O. Józef Chiaudano T. J., „Dziennikarstwo Katolickie” (pochwała Papieża, wstęp, rozmowa pierwsza)

Po recenzji broszurki o. Chiaudano pt. „Dziennikarstwo Katolickie” czas na jego treść, której tłumaczenie pojawiło się w „Myśli Katolickiej” (rok IV [1911], nry 9-25), poprzedzone listami pochwalnymi Stolicy Apostolskiej. W oddanym do druku wydaniu włoskim te listy umieszczone były w Dodatku na końcu książki.

Każdy szczerze interesujący się tym tematem i wykazujący się dobrą wolą, jak Mariusz i Aleksander, rozmówcy ks. Euzebiusza, powinien to dziełko przeczytać w całości. Gwoli wstępu zwrócę tylko uwagę na doniosłość zagadnienia w dobie Internetu, gdy coraz mniejszym zainteresowaniem cieszy się słowo pisane.

Listownie przekazując autorowi pochwałę Ojca świętego Piusa X kard. Merry del Val zaznacza, z jaką szybkością słowo pisane rozchodzi się po całej ziemi dzięki różnym dziennikom, tygodnikom i innym pismom periodycznym. XIX wiek, zwłaszcza jego druga połowa, to okres znacznego wzrostu liczbowego tytułów prasowych o różnym profilu i ich znacznie szerszej dostępności dla ogółu. Lecz wiele z nich było w rękach zewnętrznych wrogów Kościoła, dzierżących kapitał, i służyły one wsączaniu trucizny w społeczeństwa ludzkie oraz psuciu obyczajów. Pojawiło się też wiele pism katolickich, choć niestety nie wszystkie spełniały swój obowiązek należycie. I właśnie po to powstało to dzieło autorstwa przełożonego turyńskiej prowincji Jezuitów.

Ta zaś uwaga kard. Merry del Val już sama w sobie wyjaśnia, dlaczego dziełko o. Chiaudano jest przynajmniej równie ważne dziś, co na początku wieku XX. Internet pozwala na jeszcze szybsze rozejście się słowa, już nie tylko pisanego, ale i mówionego. Ten „podręcznik i kodeks”, jak go nazywa Kardynał Sekretarz Stanu, dziennikarstwa katolickiego winien być znany nie tylko każdemu, kto prowadzi stronę internetową, lecz również czytelnikom, którzy w Internecie szukają treści bliżej lub dalej związanych z religią katolicką, aby ją poznać lub zgłębić.

Ale do tego ważnego faktu dochodzą jeszcze szersze okoliczności. Rewolucja poczyniła postępy, o jakich nie śniło się naszym ojcom w najgorszych koszmarach. Błąd i zepsucie są znacznie powszechniejsze niż dawniej. Szerokie masy ludowe jeszcze bardziej dotknięte różnego rodzaju zarazą umysłową i duchową, niż kiedykolwiek wcześniej. Ponadto edukacja na zbyt wysokim poziomie dostępna jest dla wszystkich, co jeszcze bardziej pogarsza sytuację (ale o tym kiedy indziej). Dlatego tym ważniejsza jest znajomość zasad tak dokładnie i przystępnie wyłożonych przez o. Chiaudano.

Pierwsza rozmowa otwiera temat następujący: czego powinien dziennikarz katolicki unikać. Zwraca ponadto uwagę na kompetencje wymagane od pisarzy przez tematykę religijną.

Euzebiusz Ostrzyhomski

O. Józef Chiaudano T. J.[1]

„Dziennikarstwo Katolickie”.

Przed oddaniem do druku swego rękopisu autor przedstawił go do Najwyższego uznania Ojcu Świętemu, który, powodowany dobrocią i mądrością, następujący list w odpowiedzi autorowi łaskawie przesłać polecił:

Watykan, 30 grudnia 1909 r.

Wielebny Ojcze!

Jego Świątobliwość zaszczycił mię miłem poleceniem, abym zwrócił Wam, Czigodny Ojcze, piękną pracę Waszą z temi słowami literalnie: peroptime, cum gratulationibus et gratiarum actione i z błogosławieństwem apostolskiem, które Jego Świątobliwość udziela z całego serca Wam, Wielebny Ojcze, i wszystkim Braciom Twoim z tej Prowincyi, do której Wasza Wielebność należy.

Spełniając z uczuciem zupełnego posłuszeństwa rozkaz Najwyższy Głowy Kościoła, jednocześnie załączam wyrazy głębokiego szacunku, z jakim pozostaję.

Zawsze oddany

Jan Bressan.

Poniżej przytaczamy list, który otrzymał później O. Józef Chiaudano z Sekretaryatu Stanu Jego Świątobliwości.

Sekretaryat Stanu                                                                        Z Watykanu,

Jego Świątobliwości.                                                                   23 marca 1910 r.

Nr 43114

Przewielebny Ojcze!

Dziełko pod tytułem Dziennikarstwo Katolickie, które Wasza Wielebność przesłał ostatnio w hołdzie Ojcu Świętemu, sprawiło wielką przyjemność Jego Świątobliwości, ponieważ ma na celu skierowanie na należytą drogę tego odłamu dziennikarstwa, który, chociaż chce zachować nazwę katolickiego i pozostać katolickim, pomimo to źle odpowiada obowiązkom, przywiązanym do jego katolickiego stanowiska, i to tak dalece, iż faktycznie neguje je zupełnie i częstokroć przez zgubne ustępstwa oraz wprost naganny sposób przedstawiania spraw bieżących obraca w niwecz potęgę szybkiego rozpowszechniania pisanego słowa, która pod piórem człowieka szczerze wierzącego i sumiennego winna byłaby być doniosłym środkiem ku zbawieniu w duchu chrześcijańskim.

Jego Świątobliwość z zadowoleniem widzi w pracy Waszej, Przewielebny Ojcze, wezwanie, tak bardzo na czasie, do znacznego odłamu dzisiejszej prasy, by przyjęła kierunek praktycznie i wyraźnie katolicki. Ojciec Święty z przyjemnością oznajmia, że zasady, streszczone przez Wielebność Waszą z taką ścisłością i jasnością, zdolne są każdego katolickiego publicystę uczynić prawdziwym apostołem, którego słowa znalazłyby w szybkości i łatwości, z jaką się rozchodzą, nowy i skuteczny współczynnik życia chrześcijańskiego.

Przytem forma łatwa i popularna, uprzystępniająca głoszone przez Waszą Wielebność zasady nawet dla umysłów najprostszych i najmniej wykształconych, powiększa jeszcze zasługę tej pracy, która tym sposobem będzie mogła uzyskać szersze rozpowszechnienie, a czytelnikom dostarczyć łatwych i zdrowych kryteryów dla odróżnienia dobrej prasy od zlej.

Należy zaznaczyć zwłaszcza rozdział VI, gdzie tak doskonale jest wykazana bezwzględna konieczność, by każdy dziennik katolicki w czasach tak zażartej walki religijnej, jak dzisiejsze, nietylko nie przychylał nigdy swego sztandaru przed nieprzyjacielem, lecz zawsze był jako żołnierz, gotowy do boju, skory do chwycenia za broń.

Dlatego też dziełko to jest bardzo pożyteczne tak dla dziennikarzy katolickich, dla których mogłoby służyć jako podręcznik i kodeks, jak również dla biskupów, którzy w swych dyecezyach mają nadzór nad prasą. Należy życzyć, aby jedni i drudzy zaczerpnęli stąd zasady niezbędne, by należycie pokierować swą gorliwością i działać skutecznie. Wówczas prasa katolicka zrozumie wysoką godność swego posłannictwa i, nie zniżając się nigdy do nędznych ustępstw, spełniać będzie to posłannictwo z powagą i godnością, na jakie ono zasługuje, a przysposabiając umysł czytelników do coraz głębszego poznawania prawdy, a serce do praktykowania moralności chrześcijańskiej, nauczy ich sądzić jednym i tym samym  duchem, miłować jednem i tem samem sercem, – duchem i sercem Namiestnika Chrystusa, nauczy odważnie walczyć u jego boku, mężnie bronić jego świętych praw, dzielić jego tryumfy i bóle.

Przesyłając jednocześnie serdeczne podziękowania Jego Świątobliwości i Błogosławieństwo Apostolskie, które Najwyższy Pasterz udziela Wam, Ojcze Wielebny, ze szczególną łaskawością, – załączam wyrazy wdzięczności osobistej za uprzejmie doręczony mi egzemplarz tego samego dziełka, czując się szczęśliwym, że mogę przy tej okazyi przesłać Waszej Wielebności zapewnienie wysokiego poważania.

R. Kard. Merry del Val.

27 marca 1910 r.
Superiorium permissu.

Imprimatur.
Turyn, 9 lutego 1910 r.
† Augustyn, Kard. – Arcybiskup.

Imprimatur.
Paryż, dnia 23 maja 1910 r.
O. Fages. Wik. Gen.

DO ŁASKAWEGO CZYTELNIKA.

Oto masz przed sobą, łaskawy czytelniku, małą książeczkę, w której znajdziesz w sposób krótki wyłożone, czego potrzeba, aby dziennik był istotnie katolickim. Ci wszyscy, którzy znają potęgę dziennikarstwa i tak wielkie potrzeby współczesnego społeczeństwa pojmują doskonale, jak dalece w interesie religii leży, by o istocie dziennikarstwa katolickiego miano jak najprawdziwsze pojęcie.

Odnośna nauka wyłożona jest tu w postaci dyalogu nietylko po to, by pobudzić uwagę czytelnika, lecz także i przedewszystkiem dlatego, że forma dyalogowa nadaje się lepiej, niż wszelka inna, do rozwiązania wątpliwości i trudności, tak łatwo się nastręczających w kwestyach tego rodzaju.

Don Euzebiusz, głęboki erudyta, którego wiek, rozum i gorliwość czynią w szczególny sposób godnym szacunku, odgrywa tu rolę nauczyciela względem swych dwóch młodych synowców, ludzi bardzo inteligentnych, z których jeden jest adwokatem, a drugi inżynierem, i którzy odczuwają potrzebę i chęć wyrobienia sobie prawdziwego poglądu na kwestyę dziennikarstwa katolickiego.

Dałby Bóg, aby ta mała praca, jakąkolwiek jest, mogła choć trochę przysłużyć się katolickiemu dziennikarstwu, którego kierunek i rozwój posiadają ogromną doniosłość do dobra Kościoła! To dobro autor miał jedynie na celu.

ROZMOWA PIERWSZA.

Postawienie kwestyi – Herezye – Dwuznaczności w kwestyach religijnych.

Aleksander (inżynier). – Przyszliśmy, kochany stryju do ciebie dla pomówienia w kwestyi, która leży nam bardzo na sercu.

Euzebiusz (stryj) – W jakiej mianowicie?

Maryusz (adwokat) – W kwestyi dziennikarstwa katolickiego. Chcielibyśmy mieć o niej dokładne pojęcie.

Euzebiusz. – Doskonale! Siadajcie, proszę, tu przy biurku i z całą swobodą stawiajcie mi pytania; ja zaś postaram się wedle sił wyświetlić ten tak doniosły przedmiot. Lecz przedewszystkiem wypada porozumieć się co do postawienia należycie kwestyi. Otóż sądzę, że nie chodzi wam o roztrząsanie pytania, jaką ma być strona techniczna dobrego dziennika katolickiego, lecz pragniecie jedynie poznać te cechy, które dają mu prawo nazywania się dziennikiem katolickim.

Aleksander. – Tak, istotnie. Ani mnie ani bratu nie chodzi o dzienniki, poświęcone sprawom finansowym, handlowym, rolnym i t. p. Tego nie poruszajmy i mówmy wyłącznie o tych codziennych pismach, które traktują o wszystkiem, o polityce, o religii i t. d.

Maryusz. – Tak. chcemy właściwie wiedzieć, co winien czynić ten, kto poświęca się szlachetnemu zawodowi dziennikarza, by dziennik jego był prawdziwie katolickim? Według jakich zasad winien postępować, czem kierować się w wyborze przedmiotu?

Euzebiusz. – Masz słuszność, kochany Maryuyszu! Zawodu dziennikarza nie należy uważać za jeden z tych pospolitych zawodów, których ludzie imają się, by zapracować na chleb powszedni; przeciwnie, należy widzieć w nim prawdziwą misyę, prawdziwe apostolstwo, ze względu na wpływ zbawienny, który dziennikarstwo katolickie winno wywierać na masy, prowadząc, prowadząc je do prawdziwego szczęścia i pobudzając do zdobywania go. Kwestya więc, widzę, postawiona jest należycie; będziemy rozpatrywali jedynie stronę religijną i katolicką dziennika i bez dłuższych wstępów przystąpimy do rzeczy. Lecz by badanie prowadzić z pewną metodą, a nie na chybił-trafił, określimy naprzód, czego dziennik winien unikać, by zasłużyć na miano katolickiego, a potem dopiero rozpatrzymy, co dziennik winien czynić w tym celu.

Aleksander. – Dobrze. Słuchamy, kochany stryju!

Euzebiusz. – Chcecie więc wiedzieć, czego dziennik winien unikać, by mógł być czysto katolickim? Na to odpowiem wam, że przedewszystkiem winien wystrzegać się głoszenia herezyi. Herezya bowiem, nawet jedna jedyna, wystarcza, by zniszczyć wiarę katolicką[2]. A kto nie wierzy po katolicku, nie jest katolikiem. Czyż to nie jasne?

Maryusz. – Najzupełniej; dlatego też nie obawiam się, aby dziennik, który chce być katolickim, wygłaszał herezye.

Euzebiusz. – Wierz mi jednak, kochany Maryuszu, że przestroga ta nie jest zbyteczną.[3] Rozważ przedewszystkiem, że zawsze były i pozostaną prawdziwe słowa Chrystusa Pana, iż wiele jest wilków, co przywdziewają owczą skórę.[4] Wilki, o których tu mowa, usiłują uchodzić za katolików, w rzeczywistości jednak są prawdziwymi heretykami, tem niebezpieczniejszymi, im lepiej się maskują. W dzisiejszych czasach mieliśmy tego wymowny przykład na wielu dziennikach, które, przechwalając się ze swej doskonałej katolickości, były zarażone modernizmem i służyły mu za propagatorów. Wiemy teraz, że modernizm jest syntezą wszystkich herezyi.[5] Odkąd mamy to określenie, dzienniki i czasopisma, wydawane w duchu modernistycznym, zostały słusznie przez Biskupów potępione; nim jednak władza duchowna zdołała ogłosić ten wyrok i potępić je publicznie jako siewców herezyi, zdążyły one szeroko rozpowszechnić swe błędy przeciwko wierze, podając się chytrze za jej apostołów i obrońców.

Maryusz. – Kto tak postępuje, nie zasługuje na miano uczciwego człowieka; to hipokryta i zdrajca, nie warto o takim mówić. Lecz jeśli kto naprawdę jest uczciwy, chce być pisarzem katolickim i za takiego uchodzić, sądzę, iż niema obawy, by w dziennikach głosił herezye.

Euzebiusz. – To sąd zbyt pospieszny. Wierz mi: jeśli taki człowiek nie posiada dokładnej znajomości prawd naszej świętej wiary, jeśli porywa się do rozprawiania o rzeczach, o których nie ma pojęcia, jeśli jest na tyle niedbałym, że daje artykuły do druku, nie rozważywszy ich, jak potrzeba, i nie dawszy do przejrzenia tym, do których to z urzędu należy, taki człowiek, powiadam, nietylko może, lecz i powinien obawiać się wygłaszania herezyi. Nie będzie to heretyk formalny, bo nieświadomy; lecz pisma jego będą zarażone herezyą, której krzewicielem stanie się pomimo woli. Nie każdemu bowiem dane jest umieć pisać w duchu bezwzględnie prawowiernym. Jak w innych dziedzinach, tak w dziedzinie religijnej potrzeba poważnych studiów, głębokiego zastanowienia, gruntownej wiedzy i ścisłego wysławiania się. Znane są słowa św. Hieronima, przytoczone przez św. Tomasza z Akwinu:[6] Ex verbis inordinate prolatis incurritur haeresis, t. j. słowa, wypowiedziane bez metody, prowadzą do herezyi.

Maryusz. – Jeśli się nie mylę, to i nasz Dante daje dobrą nauczkę tym, co idą na połów prawdy bez należytego przygotowania. Połów ten pogorszy tylko ich położenie, gdyż w sieci swe nałapią pełno grubych błędów:

Kto, swej nie znając sztuki, prawdę łowi,
Próżno zarzuca na głębinach wędy,
Bo wynik jego chęciom nie odpowie.[7]

Euzebiusz. – Brawo! Udało ci się istotnie ułowić w porę tę wspaniałą tercynę. Wielki poeta bezpośrednio potem wykazuje na przykładach, że tacy ludzie w samej rzeczy dopuszczają się herezyi.

Aleksander. – Przepraszam, ale sądzę, że jest w tem trochę przesady. Mnie się zdaje, że trudno żądać od dziennikarza świeckiego, z uniwersyteckiem choćby wykształceniem, by o kwestyach religijnych pisał ze ścisłością teologa.

Euzebiusz. – Owszem. Dopóki człowiek świecki nie dotyka publicznie kwestyi religijnych piórem czy słowem, nie żądamy od niego tak ścisłej ich znajomości. Gdy jednak bierze sobie te kwestye za przedmiot artykułów lub dyskutuje o religii publicznie, mamy najzupełniejsze prawo wymagać, by czynił to ściśle i dokładnie. Bo czyż ścisłości takiej nie wymagamy w każdej dziedzinie ideowej? Nikt nie ma prawa wyrzucać dziennikarzowi, że nie posiada takiej znajomości matematyki lub medycyny, jak matematyk lub medyk. Wszelako, jeżeli ośmiela się rozprawiać i pisać o tych kwestyach, każdy ma prawo żądać od niego takiej znajomości rzeczy, jak od matematyka lub medyka. Masz słuszność, kochany Aleksandrze, twierdząc, że na ogół trudno znaleźć człowieka świeckiego, któryby był w możności rozprawiać o kwestyach religijnych z należytą ścisłością bez względu na stopień jego wykształcenia w innych dziedzinach.[8] Stąd jednak nie wypada wcale, by świeckim nie było wolno pisać o kwestyach religijnych, lecz że winniby się od nich powstrzymać, jeśli nie są w możności traktowania ich, jak należy.

Maryusz. – Lecz w takim razie w jaki sposób będzie on mógł w dzienniku, który uważamy za polityczny, religijny, etc., ogłaszać artykuły, mające na celu obronę, wyświetlenie i tłumaczenie naszej wiary świętej?

Euzebiusz. – Odpowiedź łatwa. Jeżeli nie umie sam pisać, jak należy, niech zwróci się do tego, kto to potrafi. Jasnem jest, że jeśli chce zamieszczać w swoim dzienniku artykuły, traktujące o medycynie, nauce i sztuce, nie będzie prosił o współpracownictwo pierwszego lepszego z brzegu, lecz ludzi kompetentnych, jeśli podobna, specyalistów. Dlaczegożby nie miał postąpić tak samo i w kwestyi religii? Owszem, tu właśnie należałoby jeszcze ściślej stosować się do tego, ponieważ błędy, popełnione w tej dziedzinie, są daleko fatalniejsze w skutkach.[9]

Aleksander. – Nie ulega wątpliwości, kochany stryju, ze masz słuszność, wymagając aby ludzie niekompetentni nie dotykali kwestyi religijnych, a to w celu uniknięcia herezyi. Musisz jednak zgodzić się ze mną, że w większości wypadków potępione opinie niektórych dzienników katolickich nie są to, w ścisłem tego słowa znaczeniu, opinie heretyckie, lecz raczej zdania czy wyrażenia niejasne, nieścisłe lub dwuznaczne, które można wprawdzie wytłumaczyć na zło, nadając im znaczenie niezupełnie prawowierne, lecz które mogą być też rozumiane po katolicku. Myślę, przeto, że w tych wypadkach nie należy zbyt surowo występować przeciwko tym, co nie będąc dostatecznie wyćwiczeni w ścisłości wysławiania się, koniecznej w kwestyach religijnych, używają często zdań i wyrażeń podejrzanej prawowierności. Sądziłbym nawet, że godni są raczej pożałowania.

Euzebiusz. – Przedewszystkiem zaznaczam, że nie chodzi tu o to, czy ktoś jest godzien pożałowania lub nie, lecz o to, co można a czego nie można pochwalać, czego należy a czego nie należy unikać. Jest dużo słów i czynów, które mogą budzić w nas politowanie, a które jednak należy surowo zganić, których należy unikać starannie. Powtóre, trzeba wiedzieć, że właśnie te niejasne i dwuznaczne zdania czy wyrażenia, które, wbrew intencyom autora, nadają się do nieprawowiernej interpretacyi, stanowią istotne niebezpieczeństwo w dziedzinie nas obchodzącej. Należy widzieć w nich jedno z najbardziej nagannych i najszkodliwszych wykroczeń, których pisarz religijny dopuścić się może.[10] A to dlatego, że, chociaż zdania te czy wyrażenia nie są, ściśle biorąc, pojęciami heretyckiemi, to jednak sprowadzają to samo zło, co i pojęcia heretyckie, a często nawet większe, bo zaszczepiają jad herezyi pod pokrywką prawowierności. Gdyby zdania te czy wyrażenia były jawnie przeciwne naszej świętej wierze, odstraszyłyby wiele umysłów, byłyby wcześnie poznane i potępione. Natomiast ukryte pod maską niejasności i dwuznaczności, wsiąkają łatwo do dusz, wnosząc w nie zamęt i chaos, który usposabia do najszkodliwszych błędów. Stąd to najsprytniejsi i najniebezpieczniejsi heretycy, chcąc z powodzeniem szerzyć swoje błędy, zawsze się wystrzegali formułować je w opinie jawnie heretyckie, lecz używali zwykle zdań dwuznacznych i niejasnych, by w razie opozycyi módz we właściwej chwili wycofać się lub uniewinnić pod pozorem, że słowom ich błędne nadano znaczenie. Tego rodzaju proceder nie jest nowy. Dlatego też o pisarzach, którzy, pomimo, że są teologami i ludźmi wykształconymi, lubują się stale w używaniu zdań i wyrażeń dwuznacznych, nadających się do interpretacyi heretyckiej, mówimy, że tacy pisarze są zdrajcami, usiłującymi truć dusze za pomocą błędów przeciw wierze, szerzonych w nieznaczny, podstępny sposób.[11] Gdyby lekarz, wezwany do chorego, używał często w swych receptach nieścisłych określeń dla oznaczenia zarówno trucizn jak i lekarstw potrzebnych do leczenia, tobyście go nie usprawiedliwili. Powiedzielibyście, że jest mordercą, i mielibyście słuszność, gdyż popełnianie tego rodzaju nieścisłości w sprawie tak poważnej i delikatnej nie może być wymówione w człowieku, który winien znać dobrze swój zwód. To samo powiedzieć macie prawo o pisarzu, zwłaszcza księdzu, lub o kaznodziei, jeżeli w pismach i mowach swoich nie wystrzega się dwuznacznego stylu, mogącego wpoić masom błędne poglądy w kwestyach wiary i wywołać zgorszenie, którego skutkom dopiero odwołanie błędów zaradzić może.[12] Miałbym niejedno jeszcze do powiedzenia na ten temat, lecz dość na dzisiaj. Wszak zobaczymy się jutro, moi drodzy!

(C. d. n.)

[1] Podajemy in extenso piękne dzieło O. Józefa Chiaudano T. J. p. t. „Dziennikarstwo Katolickie”, którego ocena była w Nr 44 „Myśli Katolickiej” r. z. (przyp. red.).

[2] Konstytucya Dei Filius, c. 2.

[3] „Strzeżcie się pewnych dzienników, chociaż noszą nazwę katolickich. I pewnych czasopism, jakkolwiek zalecanych” (Pius X do duchowieństwa i pielgrzymów Wenecyi na audyencyi w Watykanie dn. 16 września 1908 r.).

[4] Mat. c. 7, V. 10.

[5] „Jeżeli teraz obejmiemy jednym rzutem oka cały system, nikt się nie zdziwi, jeśli określimy go jako syntezę wszystkich herezyi” (Encyklika Pascendi).

[6] Św. Tom., Summa Theologica, p. I, q. 31, a, 2 in corp., 2, 2-ae, q. II, c. 2 ad 2-um, 3 p., q. 16, a. 8 in corp. – Św. Paweł,, I do Tymot., c. 6, V. 20-21.

[7] Raj, pieśń 13, w 121 (według tłumaczenia Porębowicza 1909).

[8] „Ludzie świeccy, nawet odznaczający się wysokim rozumem i gruntowną wiedzą, rzadko umieją dotykać rzeczy świętych bez błędów lub nieścisłości”. (Słowa J. E. Kardynała Richelmy. List do Duchowieństwa Turynu i archidyecezyi turyńskiej, z dn. 25 marca 1908 r.

[9] Encykl. Pascendi.

[10] „Cum haereticis nec nomina debemus habere communia, ne eorum errori favere videamur” (Z heretykami nie powinniśmy mieć nawet nazw wspólnych, abyśmy się nie zdawali sprzyjać ich błędom). S. Thom., p. 3-a, q. 16, a. 8 in corp.

[11] Patrz list okólny episkopatu prowincyi wercelskiej i turyńskiej do duchowieństwa z r. 1909.

[12] Kardynał de Lugo powiada, że tego rodzaju wysławianie się słusznie podpada pod cenzury inkwizytorów wiary, jako bardzo szkodliwe dla religii. (De virtute fidei divinae, disp. 20, n. 134)

Przepisał Czytelnik. Źródło: „Myśl Katolicka”, nr 9, ss. 87-89 oraz nr 10, ss. 97-99. Rozmowa druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta, siódma, ósma, dziewiąta (odnośniki zostaną dodane wraz z ich pojawianiem się na naszej stronie).

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s