Od Redakcji (styczeń 2019)

Nowa „Myśl Katolicka” powstała aby zapełnić poważną lukę w polskim sedewakantystycznym Internecie: braku strony poważnej, która byłaby nie tylko zbiorem tekstów, „biblioteką ‘58”, czy mieszanką różnych rewolucji wraz z szeroko pojętym „tradycjonalizmem” a nawet osobliwie rozumianym katolicyzmem. Naszym celem, od początku, było: „odrodzenie myśli katolickiej wśród rodaków naszych”, nie tylko poprzez wykładanie prawdy, ale także jej bronienie, wyprowadzanie z błędu[1], a także i przede wszystkim przez pobudzenie do myślenia i działania po prostu po katolicku. To przyświecało pierwotnemu pismu o tej nazwie, które jest dla nas wzorem zarówno w doktrynie, jak i w postawie.

Pierwotna „Myśl” powstała w lutym 1908 r. Nowa sto dziesięć lat później i po otrzepaniu się z różnych malowanych „katolików integralnych”[2] wkracza w drugi rok swego istnienia. Jakąż trafność zachowują słowa od Redakcji, a także pierwszy artykuł „Myśli” sprzed stu dziesięciu lat:

Od Redakcyi.

Myśl Katolicka” wkracza w rok drugi swego istnienia. Rok ubiegły był dla niej jednem pasmem przeszkód, trudności, jednem pasmem bólu i krzywd, zadawanych ręką nie tylko wroga!… Czy i jak, pomimo wszystko, na posterunku raz obranym wytrwała – nie do nas należy sądzić…

To jednak wyznać możemy, że sprawa odrodzenia myśli katolickiej wśród rodaków naszych zawsze jednakowo wydaje nam się świętą, wielką i godną wszelkiej z naszej strony ofiary.

Tendencye „Myśli Katolickiej” zawarte są w samej jej nazwie i programowem zadaniu na karcie naczelnej[3]. Zresztą biją one żywym i czystym, jak kryształ, zdrojem z każdego jej słowa! W dobie lubowania się we wszelkich półtonach i półcieniach „Myśl Katolicka” obrała sobie drogę wręcz inną, drogę prostoty, szczerości, prawdy. Chce ona uchodzić jawnie wobec świata za to, czem jest!

Jest ona przekonaną, że zasada, szanowana i stosowana tylko połowicznie, nie ostoi się! Z prądami przeciwnymi trzeba się liczyć, lecz nie ustępować im. Wróg nigdy nie jest syt zwycięstwa! Ustępując ciągle, znajdziemy się popchnięci na skraj przepaści, skąd już tylko do zguby jest droga!…

Bóg, wlewając w serca ludzi miłość dla spraw wielkich, zwykle ich męstwem jednocześnie obdarza, bo wie, że sprawy wielkie tylko bólem rosną.

Obyż Bóg i nam raczył, za przyczyną Królowej i Matki naszej, dodać męstwa do dalszej walki o dobro, gdy dał tego dobra tak wielkie ukochanie!…

Deficyt z deficytów najgorszy.

I znowu jeden rok stoczył się w bezdeń wieczności, a z nim cząstka życia jednostek i narodów… Ludzkość o jeden rok zbliżyła się do wiekuistych przeznaczeń swoich… Co dalej ją czeka w tym pochodzie, jakiemi drogami ma kroczyć – to tajemnica, dostępna Bogu Samemu, tajemnica, której zasłony ręka ludzka uchylić nie może…

To tylko wiadomo, że między przeszłością a przyszłością istnieje związek logiczny i naturalny, że więc przyszłość od przeszłości w pewnej mierze zawisła, że na podstawie przeszłości o przyszłości poniekąd wróżyć można.

Ludzkość to czuła i czuje. Obrachunki z przeszłością, w pewnych czasach i przy pewnych okolicznościach dokonywane, są tego odczucia wyrazem.

Koniec roku jest jednym z tych okresów, w których ludzie przynajmniej materyalnych swych spraw bilans robią, by, poznawszy swe credit i debet, błędy dotychczasowe poprawić i jak największe na przyszłość zapewnić sobie korzyści.

Obrachunki podobne grają wielką rolę w życiu; bez nich żadna gospodarka celowo prowadzoną być nie może; znaczenie zaś ich jest tem większe, im wyższą dziedzinę dóbr za przedmiot mają. Obrachunek moralny jest więc najdonioślejszej wagi i ani jednostka ani naród bez niego doskonalić się nie może.

Nie od rzeczy więc będzie rzucić okiem na najbliższą przeszłość naszą i choć zlekka niektóre pozycye jej moralnego bilansu potrącić.

Są podstawowe prawa rozwoju społeczeństw, prawa, które gdy zostaną naruszone, społeczeństwa prędzej czy później do ruiny dojść muszą.

Temi podstawowemi prawami są zasady prawdziwej wiary i moralności.

Społeczeństwo nasze pod względem zachowania tych zasad wiele sobie wyrzucać może.

Z ateuszów, bezwyznaniowców, indyferentów religijnych potworzyły się już w kraju stronnictwa całe. Istnieją zorganizowane ligi gorszycieli. Ziemię polską po raz pierwszy rodzima herezya skalała. Bluźniercom nietylko głos zabierać publicznie dozwala, lecz słucha się ich z uznaniem, a nawet w pismach, i to poważnych, reklamę się im robi. Bezbożne i niemoralne książki, pisma, broszury i wszelkiego rodzaju wydawnictwa mnożą się z dniem każdym i coraz większy pokup znajdują. Deprawacya młodzieży dochodzi do publicznych i wprost niebywałych dotąd skandalów, jak o tem świadczą choćby świeże wypadki w Krakowie. Władza Boga odrzucona, władza rodziców i przełożonych zapoznana, krańcowy egoizm, nieuczciwość, oszczerstwa, trwonienie grosza publicznego, gangrena moralna wszędzie, – słowem, słusznie zastosować do nas można skargę Proroka:

„Splugawiona jest ziemia od obywateli swoich, iż przestąpili zakon, odmienili prawo, złamali przymierze wieczne” (Iz. XXIV, 4,5)

A katolicy? … Czy zrobili wszystko, co było w ich mocy, by bilans moralny kraju nadwyżkę dobra wykazał? Czy stanęli na wysokości zadania i czy przy obrachunku z przeszłością nie znajdują nic, coby należało im usunąć lub poprawić? Czy przynajmniej zdają sobie sprawę z grozy położenia?…

Niestety, podobno nie…

Obrona, jaką przeciwstawiamy złu, jest naogół biorąc, niedołężna.

Jedni, najliczniejsi, zamykają oczy na niebezpieczeństwo i wmawiają w siebie i w innych, że wszystko dzieje się jak najlepiej, a gdy w słodką melodyę „dolce farniente”, w którym się pogrążyli, pomimo ich woli, przedrze się z życia jakiś ton zgrzytliwy, pocieszają się, że to bagatelka, o którą zbytniego alarmu robić niewarto, bo jak przyszła, tak i przejdzie, a zresztą „co nam do tego”…

Inni, widząc zło, poczuwają się do obowiązku walki z niem, lecz w walce tej nie mają odwagi oprzeć się na zasadzie nieomylnej, niewzruszonej i w imię tej zasady energicznie działać i trwać.

Nieliczna zaledwie garstka nieugięcie stoi przy tej zasadzie i walczy w jej obronie, lecz garstce tej nieprzezwyciężone stawia się trudności, wiąże się jej ręce, siłą pięści i przewagi liczebnej obezwładnia się ją, a potem jeszcze szykanuje i drwi, że nic nie zdziałała.

Wobec tego, wpływ tej garstki w życiu społecznem jest prawie minimalny i w bilansie moralnym kraju zaledwie nieznaczną pozycyę stanowi.

Wogóle zaś naszą akcyę społeczną obronną cechuje połowiczność zasad i środków, która, zamiast hamować zło, często tylko większy rozpęd mu nadaje.

Dowodów na to nie braknie, dość uważnie spojrzeć w życie.

Gdy chodziło o szkołę, mało kto z nas śmiał podnieść konieczność wyznaniowego jej charakteru. Gdy należy skrytykować jaki utwór literacki, rzadko kto ma odwagę wytknąć w nim błędy przeciwko wierze i moralności. W prasie najczęściej przemilcza się (jeśli nie zachwala) wszystkie wprost czy ubocznie czynione napaści i wycieczki przeciwko temu, co serce katolika czcić i miłować winno. Kłamstwa historyczne powtarza się na równi z obozem wrogim. W teoryach naukowych nie odróżnia się zdrowego ziarna od plewy. I sieje się w społeczeństwo mieszaninę kąkolu i pszenicy, nie bacząc na to, że łatwiej kąkol niż pszenica wzrasta. Dość przejrzeć ostatnie gwiazdkowe numery pism obozów umiarkowanych, ba! nawet tych, co występują pod sztandarem religii, by się przekonać, że pisma te subtelniej może od złej prasy wydzierają z serc prawdę katolicką – jedyny środek ratunku i obrony.

Ks. Kajsiewicz wyrzekł kiedyś: „Takie jest dziś położenie świata. Prawda, fałszem przemieszana, bije się z fałszem, okraszonym prawdą, i dlatego walka tak zażarta i długa, dlatego zwycięstwa fizyczne rzeczy nie rozstrzygają, bo fałsz zawsze mocny przeciwko prawdzie nie całej, a prawda  wtedy tylko zwycięża, kiedy całkowita”.

Tak! W walce ideowej zwycięża ten tylko, kto śmiało, bez ogródek, złym zasadom zasady prawdziwe mężnie i rozumnie przeciwstawia.

Dotychczas w społeczeństwie naszem za mało było tych, co tę prawdę w życie wcielali; nic więc dziwnego, że bilans moralny zamykamy dziś deficytem – deficytem strasznym.

Ponieważ jednak z przeszłości na przyszłość do pewnego stopnia horoskopy stawiać można, jakież groźne widmo przyszłości przed nami staje! Dokądeśmy zaszli i co dalej?…

Ratujmy się, póki czas! Usuńmy z naszego budżetu moralnego pozycye, które do ruiny nas wiodły, a wzmocnijmy te, które zaródź sanacyi w sobie noszą. Fundamentem ich i oporą to czystość zasad i męstwo w ich stosowaniu. Tak więc pozycyę przedewszystkiem umocnić i obwarować należy, by przyszłe obrachunki pomyślniej wypadły.

Przepisała Wincencja. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok II (1909), nr 1, ss. 1-2.

* * *

Jak zaś się ten bilans ma dziś w polskim środowisku sedewakantystycznym?

Choć pozory się umacniają, kto patrzy pod i poza ich skorupę, widzi, że sytuacja uległa wyraźnemu pogorszeniu. Wszelkiego rodzaju narodowi rewolucjoniści tak się rozpanoszyli, że zupełnie wszystko im wolno. Prywata ma się jak nigdy przedtem. Zwykli katolicy są zastraszani publicznie i prywatnie. Tradiekumenizm i różne dziwne organizacje dalej są promowane. W Internecie, zwłaszcza na fejsbuku, dyskusje na poziomie „puknij się w czółko”, „coś ze zdrówkiem nie tak?”, etc. etc. etc.

Brak reakcji pokazuje zaś jaki jest kręgosłup moralny tych wszystkich poczciwych szeregowych katolików, którzy na to wszystko patrzą z dezaprobatą. Gdy trzeba było stanąć w obronie prawdy, sprawiedliwości czy nawet wiary, mało kto to czynił. Prawie nikt tak naprawdę. Mniej i bardziej poważne błędy i wygłupy różnych stron deklarujących się jako sedewakantystyczne czy prowadzone przez sedewakantystów były pomijane milczeniem jako „mało szkodliwe”. Zło i fałsz zbywa się jako „niedoskonałości” i „potknięcia”, a miłość prawdy i dobra nazywa się „nadgorliwością”, „perfekcjonizmem”, „faryzejstwem”, albo „chorobą psychiczną”. Nawet zniszczenie księgi do śpiewu, po zapowiedzi, że śpiew się wkrótce skończy (i nie tylko to), mało kogo zgorszyło czy choćby wzruszyło.

Wpis ze zdjęciami zniszczonego wodą, olejem i ogniem Liber usualis usunęliśmy. Od dawna praktykowana obojętność, kłamstwo, brak reakcji niech wystarczą na świadectwo moralnego poziomu polskiego sedewakantyzmu (nie całego). My natomiast i tak już dawno temu wszystko wybaczyliśmy, co potwierdzą nie tylko byli członkowie Stowarzyszenia im. Ks. Goliana.

Jednak bilans jest deficytowy, i to deficyt z deficytów najgorszy, bowiem należący do porządku już nawet nie wiary, ale zwykłej ludzkiej uczciwości i honoru. Liber to tylko proch (teraz już w pewnej mierze także dosłownie), którego do nieba nikt nie weźmie, a nam na sprawie katolickiej w Polsce najbardziej zależy. Dzięki Bogu na niej zależy i innym, którzy nie mogą patrzeć na to, jak katolicyzm, tym bardziej integralny, miesza się z jakimiś rewolucjonistami i niekatolickimi poglądami. To dzięki tym ludziom „Myśl Katolicka” nadal istnieje. Nie liczymy jednakże na zwycięstwo liczbowe, bowiem „w walce ideowej zwycięża ten tylko, kto śmiało, bez ogródek, złym zasadom zasady prawdziwe mężnie i rozumnie przeciwstawia” (jw.).

Nie wystarczy bowiem zasady prawdziwe wyznawać, co powtarzamy od pierwszego dnia naszego istnienia. Trzeba je także życiem wyznawać. Nie wystarczy ich jednak wyznawać byle jak, na zasadzie „jakoś to będzie”, ale „mężnie i rozumnie”.

Mężnie, czyli odważnie, „w porę i nie w porę”, pomimo trudności, jakie to nastręcza, bowiem męstwo to właśnie cnota stawiania czoła trudnościom, zwłaszcza wewnętrznym (lęk, lenistwo, mierność, egoizm, otępienie duchowe). A to sprawdza się w życiu, nie na papierze czy ekranie komputera.

Rozumnie, czyli roztropnie, według miary roztropności i mądrości, w sposób przemyślany, oparty na dowodzeniu prawidłowym, na prawdzie, na rozeznaniu sytuacji, a nie bezmyślnie, pochopnie, pobieżnie i dyletancko…

„Mężnie i rozumnie”, bo tylko tak się w walce ideowej zwycięża. A fundamentem naszej pozycji: „czystość zasad i męstwo w ich stosowaniu” (jw.).

Życzenia

W mężnych wysiłkach i trudach, ponoszonych dla sprawy Bożej – wytrwania, w szlachetnych zamiarach i przedsięwzięciach – powodzenia, a we wszystkiem i ponad wszystko – w życiu całem błogosławieństwa Bożego gorąco życzy w Roku Nowym Redakcya „Myśli Katolickiej” wszystkim współpracownikom, przyjaciołom i czytelnikom swoim, a zwłaszcza tym, którzy w trudnych dla niej początkach zasilali ją błogosławieństwem, słowami zachęty i otuchy.

(„Myśl Katolicka”, rok II (1909), nr 1, s. 2)

Te noworoczne życzenia i my składamy wszystkim Współpracownikom, Przyjaciołom, Czytelnikom, zwłaszcza tym, którzy pomimo tchórzostwa niektórych zostali oraz tym, którzy sami z siebie wyrazili propozycję pomocy finansowej dla nowej, zdrowej kaplicy. Oby Bóg dał zacząć normalnie, po katolicku, od nowa. Nie uda się to jednak bez wysiłku ludzkiego i organizacji ludzi, którym zależy na sprawie katolickiej. Co ten nowy rok Pański przyniesie, zależy w dużej mierze od samych katolików i ich pracy, ale pamiętać trzeba, że we wszystkim to od Boga zależy koniec. Ipsius sunt tempora et saecula. On jest Panem czasów i świata.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

[1] Dlatego za podtytuł wzięliśmy słowa „Christus voluit omnes ab errore revocare et maluit mori, quam tacere”, co uzasadniliśmy w pierwszym tekście redakcyjnym.
[2] I tu dobitnie dowiedziono zasady: „łaska buduje na naturze”. Na braku charakteru nie da się postawić katolika integralnego.
[3] Chodzi o: „Katolicyzm ma własność pionu – odchylenia nie znosi” (przypis nowej „Myśli”).

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s