Kazanie ks. Zygmunta Goliana o wychowaniu rodzicielskim (trzecie, o dobrym przykładzie)

[Kazanie pierwsze, ogólne]

[Kazanie drugie, o karności]

Jak ważne w wychowaniu jest dawanie dobrego przykładu wydaje się, że nie trzeba tłumaczyć. Tłumaczyć może i nie trzeba, ale przypominać trzeba często, i to bardzo często. To czyni ks. Zygmunt Golian w trzecim kazaniu o wychowaniu dzieci. Doniosłe znaczenie dobrego przykładu (rodziców) i czynów idących w parze ze słowami wyraźne jest zwłaszcza w wychowaniu dzieci.

Uroczystość Świętej Rodziny, obchodzona w tym roku dnia dzisiejszego ze względu na wypadającą jutro oktawę Objawienia Pańskiego, wydała się nam bardzo odpowiednią okazją, by opublikować to trzecie kazanie. Niech przykład Najświętszej Dziewicy, Matki Boga, najlepszej z ziemskich matek, i św. Józefa, najlepszego z ziemskich ojców, oraz Bożego Dziecięcia będzie nieustannie przed oczyma katolickich ojców, katolickich matek, katolickich dzieci. Bez tego nie będzie żadnych katolickich rodzin, bez nich katolickich powołań i w ogóle społeczeństwo nasze zupełnie upadnie w barbarzyństwo gorsze od tego, z którego podniósł nas Kościół ponad tysiąc lat temu.

Ciemnogrodzianin znad Wisły

KAZANIE IIIcie MAJOWE

O WYCHOWANIU DOMOWEM.

DOBRY PRZYKŁAD.

Najmilsi!

Ciągniemy dalej rzecz naszą o wychowaniu domowem. – Dotąd mówiliśmy o obowiązku nauczania i karności. Przedmiot obszerny, rzecz nie dwóch nauk ale długiej a wytrwałej i mozolnej pracy. Ztąd łatwo pojmujecie i wybaczacie, że się mówi w ogólnikach, zresztą ci, których rzecz ta najbliżej, dotycze, łatwo z tych ogólników szczegółowe reguły dla siebie wysnują i zrobią zastosowanie. Co do nas, sądzimy, że w tak ciasnym zakresie najkorzystniej stawiać obowiązki rodzicielskie w ogólnym i wybitnym rysie, a naprzeciw zaraz jakby dla porównania i zastosowania stawiać obrazy żywcem zdięte z postępowania w tej mierze rodziców z dziećmi. W podobny też sposób powiemy dzisiaj słówko o dobrym przykładzie jako trzecim wychowania domowego obowiązku – prosimy tylko iżbyście nie zapominali, że słuchać choćby z największą uwagą i zajęciem, to jeszcze nie wszystko – trzeba koniecznie usłuchać – proszę pamiętać, że przez najniegodniejsze usta nasze mówi do was Jezus Chrystus – a Jezus Chrystus na to sieje słowa, by wydały plon – że biada roli, co jak gościniec otwarty – lub jak opoka lub wreszcie jak ciernisko bierze nasienie ku zmarnowaniu! – Jak mi tu dobrze – jak serdecznie wpośród was, jak bardzo kocham to zebranie wasze – tak się boję, by to słowo nie było któremu z was ku tem surowszej odpowiedzialności; proszę i zaklinam przez miłość własnych dusz waszych, przez miłość waszych dzieci, przez miłość waszych rodzin, przez miłość całej naszej społeczności, której ojcem i królem Jezus, której Matką i królową Marya – słuchajcie i stosujcie, słuchajcie ku wypełnieniu!

O Ty przecudny wzorze Chrześciańskich Matek – dziwnie bogaty cnót wszystkich przykładzie, Matko Chrystusowa módl się za nami! Pozdrawiamy Cię mówiąc:

ZDROWAŚ MARYO!

Dobry przykład, to najwyborniejsza księga dla każdego – ale szczególniej dobry przykład rodziców dla dzieci. Ojciec i Matka, których Opatrzność jak widzialne anioły postawiła dzieciom na straży, mają zawsze w ich oczach charakter świętej powagi. Czy jesteście dla swych dziatek tą księgą zawsze otwartą? tym mówiącym obrazem? tą żywą nauką, co wpaja łacniuchno bez rozumowania, bez mozołu miłość obowiązków? Dzieci nasze powinnyby wiedzieć, że to do czego ich zobowiązujecie, czego od nich wymagacie; najprzód podejmujecie wy sami. I jakiemże prawem obciążylibyście ich jarzmem, któregobyście się sami ani palcem nie dotknęli? Wiem bardzo dobrze, że dzieci powinny słuchać rodziców chociażby ich uczynki jak najsprzeczniejsze były ze słowami – nieposłuszeństwo dzieci jest złe – i wcale go nie myślę wymawiać – ale czy wasza wina przez to mniejsza? Większa owszem, tysiąc kroć większa! Zwykle można usłyszeć, jak rodzice narzekając mówią: „trzymam ostro, uczę, przekonywam; gdzie tam, wszystko to groch o ścianę.” Ah! mój drogi – smutek twój podzielam, ale zdziwienia nie podzielam wcale – dziecko prawda jak ściana, ale po cóż twoje słowo jak groch? Niech będzie jak kula, niech siłą dobrego przykładu z duszy twej wystrzeli a i najtwardszym głazom da radę. Trzymasz ostro, cóż ztąd? Bojaźń kary zawiera dzieciom usta – odwróć się tylko a już się śmieją i z nauki i z nauczyciela. Jakiż wdzięk, jaką siłę może mieć twe słowo zalecające choćby najwymowniej cześć Boga – modlitwę – kiedyś ty sam zimny, obojętny, bezbożnik w postępowaniu, kiedy wstajesz rano jak człowiek, któremu nie potrzeba Boga, kiedy się kładziesz na spoczynek jakbyś był najpewniejszy, że się zbudzisz jutro rano? Czy się modlisz razem z dziećmi? Jako żywo. Prawisz im o święceniu dni świętych, nakazujesz uczęszczać do Sakramentów, cóż kiedy dla ciebie niedziela czy poniedziałek wszystko jedno, kiedy w najuroczystsze święta ani zajrzysz do kościoła, a jeźli przerywasz ziemską pracę, to tylko dla ziemskiej uciechy i ziemskiego wypoczynku. Rok za rokiem idzie, płyną lata, czy też przypominasz sobie czasem, żeś grzesznik – że się z Bogiem trzeba pojednać – czy się spowiadasz? Jak wiele razy widzą cię dzieci klękającego z pokorą, żalem, miłością przed trybunałem miłości?

A ty matko! tak pięknie zalecasz córce cnoty twojej płci – ślicznie mówisz! – Patrzę w postępowanie – ach! tu ledwie przyzwoitość. Czemu córka tak nieskora do dzieł pobożności? Ach! bo matka filozofka, umysł wyższy, traktujący zgóry religijne praktyki jako przesądy! Czemu córka taka nieskromna, taka już zakochana w sobie, taka marnująca drogi czas? – Patrz na matkę tak niemądrze rozproszoną, chciwą nowostek i świata, zatopioną w modach i strojach, usiłującą ściągnąć na siebie uwagę, zyskać uwielbienie przez płochość, przez zbytki w toalecie – patrz na matkę bezczynną, gościa w własnym domu, zawsze znudzoną, nienasyconą albo przesyconą, któraby rada w jednym dniu całoroczny strawić dochód – patrz – to żywa odpowiedź!

A moi drodzy, cóż więcej możecie sobie obiecywać z waszych upominań i rad zawsze zbijanych własnym przykładem i życiem? Chcecież-li żartować, czy też działać poważnie sprawę tak poważną, jak sprawa domowego wychowania? Stawiacie swe dzieci między moralności słowem a czynem zgorszenia i jakąż mają iść drogą? pójdąli za tem co słyszą, czy za tem co widzą? „Jacy my nieszczęśliwi, w żaden sposób nie możemy ich przekonać, że to a to wiąże się z ich dobrem!” – Ale jakże się mają przekonać kiedy widzą, że tego sami dla siebie za dobre nie macie? Mój Boże! wychowując nawet dzieci w atmosferze budujących cnót i przykładów tak je trudno ustalić w dobrem, a czego przykład nie zawsze dokona, jak ma dokonać czcze słowo? Gdy ich wyobraźnia przesyci się widokiem pogańskiego życia – czem wówczas choćby jak najdoskonalej chrześciańska nauka? Czczem słowem, czczym dźwiękiem. Gdybyście tylko zakłopotali ich sumienie – przyćmili światło wewnętrzne, w wątpliwość podali cnotę, toby już było okropnem nieszczęściem, wszakże zły przykład dalej jeszcze prowadzi. Przywykną do waszych słodkich czy gorzkich napomnień jak do formuł bez następstw, jak do gadaniny nie wiodącej do niczego, bez żadnego zastosowania – a cnotę tak wkońcu będą pojmować, jak ich tego uczycie – to jest jako pokrywkę niecnoty.

To o rodzicach, którzy dobrze mówią, pięknie upominają, karcą – źle ucząc przykładem. Cóż mówić o tych, u których nauka, słowo nie więcej od przykładu warte? Widzimy ojców uśmiechających się na szkaradne, bezbożne swych synów wyskoki – widzimy matki usprawiedliwiające i słowem i czynem płochość i nieskromność córek. Słyszymy żarty w przedmiocie najświętszych praktyk religii. Wchodzimy do ich mieszkań: cóż to za książki tak gęsto porozkładane? A to romanse, namiętne, burzące młodą krew poezye; historye wszelkich brudów, steki najwyszukańszych szkarad – deklamacye i wykrzykniki uczące pogardzać wiarą, cnotą, ślachetnością, zaślubiające młodą, czystą jeszcze duszę ze zbrodnią, tak tkliwie, tak łzawo, tak serdecznie przedstawioną, jakby ją szatan ku strasznej pokusie własną opisywał ręką!! – „Dzieci tego nie czytają, nie będą czytać” – Oh nie! Ewa już taka nie ciekawa, nie skusi zakazanego owocu, chociaż widzi, że w nim tak namiętnie przez długie smakujecie godziny! Co to za obrazy, sztychy, litografie, zdobią ściany waszych izb? Wstyd i zgroza – znowu brud, znowu szkarada, gdzie oko ponieść, wszystko plami wyobraźnią, rozpłomienia zmysły, psuje serce, zabija duszę! A! – jest i obraz ukrzyżowanego Boga-Człowieka, figuruje jako utwór sztuki, więcej o jedno zgorszenie! – w pięknem zaprawdę towarzystwie Bóg miłości – wzór najwyższy miłości i poświęcenia, wpośród bóstw rozpusty! – To dla dziecka pierwsza lekcya tolerancyi dla ochydy i zbrodni. A dalej – narzędzia muzyczne, same w sobie dobre. Sztuka uszlachetnia duszę – ale jaka sztuka? czy ta miękka, zniewieściała muzyka, czy te śpiewy namiętne, w których ciało podrzeźnia anielskim tonom i dźwiękom, i tak pieściwie usypia ducha, by go potem tem łatwiej potrącić w kał i z kałem pomieszać? I macie wy serce kalać tem wszystkiem czyste, anielskie usta swych dzieci? A potem jeszcze te rozmowy na pół tajemnicze – te dwójznaczniki……. O biedne, biedne dzieci, biedniejsze tysiąckroć od dziecka uczciwego chłopka, które z natury, już jakoś z błogosławionego usposobienia, szczęśliwej prostoty jakby własnym duszy ciężarem trwają w swej niewinności! Biedne dzieci – ofiary niepobożności własnych rodziców, którzy wam razem z lepszem niby położeniem przekazują swe występki – i swoje piekło!

A niżej – niżej tu w mieście – czy lepiej? Boże mój, Boże! jakie nauki, jakie przykłady – jaki smutny, bolesny widok! radbym go zbył milczeniem, ale nie wolno – prawda, choć smutna, ciśnie się na usta. Tu dziecko nie wystawione na te świetne pokusy, o jakich mówiliśmy wyżej – ale czy przykłady więcej sprzyjają cnocie? – Czy budzą smak pobożności, wpajają miłość obowiązku, poświęcenia, czy uczą kochać czysto po bożemu? O jakbyśmy radzi odpowiedzieli: tak! Ale widok tego, co się dzieje w większej części domów, gdzie się ciężka praca żeni z nędzą i cierpieniem, to pochlebne rozdmuchuje złudzenie. Krzyk złości, krzyk złorzeczenia, krzyk przekleństwa, krzyk pomstowania, krzyk bluźnierstwa, krzyk wszelakiej okropności – wojny między rodzicami, obrzydliwe sceny pijaństwa – ochydne zgrozy! Jaka szkoła, wielki Boże! dla tych nieszczęśliwych istót w których pierwsze wrażenia wywierają wpływ stanowczy na całą przyszłość, na całe ich przeznaczenie.

Na resztę, uszanowanie dla świętego waszego stanu zamyka mi usta – a byłoby jeszcze dość okropności do przedstawienia. Wszakże płynie-li to zgorszenie z góry, czy zionie z najniższych warstw zepsuciem, zgnilizną i śmiercią, biada tym, przez których przychodzi. Biada rodzicom, którzy dla swych dzieci są doradcami występku, nauczycielami zbrodni, strasznym wzorem bezecnego, ochydnego życia. Gorycze, zgryzoty, łzy w domu a wstyd po za domem, przekleństwo Boga i przekleństwo ludzi, wlokące się z dzieci na dzieci, nieszczęśliwa, sponiewierana zgrzybiałość, shańbiona siwizna, są dopiero początkiem strasznej kary zgotowanej dla takich ojców i matek barbarzyńców, katów własnych dzieci, trzebaby zejść na samo dno piekła, ażeby wypowiedzieć, co im zgotowano!

Powtarzam co już nieraz wciągu tych nauk powiedziałem: Nie ma Chrześciańskiej rodziny bez chrześciańskich ojców, matek i dzieci! – nie ma chrześciańskiej spółeczności bez chrześciańskiej rodziny – więc wszystkie grzechy, wszystkie szkarady, wszystkie publiczne spółeczności zgorszenia, ciążą na rodzinach a ostatecznie ciążą na rodzicach i rodzice za nie odpowiadać będą! – Więc dzisiaj zamiast narzekać na brak stósunków rodzinnych, dopatrzcie się przecie raz w tem myśli Bożej, uwielbiajcie ją i pracujcie całą duszą nad jej dopełnieniem!

Trzydzieści lat wstecz – o brzydko u nas w rodzinie! – piećdzieciąt lat – szkaradnie! – siedemdzieciąt  lat – wiek, dwa wieki – trzy wieki – jasno, coraz jaśniej! Tam-o-tam patrzcie, wpatrujcie się pilnie – czytajcie jaka śliczna – jaka nauczająca księga – jacy tam poważni, święci w przykładach Ojcowie – jakie wzory ewangieliczne rodzinnych cnót i życia. – Widzieliście ich kiedy na starych obrazach – klęczą pobożnie pod Krzyżem, na którym wzór i źródło wszelkich cnót, wszelkich poświęceń, wszelakiej świętości. – Za Ojcem klęczy piękny rzęd synów, za Matką rzęd córek. Przez Ojców przykłady idą do naśladowania przykładu Boga-człowieka – O! jak im pięknie, jak im tak ślachetnie! – a błogosławieństwo płynie znowu z Krzyża i połączone z przykładem spływa z głów rodzicielskich na dzieci, a z dzieci starszych na młodsze – rozlewa się wszędzie – O jak bogato – jak suto błogosławieństwa!

Stare takie dawnych rodzin obrazy odnowiono tu i ówdzie. Skąd dawniej w tej mierze kał zgorszenia spływał, ztamtąd coraz jaśniejsze, coraz piękniejsze dobrego przykładu rozlewa się światło. Pomagaj Boże – klęczcie tak pod Krzyżem – bogobojni, przykładni rodzice klęczcie tak za nimi dzieci, klęcz tak za staremi, o ty droga młodzi, – początku przyszłych błogosławieństw Bożych – rozradowanie serca Chrystusowego! – Porywajcie za sobą do Krzyża jak was porwał przykład Ojców – porywajcie braci waszych w Chrystusie jak wy dobrych usposobieniem, ale mniej jak wy szczęśliwych – porywajcie i nas samych! – Pójdziemy za nami do coraz wyższej miłości błogosławiąc Bogu za przykładnych rodziców – błogosławiąc Maryi, której wstawieniu winni jesteśmy coraz większe w tej mierze miłosierdzie Pańskie. Amen.

Przepisała C.D. Źródło: ks. Zygmunt Golian, Kazania niedzielne, świętalne, passyjne i majowe, Wydawnictwo Dzieł Katolickich, Naukowych i Rolniczych, Kraków, 1858, ss. 600-606. Kazanie czwarte wkrótce.

2 thoughts on “Kazanie ks. Zygmunta Goliana o wychowaniu rodzicielskim (trzecie, o dobrym przykładzie)

  1. Tak, w tych rodzinach, tacy rodzice wychowywali takich, przyszłych kapłanów, którzy w tradycyjnym katolicyzmie nie mogli się odnaleźć wyczekując bliżej nieokreślonego otwarcia i zmian. Kościół katolicki w katolickich kapłanach mogą wychować jedynie katolickie rodziny. Samo uświadamianie dorosłych ludzi jest tak nieskuteczne, gdyż rodzinne, pseudokatolickie tło oddziałuje, tak wówczas, jak dziś. To, że aktualne to ewidentne, lecz czy dziś ktoś przejrzy ostrze tych słów ks. Z. Goliana? Wówczas może wywoływało to jakiś rodzaj zrozumienia i zawstydzenia z uwagi na upadek moralności, lecz dziś raczej jedynie politowanie i trudność w pojęciu: w czym właściwie problem? Normalne, wszystko to jest przecież normalne. Dziś granica przesuwa się raczej na zagadnienia dotyczące np. upowszechniania się pornografii i jej antykulturalnego, globalnego oddziaływania (rzekomej walki z tym), zaś jakieś tam powyższe zagadnienia raczej zagrożeń nie niosą. I od kogo to usłyszymy? Z ust współczesnego duchowieństwa, a jakże! Nie doszukujmy się zaraz wszędzie diabła. Pokolenia wychowane we wzgardzie wobec ostrzeżeń przyjmą każdą truciznę i każdy grzech ciężki za światowy obyczaj. Takie czasy. Dziękuję redakcji za tekst. Choć w Kościele i na katechezie dzieci nic takiego już dziś nie usłyszą to być może nieliczne usłyszą jeszcze w domach, bo tylko tak bodaj Pan Jezus może zastać wiarę świętą na Ziemi, gdy przyjdzie.

    • Problem wg. nas polega na braku kształtowania cnót przyrodzonych jeszcze przed próbą kształtowania nadprzyrodzonych. Czyli nie tak wielki problem z katolickim wychowaniem, jak z wychowaniem w ogóle. Hipokryzja tych rodziców, którzy umieszczają ohydne obrazy obok obrazów Pana Jezusa jest nie tyle problemem z wiarą co ze zwykłą uczciwością. Łaska buduje na naturze. Skoro rodzice wówczas i dziś tym bardziej nie pracują od najmłodszych lat nad kształtowaniem podstawowych cnót, koniecznych na późniejszych etapach wychowania, to całe wychowanie leży w gruzach. Nie dziw, że wiele dzieci tradycjonalistów porzuca kompletnie wiarę. W niektórych krajach jest to plaga.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s