Od 1600 lat… (artykuł z „Vigilia Romana” ze stycznia 1970 r.)

Msza św. przetrwała nawet rządy tzw. Terroru w rewolucyjnej Francji

Choć dziś w środowiskach indultowo-motupropriowych i lefebrystycznych powtarza się kłamstwo Ratzingera, że Msza katolicka nie została nigdy zakazana (motu proprio Summorum pontificum), jednak świadectwa z owych czasów, gdy „msza” zastąpiła Mszę mówią o czymś zupełnie innym. Duchownych chcących zachować Mszę swoich święceń prześladowano, w kajdankach nawet odciągano od ołtarzy, wielu zmarło ze zgryzoty, podczas gdy Montini, niszczyciel Kościoła i Mszy, uprawiał ekumenizm z największymi wrogami Kościoła i w tym celu zakazał Mszy.

„Myśl Katolicka” przestawia poniżej jedno z takich świadectw historycznych. Msza rzymska przetrwała wszystko, zarówno w historii Kościoła jak i świeckiej, lecz gdyby nie determinacja i prawdziwa wiara nielicznych duchownych, nie przetrwałaby ikonoklasty Montiniego.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

Od 1600 lat

Mario Taglioni

Z pewnością bardzo chcielibyśmy zacząć nasz artykuł w ten sposób: trwał pontyfikat Marcelina, w czasie wielkich prześladowań Dioklecjana, a Msza rzymska była już prawie całkiem taka sama, jak wczorajsza.

Moglibyśmy to zrobić; moglibyśmy to zrobić, ponieważ jeśli żaden dokument z archiwum tego nie potwierdza, to żaden też tego nie kwestionuje. Ale my, współcześni, choć nie moderniści, my, którzy nigdy nie mitologizowaliśmy niczego, nawet archiwów, lecz zawsze szanowaliśmy wszystko, co było tego warte, a więc i archiwa, nie zaczniemy w ten sposób. Ponieważ jednak w archiwach znajdują się dokumenty, które także przekazują coś bardzo ważnego, co potwierdza taki uczony, jak Jungmann, będziemy się ich trzymać, a nasz artykuł zaczniemy od epoki, której sięgają te dokumenty.

Jesteśmy więc u początku V wieku; Papieżem jest św. Innocenty I, a cesarzem rzymskim Honoriusz; jest to epoka, w której Alaryk i Wizygoci okupują i łupią Rzym, a Msza rzymska była już prawie całkiem taka sama, jak wczorajsza.

Jesteśmy w połowie tego wieku; Papieżem jest św. Leon I Wielki; Attyla, bicz Boży, już pobity przez rzymianina Aecjusza, wdziera się znowu do Rzymu zatrzymany jedynie, za tym drugim razem, ręką świętego Papieża, a Msza rzymska była już prawie całkiem taka sama, jak wczorajsza.

Jesteśmy prawie u końca tego wieku. Papieżem jest św. Symplicjusz. Upada Zachodnie Cesarstwo Rzymskie; zamyka się okres historyczny, który splata się w sposób nierozrywalny z historią ludzkiej cywilizacji, a Msza rzymska od prawie stu lat była już, prawie całkiem, taka sama, jak wczorajsza.

Jesteśmy w pierwszym ćwierćwieczu VI wieku. Papieżem jest św. Jan I. Św. Benedykt zakłada Monte Cassino. Italią rządzi arianin Teodoryk: jest to epoka walki, a nawet prześladowania. A Msza rzymska pozostaje niezmieniona, taka sama.

Jesteśmy na początku VII wieku. Niezbyt daleko od Morza Śródziemnego, a więc także i od Rzymu, rodzi się Mahomet. Italię okupują Longobardowie, a na tronie Piotra zasiada nieustraszony św. Grzegorz Wielki. A Msza rzymska pozostaje niezmieniona, taka sama.

Jesteśmy w pierwszym ćwierćwieczu VIII wieku. W Kościele pierwsi profanatorzy, ikonoklaści, wpadają we wściekłość prowadzeni przez Leona, cesarza Wschodu, który wierzy, że „[…] w ten sposób ucywilizuje swój lud, wzmocni jedność i zbliży się uprawianiem przebiegłej polityki do imperium muzułmańskiego”. Lecz Msza rzymska jest, jak zawsze, taka sama.

Jest noc Bożego Narodzenia 800 roku. Cesarstwo Zachodnie podnosi się, lub powstaje w innej formie, wraz z koronacją Karola Wielkiego przeprowadzoną przez Papieża, św. Leona III, a Msza rzymska, zawsze taka sama, w niczym się nie zmienia.

Połowa IX wieku minęła 15 lat temu. Na tronie Piotra zasiada św. Mikołaj I Wielki. Focjusz, ze Wschodu, doprowadza do najważniejszej, a nawet pierwszej prawdziwej schizmy. Lecz nawet teraz Msza rzymska pozostaje integralnie taka sama.

Jesteśmy u kresu IX w., epoki tragicznej dla Kościoła, rządzonego przez Papieży nieudolnych i niegodnych, jak Formozus, Bonifacy VI i Stefan VI. Lecz Msza rzymska pozostaje niezmieniona.

Zbliżamy się do roku 1000, w którym wielu wierzyło, że wszechświat się rozpadnie, a Papież Jan XV, daleki od bycia bohaterem, był nieporadnym pasterzem, jeśli nie chcemy nazwać go nikczemnym. Pomimo takiego Papieża, pomimo takiej epoki, Msza rzymska się nie zmienia.

Jesteśmy w połowie XI wieku, a wraz z boskim wiecznym cudem istnienia Kościoła, rządy w nim przechodzą od Papieża-dziecka, tego niegodnego i niekompetentnego Benedykta IX, do świętego Brunona z Nordgau, Papieża, który przyjął imię Leona IX i do Hildebranda z Sovany, Papieża o imieniu przywołującym w pamięci wielkie strony historii: Grzegorza VII. A Msza rzymska pozostaje zawsze taka sama.

Jesteśmy u końca XI wieku „Powstańcie, skierujcie wasze miecze zbroczone krwią braterską przeciwko wrogom wiary chrześcijańskiej […] Bóg tak chce!”. Tak przemawia do krzyżowców Papież Urban II. 15 lipca 1099 r. upada Jerozolima. A Msza rzymska się nie zmienia.

Mija 75 lat. Jest to wiek Fryderyka Barbarossy i Papieża Aleksandra III, Ligi Lombardzkiej, przysięgi Pontida i bitwy pod Legnano: kapłan odprawia Mszę na Carroccio (rodzaj rydwanu – przyp. tłum.); na tym Carroccio powiewa białe sukno przecięte całkowicie czerwonym krzyżem, na którego poziomym ramieniu widnieje łacińskie słowo Libertas. Nie jest to symbol partii, to sztandar wojenny armii znajdującej się na polu krwawej bitwy, bez kompromisów, bez układów; i nawet wtedy, podczas walk i spustoszeń, Msza rzymska pozostaje taka sama, jak zawsze.

Jest wiek Piotra Waldo i Franciszka z Asyżu, obydwu głosicieli chrześcijańskiego ubóstwa, jednego buntownika i heretyka, a drugiego szanującego władzę i o nieugiętej prawowierności. Jest to wiek Franciszka i Dominika, niemal rówieśników, jednego Włocha, a drugiego Hiszpana, założycieli swoich zakonów w tych latach, tak różnych od siebie zakonów, tak identycznych w odniesieniu do ostatecznego celu, do którego dążyły, obu tak ważnych w historii Kościoła i całej ludzkiej cywilizacji. A Msza rzymska pozostaje niezmieniona.

Mija niecałe sto lat od czasów Franciszka i Dominika. Jest to wiek Dantego, na tronie Piotra zasiada Bonifacy VIII. Trwają walki między gwelfami a gibelinami. Zbliżają się obchody pierwszego Jubileuszu. Msza rzymska pozostaje taka sama.

I nadchodzi długa niewola babilońska, długie wygnanie w Awinionie, które przedłuży się do stu lat. Płomienne słowa Katarzyny docierają do Grzegorza XI: bądź owocodajnym drzewem, bądź mężnym człowiekiem. Ale również w tym gorzkim, bardzo długim wieku Msza rzymska się nie zmienia.

Jesteśmy u końca pierwszego ćwierćwiecza XV stulecia. Papieżem jest Colonna, Marcin V, Papież, który ostatecznie przywrócił Stolicę Piotrową do Rzymu, w osadzie zwanej Rzymem, w Rzymie, który, prawdę mówiąc, prawie już nie istniał, ani w mieszkańcach, ani w swoich chwalebnych zabytkach, ani też w swoich bardzo starych, najświętszych, ale rozpadających się bazylikach; ten Marcin V, który widział chwałę Joanny d’Arc i zmarł zaledwie kilka miesięcy przed tym, jak musiałby być świadkiem duchowej i fizycznej masakry świętej dziewicy, której dokonał trybunał kościelny składający się z najwyższych dygnitarzy. Lecz Msza rzymska pozostała taka, jak w odległych wiekach, i taka, jaką będzie w wiekach następnych.

Jesteśmy w drugiej połowie XV wieku, okresie pełnym wielkich wydarzeń. 29 maja 1453 r. ostatni imperator rzymski, cesarz Wschodni Konstantyn, umiera jako bohater, walcząc przeciwko islamowi, a wraz z nim upada Konstantynopol i zanika ostatni bezpośredni ślad tego, co było Cesarstwem Rzymskim; 2 stycznia 1492, w momencie upadku Grenady, Hiszpanie, osiągając swoje zjednoczenie narodowe, wyzwalają ostatni skrawek Europy zachodniej od tego samego islamu, który, czterdzieści lat wcześniej, wkroczył na wschód Europy. A Msza rzymska się nie zmienia.

Jest przełom XV i XVI wieku. Epoka ta wyznacza, prawie jak wąska granica, przejście od wieków średnich do ery nowożytnej. To czas, kiedy Boża Opatrzność dozwala, przez Aleksandra VI, „[…] aby przedstawicielem Chrystusa na ziemi stał się człowiek, którego Kościół starożytny, z powodu niemoralnego życia, nie przyjąłby do najniższych warstw kleru”, jest to czas, w którym, dla Kościoła rzymskiego, „zaczynają się dni hańby i zgorszenia”, to czas, w którym będzie zachęcać się do „sprzedaży odpustów”, dozwalać na nie lub chociaż tolerować, to czas, w którym Kolumb, przepływając ocean, stawia krzyż Chrystusa Króla w nowym świecie; jest to również czas, w którym wybucha wielka schizma w świecie germańskim, a Luter, wskazując na jasne rozróżnienie między świeckimi i księżmi jako na pierwszy mur do obalenia w ramach ataku na Kościół rzymski, neguje fakt, iż Msza jest ofiarą. Lecz Msza rzymska się nie zmienia.

Mija kilka lat, a Rzym, jeszcze nie podniesiony, pomimo prac najlepszych artystów owej epoki, z tego materialnego upadku, w którym znalazł się w okresie niewoli awiniońskiej, zakończonej przed zaledwie stu laty, po raz kolejny zostaje prawie zniszczony, w związku z walkami między Franciszkiem I a Karolem V, przez luterańskich landsknechtów i widzi najeźdźców przebranych w papieskie szaty, którym, ze świętokradczym sarkazmem, oddają część inni najeźdźcy przebrani za kardynałów, podczas gdy w Bazylice św. Piotra Marcin Luter zostaje okrzyknięty papieżem, a Klemens VII, w tym samym czasie, zostaje uwięziony w Zamku św. Anioła. Jednak, widząc to wszystko, Rzym widzi także, że w tych kościołach, gdzie da się jeszcze odprawiać, jego Msza, Msza rzymska, jest, nieustannie, taka sama.

Nie ma jeszcze połowy XVI wieku, a Klemens VII, ten sam Papież z czasów Sacco di Roma, musi być świadkiem odłączenia się Kościoła Anglii od Tronu Piotra, którego głową mianuje się Henryk VIII, któremu przeciwstawia się tylko jeden biskup, Jan Fischer, i tylko jeden ważny świecki, Tomasz Morus. Tchórzostwo całości biskupów i ogromnej większości kleru sprawiło, że schizma stała się niezwykle łatwa, ale dla męczenników, którzy stawili opór, tylko jedna Msza pozostaje prawdziwa i ważna: niezmieniona Msza rzymska.

Jesteśmy w roku 1540: bohaterski baskijski rycerz, Ignacy Loyola, zakłada Towarzystwo Wojowników, ozdobione imieniem Jezusa, którzy chcą walczyć pod sztandarem krzyża.

I jesteśmy w końcu w roku 1545, w którym otwarto obrady Soboru Trydenckiego, kamienia węgielnego Kościoła, który, we wrześniu 1562, definiuje Mszę, która pozostała i pozostaje w dalszym ciągu taką samą, „prawdziwą Ofiarą przebłagalną, dzięki której wierni korzystają z owoców ofiary Krzyża” i potwierdza, że jest ona „nie tylko ofiarowana za żywych, lecz także za dusze w czyśćcu i na cześć świętych” i deklaruje, że „Kanon Mszy ustanowiony przez Kościół do sprawowania Najświętszej Ofiary jest wolny od błędów”.

I od tego momentu można by nie pamiętać reszty. Moglibyśmy nie pamiętać o głowie Mikołaja Dandolo rzuconej Markowi Antoniemu Bragadinowi oraz o bohaterskim i ufnym Miserere meiBradagina przed męczennikiem. Moglibyśmy nie pamiętać upadku Cypru i triumfu pod Lepanto. Moglibyśmy nie pamiętać o litanii Auxilium Christianorum. Moglibyśmy nie pamiętać o męczennikach, wyznawcach, misjonarzach, świętych, Papieżach. Moglibyśmy nie pamiętać o teologach. I moglibyśmy także nie zwracać uwagi na historię świecką.

Lecz nadszedł, prawie dwieście lat po zakończeniu Soboru Trydenckiego, dzień 14 lipca, kiedy wydawało się, że nowa Ewangelia, nowi mesjasze, nowe światła oświetlą świat. Był to początek końca Cywilizacji, był to początek strasznej wojny domowej, która trwa do tej pory, stając się coraz bardziej okrutna, uzbrojona w nienawiść, jakiej nigdy wcześniej nie widziano, i środki techniczne, które udoskonala się z każdą godziną. Mimo to Msza rzymska pozostała do wczoraj zupełnie taka sama i pomogła duszom wychodzić zwycięsko z walk i żyć w środku burzy.

I nadeszła pierwsza niedziela Adwentu roku 1969.

(Z pisma „Vigilia Romana”, rok II, nr 1, 15 stycznia 1970 r.)

Tłumaczył z języka włoskiego Grzegorz Łuskina. Źródło: strona internetowa Ośrodka Myśli im. Józefa Federiciego.

2 thoughts on “Od 1600 lat… (artykuł z „Vigilia Romana” ze stycznia 1970 r.)

  1. Kapitalny tekst. Ale spodziewałem się, że będzie to może cykl historii księży, którzy postawili czynny opór i byli wyprowadzani w kajdankach od ołtarzy.

    • Historie księży, którzy stawili opór są na naszej stronie, a ich lista jest tutaj. Lista będzie uzupełniana.

      Spektakularnych historii o kajdankach etc. nie znamy osobiście, a w każdym razie na pewno nie było ich wiele. Żadna rewolucja nie chce męczenników, więc resztę kupowało się indultami. To jest powód, dla którego Paweł VI pozwolił starszym i chorym kapłanom dalej odprawiać po staremu.

      O kajdankach i policji wspomina ks. Ricossa w kazaniu z okazji „kanonizacji” Montiniego, o którym gdzieś już wspominał ktoś z nas na stronie.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s