Nowa „msza” „bękartem”, czyli czy Paweł VI „nielegalnie promulgował” Novus Ordo Missae

Bugnini, architekt Novus Ordo Missae z Montinim, który usilnie pragnął jego wdrożenia

Wielu katolików jeszcze przed Soborem Watykańskim II, zwłaszcza w Kurii Rzymskiej[i], odczuło nowy powiew w Kościele, którego rzeczywistym sprawcą był Jan XXIII, wielki otwieracz okien (ipse dixit). Jednakże „ruch tradycjonalistyczny” skierowany przeciwko tym nowinkom modernistycznym ukształtował się na dobre jako wyraz sprzeciwu wobec nowej „mszy”, którą Paweł VI ogłosił 3 kwietnia 1969 r. i faktycznie narzucił światu katolickiemu od pierwszej niedzieli Adwentu tego samego roku. Sprzeciw ten opierał się nie tyle na „przywiązaniu” do starszych obrzędów czy zwyczajów, ale na teologicznych przesłankach, które swój precyzyjny i publiczny wyraz otrzymały w Krótkiej analizie krytycznej Novus Ordo Missae. Nowa „msza” niezgodna jest z teologią katolicką i dlatego nie tylko do zachowania starej, ale też i do zniesienia nowej wzywał ten tekst teologiczny opracowany w głównej mierze przez dominikańskiego teologa wykładającego wówczas na Lateranie, o. Michała Ludwika Guérard des Lauriers. Czytaj dalej

Artykuł wstępny pisma „Sodalitium” z dwudziestej rocznicy śmierci biskupa Guérard des Lauriers (2008 r.)

Przykro, gdy trzeba się powtarzać. A jednak „Sodalitium” nie może nie wrócić do tego, co zostało już powiedziane w artykule wstępnym z numeru 59 poświęconego wyborowi Józefa Ratzingera na Papieża.

Nadzieja, że ten wybór mógł przedstawiać zmianę, początek końca triumfu modernizmu, trwała tylko dwadzieścia cztery godziny, tyle czasu, by przeczytać pierwsze oświadczenia Benedykta XVI, które pokazywały jego stanowczą wolę wdrażania w pełni Soboru Watykańskiego II. Nasza nadzieja nie była podyktowana powodami ludzkimi, tym mniej curriculum Józefa Ratzingera (jednego z głównych przedstawicieli „nouvelle théologie” i jednego z najbardziej wytrwałych architektów soboru), ale słowami Pana Jezusa: portae inferi non praevalebunt adversus eam: bramy piekielne nie przemogą Kościoła Chrystusowego (to Objawienie jest przedmiotem naszej wiary, nigdy tego nie zapomnijmy, a nie wątpliwe „objawienia” prywatne). Czytaj dalej

Między Wojtyłą a Ratzingerem: hermeneutyka ciągłości

Poniższy artykuł pojawił się na łamach pisma „Opportune Importune” niedługo po śmierci Wojtyły i konklawe, które wybrało Ratzingera, co nastąpiło w kwietniu 2005 r. Ks. Carandino przypomina w nim o hermeneutyce ciągłości, jaka zachodzi między nim a jego poprzednikiem oraz wyciąga kilka interesujących wniosków z zaistniałej sytuacji, nawiązując przy tym do smutnego zjawiska, jakim jest słabnięcie katolickiego oporu wobec modernistycznej inwazji.

Szczerze przejętych sytuacją Kościoła ten nieszczęsny fakt winien motywować do wzmożonej gorliwości o sprawę Bożą oraz nieustępliwości w kwestiach świętej wiary katolickiej, bez żadnej domieszki błędów i kompromisów, na które jest wciąż wystawiana przez różnych „tradycjonalistów”. Czytaj dalej

„Wy, którzy tędy wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję” (Dante), czyli a propos myśli Jana Pawła II

Gdy czterdzieści lat temu moderniści wybrali Wojtyłę na następcę Pawła VI, wielu „tradycjonalistów”, począwszy od abpa Lefebvre’a, było pełnych nadziei na poprawę sytuacji w Kościele i dało się zwieść „darom Greków”. Czas jednak pokazał, że rację mieli przezorniejsi, prawdziwi katoliccy integryści, którzy mówili raczej: timeo Danaos et dona ferentes. Potem, trzynaście lat temu, to samo było z Ratzingerem, gdy Wojtyła z kolei stanął przed sądem Bożym. Modernistyczna, w istocie rewolucyjna, metoda wcale się nie zmienia. Akurat obecnym etapem są trzy kroki do przodu i na tym polega „era Bergoglio”. Niemniej jednak warto przypominać o tym, co było, dla przestrogi przed kompromisami, których nawet najlepsi się dopuścili. Czytaj dalej

Trochę o podstawach

Poniższy tekst z ubiegłorocznego „Opportune Importune” („W porę, nie w porę”), biuletynu Domu św. Piusa X, założonego w 2001 roku w okolicach Rimini (Włochy) przez ks. Hugona Carandino, który na krótko wcześniej opuścił FSSPX, przypomina o kilku sprawach dość podstawowych, o których warto sobie niekiedy przypominać. Ważną rzeczą jest uwaga dotycząca tego, że cały prawie „ruch tradycjonalistyczny” sparaliżowany jest przez błędną doktrynę dotyczącą papiestwa. Póki ten problem autorytetu w Kościele nie zostanie właściwie rozwiązany, na próżno miotać się będą we wszystkie strony inicjatywy działające w imię „nieteologicznego”, ale „roztropnościowego” stanowiska FSSPX, czy w imię indultu/motu proprio i innych miłych koncesji udzielonych przez modernistów. Kwestia ta jest bowiem kluczowa dla wiary, a tylko na niej oprzeć się może akcja autentycznie katolicka. Czytaj dalej