Gerard czy Guérard? (recenzja książki o opacie Gerardzie Calvet z Le Barroux)

„Myśl Katolicka” nie poleca fejsbuka i spędzania zbyt wiele czasu w Internecie, ale gorąco zachęca do czytania książek. Wydaje się, że to coś przekraczającego możliwości przeciętnego niezdyscyplinowanego nowoczesnego człowieka. Dlatego będziemy polecać różne książki oraz publikować ich recenzje. Nasze recenzje pojawiać się zaczną w przyszłym roku, a tymczasem przedstawiamy tłumaczenie recenzji niedawno opublikowanej książki związanej z bardzo interesującym nas tematem historii oporu wobec soborowego neomodernizmu. Dotyczy ona konkretnie ojca Gerarda Calvet, autorytetu wśród indultowców-motupropriowców, jednego z tych, którym się całkiem obróciło w głowie, ponieważ brakowało mu mocnych podstaw.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

Gerard czy Guérard?

(Smutne przyczyny duchowej ruiny w biografii ad usum Delphini[1])

Niemałe wrażenie wywiera lektura książki historycznej, gdy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że osobiście przeżył ten czas, który przeszedł już do historii. Zdarzyło mi się to – i to nie pierwszy raz – gdy czytałem biografię opata Gerarda Calvet, Opat Gerard. Zwrócony ku Panu (Dom Gérard Tourné vers le Seigneur), napisaną przez Iwo Chiron i wydaną przez Éditions Sainte-Madeleine (2018), czyli przez klasztor w Le Barroux założony przez o. Gerarda. Początki tego, co nazywa się tradycjonalizmem (tego z XX wieku, oczywiście, nie tego wieku poprzedniego) należą do przeszłości i całe pokolenie się urodziło (a nawet więcej niż jedno), które nie poznało tej epoki.

Zawsze fascynowała mnie Historia i historia czasów, które przeżyłem osobiście, ale gdzieś na marginesie, i zawsze żywiłem pragnienie, niespełnione, napisania samemu jakiejś historii. Niejednokrotnie zrobił to Iwo Chiron (prawie w moim wieku, bowiem jest o dwa lata młodszy), zajmując się biografiami niektórych osób z tamtego świata i z tamtych czasów, które walczyły po obu stronach barykady: choć „tradycjonalistyczne” rodziny duchowne otworzyły przed nim swe archiwa dla opublikowania biografii swych założycieli (zrobili to kapucyni z Morgon co do o. Eugeniusza de Villeurbanne i właśnie benedyktyni z Le Barroux co do o. Gerarda, a w przypadku osoby świeckiej Bractwo Św. Piusa X co do Katarzyny Tangari, osoby o mniejszym znaczeniu, ale którą dobrze poznałem), Iwo Chiron nie zawahał się zająć także tymi, którzy byli widziani jako przeciwnicy, nazwę ich „emblematyczni”, „tradycjonalizmu katolickiego”: Jan XXIII (2017) i Paweł VI (1993, 2018), Hannibal Bugnini (2016) i br. Roger z Taizé (2018).

Jego dokładność historyka posiadającego poważny warsztat pozwoliła Iwo Chiron wyjść z małego światka katolickiego tradycjonalizmu (do którego się zbliżył jeszcze jako młody człowiek, przychodząc ze środowiska o tendencjach maurrassowskich oraz również tradycjonalistycznych ezoterycznych, czy ewoliańskich i guenoniańskich) i wydawać swe książki w różnych językach, włącznie z włoskim, przez wydawnictwa dość dalekie – religijnie i politycznie – od jego wyjściowego stanowiska, jak Éditions Saint Paul (Chiron był także tłumaczony przez wydawnictwo Lindau, o którym już mówiliśmy – w nieprzychylnym świetle – w „Sodalitium”[2]). Mimo to dostępu do wydawnictw jak Paoline – tak otwarcie modernistycznych – nie tłumaczy wyłącznie powaga pracy Chiron, [bowiem] aby być zaakceptowanym przez liczący się świat wydawniczy integralna i publiczna obrona Soboru Watykańskiego była z jego strony konieczna.

Miażdżąca krytyka ze strony Bractwa Św. Piusa X za przestępstwo obrazy majestatu

To ten wybór obozu najwyraźniej obraził Bractwo Św. Piusa X lub przynajmniej niektórych jego przedstawicieli, którzy poddali miażdżącej krytyce właśnie biografię o. Gerarda: nie Zwrócony ku Panu (jak go określił Ratzinger), ale Zwrócony ku Soborowi, protestują historycy Bractwa urażeni chirońską biografią założyciela Le Barroux (fundacji założonej za pieniędze francuskich tradycjonalistów, rzecz jasna). Ale czy to rzeczywiście soborowy zwrot o. Gerarda, dzielnie broniony przez Iwo Chiron, obraża jego lefebrystycznych krytyków? Powiedziałbym, że nie, rzecz przeciwna jest paradoksalna. O. Gerard poprosił i otrzymał od rządzących modernistów zniesienie kar kościelnych i „kanoniczne” uznanie jego dzieł (wraz z opackim błogosławieństwem w charakterze premii), a Bractwo poprosiło i otrzymało zniesienie ekskomunik zaciągniętych przez biskupów (włącznie z biskupem Williamsonem, nie zapominajmy o tym) oraz „kanoniczne” uznanie (przez „arcybiskupa” Buenos Aires), jak i pozwolenie na słuchanie spowiedzi, udzielanie święceń, błogosławienie małżeństw. Brak jeszcze, na razie, Prałatury personalnej. Zobaczymy, czy ks. Pagliaraniemu uda się to, co jeszcze nie udało się bp. Fellay! Nie wiadomo dlaczego Bractwo miałoby chować urazę do o. Gerarda za to, że zrobił to przed Bractwem…

Cały problem polega na tym: przed czy po. Żebranie i otrzymanie od modernistów błogosławieństwa („Pozwólcie nam zrobić eksperyment Tradycji” jest wymysłem abpa Lefebvre’a, nie o. Gerarda) oraz osiągnięcie kompromisu w sprawie soboru („sobór w świetle Tradycji” jest innym wynalazkiem abpa Lefebvre’a, nawet jeśli pożyczonym – jeśli się nie mylę – od Jana Madirana) może być dobre, ale nie jest dobre robienie tego wcześniej lub później: ten, kto to zrobił wcześniej jest zdrajcą (o. Gerard dla lefebrystów), ten, który to zrobił później jest schizmatykiem, który tego nie zrobił wcześniej (lefebryści dla o. Gerarda i jego spadkobierców).

To, czego lefebryści (nie jest to termin pejoratywny: oznacza on uczniów abpa Lefebvre’a) naprawdę nie znoszą, to surowy sąd przedstawiony w książce Iwo Chiron odnośnie abpa Lefebvre’a i odnośnie tych, którzy trzymali razem z nim zgadzając się z sakrami biskupimi z 1988 r. (i rzeczywiście ten sąd jawi się jako naprawdę fałszywy w ustach i wychodzący spod pióra tych niewdzięczników). W roku, w którym moderniści kanonizują Pawła VI (niewiarygodne, lecz prawdziwe!), lefebryści nie mogą znieść tego, że ich założyciel nie tylko nie jest kanonizowany, ale że jest traktowany jako schizmatyk przez byłych towarzyszy drogi, gdy nawet moderniści nie nazywają już go dziś w ten sposób.

Jeśli chodzi o mnie, muszę przyznać, że moja pasja do historii i ciekawość wydarzeń, które – w drobnym stopniu – przeżyłem sam (choć z daleka) nie były wystarczającym powodem, by przekonać mnie do zakupu tej książki. Przekonał mnie raczej fakt, że w tej biografii wiele się mówi o o. M. L. Guérard des Lauriers OP.

O. Gerard Calvet, abp Marceli Lefebvre i o. Michał Ludwik Guérard des Lauriers OP na historycznym zdjęciu zanim współpraca została zaprzepaszczona przez próby uzyskania czegoś od modernistów

Opat Gerard i ojciec Guérard

Każdy, kto go poznał nie powinien być zaskoczony, bowiem każdy wie, że o. Guérard odegrał ważną rolę w życiu o. Gerarda: faktycznie w Bédoin uczył jego mnichów teologii nawet po tym, jak został wydalony z Ecône (1977), aż do 1979 r. Ale ponieważ osoba o. Guérard dotknięta jest prawdziwą damnatio memoriae, zawsze miło o nim przeczytać. Jest to zresztą powód tej recenzji. Mam nadzieję zaoszczędzić 29 euro moim guérardiańskim czytelnikom.

Opat Gerard poznał ojca Guérard w 1962 r., gdy dominikański zakonnik, od roku profesor na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim, wygłosił wykład w klasztorze w Tournay, przestrzegając mnichów przed „nową teologią”, a w szczególności przed Teilhard de Chardin (ss. 144-145); nie żeby ten klasztor był bastionem wiary, bowiem jednym z konferansjerów najbardziej cenionych przez ojca opata był szef gangu „nowej teologii”, o. Congar. O. Gerard i o. Guérard ponownie zetknęli się dopiero w 1969 r., gdy o. Gerard – po próbie podjętej w Brazylii – nie dał rady soborowemu duchowi, który w krótkim czasie zniszczył klasztorne obserwancje, i wycofał się z towarzyszem do Montmorin, podejmując próbę życia pustelniczego. O. Guérard zachęcił go – w liście z 1 października 1969 r. – by podążył drogą życia pustelniczego (jego samego często pociągało życie kartuzów) i poinformował go o swym sprzeciwie wobec Novus Ordo Missae: „’Nowa msza’ – która nie jest już Mszą – jest dla mnie – i dla innych – wstrząsającym skandalem (un violent scandale). Będziemy działać, doprowadzając do skutku przedsięwzięcie rozpoczęte sześć miesięcy temu”, czyli Krótką analizę krytyczną NOM. „Po ludzku uważam je za nieużyteczne, ale robię to jednocześnie z obowiązku i z miłości. Nie można szczędzić wszelkich wysiłków, aby uniemożliwić zło tak wielkie […]. Negacja ofiary musi nas postawić w stanie ofiary” (s. 234). Jakaż różnica między dominikańskim teologiem a benedyktyńskim mnichem, który, w tych pierwszych latach, koncelebrował jeszcze okazjonalnie w nowym rycie albo pozwalał swym zakonnikom uczestniczyć w nowej mszy (ss. 264, 273, 300)! Po tym, jak o. Gerard przeniósł się do Bédoin (1970), przyjmując kandydatów do życia monastycznego, o. Guérard zaczął, w kwietniu 1972 r., głosić wykłady z teologii młodym mnichom, rozpoczynając od ukochanego traktatu O Trójcy (cf. też s. 322); w lipcu 1970 r. katedra na Lateranie została mu odebrana, a niedługo wcześniej zaczął także głosić wykłady w seminarium abpa Lefebvre’a (ss. 289-290). Jego współpraca z o. Gerardem trwała aż do 1979 r. Z końcem 1974 r. abp Lefebvre zmuszony jest przez „władze” do wyjścia ze swej wieloznaczności i przyjmuje stanowisko przeciwko „neomodernistycznemu Rzymowi” w słynnej deklaracji z 21 listopada 1974 r.[3] O. Guérard zachęcał wówczas o. Gerarda, którego również straszono karami, do wierności: „Widzę Twoją głęboką udrękę, jak również głębię Twojego postanowienia […]. Wybiła Godzina. Godzina konfrontacji między świadectwem wiary i tajemnicą nieprawości…” (list z 23 marca 1975 r., s. 324).

„Sedewakantystyczna pokusa” o. Gerarda

W maju ogłoszono rozwiązanie Bractwa Św. Piusa X, a o. Gerard zostały wykluczony z zakonu benedyktyńskiego. O. Guérard napisał do niego 18 kwietnia 1975 r.: „Wiesz, co myślę o Autorytecie. Aby nietępienie pewnych aktów nie stanowiło poważnego uchybienia w Wierze, które pociąga za sobą ipso facto unicestwienie władzy, papież powinien uczynić coś przeciwnego: przestać rządzi[4]. W tych okolicznościach musimy zupełnie nie brać pod uwagę decyzji, które przypisuje się Autorytetowi, który w rzeczywistości nie istnieje jako taki” (s. 327, przyp. 499). Trzymając się tego stanowiska teologicznego ojca Guérard des Lauriers, o. Gerard oświadczył, że „nakazy wywodzące się od tej jurysdykcji są próżne i nieistniejące, ponieważ wydawane są wbrew celowi, dla którego została ustanowiona”. Podczas „gorącego lata” 1976 r. (suspensa a divinis abpa Lefebvre’a), o. Gerard napisał do abpa Lefebvre’a: „Wraz z upływem czasu coraz bardziej jestem zdumiony oczywistością uwagi ojca Guérard des Lauriers: «Władza, która sprawowana jest wbrew swej celowości nie istnieje jako taka»”. „Proponował nawet abp. Lefebvre’owi – pisze Chiron – wygłoszenie wykładu na ten temat w Ecône: «Czy Ekscelencja pozwoli mi rozwinąć ten temat dla seminarzystów Ekscelencji? Czyż to nie jest jedynym wyjaśnieniem mogącym usunąć skrupuły niektórych?»” (list z 6 kwietnia 1976 r., s. 336). W 1977 r. przyjął o. Barbarę (s. 343), nawiązał kontakty z bp. de Castro Mayerem, dla którego „Papież, który popada w herezję traci Papiestwo” (ss. 342-343), to dzięki niemu abp Lefebvre wyświęcił Oliwiera de Blignières, wówczas guerardianina i z tego powodu wydalonego z Ecône (s. 344) i protegował innego guerardiańskiego seminarzystę wydalonego z Ecône, ks. Schaeffera[5] (s. 347), uczestniczył w ceremonii, podczas której o. Guérard des Lauriers nałożył habit dominikański – 7 października – tym, którzy później go zdradzili (mówimy o braciach z Avrillé[6]). Dom Gerard „sedewakantysta”, przekonany do tezy o. Guérard des Lauriers (na długo zanim została opublikowana w „Zeszytach z Cassiciacum”) jest z pewnością czymś nowym dla większości naszych czytelników, jednakże nie dla tych, którzy byli świadkami tamtych czasów. Iwo Chiron, ze swego punktu widzenia, mówi o „pokusie sedewakantystycznej” o. Gerarda (ss. 334-336) i dokumentuje także publiczne przyjęcie stanowiska, z 28 maja 1978 r., ogłoszone w Lozannie, gdzie mówi on wyraźnie: „Stolica Apostolska jest pusta”, biorąc za swoją, lecz nie podając nazwiska, „argumentację o. Guérard des Lauriers, którą streścił już wobec abp. Lefebvre’a dwa lata wcześniej” (ss. 352-353).

Od „sedewakantyzmu” do Soboru Watykańskiego II za pośrednictwem abp. Lefebvre’a. Diabolizowanie „sedewakantyzmu” (i „sedewakantystów”)

André Charlier (1895-1971) i o. Gerard Calvet

Musimy zatem zastanowić się, komu przypisać smutny koniec o. Gerarda i jego klasztoru, „zwróconego ku soborowi”. Oczywiście brakowało [solidnych] podstaw: o. Gerarda bardziej pociągał duch artystyczny niż teologiczny, jego przewodnikami byli raczej bracia Charlier (oraz literatura co najmniej wątpliwa, cf. ss. 635-636, z preferencją dla Karola Péguy) niż św. Tomasz, dał się kierować w dobrym (początkowo) i w złym (później) Janowi Madiranowi i, co jeszcze gorsze, Bernardowi Anthony’emu i agnostykowi (s. 606), uczniowi Simone Weil, Gustawowi Thibon, tak lubianemu, niestety, nawet we Włoszech przez Alleanza Cattolica i wydawnictwo Effedieffe: to wszystko prawda. Ale to w tym decydującym momencie, między wrześniem 1976 a grudniem 1978, abp Lefebvre dokonał wyboru i ten wybór wpłynie negatywnie nie tylko na przyszłość jego Bractwa, ale całego „tradycjonalizmu”, włącznie z tymi, którzy za nim nie poszli, jak o. Gerard i którzy zawarli kompromis z modernizmem.

O. Gerard, który prywatnie oświadczał, że jest przekonany do argumentacji o. Guérard des Lauriers, pozostał jednak przywiązany do abp. Lefebvre’a. A abp Lefebvre – wraz z pojawieniem się Jana Pawła II w 1978 r. – zdecydowanie wszedł na drogę dialogu z modernistycznymi władzami i w tym kontekście zaczął prześladować wszelką formę „sedewakantyzmu” w szeregach Tradycji. Pociągając za sobą większą część ruchu, włącznie z o. Gerardem, którego zwrot o 180 stopni, w 1979 r., przypisuje się tym dwóm czynnikom: „nastał nowy papież, Jan Paweł II, i nawiązany został dialog między abp. Lefebvrem a Stolicą Apostolską” (s. 353).

Mało istotne było to, że ten „nowy papież” (sic) od samego początku potwierdził cały swój modernizm w „encyklice” Redemptor hominis, bowiem Jan Paweł II natychmiast zgodził się przyjąć abp. Lefebvre’a (18 XI 1978)! Nie trzeba było długo czekać na skutki: w liście abpa Lefebvre’a do Jana Pawła II z 24 grudnia 1978 r., opublikowanym w Liście do przyjaciół i dobroczyńców nr 16 z marca 1979 r.[7], tradycjonalistyczny arcybiskup proponował porozumienie, które można streścić w słowach „pozwólcie nam na eksperyment Tradycji”, stawiając na tym samym poziomie Mszę i „nową mszę”, Wiarę i herezję. Podczas tego dialogu, który miał doprowadzić do porozumienia, abp Lefebvre wymagał znacznie mniej niż to, co zostało później zaproponowane bp. Fellay: jak więc można mówić o neo-bractwie założonym w 2012 r., gdy to w 1978 r. Bractwo było znacznie bardziej ustępliwe wobec modernistów? Naturalnie, zbliżenie z Wojtyłą wymagało odwzajemnienia: w tych okolicznościach abp Lefebvre zajął stanowisko w sprawie ważności nowej „mszy” i autorytetu Jana Pawła II. Ważność nowego mszału i prawowitość władz modernistycznych stały się w ten sposób lefebrystycznymi „dogmatami”, warunkiem sine qua non pozostania w Bractwie i możliwości otrzymania święceń (deklaracja z 16 stycznia 1979 r., ogłoszona publicznie 8 listopada tego samego roku). Abp Lefebvre napisał nawet do Jana Pawła II chwaląc się, że wyrzucił z Bractwa wszystkich, którzy się jej [tej deklaracji] sprzeciwiali. O. Gerard, idący we wszystkim za abp. Lefebvrem, również potępił, co powtórzył Jan Madiran, „zgorzkniałą gorliwość” „ultrasów”, zapominając, że sam, w swych własnych słowach, był również ultrasem zaledwie dwa lata wcześniej (ss. 374-378). O. Guérard des Lauriers, który został wydalony z Ecône we wrześniu 1977 r., napisał do o. Gerarda w lutym 1979 r., że nie wróci już do Bédoin w celu kontynuowania wykładów z teologii. List nr 16 abp. Lefebvre’a był nie do przyjęcia i o. Guérard napisał do abpa Lefebvre’a list otwarty: „Ekscelencjo, my nie chcemy takiego pokoju” (całe dossier, przygotowane przez ks. le Gala, można znaleźć tutaj). O. Gerard napisał wówczas do abpa Lefebvre’a: „Właśnie przeczytałem niewiarygodny list o. Guérard des Lauriers. To czyste delirium interpretacyjne” (30 IV 1979). Publikacja tezy z Cassiciacum (maj 1979) również nie mogła być nazwana przez mnicha-artystę inaczej niż delirium, podczas gdy zaledwie rok wcześniej była jeszcze prawdą. Zupełnie nagle guerardianie stali się szaleńcami, ultrasami, pełnymi zgorzkniałej gorliwości a zwłaszcza stali się ofiarą złożoną w hołdzie Janowi Pawłowi II: wyrzucano ich z seminariów, domów zakonnych, klasztorów i konwentów, odmawiając im święceń kapłańskich, na które abp Lefebvre miał faktyczny monopol. Gdy w maju 1981 r. o. Guérard des Lauriers przyjął sakrę biskupią właśnie po to, aby zaradzić kapitulacji abpa Lefebvre’a, znowu został opuszczony przez wszystkich, nawet swych własnych uczniów: czyż sakra biskupia bez mandatu rzymskiego nie była aktem schizmatyckim, bezpośrednim skutkiem delirium sprzed dwóch lat? Gdy lefebrystyczna propaganda potępiała schizmę sedewakantystycznych sakr biskupich nie zdawała sobie sprawy, że kopie dołki pod samą sobą i przygotowywała – takim ludziom, jak o. Gerard – argumenty do zarzucenia abp. Lefebvre’owi schizmy przy okazji sakr z 1988 r.

Od „sedewakantyzmu” do Soboru Watykańskiego II za pośrednictwem abp. Lefebvre’a. Lefebrystyczna droga do zdrady

„O. Gerard zdradził!”, wołają lefebryści. Bez wątpienia. Ale kto go pchnął do zdrady? Oczywiście każdy odpowiada za własne czyny i przestępstwa. To, że o. Gerard zakończył życie przystając na koncelebrowanie nowej „mszy” (zawsze odczuwał pewną sympatię do koncelebry i był przeciwny mszy prywatnej: s. 404) oświadczając: „gdybym był księdzem diecezjalnym, byłbym birytualistą” (s. 406) i to, że stał się obrońcą liberalnej doktryny dotyczącej wolności religijnej (zanim nawet przypieczętował swoją zdradę i porzucił abpa Lefebvre’a), to z pewnością jego własna wina. Iwo Chiron ujawnia również ingerencję Quai d’Orsay[8], czyli republikańskiego rządu, za pośrednictwem interwencji wuja Pani Giscard d’Estaing, Ludwika de Brantes i jego towarzysza Łucjana Regnault, wysokiego urzędnika w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i doradcy do Spraw religijnych (ss. 391 nn.; obaj próbowali odciągnąć o. Gerarda od abpa Lefebvre’a, ale podobnych osób nie brakowało też w otoczeniu abpa Lefebvre’a). Nikt jednakże nie może zanegować, nawet uczciwi lefebryści (jeśli tacy istnieją, a chciałbym uważać, że tacy istnieją), że o. Gerard, jak księża z Campos, Bractwo Św. Piotra i wielu innych, zostali popchnięci w przepaść również i przede wszystkim przez „rozmowy” podjęte przez abpa Lefebvre’a z modernistami, wszczęte w 1978 r., później wznowione z Ratzingerem, kardynałem Gagnon (sam musiałem go przyjąć w Albano z abpem Lefebvrem w 1984-1985) i abp. Perlem, wprowadzonym w środowiska rzymskie przez ks. du Chalard (ss. 416-417, 485), przedstawiciela Bractwa u modernistów lub vice versa (nikt tego nigdy dobrze nie zrozumiał[9]). Gdy przyjmie się ważność nowej „mszy” i prawowitość autorytetu Wojtyły, gdy „sedewakantystów” stygmatyzuje się jako schizmatyków, których trzeba zdemaskować, przegnać i prześladować, jak można odrzucić rozmowy z modernistami oraz konieczność otrzymania od nich prawowitości, uznania kanonicznego, zapewnienia, że samemu nie będzie się schizmatykiem, lecz synem Kościoła? „Jedynym sposobem, w jaki można uzasadnić sakry to przez ogłoszenie wakatu [Stolicy Apostolskiej]. Dlaczego? Ponieważ jeśli nie ma wakatu, abp Lefebvre uzurpował prerogatywę, która przypada z prawa boskiego tylko Papieżowi: wybór biskupów i udzielenie im urzędu apostolskiego w Kościele” (list o. Gerarda z października 1988). Sakry z 30 czerwca 1988 r. – minęło trzydzieści lat – stanowiły dopełnienie zerwania o. Gerarda z abp. Lefebvrem i jego bezwarunkowej kapitulacji wobec modernizmu. Ale kto zapalczywie zwalczał „sedewakantyzm”? Kto potępił jako schizmatyckie sakry biskupie bez mandatu? Kto podpisał protokół porozumienia z 5 maja z kard. Ratzingerem? Kto otworzył drzwi wszystkich domów zakonnych różnym Gagnon i Perlom, tylko kilka dni wcześniej? Abp Lefebvre, niestety. Bez wątpienia abp Lefebvre był człowiekiem o wiele większego formatu (i nie łudził się wcale, w swym sercu, co do wiary, a raczej braku wiary katolickiej u kard. Ratzingera, w przeciwieństwie do o. Gerarda i ks. Schmidbergera). Ale jego odpowiedzialność, według mnie, jest właśnie z tego powodu ogromna.

Smutny koniec o. Gerarda

Dobry początek, ale smutny koniec

Ostatnia część biografii o. Gerarda dotyczy ostatnich dwudziestu lat jego życia – od 1988 do 2008 – które spędził na burzeniu tego, co zbudował (dobrze lub źle) przez wcześniejsze dwadzieścia lat. Dzieło wszczęte przez o. Gerarda za cel miało zachowanie życia zakonnego i monastycznego, obronę wiary przed błędami soborowymi, obronę Mszy i sakramentów przed neomodernistyczną i ekumeniczną reformą liturgiczną. Niewiarygodne, jak te wszystkie bitwy przegrał (wierząc, że je wygrał). Co do Mszy, o. Gerard łudził się, po tym jak zdradził „świadectwo wiary” i dogadał się z „tajemnicą nieprawości”, że zachował wierność odmawiając odprawiania „nowej Mszy, która nie jest Mszą”. Iwo Chiron opowiada nam o naleganiach opatów innych klasztorów czy biskupów modernistycznych, którzy prosili, aby o. Gerard i jego mnisi zgodzili się koncelebrować z nimi (w nowym rycie), aby wyraźnie okazać komunię kościelną między nimi i szczerą akceptację Soboru Watykańskiego II i reformy liturgicznej: una cum codziennej Mszy musiało się skonkretyzować także w ten sposób! Po początkowych i powtarzających się odmowach, o. Gerard, w logiczny sposób, ustąpił. 26 marca 1995 r. koncelebrował po raz pierwszy w nowym rycie w Rosans. 27 kwietnia 1995 r. koncelebrował z Wojtyłą na Watykanie: był to warunek sine qua non postawiony przez kard. Ratzingera, aby być dopuszczonym na prywatną audiencję do Jana Pawła II (s. 576). Starał się ukryć ten haniebny fakt, który ujawnił publicznie dopiero trzy lata później, starając się go usprawiedliwić (s. 592): odprawił nową mszę „chcąc pokazać w ten sposób, że my wszyscy, którzy walczymy o zachowanie starego mszału, wierzymy w ważność i prawowierność nowego rytu” (ss. 592-593): dlaczego zatem odrzucać nowy ryt w 1969 r., jeśli był ważny, prawowity i prawowierny? Chcąc być przyjętym do C.M.F. (Monastycznej Konferencji Francji), czyli do zgromadzenia ojców opatów, którzy zniszczyli życie zakonne i monastyczne wdrażając Sobór, i przed którymi o. Gerard uciekł na początku lat ’70, aby zachować życie benedyktyńskie, musiał przyjąć – jako warunek sine qua non– następujący protokół, podpisany 14 października 1998 r.:

„Opat i wspólnota w Le Barroux nigdy nie podawali w wątpliwość ważności mszy odprawianej według rytu Pawła VI, a ponadto, po dogłębnym przestudiowaniu [tekstów] Soboru Watykańskiego II (zwłaszcza co do wolności religijnej), przyjmują odtąd jednomyślnie jego doktrynę”.

I dlatego opat Le Barroux zgadza się:

„- koncelebrować lub wysłać swego przedstawiciela, by ten koncelebrował z ordynariuszem mszę krzyżma, wszędzie tam, gdzie jest lub powstanie jego klasztor;

– by mnisi kapłani z jego klasztoru mogli, jeśli tego chcą, koncelebrować mszę konwentualną we wspólnotach, które będą odwiedzać.

W końcu, trzeba zaznaczyć, że kapłani odwiedzający opactwo Le Barroux mogą, jeśli tego chcą, odprawiać, a nawet koncelebrować, mszę wg. rytu Pawła VI” (s. 596).

W ramach wdrożenia tego porozumienia 16 lutego 1999 r. klasztor obiecał na piśmie „arcybiskupowi” Awinionu, że co roku będzie wysyłać jednego lub dwóch mnichów do koncelebrowania z nim mszy krzyżma w Wielki Czwartek (s. 598), co po raz pierwszy nastąpiło 1 kwietnia owego roku (s. 599). Tak samo postąpiono z „biskupem” Agen, aby móc założyć klasztor w jego diecezji w marcu 2002 r. (s. 615). Zresztą, od samego początku porozumienia Le Barroux zgodziło się na wyświęcanie swych własnych kandydatów do kapłaństwa przez któregokolwiek biskupa, nawet jeśli został konsekrowany w nowym rycie: i tak nie tylko nowa „msza” mogła być odprawiana w klasztorze, ale msza tradycyjna mogła być także nieważna, ponieważ odprawiana byłaby przez kapłanów konsekrowanych przez „biskupów” konsekrowanych w nowym rycie.

Jak o. Gerard usprawiedliwił akceptację NOMu Pawła VI i całej reformy liturgicznej? Ależ to oczywiste: odrzucenie w sposób nieunikniony oznaczałoby popadnięcie w „sedewakantyzm” (s. 600). W tym szaleństwie jest logika. Jest to o tyle prawdziwe, że ta logika zaraziła także „oporowców” bpa Williamsona i redaktorów „Si si no no”[10].

Dziś teologowie Le Barroux bronią każdej aberracji teologicznej tak zwanego „magisterium” bergogliańskiego, z gorliwością wartą lepszej sprawy i całkowicie zapominają o początkach ich fundacji. Tak dla Soboru, tak dla prawowitości reformy liturgicznej, tak dla współpracy z niszczycielami życia zakonnego i monastycznego (a nawet z charyzmatykami). Co zostaje z obrony Wiary, Liturgii, życia zakonnego, podjętej przez o. Gerarda w latach ’70? Tylko pozory.

Oczywiste jest też, że o. Gerard i jego uczniowie ciężko błądzili w Wierze i moralności: albo na początku ich fundacji – odmawiając posłuszeństwa prawowitym władzom, odrzucając sobór ekumeniczny, odrzucając reformę liturgiczną i ryt mszy promulgowany przez Papieża – albo ciężko błądzili później, i do dziś, porzucając swą obronę Mszy, sakramentów, wiary i życia zakonnego przeciwko soborowemu modernizmowi: tertium non datur. Uważamy, że o. Gerard nie wytrwał w łaskach, których Pan mu udzielił i że pociągnął za sobą w przepaść tych, którzy poszli za nim: kapłanów, zakonników i wiernych. Czystości intencji, dobrej czy złej wiary nie możemy osądzać. Duchowej katastrofy nie można nie osądzać. Wydaje się nam również, że poza słabymi podstawami formacji doktrynalnej założyciela Le Barroux, pierwsza, choć dalsza, przyczyna upadku zawarta jest cała w słynnej „Deklaracji o Mszy i Papieżu” abpa Lefebvre’a z 1979 r. Mówi się, że mały błąd na początku (i w zasadach) staje się wielki na końcu (i we wnioskach)[11]: a co dopiero gdy błąd był wielki już na samym początku!

Gwoli zakończenia: pominięcie

Iwo Chiron

Nasi Czytelnicy są zwykle zainteresowani wszystkim, co dotyczy osoby, myśli i dzieła bpa M. L. Guérard des Lauriers. Zresztą, biografia o. Gerarda napisana przez Iwo Chiron nie ukrywa ważnej roli, jaką odegrał o. Guérard des Lauriers w pierwszych latach Bédoin. Co do stosunków między o. Gerardem a o. Guérard des Lauriers zwróćmy uwagę na poważne pominięcie. Dotyczy ono książki bpa Guérard des Lauriers Rzeczywista obecność Słowa wcielonego w postaciach konsekrowanych (La présence réelle du Verbe incarné dans les espèces consacrées) (wyd. Sous la Bannière, Villegenon, Francja, 1987), ostatniego dzieła napisanego przez wielkiego dominikańskiego teologa, które świadczy o głębi i prawowierności jego myśli teologicznej, nawet pod koniec jego ziemskiego życia. Dzieło guerardiańskie, poświęcone teologii eucharystycznej św. Tomasza, samo w sobie powstało zupełnie niezależnie od polemik ówczesnych lat związanych z okolicznościami. Interwencję bpa Guérard, któremu zawdzięczamy to arcydzieło tomistycznej teologii, wywołała jednakże polemika dotycząca eucharystii między ks. Jerzym de Nantes, z jednej strony, a o. Gerardem z drugiej. Ks. Jerzy de Nantes, na łamach „Kontrreformy katolickiej w XX wieku” („Contre-Réforme Catholique au XXème siècle”), bronił swej osobliwej teologii, która w materii eucharystycznej inspirowała się przesadnym realizmem i radykalną krytyką myśli św. Tomasza z Akwinu. Po drugiej stronie o. Gerard bronił teologii eucharystycznej uwarunkowanej myślą nowożytną – która rozpowszechniała się już przed Soborem Watykańskim II – która porzucała nie tylko ludową pobożność eucharystyczną, ale mogła także zagrozić obecności realnej Chrystusa w tabernakulum. O. Guérard, interweniując w tej polemice w pełni swych kompetencji, bronił tomistycznej prawdy o eucharystii i rzeczywistej obecności Słowa wcielonego w konsekrowanych postaciach, pogłębiając w sposób zupełnie nieksiążkowy naukę św. Tomasza z Akwinu. Ta na wskroś teologiczna dysputa między trzema przedstawicielami współczesnego katolickiego „tradycjonalizmu” pokazuje, ponad polemikami, intelektualną żywotność tego kierunku myśli u jego głównych przedstawicieli, ale także głębię, solidność i całkowicie nadprzyrodzonego ducha myśli o. Guérard des Lauriers, tego wielkiego teologa, którego Opatrzność dała tak zwanemu „tradycjonalizmowi” i którego „tradycjonalizm” nie potrafił sprawiedliwie docenić (i to mało powiedziane). Co za marnotrawstwo!

Ks. Franciszek Ricossa

YVES CHIRON
Dom Gérard Tourné vers le Seigneur
Éditions Sainte-Madeleine (2018) 686 stron, 29,00 €

Tłumaczył z języka francuskiego E. Ostrzyhomski. Źródło: pismo „Sodalitium”, nr 68 z października 2018 roku (wersja francuskojęzyczna), ss. 66-72. Artykuł wstępny tego numeru z wydania włoskojęzycznego można przeczytać tutaj. Przypisy tłumacza:

[1] Dosł. „do użytku Delfina”, czyli następcy króla Francji, przen.: wydawnictwo przeznaczone dla określonej grupy czytelników

[2] Chodzi np. o artykuł w numerze 64 „Sodalitium” w wersji francuskojęzycznej, ss. 18-37, ale nie tylko. Ciekawy fragment tego artykułu został przetłumaczony i pojawi się w przyszłości na łamach „Myśli Katolickiej”.

[3] Którą można przeczytać tutaj.

[4] Chodzi o to, by po prostu abdykował. Papież, który swymi czynami i słowami działa przeciwko dobru/celowi Kościoła traci autorytet, ponieważ racją bytu wszelkiego autorytetu jest dobro wspólne. Dobrem wspólnym Kościoła jest chwała Boża i zbawienie dusz. Modernistyczni okupanci Watykanu działają przeciwko chwale Bożej i zbawieniu dusz, ale dalej „rządzą”, tzn. mają intencję rządzenia. Jest to w skrócie argumentacja tezy z Cassiciacum, oparta na podstawowych danych z filozofii i teologii.

[5] Ks. Brunon Schaeffer urodził się 20 stycznia 1948 r. w Saint Nazare. Najpierw studiował prawo, potem przygotowywał się do kapłaństwa w Ecône przez rok 1976-1977 r., skąd został usunięty podczas czystek, których celem byli akurat sedewakantyści. Dalej zaś kontynuował studia w Bédoin razem z mnichami o. Gerarda, ale tylko do 1979 r., kiedy to o. des Lauriers rozstał się z o. Gerardem. Wyświęcił go na kapłana abp Thuc 19 grudnia 1981 r. w Toulon. Od początku do swej śmierci ks. Shaeffer przyjmował tezę z Cassiciacum, ale niestety zbliżył się z Bractwem Św. Piusa X, które hojnie obdarował nieruchomościami. W ostatnich latach był wikarym w paryskim kościele św. Mikołaja du Chardonnet, a pod sam koniec życia, ciężko chory na raka, zamieszkał w Bellaigue, benedyktyńskim klasztorze związanym z FSSPX. W święto Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia) 2013 r. złożył profesję zakonną, a 9 sierpnia 2013 r. zmarł. Jest to jeden z kilku przypadków sedewakantystów, którymi FSSPX nie pogardziło ze względu na apanaże, z  którymi te związki się wiązały.

[6] Historia ta została opowiedziana akurat w niedawno przetłumaczonym na łamach „Myśli Katolickiej” artykule dostępnym tutaj.

[7] List ten można przeczytać tutaj.

[8] Przy bulwarze d’Orsay znajduje się francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i nazwa bulwaru bywa używana metonimicznie na określenie tego ministerstwa.

[9] Wyrażenie „wprowadzonym w środowiska rzymskie przez ks. du Chalard” jest niezbyt jasne w oryginale, ponieważ trudno uwierzyć, by to abp Perl był wprowadzony w środowiska rzymskie przez ks. du Chalard. Ale faktem jest, że jest to bardzo ambiwalentna postać w FSSPX i kto go poznał choć trochę wie, że nie bardzo wiadomo, o co chodzi ks. du Chalard. Dlatego ks. Ricossa mówi, że nie wiadomo, czy jest on przedstawicielem FSSPX u modernistów czy przedstawicielem modernistów u FSSPX.

[10] Pismo „Si si no no” zostało założone w 1975 r. przez ks. Franciszka Puttiego. Od jego śmierci w 1984 r. pismo prowadzą lefebryści, a od kilku lat (ciekawe, w jaki sposób to się stało), jest dalej w duchu lefebrystycznym (widnieje tam wizerunek abpa Lefebvre’a), ale w wersji „oporowej”. Od pewnego czasu redaguje to pismo ks. Nitoglia, były założyciel i wieloletni członek IMBC, który w 2006 r. porzucił tezę z Cassiciacum i wrócił do współpracy z lefebrystami.

[11] Powiedział to św. Tomasz z Akwinu na początku swego dziełka De ente et essentia.

1 thought on “Gerard czy Guérard? (recenzja książki o opacie Gerardzie Calvet z Le Barroux)

  1. Oni wszyscy roznej masci lefebrysci sa powiazani z ta nowa religia. Dlatego wszelki dialog jaki oni popelniali byl podstepem szatanskim. Przyjazd z tymi ludzmi jest nieprzyjaznia z Panem Bogiem. Ah jakze czlowiek moze kochac Chrystusa bez nienawisci herezji.

Odpowiedz na Tadeusz Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s