O. Józef Chiaudano T. J., „Dziennikarstwo Katolickie” (rozmowa siódma)

Po wyjaśnieniu, że dziennikarstwo katolickie jest wojowaniem (w rozmowie szóstej), ks. Euzebiusz ciągnie dalej analogię między wojną a dziennikarstwem. Chodzi o strategię, bronienie przede wszystkich najważniejszych pozycji, czyli prawd podstawowych, atakowanie punktów słabych wroga, etc. W rozmowie siódmej rozwija, naprawdę pobieżnie, temat najważniejszych prawd, których w owych czasach należało bronić. Podstawą, co podkreślamy na łamach „Myśli Katolickiej” od samego początku, jest zdrowa doktryna katolicka zawarta w dokumentach papieskich i różnych watykańskich dykasterii oraz dogłębne i właściwe ich zrozumienie, przestudiowanie (studium poważne, a nie „ciekawskie”). Gdyby częściej współcześni (jak i ówcześni) dziennikarze katoliccy tak czynili, mniej byłoby dyletantyzmu i w ogóle porażek w polemice z wrogami religii i Kościoła.

Kądziołka

[Recenzja; pochwała papieska, wstęp i rozmowa pierwsza, rozmowa druga, rozmowa trzecia, rozmowa czwarta, rozmowa piąta, rozmowa szósta]

O. Józef Chiaudano T. J.

„Dziennikarstwo katolickie”.

ROZMOWA SIÓDMA.

Wybór przedmiotu. – Kwestye najważniejsze. – Reguły postępowania.

Maryusz. – Dziennikarstwo katolickie ma prawdziwą misyę do spełnienia i wskutek tego musi do pewnego stopnia być bojującem. Wybornie nam wykazałeś tę prawdę, drogi stryju; wdzięczni ci za to jesteśmy. Chcielibyśmy obecnie, abyś był łaskaw dobrze nas oświecić co do taktyki, jakiej się trzymać winien dziennik katolicki, by z powodzeniem prowadzić walkę o dobro religii.

Euzebiusz. – Zobowiązałem się do tego i postaram się dotrzymać obietnicy, jak potrafię najlepiej. Nie spodziewajcie się jednak, bym zdołał wyczerpać kwestyę w najdłuższej bodaj rozmowie. Jest to niemożliwe; kwestya jest olbrzymia i zbyt wiele zawiera rzeczy do powiedzenia, bym mógł nawet myśleć, że dam radę sam jeden je poruszyć. Pozwólcie więc, że poprzestanę na punktach najważniejszych. Chcąc zachować w dyskusyi jaki taki porządek, sądzę, że dobrze zrobimy, posługując się w dalszym ciągu przykładem, zaczerpniętym z wojennego rzemiosła. Dziennikarstwo katolickie winno być bojujące: przedstawmy więc sobie w szerokich rzutach, czego winno dopełnić wojsko, by być walecznem, i zastosujmy do dziennikarstwa katolickiego. Jak się to wam podoba?

Maryusz. – Ależ naturalnie, bardzo.

Euzebiusz. – A więc, gdy kto chce wygrać wojnę, pierwsza rzecz, jaką zrobić należy, jest poznać doskonale główne pozycye, których trzeba bronić, a także główne pozycye, które trzeba atakować, by cały wysiłek akcyi skierować na nie. To samo w naszej materyi: należy poznać główne punkta doktryny, które winny zatryumfować, i główne błędy, które winny być pobite.

Maryusz. – Wobec niezmierzoności tego, cobym nazwał religijnym obozem, wydaje mi się bardzo trudnem określić dokładnie, nie narażając się na pomyłki, jakie są punkta, na których dziennikarstwo katolickie winno głównie walczyć.

Euzebiusz. – Trzymając się zasad, które wam wyłożę, nie będziecie mieli trudności. Jest rzeczą jasną, że trzeba głównie poruszać punkta podstawowe, takie, których obalenie pociągnęłoby ruinę całego gmachu, t. j. te prawdy, od których zależą wszystkie inne. Takiemi są np. istnienie Boga, Opatrzność, stworzenie świata, duchowość duszy ludzkiej, jej nieśmiertelność, Bóstwo Chrystusa Pana, boskie założenie Kościoła Katolickiego, prymat papiestwa. Na wojnie robią podobnie specyalne wysiłki, by bronić tych pozycyi tak zwanych strategicznych, które, gdyby wpadły w moc wroga, uczyniłyby go poniekąd panem placu boju, bo ich utrata pociągnęłaby utratę innych. Z tej samej racyi, zależy w najwyższym stopniu, by dziennikarstwo katolickie nie przepuściło żadnej sposobności do pobicia z całą mocą systemów, sprzeciwiających się prawdom, dopiero co przytoczonym. Systemami takimi są np. materyalizm, ewolucya, zaprzeczająca dogmatowi stworzenia, racyonalizm, zaprzeczający wszystkiemu, co nadprzyrodzone, indyferentyzm i teozofia. Co więcej, na wojnie usiłują zapewnić całą potęgą wojennych środków wzmocnienie i obronę tych pozycyi, które oblegający zdobywają, w które kierują wszystkie swe pociski, przeciw którym zwracają wszystkie swe siły. Przyczyna tego jest jasna. Te pozycye, mające wytrzymać cały napór wroga, dlatego samego winny być wzmocnione w sposób szczególny. Gdyby nie były zaopatrzone należycie, wróg z łatwościąby je opanował. To właśnie zachodzi w naszym wypadku. W wojnie z wrogami naszej religii dziennikarstwo katolickie będzie musiało bronić w szczególności tych punktów doktryny, które dziś najbardziej są pobijane.

Aleksander. – Lecz jest ich tyle! Jakżeż więc sobie poradzimy?

Euzebiusz. – Prawda, jest ich wiele; lecz wśród tego mnóstwa jest kilka punktów takich, do których można mniej lub więcej sprowadzić wszystkie inne. Punkty te znane nam są nietylko dlatego, że dzienniki, książki, profesorowie po szkołach, posłowie w parlamentach, uczeni na kongresach, mówcy na zebraniach, kaznodzieje na kazaniach je poruszają, – lecz zwłaszcza dlatego, że nam je wyraźnie wskazują ci, do których należy troska i obowiązek prowadzenia boju, t. j. Pasterze Kościoła, Biskupi, Święte Kongregacye Rzymskie, Sobory i wreszcie Ojciec Święty, jako najwyższy wódz całej armii.

Aleksander. – Rozumiem. Jest to rzecz generalnego sztabu, nie zaś żołnierzy, ani nawet oficerów niższych, określać, których pozycyi bronić i które atakować należy.

Euzebiusz. – Obowiązek ten spełniają Pasterze Kościoła i Najwyższy Pasterz, z podziwienia godną troskliwością wskazując nam w przeróżny sposób prawdy, których bronić, i błędy, które pobijać trzeba. Istotnie, czyż Encykliki Papieskie nie są tem, co jest najlepszego w tej mierze? Nie możemy więc nie znać tych podstawowych orzeczeń, jeśli tylko naprawdę poznać je chcemy.

Aleksander. – Pragnęlibyśmy, gdyby to było możliwe, mieć listę tych podstawowych orzeczeń, zawartych w Encyklikach ostatnich Papieży.

Euzebiusz. – Dobrze. Właśnie o tem pomyślałem. Oto krótki spis, który może się wam przyda. Nie robię nacisku szczególniejszego na nic, lecz podaję wam te wskazówki tak, jak mi przyszły do głowy.

Filozofia scholastyczna i jej doniosłość. – Leon XIII. „Aeterni Patris”, 11 sierpnia 1879.

Nauka religii w szkołach. – Nauka katechizmu; jej potrzeba. – Pius X w swojej pierwszej Encyklice i innych dokumentach.

Świętość małżeństwa chrześcijańskiego. – Rozwody. – Ich szkodliwość. –  Leon XIII, „Arcanum”, 10 lutego 1880.

Urząd Kościoła. – Leon XIII, „Charitatis studium”, do biskupów Szkocyi, 25 lipca 1898.

Seminarya i studya duchowieństwa. – Leon XIII, „Od dnia” do biskupów Francyi, 8 września 1899.

Wykształcenie duchowieństwa. – Leon XIII, „Fin dal principio”, 8 grudnia 1902.

Kwestia robotnicza. – Leon XIII, „Rerum novarum”, 15 maja 1891.

Akcya społeczna i dobro ludu. – Leon XIII, „Graves de communi”, 18 stycznia 1901.

Istota wolności. – Leon XIII, „Libertas”, 20 czerwca 1882.

Masoneria i sekty. – Leon XIII, „Humanum genus”, 20 kwietnia 1884, oraz „Inimica vis”, 8 grudnia 1892.

Kongregacye zakonne. – Jak niesłusznem jest prześladowanie takowych. – Korzyści, jakie one przynoszą dla społeczeństwa.– Różne dokumenty Leona XIII.

Chrześcijańskie urządzenie państw. – Leon XIII, „Immortale Dei”, 1 listopada 1885.

Przeciwko rozdziałowi Kościoła od państwa. – Różne dokumenty nieśmiertelnego Piusa X.

Studya biblijne. – Leon XIII, „Providentissimus Deus”, 18 listopada 1893, i różne dokumenty Komisyi studyów biblijnych.

Przeciwko socyalizmowi. – Leon XIII, „Quod apostolici”, 28 października 1878.

Wolność Kościoła. – Leon XIII, „Quod multum”, 28 sierpnia 1886.

Amerykanizm. – Leon XIII, „Testem benevolentiae”, 22 stycznia 1899.

Modernizm. Wielorakie błędy naszych czasów. – Pius X, Encyklika „Pascendi” i różne inne dokumenty.

Dorzucam jeszcze wolność nauczania dla katolików, sprawę misyi katolickich, sprawę świętopietrza, zniesienie niewolnictwa i obowiązki katolików w czasach obecnych we Włoszech, w myśl dokumentu papieskiego „Il fermo proposito”.

Aleksander. – Katolickiemu dziennikarzowi nie brak zaiste przedmiotów do poruszania.

Maryusz. – Spis ten jest doskonały. Spostrzegam w nim jednak poważny brak.

Euzebiusz. – A jaki?

Maryusz. – Nie mówi on nic o Demokracyi chrześcijańskiej, a wszakże to kwestya najwyższej doniosłości. Dziś bardziej, niż kiedykolwiek, daje się odczuwać potrzeba nagląca zaopiekowania się robotnikami, proletaryuszami, przeciążonymi nad miarę i uciskanymi przez społeczeństwo dzisiejsze, – potrzeba podniesienia klas ubogich i upomnienia się o ich podeptane prawa. Jest to kwestya nagląca, bądź dlatego, że obecnie potrzebę tę najżywiej odczuwają społeczeństwa, – bądź dlatego, że jeśli katolicy nie zabiorą się, by kwestyę tę rozstrzygnąć, wezmą górę socyaliści ze swemi utopiami i swym antyklerykalizmem, – bądź wreszcie dlatego, że było to doradzone przez Papieża Leona XIII. Należy pamiętać, że demokracya dziś usiłuje zapanować wszędzie, bez względu na to, czy tego chcemy czy nie chcemy.

Euzebiusz. – Ależ ja nie mam pretensyi, bym wam dał spis całkowity, albo, co więcej, szczegółowy prawd religijnych, domagających się obrony, i błędów, które pobijać należy. W każdym razie brak, nad którym biadasz, drogi Maryuszu, nie istnieje. Wspomniałem o demokracyi chrześcijańskiej tam, gdzie przytoczyłem dwie Encykliki Papieża Leona XIII Rerum novarum Graves de communi. W tych obu Encyklikach Ojciec Święty traktuje właśnie o potrzebie rozwiązania zgodnie z zasadami katolicyzmu sprawy robotniczej, o sposobach wynalezienia owego rozwiązania, o granicach, w których nasza akcya społeczna winna się zamknąć. Co zaś do nazwy Demokracya chrześcijańska, zauważę tylko, że wielu używa jej w znaczeniu bardzo niewłaściwem, i że nazwa ta, podobnie jak podniesienie mas, prawa ludu etc., należy do wyrażeń dwuznacznych, które trzeba dobrze rozumieć, by nie stać się igraszką w ręku tych, co chcieliby posłużyć się katolikami w celach bardzo dalekich od celów, jakie zakreślił Kościół święty. Wystarczy przypomnieć sobie słowa Najwyższego Pasterza Piusa X, który w Encyklice swej na rocznicę św. Grzegorza Wielkiego, z 12 marca 1904 r., daje nam następujące wysoce doniosłe ostrzeżenie: „Grubo mylą się ci, co, zabiegając o dobro publiczne, a zwłaszcza popierając sprawę klas niższych, usiłują ponad wszystko osiągnąć ich dobro materyalne, całkowicie pomijając ich dobro duchowe i poważne obowiązki, związane z ich wiarą, jako chrześcijan. Nie wstydzą się często przemilczać niektórych podstawowych zasad Ewangelii, z obawy, że w przeciwnym razie ludzie nie zechcą ich słuchać i iść za nimi”.

Maryusz. – Widzę w spisie, pomiędzy punktami, których bronić należy: wolność nauczania, konieczność katechizmu w szkołach, swobodę kongregacyi zakonnych, i nie zaprzeczam, że są to kwestye wysoce aktualne; nie widzę jednak sposobu, w jaki my, katolicy, moglibyśmy dobrze bronić tych punktów przeciwko liberałom.

Euzebiusz. – Ależ na Boga, kochany Maryuszu, nie przekraczajmy tematu. Nie mówię tu bynajmniej o sposobie, w jaki mamy rozwijać te kwestye. Każdy rozumie, że winniśmy to czynić z tą dokładnością, o której mówiliśmy uprzednio, więc zachowując konieczne i stosowne różnice. Na dziś niech Wam wystarczy, gdy powiem: 1) że w rzeczywistości kwestye te mają najwyższą doniosłość dla sprawy religii; 2) że nie powinniśmy i nie możemy nigdy słusznie przyznawać błędowi posiadania tych samych praw, jakie przyznajemy prawdzie, lecz że możemy i powinniśmy wołać zawsze do liberałów: „Jeśli chcecie wolności dla wszystkich, bądźcie przynajmniej konsekwentni i nie dozwólcie, by pozbawiano katolików tej wolności, do której mają prawo, jako obywatele. Co zaś do rozdziału Kościoła z państwem, trzeba kategorycznie potępiać go jako zasadę: prawdą jest wszakże, że w praktyce można go w jednych miejscowościach tolerować, a w innych nie”.

Maryusz. – Poco jednak posuwać się aż do tego, by do kwestyi, które poruszać mamy, włączać i prawa Papieża do władzy świeckiej? Bo i któż to dziś jeszcze mówi o tem? Czyż nie byłoby lepiej nie podnosić tego?

Euzebiusz. – Nie odpowiem na to; odpowie za mnie Ojciec Święty, najwyższy sędzia w kwestyi swych praw: „Wy, ukochani Synowie, podnoście z mocą i jednomyślnością, tak w mowach jak w pismach Waszych, konieczność władzy świeckiej dla swobodnego wykonywania najwyższego Naszego urzędu; głoście, że sprawa publiczna we Włoszech nie będzie mogła rozwijać się pomyślnie ani cieszyć się trwałym pokojem, dopóki, jak tego wymaga sam zdrowy rozum, nie stanie się zadość godności Stolicy Apostolskiej i wolności Najwyższego Pasterza. Miejcie wszyscy jedno pragnienie i jednego ducha: popierać sprawę Kościoła i bronić praw Rzymskiego Biskupa”. (Leon XIII do dziennikarzy włoskich, zebranych w Watykanie dn. 6 stycznia 1879 r.)[1]

Miałbym jeszcze kilka rzeczy do powiedzenia w naszej kwestyi, ale już późno.

Da Bóg, pomówimy o tem jutro.

(C. d. n.)

[1] Kardynał Rampolla, w liście z 21 października 1901 r., napisanym z rozkazu Ojca Świętego do Kardynała Ferrari, Arcybiskupa Medyolanu, wyraża następującą naganę:

„Zdarza się nieraz, bądź w konferencyach, bądź w mowach lub toastach, wygłaszanych na zebraniach publicznych, bądź wreszcie w artykułach dziennikarskich, że katolicy, oświadczając się z przywiązaniem do papiestwa, mówią jednocześnie o ojczyźnie włoskiej, a nawet o jedności narodowej, bez żadnego zastrzeżenia lub przynajmniej bez dość wyraźnego zastrzeżenia praw Stolicy Świętej do władzy doczesnej. Byli nawet tacy, co ośmielili się twierdzić, że roztropnem jest pomijać do czasu milczeniem kwestyę władzy doczesnej Rzymskiego Biskupa, by upomnieć się o to prawo w dalekiej przyszłości, gdy lud będzie dostatecznie uświadomiony przez Demokracyę chrześcijańską”. (Patrz list w całości, Monitore Ecclesiastico, rok 1901, str. 354, 355).

W kilka miesięcy potem, mianowicie 24 stycznia 1902 r., została ogłoszona instrukcya Św. Kongregacyi Spraw Kościelnych Nadzwyczajnych, dotycząca akcyi ludowej, czyli Demokracyi chrześcijańskiej; instrukcja ta pod literą głosi: „Obowiązkiem jest wszystkich dziennikarzy katolickich … utrzymywać w ludzie żywe uczucie i przekonanie o położeniu nie do zniesienia, w jakie postawiono Stolicę Świętą, odzierając ją z władzy doczesnej; korzystać z każdej nastręczającej się okazyi, by ogłaszać i przypominać uroczyste i nieustannie powtarzane protesty Ojca Świętego i doniosłe przyczyny, które je wywołują. Prawdziwi katolicy winni mieć zawsze przed oczami liczne i kapitalne dokumenty Najwyższych Pasterzy Piusa IX i Leona XIII, zastawiające się za święte prawa i niezależność Stolicy Apostolskiej”… (Monitore Eccl., rok 1902, str. 11, 12). – Zauważyć wypada, że instrukcya ta była potwierdzona przez Ojca Świętego Piusa X w Motu proprio o chrześcijańskiej akcyi ludowej, z 18 grudnia 1903 r. Zresztą konieczność upoważnienia by módz stanąć do urn politycznych, którą głosi list Il fermo proposito, wykazuje jasno, że Kwestya Rzymska jest zawsze żywotna i że co do tego katolicy zawsze zastrzegać się winni.

Patrz magistralny wykład Sui doveri dei Cattolici nelle rappresentanze politiche ed amministrative.

Consultazioni teologiche-morali, przez Kazimierza Kard. Gennari. – Rzym, drukarnia Piotra Verrati, 1907.

Niepodobna powiedzieć nic bardziej ścisłego, mądrego i stanowczego.

Przepisała Wincencja. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok IV (1911), nr 21, ss. 206-209. Rozmowa ósmadziewiąta.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s