Na czem polega prawdziwy pokój?

Już od ponad wieku ze strony międzynarodowych organizacji płyną wezwania do budowania światowego pokoju opartego na zasadach humanizmu i wolności religijnej. Po śmierci Piusa XII, wraz z wyborem modernisty Jana XXIII, organizacje pokroju ONZ zaczęły zyskiwać coraz bardziej otwarte poparcie ze strony Watykanu i po kilku latach stało się jasne, że odstępcza hierarchia wyrzekła się dążenia do prawdziwego pokoju zbudowanego na panowaniu Chrystusa Króla. O tej nowej koncepcji pokoju przypomina co roku ustanowiony przez Pawła VI „Światowy Dzień Pokoju”.

Niebezpieczeństwo zawierania kompromisów z duchem świata groziło jednak katolikom w ciągu całej historii chrześcijaństwa. Ostrzegało przed nim zawsze katolickie duchowieństwo, posłuszne nauczaniu i rozporządzeniom Papieży, strażników ortodoksji, przez których rządzi swoim Kościołem sam Chrystus. Do walki z liberalizmem dołączyła natychmiast katolicka prasa. Wielkie zasługi na tym polu położyła redagowana w Częstochowie „Myśl Katolicka”, z której pochodzi poniższy tekst.

Un zuavo pontificio

Na czem polega prawdziwy pokój?

Naduczuciowość jest charakterystyczną cechą naszych czasów. Stąd taki wstręt do władzy, do wymiaru sprawiedliwości, do cierpienia, słowem, do wszystkiego, co naturze przykrość sprawia lub sprawić może. Smutny ten objaw zniewieściałości społecznej odbił się i w sferach religijnych, ba! nawet katolickich. Tem się tłómaczy między innemi wyegzaltowana dziś miłość pokoju, pojmowanego w zupełnie mylnem znaczeniu.

Zwolenników takiego pokoju razi sama nawet nazwa Kościoła „wojującego”; zdaje im się, że Kościół taki nie odpowiada wzniosłemu ideałowi chrystyanizmu, rozmija się z zasadą Chrystusa. Mają ciągle na ustach miłosierdzie Boże, łagodność Zbawiciela – „Księcia pokoju”; zapominają jednak o sprawiedliwości, o najwyższym Sędzi, sądzącym „żywych i umarłych”; zapominają, że ten Chrystus, co przebaczył skruszonej jawnogrzesznicy, potrafił surowo gromić pysznych faryzeuszów i powrozem wypędzać kupczących ze świątyni.

Na czem więc polega prawdziwy pokój, ten skarb nad wszelką cenę? Oto co mówi o nim „Książe pokoju”: „Pokój zostawuję wam, pokój mój daję wam; nie jako dawa świat, ja wam daję”.

„Nie jako dawa świat”… Bo pokój jedyny, prawdziwy, Chrystusowy, to przedewszystkiem pokój duszy z Bogiem, pokój czystego sumienia. Zdobywa się go ciężką walką, a zachowuje nieustannem czuwaniem. Chrystusa dlatego nazywamy Księciem pokoju, że przyniósł nam ten pokój „którego świat dać nie może”, gdyż nie może nas ani z grzechów oczyścić ani od wad i ułomności uwolnić.

Świat pociąga nas ku sobie, nęci potrójną pożądliwością, stara się usidlić mirażami pokoju. Lecz Pismo Święte naucza, że pokój tych, co żyją bez Boga, ma tylko pozory pokoju; zaś głosicieli takiego pokoju nazywa fałszywymi prorokami.

Niestety, proroków takich nie brak nam dzisiaj; nie wszyscy jednak występują z otwartą przyłbicą i nie wszyscy w propagandzie swej dochodzą do ostatniej konsekwencyi. Do nich więc zaliczyć należy tych wszystkich, co pod pozorem miłości dla innowierców wyrzekają się katolickiego sztandaru; co każdemu radzi pozostawić jego przekonanie, choćby najbłędniejsze; co głośno zastrzegają się przed propagandą katolicką; co sług Chrystusa i Beliala usiłują połączyć jednym łańcuchem błędu i sromoty.

Rozłam! poco robić rozłam, zwłaszcza wśród członków jednego narodu! Niech wszyscy razem idą… drogą, wiodącą do zguby!

Jakże inaczej postępowali chrześcijanie pierwszych wieków! Ciągle mieli oni przed oczyma słowa Chrystusa: „Nie mniemajcie, żebym przyszedł puszczać pokój na ziemię: nie przyszedłem puszczać pokój na ziemię: nie przyszedłem puszczać pokoju, ale miecz. Bom przyszedł rozłączyć człowieka przeciw ojcu jego, i córkę przeciw matce jej, i niewiastkę przeciw świekrze jej. I będą nieprzyjaciele człowieka domownicy jego. Kto miłuje ojca albo matkę więcej, niż mię, nie jest mnie godzien; a kto miłuje syna albo córkę nade mię, nie jest mnie godzien.” To też żadne względy ludzkie nie zdołały ich odwieść od miłości Chrystusowej; nie chcieli rzucić szczypty kadzidła w ofierze duchowi świata; brzydzili się okupywać pokój w rodzinie i ojczyźnie zdradą katolickiego sztandaru; woleli śmierć i krwawe prześladowanie, niż pokój kosztem zasady.

A my? My nietylko nie potrafimy bronić wiary, lecz po prostu wstydzimy się katolicyzmu. Niech bezwyznaniowiec lub liberał znajdzie się w naszem gronie, jakże czuwamy pilnie, by nie okazać, że wyznajemy naukę Katolickiego Kościoła! A wieluż to wśród nas gotowi są raczej zdradzić wszystko, niż narazić się na prześladowanie liberalizującego obozu! Prawda, że walka z obozem tym jest ciężka, bo ma on siłę i nie cofa się przed żadnym środkiem. Ale to nas zrażać nie powinno. Niech bojkot oszczerstw prasowych odbierze nam możność wpływu i samo nawet dobre imię, droższe nad życie, – mniejsza z tem! Prześladowanie za ideały katolickie jest dla nas zaszczytem; lecz męczennikiem w tej walce – to szczęście najwyższe!

Pragnienie kompromisów spodliło nam dusze. Nie dostrzegamy szyderczego uśmiechu na ustach wrogów, cieszących się, że my, katolicy, nie mamy odwagi bronić zasad swoich. Poparcie, jakie nam za to ich obóz okazuje, powinnoby w nas wzbudzić podejrzenie co do podobnej „taktyki”. Tymczasem my nie pojmujemy nawet, że poparcie to nie wypływa z miłości ani z szacunku, – że przeciwnicy nasi, jeśli choć trochę posiadają uczciwości, w głębi duszy za tchórzostwo takie gardzić nami muszą.

O! bo oni niełatwo zaprzestają propagandy swojej, prowadzą ją wszystkiemi siłami, nie cofają się przed żadną trudnością. Nauka, literatura, sztuka ich sprawie służy, a w każdem miejscu i chwili pamiętają o wytkniętym celu.

Robią to dla propagandy błędu; dlaczegoż my nie chcemy dołożyć tej samej, jeśli nie większej ofiarności dla propagandy i obrony prawdy?

Odstąpiliśmy od świętych tradycyi przodków – tych licznych zastępów męczenników, wyznawców, doktorów, etc. Zamiast chlubić się nimi, wstydzimy się ich, a postępowaniem swem coraz bardziej zasługujemy, by oni nas się wyparli. Żadne względy czasu i okoliczności usprawiedliwić nas nie mogą, boć i oni nie mniejsze zwalczać musieli trudności, a i nam łask Bożych i przewodnictwa nieomylnego nie braknie. Z wyżyn Stolicy Piotrowej rozlega się głos, wzywający nas do akcyi, – akcyi mężnej, wytrwałej, pod wyraźnym katolickim sztandarem.

Nie dajmy się więc złudzić tym, co pod pozorem pokoju zachwalają nam modny dziś chrystyanizm awyznaniowy i akcyę na nim opartą! Półśrodkami nie uratujemy nic i nikogo, a sami dozwolimy się unieść prądowi.

Z.

Przepisał A.Z. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok V (1912), nr 21, ss. 162-163.

2 thoughts on “Na czem polega prawdziwy pokój?

  1. Niezwykłe, iż – choć ponad stuletnie – to tak aktualne. Aż dziw bierze, że w takim tonie pisano na tak długo przed soborowym aggiornamento („Odstąpiliśmy od świętych tradycyi przodków”). Pytanie: gdzie to na dobre się zaczęło? Czy trzeba cofać się aż do Lutra? A skoro tak ochoczo był przyjęty to może i dalej? Ostatni sobór to przecież jedynie skutek procesów, które pęczniały już od dawna. Coś psuło się przez wieki, zaś odpór był – strach to przyznać – nie dość skuteczny skoro mimo ówczesnej katolickości Kościoła i papiestwa mamy dziś to, co mamy: zgrozę.

    • Doprawdy, tak aktualne, jak program św. Piusa X: instaurare omnia in Christo.
      W takim tonie pisali najbardziej przenikliwi katolicy w tamtych czasach. Ale było ich bardzo mało.
      Dziś jest ich znacznie mniej.

      Jeśli spojrzeć na ten upadek tak całościowo, to trzeba jego źródeł wypatrywać w pierwszym Upadku: Adama i Ewy.
      Bowiem ta walka, która się toczy przed naszymi oczyma zaczyna się po prostu w człowieku.
      Niektórzy wprost chcą wojować z Bogiem.
      Niektórzy inaczej, nie chcą wojować z Bogiem, ale nie chcąc wojować z wrogami Boga stają w jednym z nimi szeregu.
      To są ci miękcy, miałcy, nader łagodni i ustępliwi, „letni, których Pan wyrzuci z ust swoich”.

      Konkretnie zaś gdy chodzi o modernizm, jeśli rozumiemy go jako „wykluczenie Boga z życia społecznego i prywatnego ludzkości”, to początków jego można upatrywać w Imperium Rzymskim. Tak definiując modernizm, L. Romer w bardzo ciekawym artykule w „Myśli Katolickiej” jego początków upatruje właśnie w Imperium Rzymskim (rok I (1908), nr 3-4, ss. 17-21, L. Romer, „Poznajmy wroga”). Ten artykuły pojawi się na łamach naszej strony w odpowiednim czasie. Tymczasem na naszej stronie jest kilka artykułów omawiających historię szeroko pojętego modernizmu w liturgii: https://myslkatolicka.org/2018/03/24/reforma-1955/ (nim ktoś pochopnie wyciągnie wniosek, że np. Piusowi XII przypisujemy modernizm, musimy powiedzieć, że rozumiemy tu modernizm w sensie szerokim, w jakim go rozumie L. Romer w swoim artykule).

      Jedynym remedium: instaurare omnia in Christo. W prawdzie, odważnie, nieustępliwie w zasadach i nieustępliwie wobec wrogów.

Odpowiedz na Myśl Katolicka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s