Akcja katolicka dziś w Polsce [program praktyczny Stowarzyszenia im. Ks. Goliana]

Stowarzyszenie im. Ks. Zygmunta Goliana jest zrzeszeniem katolików świeckich, pragnących integralnie wyznawać i praktykować naukę Chrystusa we wszystkich przejawach życia. Zasadą naczelną Stowarzyszenia jest patrzenie na wszystko, na całą rzeczywistość, przez pryzmat katolicki, integralnie katolicki, bez żadnej domieszki naturalizmu, liberalizmu, progresizmu, modernizmu i innych błędów zakażających działalność tak wielu katolików od dekad. (tekst o SKG)

Jest to po prostu akcja katolicka, czyli „apostolstwo świeckich”, według zasad integralnie katolickich, śladami pionierów nowożytnej akcji katolickiej, czyli katolików nieustępliwych i integralnych oraz ultramontan prowadzących swą katolicką działalność zgodnie z rozporządzeniami Piusa IX, Leona XIII i św. Piusa X.

Po kilku miesiącach istnienia pragniemy przedstawić naszą metodę opartą na rozeznaniu obecnej sytuacji, co zapowiedzieliśmy w październikowym artykule redakcyjnym. Pierwszy tekst „Od Redakcji” stanowi program „Myśli Katolickiej”, podczas gdy niniejszy omawia program praktyczny naszego Stowarzyszenia. Chcemy w ten sposób lepiej zaznajomić naszych Czytelników i Sympatyków z tym, co robimy i dlaczego to robimy, zachęcając jednocześnie do współpracy katolików szczerych i wielkodusznych.

W niniejszym tekście najpierw raz jeszcze podkreślimy słuszność naszej zasady naczelnej, następnie odniesiemy się do obecnej sytuacji, potem przedstawimy ogólne zasady praktyczne oraz bardziej szczegółowo zastosowanie niektórych z nich.

Jest to o tyle ważne, że w tej dziedzinie publicznego działania katolików panuje dziś wiele nieporozumień, wypaczeń, a nawet różnorodnych błędów, skutkujących tak marnymi wynikami różnych inicjatyw katolickich, zrażeniem ludzi dobrej woli, a nawet ośmieszeniem sprawy katolickiej w oczach jej przeciwników.

Niniejszy tekst o naszej metodzie nie jest też kolejną „deklaracją doktrynalną”, jakich wiele w różnych środowiskach (mniej więcej) katolickich, powołujących się na wartości „tradycyjnie katolickie”, „konserwatywne”, „narodowe”, „patriotyczne”, „monarchistyczne”.

I. Zasada naczelna: katolicyzm integralnie pojmowany

Naszą „deklaracją doktrynalną” jest magisterium Kościoła. Naszą zasadą naczelną katolicyzm integralnie pojmowany, wyznawany i praktykowany. Wszystkie nasze przedsięwzięcia, zarówno wewnętrzne (formacja religijna i doktrynalna członków, urobienie sumienia) jak i zewnętrzne (przekonywanie innych do przekonań katolickich i życia zgodnie z nimi), podejmowane są w świetle tej naczelnej zasady.

Zasada ta była wielokrotnie podkreślana przez Papieży, zwłaszcza św. Piusa X. Na wszystkie bolączki ludzkości Papież ten widział remedium w postaci integralnego wyznawania wiary i przestrzegania jej w życiu. Na przykład w encyklice Il fermo proposito (o akcji katolickiej) padają tego rodzaju zwroty: „w duchu prawdziwie katolickim” (§7), „bez naruszenia całkowitości i stałości wiary oraz moralności” (§9), „w każdej okoliczności być i okazywać się prawdziwie katolikiem” (§19), „według zasad cywilizacji czysto chrześcijańskiej” (§19), „zasady zaś przestrzegane ściśle chrześcijańskie” (§20). Dobitnie to widać w encyklice potępiającej Sillon, Notre charge apostolique. Brak ustępstw w dziedzinie doktrynalnej, nawet w najmniejszym punkcie to główna cecha, która pozwala odróżnić akcję katolicką od pół czy ćwierćkatolickiej różnych liberałów i innych miękkich katolików, którzy niekiedy starają się godzić rzeczy zupełnie ze sobą sprzeczne.

Niestety my, Polacy-katolicy, z konsekwencji nie słyniemy od dawna:

[…] o ile jesteśmy wyraźni, a nawet jaskrawi w tem, co wypływa z naszego temperamentu, o tyle chwiejni, niewyraźni i bezbarwni w rzeczach wypływających z zasad. […]

Od czasu ks. Kajsiewicza niewiele się u nas pod tym względem na lepsze zmieniło… i dziś, na ogół biorąc, nie grzeszymy konsekwencyą, zwłaszcza my, Polacy-katolicy, i łatwiej u nas podobno o konsekwentnych demokratów przeróżnych odcieni, konsekwentnych liberałów lub bezwyznaniowców, niż o konsekwentnych katolickich działaczy.

N.H., „Kardynalny błąd naszej akcji” „Myśl Katolicka”, rok II (1909), nr 16, s. 121

A szczególnie nasza inteligencja:

Prawda, że ogół naszej inteligencyi, pół i ćwierć-inteligencyi z logicznego myślenia nie słynie. W umysłach naszych poczciwych katolików dziwnie się kojarzą i żyją w przykładnej zgodzie – nieraz bardzo długo – największe błędy i niedorzeczności z przeciwnemi im prawdami.

Ks. K. Majewski (członek Sodalitium Pianum), List otwarty do ks. I. Charszewskiego, „Myśl Katolicka”, rok III (1910), nr 11, s. 104

Widzimy to wyraźnie w polskim środowisku sedewakantystycznym, o czym już kilka razy pisaliśmy na łamach „Myśli Katolickiej” (podsumowanie tutaj). Dlatego w swej działalności Stowarzyszenie im. Ks. Zygmunta Goliana wiernie będzie się trzymać zasady katolickiej, całej, czyli integralnej. Trzymać się będziemy z dala i potępiać wszelkie inicjatywy starające się łączyć zasady katolickie z zasadami niekatolickimi, jak ekumenizm (włącznie z „tradiekumenizmem” praktykowanym przez różne środowiska „przywiązane do tradycji”), liberalizm, laicyzm, skrzywiony nacjonalizm, neutralność religijną.

Uważamy, że programy możliwe do pogodzenia z zasadami religii katolickiej należy korygować tak, aby stały się w pełni katolickie, jak to proponowali polscy katolicy integralni[1].

Ludzi błądzących o dobrej woli trzeba przekonywać do prawdy katolickiej, a nie do półprawd, proponując „rozwiązania przejściowe” jak lefebryzm czy inne „tradycjonalizmy”, będące trującą mieszanką zasad katolickich z zasadami gallikańskimi i liberalnymi. Ludzi złej woli i zacietrzewionych, po próbie przekonania, należy zostawić ich własnemu losowi i polecać w modlitwie: „A gdziekolwiek by was nie przyjęli, i nie słuchali, wychodząc stamtąd, otrząśnijcie proch z nóg waszych, na świadectwo im” (Mk VI, 11). Przyczyną wielu ustępstw jest właśnie fałszywie pojmowana miłość bliźniego i wprost fałszywa tolerancja oraz pobłażliwość.

II. Nasze warunki: tu i teraz

Jak naucza nasz święty Patron, Pius X, akcja katolicka, czyli dobroczynna działalność katolików w społeczeństwie przez wieki różne przybierała formy, „stosownie do potrzeb każdego narodu i warunków poszczególnych każdego kraju” i „zależnie od czasów” (Il fermo proposito §8-10). Dlatego i dziś plan praktyczny musi wziąć pod uwagę aktualnie panujące warunki.

Lecz by się w nich rozeznać trzeba roztropności, cnoty najważniejszej w działaniu człowieka, cnoty, która polega na „rozumnym zastanowieniu się nad tym, co należy robić, aby dojść do zamierzonego celu”[2]. Obok zatem spojrzenia integralnie katolickiego na wszystko zamierzamy się kierować właśnie roztropnością. Jedną z jej integralnych części jest zmysł rzeczywistości[3], czyli umiejętność znalezienia się w świecie nas otaczającym, takim, jaki jest tu i teraz, a nie jakimś urojonym czy idealnym.

Trzeba tu wziąć pod uwagę nasze narodowe wady, które w obecnych czasach rewolucyjnych tylko uległy pogłębieniu, stan sprawy katolickiej w Polsce dawniej i dziś, to, co zostało zrobione oraz to, co zostało zaniedbane.

Za obecny fatalny stan sprawy katolickiej u nas my, Polacy, jesteśmy sami sobie w dużej mierze winni. Jak widzieliśmy wyżej, Polak-katolik jest z reguły niekonsekwentny, nie żyje w zgodzie z zasadami, które wyznaje, a nawet wśród zasad, którymi się kieruje, dopuszcza przeciwieństwa, a nawet sprzeczności.

Jesteśmy ponadto przesadnie tolerancyjni, liberalni i połowiczni. Na te wady utyskiwali katolicy integralni już ponad sto lat temu, choćby na łamach „Myśli Katolickiej”:

My, Polacy-katolicy, zawsze chorowaliśmy i chorujemy na brak zmysłu katolickiego. Pod względem zasad katolickich bierne i ślamazarne społeczeństwo nasze jest szczególniej… mętne. To też wiele rzeczy niewłaściwych, któreby raziły Niemca-katolika lub Hiszpana-katolika – nie rzuca nam się nawet w oczy i nie razi nas. Nic dziwnego, że liberali i wszelkiego rodzaju ateusze coraz bardziej sobie „używają” w kraju katolickim i gospodarują nawet w świątyniach Pańskich. Fakt taki właśnie zaznaczam.

T. Fopp, „Z Krakowa”, w: „Myśl Katolicka”, rok III (1910), nr 27, s. 207 (fragment artykułu przytoczony przez nas już tutaj)

A jednak my, Polacy, posiadamy ogólną wadę charakteru, utrudniającą nam drogę doskonalenia się. Pomijając ten szkopuł odnośnie do zajęć natury materyalnej, do pracy zarobkowej, pragnę tu zwrócić szczególną uwagę to nasze niedomaganie pod względem umysłowo-psychicznym.

Jest to, powtarzam, ogromna wada charakteru, czyniąca nas w dziedzinie zasad religijno-moralnych połowicznymi. Należąc do narodu, który wzrósł, zmężniał, został oświecony i ucywilizowany dzięki katolicyzmowi, tkwimy w nim przeważnie siłą tradycyi i przyzwyczajenia, lecz najmniej – przekonania. Wyjątkowo tylko zdajemy sobie sprawę z obowiązku, jaki na nas względem Kościoła ciąży, co do obrony przed atakami i zasadzkami wrogów, które od czasu walk religijnych nie tylko nie osłabły, lecz owszem, prawie z dniem każdym stają się czelniejsze i podstępniejsze.

L.M.S., „Połowiczni katolicy” (cz. I), „Myśl Katolicka”, rok IV (1911), nr 15, ss. 142-143

Nie jest to miłe, lecz, jak wiadomo, tylko na zrozumieniu przyczyn zła można oprzeć skuteczną pracę nad jego wykorzenieniem. Jak każdy człowiek ma swoje wady i zalety, swój charakter, tak też jest z narodami. My musimy rozwijać nasze, polskie zalety i walczyć z naszymi, polskimi wadami.

Wiadomym jest faktem, że modernizm spustoszył całkowicie nasz kraj i naród, opanowując całkowicie hierarchię od czasów Soboru Watykańskiego II, a lud za sprawą hierarchii. Katolicyzm liberalny w postaci różnych grup „przywiązanych do tradycji” posiada licznych zwolenników, jako wygodne rozwiązanie zachowujące jakieś pozory wierności modernistycznej hierarchii przy jednoczesnym trzymaniu się, mniej lub bardziej wiernym, doktrynie i praktyce Kościoła.

Czy jednak ci, którzy całkowicie odcięli się od modernistów, w zgodzie z doktryną Kościoła, postępują całkowicie po katolicku? Jak mądrze powiedział pewien człowiek, który od niedawna jest sam sedewakantystą, w naszym środowisku panuje jakieś dziwne przekonanie, że wystarczy uznać wakat Stolicy Apostolskiej i to wszystko. Idzie się do nieba, albo przynajmniej „jest się Kościołem”. Tak niestety myślą niektórzy sekciarscy liberałowie zarzucający nam „uderzanie w jedność wierzących”, rozbijanie Kościoła w Polsce czy nie wiadomo co jeszcze, gdy jak katolicy integralni czasów dawniejszych odcinamy się od publicznego ośmieszania sprawy katolickiej i postępowania sekciarskiego i liberalnego w naszym własnym obozie.

W Polsce sam „apostolat” sedewakantystyczny i dzieła sedewakantystów się skompromitowały. Tyle wysiłków straconych na popieranie i zakładanie różnych nie do końca katolickich stron internetowych i organizacji. Panuje brak odpowiedzialności za słowa i czyny oraz dyletantyzm, zwłaszcza w Internecie (w tym na fejsbuku). A gdy trzeba coś rzeczywiście zrobić, by temu zaradzić, daje się we znaki nasza typowo polska bierność nawet u ludzi skądinąd poczciwych.

Tym wszystkim wadom i tej sytuacji trzeba zaradzić w sposób skuteczny, a niestety na niektórych katolików nie można liczyć. Nie zniechęcamy się przeto, pomni na słowa naszego świętego Patrona (Il fermo proposito §11):

Jeżeli duch nie będzie tak usposobiony [w prawdziwej pobożności, męskich cnotach, czystych obyczajach, życiu przykładnym], nie tylko trudno przyjdzie nakłaniać innych ku dobremu, lecz wprost niemożliwe będzie działać z prostą intencją i zabraknie sił, by znosić wytrwale przykrości, które są następstwem każdego apostolstwa; jak potwarze przeciwników, oziębłość i brak pomocy samych nawet ludzi zacnych, czasami wreszcie zazdrość przyjaciół i towarzyszy walki, przebaczalne wprawdzie, zważywszy słabość natury ludzkiej, lecz wielce szkodliwe i przyczynę niesnasek, starć i kłótni wewnętrznych.

III. Główne ogólne zasady praktyczne

1. Konieczność organizacji

Katolikom często brakowało ducha solidarności, który z kolei charakteryzuje wrogów Kościoła. Ten brak widzieli katolicy integralni, o czym można się przekonać czytając ich prasę[4]. Jedność zalecali Papieże, zwłaszcza zwracając się do organizatorów akcji katolickiej. Pisał o tym m.in. św. Pius X w Il fermo proposito: „tworząc z nich zastęp silny i zwarty” (§ 12, cf. § 20).

Jest to remedium zwłaszcza konieczne na nasz polski indywidualizm i dyletantyzm. E. Orzeszkowa tak pisała o usiłowaniach zatrzymania polskiej inteligencji, „emigracji zdolności”, przed wyjazdem z Litwy:

Co czynić? – Są to istotnie góry trudności, dla których przekopywania lub przenoszenia trzebaby potężnych wysileń zbiorowych, jednomyślnych i wytrwałych. Lecz po wielokroć, gdy o tem w Warszawie i gdzieindziej rozmawiałam z mężami, narodowi przewodniczącymi, słyszałam, że prace zbiorowe są dla nas niepodobnemi, ponieważ jesteśmy narodem indywidualistów. Każdy z osobna, każdy na swoją rękę i każdy ku swojej chwale i korzyści.

List E. Orzeszkowej do ks. Czeczotta, współpracownika „Myśli Katolickiej”, w: „Myśl Katolicka”, rok III (1910), nr 34, s. 339

Tak też wygląda sprawa w polskim szeroko rozumianym środowisku sedewakantystycznym. Niektórym bardzo nie podoba się to, co się dzieje, ale mają tylko mglisty pomysł na to, jak temu zaradzić, gdy zaś trzeba się wziąć do pracy i zorganizować, niejeden woli pamiętać osobiste urazy i odwrócić się, niż robić to, co trzeba w obecnej sytuacji: stworzyć silną i zjednoczoną grupę jako podstawę nowej, zdrowej kaplicy.

2. Do kogo się zwracamy: najpierw nasz obóz

Tę konieczność zwrócenia się najpierw do swoich, do katolików, narzuca porządek miłości[5]. Przypominali też o tym wielokrotnie Papieże. Takie było podejście nieustępliwych, ultramontan, katolików integralnych.

O. Jacek Woroniecki podkreśla to w U podstaw kultury katolickiej:

Jak częstym błędem naszych poczynań katolickich jest zbyt wyłączne zwracanie uwagi na wrogie nam obozy, a niedostateczne zajmowanie się życiem religijnem w naszym własnym obozie, niedostateczne dbanie o pogłębienie go i nadanie mu mocniejszych form organizacyjnych![6]

W polskim sedewakantystycznym obozie zbyt wiele wysiłków idzie na nawracanie modernistów i lefebrystów, na czcze polemiki i dyskusje, przy jednoczesnym zaniedbaniu formacji religijnej i doktrynalnej. I tu kolejna myśl polskiego dominikanina, którą już przytaczaliśmy:

Kto chce przodować, innych uczyć i nimi kierować, ten musi najpierw nad sobą̨ popracować i odpowiednio się wykształcić, aby nie być ślepym wodzem. U nas, gdzie wykształcenie religijne tak nisko stoi, ci wszyscy, którzy w akcji katolickiej udział biorą, powinni nieraz poważnie zapytać samych siebie, czy w dziedzinie nauki wiary posiadają̨ dostateczne przygotowanie do tej pracy, jakiej się podjęli; a jeśli odpowiedź nie wypadnie na ich korzyść, powinni choćby kosztem największych wysiłków odebrać na własne potrzeby trochę tego czasu, który nieraz tak wspaniałomyślnie oddali na potrzeby innych; powinni też i na przyszłość zawsze nieco czasu dla siebie zarezerwować, aby móc dopełnić w wykształceniu to, czego w niem brakuje, i pracować nad ciągłym jego rozwojem. Choć w ten sposób na swą pracę społeczną mniej czasu będą mogli poświęcać, praca ta będzie jednak stokroć owocniejsza i trwalsza. Jednym z najważniejszych rezultatów gruntowniejszego przygotowania się do akcji katolickiej naszych pracowników na tem polu, będzie zachęcenie do niej wielu jednostek dobrej woli i nieraz może nieźle przygotowanych, które dotąd trzymały się na uboczu, zrażone bezpłodnym miotaniem się tylu katolickich działaczy, nie posiadających gruntownego wykształcenia i przygotowania.[7]

Swą działalnością, m.in. na łamach „Myśli Katolickiej”, Stowarzyszenie im. Ks. Goliana zwraca się przede wszystkim do samych sedewakantystów, a także tych, których zraziło „bezpłodne miotanie się katolickich działaczy” sedewakatystycznych oraz sposób postępowania ks. Trytka i do tej pory trzymali się z dala. Nasza grupa poważnych katolików chce rozpocząć od nowa, z nową kaplicą.

3. Każdy według swych zdolności

Tak, jak Akcja Katolicka musi być dostosowana do czasów i miejsca (jw.), tak też każdy musi być na swoim miejscu. Musi być hierarchia, a przywódcą ten, który najlepiej potrafi przewodzić.

W przeciwnym nam sedewakantystyczno-liberalnym obozie każdy sobie zakłada jakąś stronę i już jest „redaktorem naczelnym”. Mnożą się strony i bractwa. W akcji katolickiej nie potrzeba samych prezesów i naczelników, potrzeba wszystkich, każdego według jego własnych sił, ale do tego trzeba znać samego siebie i być karnym. Św. Pius X w Il fermo proposito odnośnie Kościoła napisał:

Wszyscy, zaprawdę, w Świętym Kościele Bożym jesteśmy powołani ku temu, aby tworzyć to jedyne ciało, którego głową jest Chrystus; „ciało to ściśle złączone – jak naucza święty Paweł apostoł – i dobrze uporządkowane we wszystkich spojeniach, a to na zasadzie właściwej czynności każdego członka, skąd ono czerpie swój wzrost własny i doskonali się pomału w więzach miłości” (Ef 4, 16).

[…] każdy według łaski, jaką otrzymał od Boga według swego stanu i zajęcia, według gorliwości, jaka zapala jego serce.

Analogicznie w każdym organizmie, jak na przykład nasze Stowarzyszenie. W sensownej i zorganizowanej akcji katolickiej potrzeba i ludzi bardziej wykształconych, inteligentniejszych, i prostaczków. Każdy się przyda. Na konkretnym przykładzie prowadzenia strony jak nasza wygląda to tak: kto ma większe zdolności, może pisać własne teksty, kto zna języki, tłumaczyć, kto nie ma ani specjalnych zdolności pisania, ani odpowiedniej wiedzy, ani znajomości języka może przepisywać teksty. Ale można też przecież pracować nad swoimi zdolnościami, nabywać różne sprawności. Lecz do tego nie wystarczą same dobre chęci.

Od członków i współpracowników naszego Stowarzyszenia wymaga się: pracy nad charakterem, męstwa, roztropności, wielkoduszności, dyscypliny, a także powagi wymaganej przez sprawę, wzorowego życia chrześcijańskiego, zwłaszcza w tym, co dotyczy obowiązków stanu. Nie przekracza to możliwości żadnego katolika, tym bardziej, że Bóg obiecuje łaskę tym, którzy Go o nią proszą.

4. Grupa wzorowych katolików stanowiąca trzon akcji katolickiej

Tak, nasze Stowarzyszenie chce być grupą wzorowych katolików stanowiących trzon akcji katolickiej w Polsce. Nie chcemy być kojarzeni z tym, co już krytykowaliśmy na łamach naszej strony. Ciągle przed oczyma mamy następujące słowa św. Piusa X, naszego Patrona, przytoczone przez wybitnego szwajcarskiego apostoła Chrystusowego królowania:

Kto należy do Kościoła? Żywi. W Kościele znajdują się trzy kategorje ludzi. Żywi, śpiący i umarli. Według piętna, jakie jedni albo drudzy nadają całości, mamy parafje żywe, śpiące lub umarłe. Żywą parafją jest ta, która ma świeckich Apostołów. Pius X w rozmowie z kardynałami zapytał: Co w czasach dzisiejszych jest najpotrzebniejsze? Katolickie szkoły, powiedział jeden; więcej kościołów, rzekł drugi; więcej księży, wtrącił trzeci. Wtedy zabrał głos papież: „To, czego w tej chwili najwięcej brak w każdej parafji, to kilku świeckich ludzi cnotliwych, wykształconych, pełnych odwagi – prawdziwych Apostołów!”. Nie wszyscy chodzą równie szybko. Większość lubi krok powolny. Muszą być tacy, którzy idą naprzód, musi działać taka liga dobrego przykładu, grupa przodowników, pociągająca innych za sobą. Kilku mężczyzn, kilku młodzieńców, kilka kobiet, kilka panien, natchnionych Duchem Świętym, niewielka liczba, ale oddana całkowicie. Tych kilku decyduje o przyszłości parafji. Oni są motorem akcji katolickiej. O nich trzeba Boga prosić. Reszta przyjdzie sama.[8]

Tak zaś pisała „Myśl Katolicka” o palącej kwestii zakładania związków parafialnych we Francji:

Niepodobna nawet wyobrazić sobie takiej parafii, w której proboszcz nie zdołałby wyszukać dwóch, trzech gorliwych katolików, całkowicie oddanych Kościołowi, by z nich wytworzyć to jądro zdrowe przyszłego związku. Należy odwiedzić gorliwszych parafian, pomówić z nimi na osobności, przedstawić im doniosłość położenia, zachęcić do czynu, a dopiero, upewniwszy się o ich dobrej woli i gotowości służenia Kościołowi, zaprosić wszystkich na ogólne zebranie, na którem już szczegóły akcyi można zainicyować wspólnie i omówić.

Należy wystrzegać się pokusy spraszania wielu członków. Lepiej jest mieć ich mniej, ale uświadomionych dobrze, koniecznie praktykujących i naprawdę dbających o dobro Kościoła. Tacy, co przyjdą w związku katolickim szukać siebie, niewiele dla akcyi katolickiej uczynią i raczej potem stanowić będą przeszkodę i balast. […]

Po szczęśliwym zawiązaniu Koła związku parafialnego i po jeszcze szczęśliwszem uniknięciu dopuszczenia do niego ludzi nieodpowiednich, należy dobrze się zastanowić, co jest najpilniejszą potrzebą, by związek z zadania swego jak najlepiej mógł się wywiązać.

Z działu: „Echa z kraju i zagranicy, „Myśl Katolicka”, rok I (1908), nr 11, s. 84

I to można zrealizować dziś. Taką grupę dobrze urobionych religijnie mężczyzn można znaleźć przy każdej kaplicy sedewakantystycznej i zwykle to ta właśnie grupa jest prawą ręką kapłana, nie tylko zapewnia służbą ołtarzową i scholę, ale i pomaga kapłanowi w organizacji różnych wydarzeń w życiu kaplicznym.

Taka grupa ma też inną, ważną rolę. W tekście pt. „Dlaczego dobrzy kapłani zostawiają złe wrażenie?” ks. Antoni Cekada zaleca duchownym wyznaczenie odpowiednio przygotowanych i towarzyskich osób, których zadaniem byłoby zagadnąć nowych, by ci czuli się swobodnie w sedewakantystycznej kaplicy, wyjaśniając sprawy teoretyczne i praktyczne związane z obecnym posoborowym kryzysem w Kościele, „sedewakantyzmem”, etc. Jak wyjaśnia ks. Cekada, „uniemożliwi to parafialnym awanturnikom czy lokalnym aparycjonistom i mistykom rzucanie się na biednego przybysza”.

Muszą to być „wyborowe zastępy katolików” (Il fermo proposito §7), o których tak dalej mówi św. Pius X (§11):

Wszyscy więc ci, którzy są powołani do kierowania lub którzy się poświęcili popieraniu akcji katolickiej muszą być wypróbowanymi katolikami, mocno przekonanymi w swej wierze, dobrze obeznanymi w rzeczach religijnych, szczerze oddanymi Kościołowi, a w szczególności tej najwyższej Stolicy apostolskiej i Namiestnikowi Jezusa Chrystusa na ziemi; ludźmi prawdziwej pobożności, męskich cnót, czystych obyczajów, życia tak nieskazitelnego, by służyli wszystkim jako przykład skuteczny.

5. Podporządkowanie duchownym

Móc służyć Kościołowi to zaszczyt, a prawdziwa akcja katolicka świeckich zawsze była ściśle podporządkowana Kościołowi. Prezes Dzieła Kongresowego, hr. Paganuzzi, na kongresie w Neapolu (10-14 X 1883) tak mówił o duchu podporządkowania świeckich Kościołowi hierarchicznemu:

Trzeba, abyśmy byli przekonani o kilku rzeczach: po pierwsze, że wielki to zaszczyt dla nas świeckich móc służyć Kościołowi; po drugie, że nie Kościół nas, ale my Kościoła potrzebujemy; po trzecie, że nie tylko powinniśmy podporządkować się duchowieństwu, przyjmując jego rozkazy i nie sprzeciwiając się jego zamiarom, ale winniśmy mu wiele więcej, bo miłość, uszanowanie, wdzięczność. A wreszcie, że do stowarzyszeń powinniśmy wstępować i brać w nich udział, nie dla czego innego, jak z ducha ofiarnego[9].

Choć obecne okoliczności są istotnie inne od tamtych, z powodu utraty autorytetu przez całą hierarchię Kościoła, świeccy powinni chętnie i wielkodusznie pomagać duchownym w ich nadprzyrodzonej misji.

Błędnie jednak rozumuje wielu sedewakantystów, zwłaszcza mniej skorych do zastanowienia się nad tym, przypisując sedewakantystycznym duchownym jurysdykcję, której nie mają[10]. Trzeba szanować duchownych, to prawda. Trzeba im pomagać, to wielka prawda. Nie jest to jednak podporządkowanie się tego samego rodzaju, co to, które należy się Kościołowi hierarchicznemu.

W czasach posoborowej rewolucji wszędzie, również w Polsce, potrzeba kapłanów, którzy staną na wysokości zadania. Zacząć trzeba od uczenia wiary, wykorzeniania błędów religii modernistycznej, sentymentalnej, fideistycznej oraz udzielania ważnych sakramentów. Jest to nieodzowne, by odbudować społeczeństwo katolickie[11]. Stowarzyszenie im. Ks. Goliana jest gotowe być podporą dla takich kapłanów, ową silną i zwartą grupą „parafialną”, na której bezkompromisowy duchowny będzie się mógł oprzeć.

6. Polityka

Stowarzyszenie im. Ks. Goliana jest stowarzyszeniem katolickim, o celach religijnych, zwłaszcza formacyjnych. Nie ma celów politycznych.

Lecz zwłaszcza mężczyźni, z natury przeznaczeni do dbania o dobro wspólne (w rodzinie, w państwie), powinni być politycznie urobieni. Dlatego formacja doktrynalna w naszym Stowarzyszeniu obejmuje również katolicką naukę dotyczącą polityki, ekonomii i tematów pokrewnych oraz zdrową filozofię polityczną. Jak pisaliśmy w tekście o podstawach akcji katolickiej wg. magisterium św. Piusa X:

I pod tym względem sytuacja jest dziś w Polsce podobna (choć gorsza, nie ma wątpliwości). Polityka jest areną walki różnych rewolucyjnych frakcji, a katolik nie ma za bardzo możliwości uczestniczenia w niej bez wystawiania na szwank wierności zasadom katolickim. Jednak do życia politycznego trzeba się przygotowywać, teoretycznie, przez formację doktrynalną, i praktycznie, przez ćwiczenie się zwłaszcza w roztropności. A ponieważ w Polsce w chwili obecnej nie ma takiej organizacji katolickiej, która by miała za choćby jeden z celów poważne przygotowanie do polityki nasze Stowarzyszenie im. Ks. Goliana pragnie zapełnić tę poważną lukę.

W odpowiednim czasie i temu tematowi poświęcimy łamy „Myśli Katolickiej”.

7. Cnota religijności

Stowarzyszenie im. Ks. Goliana nie jest (kolejnym) bractwem modlitewnym, używanym przez sekciarzy do odróżniania tych, którzy są „pobożni” i mają „pokorę” oraz „miłość bliźniego” od tych, którzy są „pyszałkami”.

Lecz akcja religijna, która jest celem naszego Stowarzyszenia, nie jest czynnością czysto ludzką. Wymaga więc pomocy Bożej, nadprzyrodzonej, a cnotą tu właściwą jest cnota religijności, wiążąca nas z Bogiem.

W Podręczniku Akcji Katolickiej czytamy, że urobienie religijne polega na „przygotowaniu człowieka do wypełniania obowiązków względem Boga”[12] i wymaga „zapobieżenia błędnej pobożności lub sprostowania jej wadliwego kierunku”[13].

Błędna religijność ma różne przejawy: sentymentalizm religijny, zewnętrzność obrzędowa, egoizm religijny[14]. Polska uczuciowość w dużej mierze przyczyniła się do rozpowszechnienia u nas sentymentalizmu religijnego, fideizmu oraz do szybkiego rozprzestrzenienia się po Soborze Watykańskim II modernizmu. Stowarzyszenie pracuje więc także nad wykorzenieniem tych wypaczeń u swoich członków i tych, na których może wpłynąć.

Nie ma lepszego środka wywierania dobrego wpływu na innych, również w tej dziedzinie, niż dobry przykład. O tym było już trochę wyżej (II. 4). Wszyscy chrześcijanie wezwani są do świętości, ale tym bardziej członkowie akcji katolickiej[15].

IV. Kilka kwestii bardziej szczegółowych

1. Znajomość osobista

O konieczności zjazdów członków stowarzyszeń katolickich pisał św. Pius X w Il fermo proposito (§21). Jest to rzecz naprawdę najwyższej wagi. Członków Stowarzyszenia im. Ks. Goliana łączą nie tylko więzy wiary, ale i koleżeństwa, a nawet przyjaźni. Nie sposób utrzymać tego stanu rzeczy bez spotkań osobistych. Są to spotkania towarzyskie, podczas posiłków, gdy rozmawiamy o różnych rzeczach. Są to też wspólne wyjazdy (do tej pory: pielgrzymka na Jasną Górą, podczas której widzieliśmy dwie dawne siedziby „Myśli Katolickiej”, wyjazd na grób ks. Zygmunta Goliana, wycieczka w Tatry). Są to też przede wszystkim spotkania formacyjne, podczas których przedstawiany jest wykład na wcześniej zakomunikowany temat, tak, aby inni uczestnicy mogli się do niego przygotować i by tym owocniejsza była dyskusja po wykładzie.

Ci, którzy chcą ściślej z nami pracować na polu akcji katolickiej muszą być nam znani osobiście. Dotyczy to również dobrodziejów sprawy katolickiej w Polsce, o czym niżej.

2. Nieco o naszej działalności internetowej

Obecnie działalność zewnętrzna Stowarzyszenia im. Ks. Goliana skupia się głównie na prowadzeniu strony „Myśl Katolicka”. Jak w całej naszej działalności, tak i w tej za wzór bierzemy sobie katolików integralnych, a konkretnie ich prasę, która umacniała w pojęciach czysto katolickich umysły swych czytelników nie tylko poprzez doktrynę, ale także polemikę.

Na naszej stronie nie ograniczamy się do tekstów cudzych: przepisanych czy przetłumaczonych. Piszemy również teksty własne, w tym polemiczne i komunikaty wywołane danymi okolicznościami, problemami czy pytaniami dnia dzisiejszego.

Na łamach „Myśli Katolickiej” nie chcemy po prostu przekazywać prawdy byle jak, bez metody, ale podchodzimy do tego wychowawczo. Mamy na uwadze zwłaszcza to, że przeciętny człowiek dziś nie ma nawet minimum dyscypliny umysłowej, by bez szkód korzystać z Internetu. Dlatego za wzór i w tym bierzemy sobie roztropność naszego Boskiego Mistrza, który stopniowo nauczał prawd Bożych, odpowiednio do zdolności umysłów swoich słuchaczy[16]. I św. Paweł mówi o strawie dla dziecka i strawie dla dorosłego (I Kor. III, 2).

Wszystkie teksty na naszej stronie, zarówno własne, jak i przepisane oraz tłumaczenia są poważne. U nas nie ma i nie będzie oderwanych cytacików, memów, hasełek, obrazków, etc. Jest to metoda bardzo szkodliwa, rozpraszająca, rozrywkowa, a katolikom dziś potrzeba jeszcze większej dyscypliny, podjęcia się poważnego, gruntownego, systematycznego studium, oczywiście odpowiednio do zdolności każdego. Trzeba na przykład przeczytać całą encyklikę, by ją dobrze pojąć, zrozumieć jej główne przesłanie, okoliczności, by się przejąć jej duchem. Te różne atrakcyjne memy, nawet z cytatami Papieży, świadczą o powierzchowności dzisiejszych katolików, których wiara rozumna ogranicza się do krótkich twierdzeń i haseł i utrzymuje powierzchowność religijną.

Ważymy każde słowo. Na pewno nie ma i nie będzie w „Myśli Katolickiej” tekstów wątpliwej prawowierności i ośmieszających sprawę, jak na niektórych innych stronach sedewakantystycznych i na fejsbuku. Czasu tracić na próżne dyskusje na forach i na fejsbuku nie będziemy[17]. Kto ma pytanie, może je zadać w komentarzu na stronie (zgodnie z zasadami wyłożonymi tutaj), a najlepiej się z nami skontaktować i spotkać osobiście. Chętnie podejmujemy dyskusję z ludźmi poważnymi z dobrą wolą.

Za każde słowo bierzemy odpowiedzialność, nie uciekamy przed nią, jak tylu innych, gdy im się zwróci uwagę na błąd czy nieroztropność.

3. Krytyka i polemiki

Nasz Patron, Papież św. Pius X napisał (Notre charge apostolique):

Doktryna katolicka uczy nas, że podstawowy obowiązek miłości bliźniego nie polega na tolerowaniu fałszywych idei, niezależnie od tego, jak szczere by były, ani na teoretycznej czy praktycznej obojętności na błędy i wady, w jakich widzimy uwikłanych naszych braci… Co więcej, sam Chrystus Pan, tak pełen dobroci wobec grzeszników, którzy zbłądzili, nie wyrażał szacunku wobec ich fałszywych przekonań, niezależnie od tego, jak bardzo szczere mogły się one wydawać. Kochał ich wszystkich, pouczał ich jednak, aby ich nawrócić i zbawić.

Stowarzyszenie im. Ks. Goliana, m.in. na łamach „Myśli Katolickiej”, trzyma kielnię i miecz: kielnię do budowania (zdrowa doktryna) i miecz do walki (z przeciwnikami i katolikami liberalnymi), jak to wspaniale powiedział ultramontanin, ks. Stagraczyński[18].

Każdy ma swoje grzechy i niedoskonałości i one nas nie interesują, o ile pozostają w dziedzinie prywatnej, a każdy powinien ich żałować, wstydzić się ich i nad nimi pracować. Gdy natomiast katolicy połowiczni, liberalni publicznie obnoszą się z życiem nie po katolicku, albo biorą się za taką czy inną formę akcji katolickiej (choćby na fejsbuku), trzeba to zganić. „Si palam res est, repetitio injuria non est: «Nie wyrządza się szkody mówiąc co każdy wie». Tym bardziej więc nie może być obraźliwe mówienie o naszym bliźnim tego co on sam co chwila mówi o sobie”[19]. Czy hańbę i wstyd przynoszą ci, którzy to krytykują, czy nie raczej ci, którzy to popełniają?

Nie będziemy się zwłaszcza wahać ganić tych, którzy wstydem i hańbą okrywają w Polsce i za granicą środowisko sedewakantystyczne. Wymaga tego troska o dobre imię nie szkodników, którzy sami odbierają sobie prawo do dobrego imienia, ale o dobre imię poważnych i uczciwych sedewakantystów, którzy szczerze starają się żyć po katolicku i wierzyć po katolicku.

Tych zaś, którzy odsądzają nas od braku „dobroci ewangelicznej”, „miłości bliźniego”, odsyłamy do zacytowanej przed chwilą pochwalonej przez Stolicę Apostolską książki ks. Sarda y Salvany, Liberalizm jest grzechem[20].

4. Pseudonimy

Stowarzyszenie im. Ks. Goliana nie jest anonimową grupą ludzi. Z powodu jednakże nieprzyjemnej atmosfery i obecności szkodliwych i niehonorowych ludzi wśród polskich sedewakantystów od początku używamy w naszej działalności internetowej pseudonimów. Naszym nowym współpracownikom to wyjaśniliśmy, więc wyjaśniamy to i tu dla ewentualnych przyszłych zainteresowanych współpracą.

Z pseudonimów korzystamy dokładnie z tych samych powodów, dla których katolicy integralni w prasie integralnie katolickiej i w korespondencji prywatnej używali ich sto lat temu: z powodu wrogów wewnętrznych Kościoła, ale i zwykłych szumowin, które nie potrafią prowadzić polemiki, nawet w obronie swych własnych niekatolickich, półkatolickich czy ćwierćkatolickich poglądów, lecz podejmują się tylko ataków osobistych, niekiedy wręcz haniebnych.

Nie ukrywamy się, łatwo nas znaleźć i poznać.

5. Cnota ofiarności

Akcja katolicka nie jest biznesem, a nam daleka jest kapitalistyczna mentalność niektórych działaczy katolickich, którzy chcą zarabiać na „apostolstwie świeckich”.

Stowarzyszenie im. Ks. Goliana ma w planach różne dzieła, a przede wszystkim uznało w obecnych okolicznościach za konieczne rozpoczęcie od nowa, czyli powstanie nowej kaplicy. To będzie wymagało środków finansowych, które odpowiednio zostaną rozdysponowane, gdy nadejdzie stosowna chwila. Ofiarności wymaga się od członków naszego Stowarzyszenia, lecz by zacząć od nowa potrzeba także wsparcia innych ofiarnych katolików. Tym, którzy już w bardzo konkretny sposób wyrazili chęć pomocy w powstaniu nowej kaplicy niech Bóg wynagrodzi zawczasu.

V. Zakończenie

Bóg nie odmawia swej nadprzyrodzonej pomocy tym, którzy Go szczerze miłują i Mu wielkodusznie chcą służyć. Lecz łaski „się nie czuje”, dlatego robimy wszystko tak, jakby od nas tylko zależało, pamiętając jednak, że we wszystkim to od Boga zależy koniec. Ipsius sunt tempora et saecula. On jest Panem czasów i świata. W apostackiej i modernistycznej Polsce chcemy po prostu być odpowiednimi narzędziami w rękach wszechmocnego Boga.

Choć spotkały nas już za to różne ataki, my będziemy wiernie kroczyć drogą katolicyzmu integralnego, ośmieszanego przez niektórych pseudointegralnych działaczy sedewakantystycznych. „Niestety, dziś trzeba w pracy publicznej wybierać między nienaruszalną całością zasad katolickich, a liczbą stronników”[21]. My wybraliśmy nienaruszalną całość zasad katolickich.

Stowarzyszenie im. Ks. Zygmunta Goliana

Przypisy:

[1] A konkretnie o. Pius Przeździecki, jasnogórski paulin oraz założyciel i duchowy opiekun sióstr redaktorek pierwotnej „Myśli Katolickiej”, który przed I wojną światową wzywał polskich biskupów, by autorytatywnie wypowiedzieli się w sprawie programu Narodowej Demokracji, który nie był do pogodzenia z religią katolicką (o. Jan Mazur, Tygodnik „Myśl Katolicka” (1908-1914). Problemy religijne, społeczne i polityczne, Wyd. Naukowe Papieskiej Akademii Teologicznej, Kraków 1994, s. 47). Natomiast polscy sedewakantyści postępują dziś odwrotnie: zamiast poprawić swój program tak, aby był w pełni katolicki, Katolicki Instytut Narodowo-Rojalistyczny Christus Rex usunął ze swej nazwy przymiotnik „katolicki”. Co by św. Pius X powiedział? Odsyłamy raz jeszcze do Notre charge apostolique.

[2] O. Jacek Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, tom II/1, KUL, Lublin, 1986, §35.1, s. 16.

[3] Ibid., §36.1, s. 33.

[4] Oto jeden przykład, który znajduje się na naszej stronie: „Do naszego obozu. Solidarność”, „Myśl Katolicka, rok III (1910), 23, ss. 226-227.

[5] Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, q. XXVI.

[6] Nakł. Naczelnego Instytutu Akcji Katolickiej, Poznań, 1935, s. 35.

[7] Przewodnik po literaturze religijnej i pokrewnych dziedzinach filozofji i nauk społecznych, wydanie II, Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań, 1927, s. 15.

[8] Ks. prał. Robert Mäder, Katolikiem jestem!, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1929, s. 77.

[9] Ks. prał. Franciszek Olgiati (pod red.), I discorsi di Giambattista Paganuzzi (Przemówienia Jana Chrzciciela Paganuzziego), wyd. Romolo Ghirlanda, Mediolan, s. 153; cyt. za: ks. Ludwik Civardi, Podręcznik Akcji Katolickiej,tom I. Zasady: Naczelny Instytut Akcji Katolickiej, II wydanie znacznie rozszerzone, Poznań, 1939, s. 248.

[10] Problem ten został wyjaśniony w tekście „Kopista kopiście nierówny oraz aprobata władzy duchownej dziś”.

[11] Żyjący w XIX wieku, wieku rewolucyjnym, Ludwik kard. Pie powiedział: „Wszystko trzeba zacząć od nowa, aby utworzyć lud chrześcijański. Nie stanie się to za pomocą cudu czy całej serii cudów. Stanie się to albo poprzez posługę kapłańską, albo w ogóle się nie stanie i wówczas społeczność przepadnie”.

[12] Ks. Ludwik Civardi, Podręcznik Akcji Katolickiejtom I. Zasady: Naczelny Instytut Akcji Katolickiej, II wydanie znacznie rozszerzone, Poznań, 1939, s. 62.

[13] Ibid.

[14] Ibid.

[15] Ibid., s. 63.

[16] Ks. dr Antoni Witkowiak, Propedeutyka teologii katolickiej, Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań, 1960, s. 157.

[17] Jak to czynią katolicy powierzchowni i połowiczni: „t.j. tacy, co, nie rozumiejąc swego wielkiego posłannictwa i zaszczytu, jaki im daje przynależność do św. Kościoła powszechnego, do Wiary jedynie prawdziwej, – marnują perły prawdy Bożej, trwoniąc je w mętach swej gadatliwości, lekkomyślności, ignorancyi i nierozsądku” (L.M.S., „Połowiczni katolicy” (cz. I), „Myśl Katolicka”, rok IV (1911), nr 15, ss. 142-143). Dziś jest takich legion, zwłaszcza w Internecie.

[18] Słowo od Redakcji „Tygodnik Katolicki”, rok XI, nr 1 z 7 stycznia 1871, ss. 1-2.

[19] Ks. Feliks Sarda y Salvany, Liberalizm jest grzechem, WERS (Poznań, 1995), Roz. XX. Liberalizm a miłość bliźniego w polemikach, s. 93.

[20] Zwłaszcza do rozdziałów XIX-XXIII.

[21] „Ogólny rys akcyi katolików w życiu publicznem”, „Myśl Katolicka”, rok I (1908), nr 37, s. 290.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s