulian, duszy naturalnie chrześcijańskiej”.

Otóż laicyzm, bezwyznaniowość i międzywyznaniowość, w sposób mniej lub bardziej otwarty usuwając Boga i Jego Wiarę oraz Kościół z podstawy i fundamentów wszelkiej możliwej działalności katolików i niekatolików czy niewierzących, usuwa u nas właśnie czynne narzędzie przenikania a u wrogów bierny organizm przenikalności.

To tu leży – trzeba to sobie przypomnieć i specjalnie to powtarzamy – cały piekielny plan laicyzmu. To tu właśnie znajduje się cała godna pożałowania iluzja liberalizmu, „najwierniejszego współpracownika i sojusznika ateizmu”.

Zamiast rzeczywiście przenikać do wrogiego obozu, to liberałowie uważający się za katolików nieuchronnie zostają przesiąknięci, przyjmując w samych siebie całą truciznę błędów i zasad swych wrogów.

Laicyzm jest w rzeczy samej niczym innym, jak szczerym, logicznym, cynicznym liberalizmem. A liberalizm katolicki, ów liberalizm, który powodowany lękiem, słabością, zapoznaje porządek nadprzyrodzony, usuwa ze swej działalności wszelką cechę wyznaniowości, odchodzi od Boga, jest laicyzmem niespójnym, nielogicznym, obłudnym.

Liberalizm katolicki, który z czasem staje się bezwyznaniowością, międzywyznaniowością, neutralnym syndykalizmem, modernizmem społecznym, a niekiedy nawet semisocjalizmem i fałszywym demokratyzmem, jest przeciwieństwem pragmatyzmu. Pragmatyzm jest błędem tych, którzy mówią: nie wiem i nie jestem w stanie wiedzieć czy jest Bóg, prawda absolutna, prawo boskie, które trzeba zachowywać, ale trzeba działać, jak gdyby Bóg istniał. Liberalny katolik, przeciwnie, wyznaje, że Bóg jest, ale w praktyce, w prawie publicznym, w życiu przyjmuje i zgadza się na działanie, jak gdyby Bóg nie istniał.

To jest skrajny skutek, do którego niestety niemała liczba katolików dochodzi i który jest powodem tego, że działalność katolików w niczym nie różni się od działalności ich przeciwników i wrogów Boga, mało to, haniebnie współdziała z nią będąc jej podnóżkiem i podporą.

Nasi wrogowie nie obawiają się niczego zaiste tak bardzo, jak naszych jasnych i stanowczych poglądów, podobnie też nic ich tak nie cieszy, jak owa słabość, z powodu której, ukrywając nasz charakter, stajemy się ich sługami i niewolnikami, poniżając w nas ową świętość zasad i boskiej doktryny, którą wyznajemy.

Oto najważniejsze i najgłówniejsze sprawy, którym poświęcimy nasze rozważania i nasze badania w tym piśmie: zajmiemy się jednak również patriotyzmem i feminizmem. Podobnie jak przeciwko onemu pogańskiemu nacjonalizmowi, z którym dziś pojęcie ojczyzny zostało związane, a który stanowi najlepszy odpowiednik syndykalizmu areligijnego, tamten uważając narody pod tym samym względem, jak ten ostatni uważa stany, czyli jako zbiorowości, z których każda może, a nawet powinna bronić i walczyć o swoje własne interesy, obojętna wobec i nawet przeciwko interesom innych, my będziemy bronić prawdziwego pojęcia i miłości do ojczyzny; jak też przeciwko temu feminizmowi, który ma skłonność do wynaturzania kobiety, prowadząc ją na pola działalności i walki, które do niej nie należą, my przedstawimy działalność kobiety w odniesieniu do życia rodziny i życia społeczeństwa.

Krytyka bibliograficzna, oparta o kryteria najwyższej powagi i bezstronności, oraz różne notatki naukowe, przeznaczone zarówno dla kleru jak i stowarzyszonych z nami świeckich, uzupełnią pracę naszego pisma.

Oto wyłożony nasz program.

Chcieliśmy ogłosić go dokładnie, punkt po punkcie, bowiem naszym zamiarem nie jest tylko rozwinięcie czysto teoretycznego i filozoficznego programu, ale, co Czytelnicy zrozumieli, prawdziwego programu działania.

 

Herb Papieża św. Piusa X

„Wiara i rozum” powstaje nie tylko po to, aby przypomnieć i potwierdzić to, co w tych różnych wymienionych punktach naucza i nakłada doktryna katolicka, doktryna Kościoła, ale po to także, aby być punktem zbiorczym tych katolików, kapłanów i świeckich, którzy chcą połączyć się z nami, aby działalnością szczerzą i odważną przeciwstawić się najazdowi zgubnych zasad liberalizmu, naturalizmu laicyzmu, które zagrażają zduszeniem wszelkiej naszej działalności.

Mamy nadzieję, iż nasza odezwa znajdzie szeroki konsensus i odpowiedzi wśród naszych braci katolików, którzy rozumieją, jak my, powagę chwili obecnej, i którzy pragną owej odnowy chrześcijańskiej, która jedyna będzie mogła zaprowadzić w naszej społeczności pokój.

Zatem do dzieła!

Ruszając z pierwszym numerem pisma „Communismo” („Komunizm”), oficjalnego organu leninowskiego czyli anarchistycznego socjalizmu Włoch, redaktor naczelny tegoż mógł się chwalić tym, że środki na rozpoczęcie jego publikacji zostały mu udzielone przez towarzyszy z rosyjskiego rządu „Sowietów”.

Może być w tym zdaniu jakaś przesada, ale wszyscy znają gorliwość, z jaką wrogowie prawdy, szczególnie socjaliści, popierają swoją prasę, aby szerzyć swą ideę.

Podobnie winni postępować katolicy. Mamy nadzieję, to też powiedzmy raz, że wszyscy katolicy, do których trafi ten zeszyt, przyślą nam razem z własną prenumeratą prenumeratę swych znajomych, tak, aby w jak najkrótszym czasie osiągnąć taką liczbę prenumeratorów, która wystarczy do pokrycia wydatków pisma i ruszenia z dziełem propagandy i działania, którego ma być organem i rzecznikiem.

REDAKCJA

1) Przez doktrynę Kościoła rozumiemy doktrynę Ewangelii, którą głosi Kościół w swych Soborach i przez swych Papieży Rzymskich w ich licznych dokumentach; która jest wyjaśniona i komentowana w dziełach Ojców i Doktorów Kościoła, zwłaszcza świętego Tomasza z Akwinu.

Tłumaczył z języka włoskiego Wezuwiusz (który wznowił swoją aktywność po raz pierwszy od 1944 roku). Źródło: „Sodalitium”, nr 61 z lipca 2007 roku (wersja włoskojęzyczna), ss. 9-19.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s