O „mentalności sekciarskiej” i jej przyczynie [Komunikat Stowarzyszenia im. Ks. Goliana]

Musimy się pogodzić z tym pewnikiem, że, jak nie wszystko jest złotem, co się świeci, tak samo nie wszyscy są katolikami (rzymskimi, integralnymi), za jakich uchodzą.

Ludomir S., „Niepopularność «Myśli Katolickiej»”, „Myśl Katolicka”, rok VII (1914), nr 29, ss. 226-227

Ponieważ „pewnik” ten niestety sprawdza się i dziś, włącznie z polskim środowiskiem sedewakantystycznym, kilka razy zwróciliśmy uwagę na ten problem na łamach nowej „Myśli Katolickiej”, dokładnie jak to robiła pierwotna „Myśl Katolicka” ponad sto lat temu.

Temu „pewnikowi” poświęcony był zwłaszcza nasz czwarty komunikat zatytułowany „Katolicyzm integralny a sedewakantyzm. przeciwko dalszym wypaczeniom [Komunikat SKG]” z 20 sierpnia 2018. Podaliśmy tam kilka najnowszych tylko przykładów.

Tego samego dnia jeden z „bohaterów” komunikatu ogłosił następującą intencję modlitewną:

Co do fanatyzmu, to sprawa jest trochę skomplikowana, bo przed fanatyzmem przestrzega też daleki nam ideowo Bergoglio, więc niełatwo będzie się można porozumieć co do znaczenia tego terminu. Tym bardziej, że jeden z najbliższych współpracowników ks. Trytka również uważa się za „fanatyka”, więc wątpimy, by w przytoczonej intencji o niego akurat chodziło:

Zgadzamy się jednak co do mentalności sekciarskiej. Nas również ona odstręcza i dlatego w pierwszym przypisie wspomnianego komunikatu zwróciliśmy uwagę na istnienie „liberalnej kliki o sekciarskim myśleniu”.

Wydaje się nam jednak, że prawda i sprawiedliwość wymagają określenia tego, kto naprawdę ma mentalność sekciarską i kto ją szerzy. W tym celu poddajemy pod rozwagę następujące fakty, a potem omówimy to, co wydaje się nam być przyczyną, jeśli nie główną, to jedną z ważniejszych, „sekciarskiej mentalności” obecnej w kaplicy ks. Trytka.

I. Przykłady mentalności sekciarskiej

Mówiliśmy już o prywacie uprawianej przez duszpasterza i jego klikę złożoną z narodowo-radykalnych „separatystów rasowych” oraz kilku pań w Komunikacie Stowarzyszenia im. Ks. Goliana ws. Ks. Rafała Trytka.

Oto ważniejsze przykłady tej prywaty o znamionach sekciarskich:

1. Najpierw zakładanie Ruchu Christus Rex jesienią 2013 r. Zakładając ten ruch (pierwotnie Katolicki Instytutu Narodowo-Rojalistyczny Christus Rex), razem z wywodzącymi się z narodowo-radykalnego środowiska T. Jazłowskim i M. Mikłaszewskim, ks. Trytek swoim autorytetem kapłańskim poparł go publicznie. Ale niektórym wiernym później osobiście go o to pytającym odradzał przynależność do tego ruchu, a gdy jeden wierny zwrócił księdzu uwagę, że cała ta banda od Ruchu Christus Rex jest niepoważna, ksiądz nie był nawet pewny, czy ich program jest w całości godny poparcia… Także inni poważni wierni zwracali księdzu uwagę na całą tę ekipę Katolik-Ruch Christus Rex-Tenete Traditiones, podając przykłady nie do końca katolickich treści zamieszczanych na stronach tej ekipy (Katolik – Głos Tradycji, Christus Rex, Tenete Traditiones).

Sekciarstwo polega tu na zakładaniu publicznego dzieła, podczas gdy wierni nie są do końca poinformowani, czy to dzieło dobre, czy nie, jednym się mówi to, innym co innego. Ostatecznie bp Sanborn kazał księdzu wypisać się z tego ruchu, ale ks. Trytek nic nie powiedział na ten temat publicznie i dlatego wierni katolicy nadal mogą należeć albo interesować się tym ruchem, który opiera się na mało katolickiej ideologii (gdzie katolicyzm jest niejako tylko przypinką do różnych „rewolucjonerów”, głównie zagranicznych). Do tej pory w serwisie Youtube dostępne są filmy ze zjazdu założycielskiego. Duchowny odcinający się od publicznego dzieła, któremu wcześniej publicznie udzielił poparcia powinien uczynić to publicznie i poprosić o usunięcie publicznie dostępnych materiałów. Ich obecność w przestrzeni publicznej sprawia wrażenie nadal trwającego publicznego poparcia.

2. Przystąpienie do Instytutu Rzymsko-Katolickiego (IRK). Fakt przystąpienia ks. Trytka do tego Instytutu, co było zaskoczeniem niemałym dla chyba wszystkich poważnych wiernych, był ogłoszony na początku września 2017 r. na stronie Organizacji Monarchistów Polskich, a następnie na stronach Katolik i Tenete Traditiones. Na stronie samego ks. Trytka informacja ta pojawiła się dopiero w grudniu.

Poważni sedewakantyści powątpiewali w tę przynależność (uważając ją za jakieś nieporozumienie, niekoniecznie kłamstwo) z tej prostej przyczyny, że ks. Trytek ani przed tym przystąpieniem, ani po (i to po dziś dzień) nie trzyma się niektórych punktów dyrektoriów obowiązujących w tym Instytucie (a są one dostępne na stronie Katolik – Głos Tradycji). Nie posiada do dziś biuletynu, dzięki któremu mógłby rzetelnie informować swoich wiernych o wszystkich wydarzeniach duszpasterskich (nie informuje się wcale, albo używa się do tego stron wątpliwej jakości). Udziela sakramentów notorycznym turystom liturgicznym, różnym ludziom chodzącym tu i ówdzie (do FSSPX, na indult, a nawet na adorację novus ordo), co przecież jest zakazane przez wspomniane dyrektoria (dla złośliwych interpretatorów faktów: oczywiście trzeba ludziom wyjaśniać stanowisko sedewakantystyczne, nie tylko odmawiać sakramentów, ale tego się w Polsce nie robi). Podobnie ze strojami nie zawsze odpowiednimi (pod różnymi względami) – dyrektoria również są w tym punkcie wymagające, a poważni wierni są niekiedy bardzo zgorszeni tym, co widzą.

Jeden z członków naszego Stowarzyszenia rozmawiał o tych sprawach z ks. Trytkiem 1 października 2017 r., zapowiadał założenie jakiegoś poważnego stowarzyszenia, proponował pomoc m.in. z założeniem biuletynu, ale wiązało się to z wymaganiami: odcięcia się od narodowo-radykalnej hałastry (chodziło konkretnie o trzy osoby) i stosowanie się do tych dyrektoriów, jeśli to prawda, że ks. Trytek został członkiem IRK. Ks. Trytek wówczas ani nie potwierdził swego członkostwa, ani nie zaprzeczył. Ponieważ wątpliwość pozostała, zaczekano więc z poinformowaniem przełożonego o tym stanie rzeczy do momentu, gdy oficjalna informacja o tej przynależności pojawiła się na stronie ks. Trytka (dopiero) w grudniu. Niestety od tamtej pory sytuacja w tej sprawie nie zmieniła się ani o jotę.

Całe to zamieszanie z wstąpieniem do IRK nosiło znamiona prywaty. Informowali o tym monarchiści-kapitaliści z Wrocławia i skompromitowani ludzie z Gliwic, a wierni znający praktyki duszpasterskie ks. Trytka nie byli w stanie w to uwierzyć.

A rozmowa z 1 października 2017 r. nie była jedyną tego rodzaju, gdy próbowano ks. Trytkowi pomóc, wymagając tylko odcięcia się od skompromitowanych ludzi i postępowania otwarcie, czyli po katolicku, oraz spójnie z (podobno) przyjmowanymi zasadami IRK.

3. Zakłada się potajemnie jakieś bractwa religijne. Założono ich do tej pory chyba cztery, jedno już nie istnieje (św. Michała Archanioła). W nieistniejącym, a wymaganym przez dyrektoria Instytutu Rzymsko-Katolickiego, biuletynie nie są ogłoszone te bractwa, a w ogłoszeniach w kaplicy też nic o nich nie słychać. Powstają przy tym coraz to nowe strony internetowe (nie tylko tych bractw) powołujące się na autorytet ks. Trytka, chyba po to, żeby każdy aktywista mógł się tytułować „redaktorem naczelnym”.

4. Tajne rekolekcje nad Bugiem w 2017 r. Ks. Trytek znany jest z brania udziału w różnych inicjatywach narodowych radykałów od 12 lat, a rekolekcji dla swoich wiernych nie wygłosił ani razu od 12 lat. Nie jest to oczywiście ścisły obowiązek kapłana, tym bardziej pozbawionego misji kanonicznej od biskupa (dziś nikt takiej nie ma). Nie spodziewamy się nie wiadomo czego, ale jeśli ma się czas na różne inicjatywy okołopolityczne, to wypada znaleźć go trochę na ściśle religijne, zwłaszcza tak ważne, jak rekolekcje. W ubiegłym roku odbyły się jednak pierwsze rekolekcje, lecz nie dla zwykłych wiernych z krakowskiej kaplicy, ale dla któregoś z tych bractw modlitewnych, o czym wierni ks. Trytka mogli się dowiedzieć z Internetu i to po fakcie. Czyż to nie sekciarskie?

5. Tajne Msze. Ubiegłej zimy niektórzy wierni ks. Trytka pokątnie dowiedzieli się, że jest jakaś Msza w Warszawie i to regularnie. Potem okazało się, że są to Msze w co najmniej dwóch różnych mieszkaniach, u jakichś pań, które od niedawna są sedewakantystkami i tak naprawdę to nie do końca wiadomo, w co wierzą… W Przemyślu też była jakaś Msza odprawiana w tym czasie, a wierni nie byli nawet sedewakantystami… Czy to wszystko jest po katolicku?

Okazało się, że panie się pokłóciły i cała warszawska „inicjatywa” (a raczej inicjatywy) upadła. Na Węgrzech dzieje się to prawidłowo i wszystko się rozwija wspaniale. We Włoszech, o czym mówiliśmy, ogłasza się nowe miejsca, gdzie odprawiana jest Msza po katolicku. W innych krajach podobnie. Czy w Polsce naprawdę nie da się tak samo?

To, że w Polsce nie da się robić tak, jak na Zachodzie, że duchowni na Zachodzie tego nie rozumieją, usłyszeliśmy niegdyś sami od duszpasterza sedewakantystów w Polsce. Nas to bardzo zaskoczyło, wręcz zgorszyło. Trochę czasu od tamtej pory minęło i widzimy, że rzeczywiście jest to zasada naczelna polskiego „apostolatu”: u nas się nie da, jak na Zachodzie… Jak takie myślenie rozbraja męstwo konieczne w walce religijnej i moralnej, świadczy opinia zarządcy wrocławskiego oratorium, który napisał do naszej Redakcji (po publikacji komunikatu ws. ks. Trytka), że „dzięki tym rozmowom [z ks. Trytkiem] może zrozumieć dlaczego u nas nie jest, jak na zachodzie itp”. My jesteśmy zdania przeciwnego i utrzymujemy, że w Polsce mamy potencjał większy, niż w niejednym kraju na Zachodzie czy Południu (to kolejny dowód naszego „antypolonizmu”). Ale potrzeba nam kapłana bezkompromisowego, a nie takiego, który pozwala wiernym chodzić do FSSPX, gdy mają za daleko na Mszę non una cum (potwierdzą to także przynajmniej niektórzy nasi przeciwnicy).

6. „Pierwsza pielgrzymka wiernych katolików z Polski do Rzymu”. Ten nieprawdopodobny ewenement opisaliśmy w komunikacie ws. pewnych aktywistów skupionych wokół ks. Trytka. W czasie, gdy po ostatnich dwóch poważnych rozmowach z ks. Trytkiem, odbytych 1 października 2017 i 23 grudnia 2017 r., czekaliśmy na jakąś poprawę sytuacji i przygotowywaliśmy wszystko do założenia Stowarzyszenia im. Ks. Goliana duszpasterz wszystkich sedewakantystów w Polsce planował prywatną, tajną wycieczkę do Rzymu dla wybranych. Nigdzie nie było żadnego ogłoszenia, na stronie Katolika była tylko notka o „przerwie technicznej”, utrzymujący kapłana wierni nie tylko z Krakowa nic o tym nie wiedzieli.

Co gorsza, ks. Trytek w niedzielę z powodów zdrowotnych Mszy ledwie zaczętej nie skończył, ale i tak wsiadł do samolotu wieczorem i z „narodowymi radykałami”, współpracownicą strony Ultramontes i kilkoma paniami (w tym ekumenistką chodzącą na adorację novus ordo) poleciał do Rzymu. W całym ówczesnym zamieszaniu spowodowanym przez nieskończoną Mszę oraz przez jednej pani próbę zrobienia „nabożeństwa zastępczego” (obowiązek niedzielny to Msza), znowu pokątnie, wyszło na jaw, że planowana była także inna Msza tego dnia w Krakowie o 14:00. Czy do niej doszło, nie wiadomo… ale to tylko pogłoska, i to nie było ogłoszone.

Trzeba być pozbawionym wstydu, by po czymś takim informować cały świat o „pierwszej pielgrzymce wiernych katolików z Polski do Rzymu”, co uczynił ks, Trytek oraz gliwiccy katolicy pseudointegralni.

I choć ks. Trytek sugerował, że bilety były szybko kupione:

Wykorzystując okazje związane z szybkim zakupem biletów lotniczych i noclegów […]

http://www.legitymizm.org/rzymskie-serce

Redaktor Naczelny Tenete Traditiones pisał:

[…] na katolickiej Pielgrzymce wiernych z Polski i Irlandii (o której cokolwiek by nie rozpowiadali wrogowie Kościoła katolickiego w Polsce, wszyscy Wierni katolicy dobrze wiedzieli, i to na kilka miesięcy przed jej rozpoczęciem), […]

http://tenetetraditiones.blogspot.com/2018/05/komunikat-redakcji-strony-tenete.html

Przez kilka miesięcy spiskowano, a ponieważ znaczna część wiernych ks. Trytka nie wiedziała o tej „pielgrzymce”, ma to pewnie oznaczać, że nie są oni „wiernymi katolikami”. Czy to nie sekciarstwo?

Jak twierdzi jeden z uczestników pierwszej pielgrzymki (i przez pewien czas „współtwórca” strony Tenete Traditiones), podobno planowana jest kolejna dla „wszystkich wiernych katolików” z Polski:

Widać, że osoba z modernistycznego forum ma więcej zmysłu katolickiego, niż wszyscy „pielgrzymi” razem wzięci: pielgrzymkę się ogłasza przed, a nie po.

Wyobraźmy sobie jeszcze analogiczną sytuację w novus ordo: proboszcz wybiera się na tajną zagraniczną pielgrzymkę z szemranym towarzystwem, przed którym poważni i poczciwi ludzie przestrzegali księdza. A potem wraca i się tym chwali publicznie w Internecie. Czy nie byłoby skandalu na całą Polskę?

7. Rocznica święceń ks. Trytka. Zamiast zerwać ze skompromitowanymi ludźmi ks. Trytek z czasem tylko zacieśnia z nimi współpracę. Mało tego, w ostatnich mniej więcej dwóch latach pojawiły się kolejne „panie”. W tym roku gliwiccy aktywiści i owe panie zorganizowali z okazji rocznicy święceń ks. Trytka wyjście do restauracji i jakieś prezenty. Przy składaniu życzeń i wręczaniu prezentów wyproszono wiernych, którzy od wielu lat finansowo wspierają ks. Trytka, mówiąc, że to wydarzenie jest „tylko dla wybranych” (cytujemy). Sekciarska mentalność się coraz głębiej zakorzenia, i to pomimo naszych ostrzeżeń.

Dla poważnych katolików (nie tylko z SKG) to wszystko jest po prostu nie do zaakceptowania. Ciągle ta narodowo-radykalna hałastra, jakieś panie, wycieczki, bractwa, „dla wybranych” – czy to nie jest świadectwem „sekciarskiej mentalności”?

II. Przyczyna omawianej mentalności sekciarskiej: brak wychowania religijnego

Te konkretne przykłady sekciarskiego zamykania się w gronie niepoważnych, a nawet skompromitowanych „wybranych” (znowu: cytujemy) zmuszają do zastanowienia się nad przyczyną tego tak silnie zakorzenionego zjawiska.

Odpowiedź znajdziemy już w „Myśli Katolickiej”, która narzekała na nasze nikłe albo tylko powierzchowne zainteresowanie sprawami religii. Jesteśmy bardzo często tylko zwyczajowo przywiązani do katolicyzmu. Ewentualnie czysto przyjacielskie stosunki łączą nas z osobą kapłana.

Właśnie to, co łączy całą tę ekipę narodowo-radykalnych aktywistów i tych nowych pań to to, że mają małe wymagania wobec swego duchownego. Ten duchowny nie musi nic robić, wystarczy, że poprze taką czy inną nawet nie do końca katolicką inicjatywę, że pojedzie odprawić Mszę potajemnie w mieszkaniu, że wyjedzie na wycieczkę nad Bug albo za granicę, a resztę czasu klika na fejsbuku, polecając na okrągło jakiegoś motupropriowego duchownego… Bogu dzięki, że chociaż Mszę odprawia codziennie.

Z drugiej strony, poważni wierni są pozbawieni mentalności sekciarskiej. Wymagają wychowania religijnego, formacji doktrynalnej, wedle zdolności kapłana. Do tego naprawdę nie trzeba wiele.

Natomiast ks. Rafał Trytek od lat nie wykazuje się szczególną troską o wychowanie religijne swoich wiernych.

1. Przygotowanie do sakramentów. O ile wiemy, nigdy nikogo nie przygotowywał do sakramentów. Ci, którzy byli na różnych bierzmowaniach w minionych latach widzieli, że sakramentu tego udziela się ludziom, którzy nigdy wcześniej, ani nigdy później nie pojawili się w krakowskim oratorium na Mszy. W tym roku pojawiło się pierwsze od 12 lat ogłoszenie mówiące o przygotowaniu do bierzmowania. A czy ks. Trytek w ogóle planował jakieś przygotowania? Z tego, co wiadomo, przyszli bierzmowani mieli się przygotowywać we własnym zakresie, bez pomocy kapłana. I podobnie z innymi sakramentami, znamy konkretne przykłady.

2. Nieprzygotowane kazania. Nie trzeba być magistrem teologii, ani profesorem filozofii, by widzieć, że ks. Rafał Trytek od lat prawie w ogóle albo wcale nie przygotowuje kazań. Zwracano Księdzu na to uwagę prywatnie, niejednokrotnie, więc jest świadom, że te kazania nierzadko noszą cechy pomieszania, głoszone są w duchu fideistycznym, niektóre sprawy są w nich źle wyjaśniane, a nawet niekiedy zawierają błędy. Radzono przy tym, by przestano nagrywać kazania, a ponadto by usunięto opublikowane, bo trudno będzie teraz ocenzurować tylko te, które tego wymagają. Dwa konkretne błędy z kazań na łamach „Myśli Katolickiej” już sprostowaliśmy nie podając jednakże ich źródła[1].

W żadnym wypadku nie uważamy ks. Trytka za heretyka. Wydaje się nam, że dzieje się tak po prostu z ogólnego niedbalstwa i braku przygotowania, na pewno nie ze złej woli. M.in. zbyt dużo czasu Ksiądz spędza na fejsbuku (o czym przypis drugi).

3. Brak rekolekcji. Wspomnieliśmy już o tym a propos tych „pierwszych” nad Bugiem. Naprawdę nie mamy wyjątkowych oczekiwań, wiemy, że ćwiczenia duchowne są czymś trudnym do przygotowania. Ale czy to zbyt wiele prosić o przygotowany choć jeden wykład w Adwencie i jeden w Wielkim Poście. Lecz i to trzeba by starannie przygotować, żeby nie wyszło tak, jak z kazaniami.

Zamiast zacząć pracę duszpasterską od przygotowywania kazań i uczenia katechizmu, czyli od podstaw, robi się różne nadzwyczajne rzeczy: pielgrzymki, akcje z narodowcami (i to tymi z mniej poważnych), wycieczki, głosi się akty, zakłada bractwa… Nie dziw, że u nas znajomość religii tak mocno kuleje, o czym się można przekonać rozmawiając z niektórymi wiernymi.

Zakończenie

I nas odstręcza ta „mentalność sekciarska”, ale widzimy ją gdzie indziej, niż ks. Trytek. Opiera się ona w polskim środowisku sedewakantystycznym na kumoterstwie, wydarzeniach „dla wybranych”, jakichś znajomościach i nie ma nic wspólnego z wiarą, troską o jej czystość i postępowaniem po katolicku. „Apostolatem” zarządza nie ksiądz, a jakaś klika złożona z narodowych radykałów i jakichś pań.

To właśnie naszych przeciwników mentalność sekciarska powoduje, że oskarżają nas o „antyklerykalizm” podczas gdy to my, i inni poważni wierni niekoniecznie związani z naszym Stowarzyszeniem, zwracaliśmy uwagę ks. Rafałowi Trytkowi na to, że nie ma on żadnego autorytetu w oczach ludzi poważnych nie dlatego, że atakują go środowiska LGBTQ, ale dlatego, że zadaje się z ludźmi skompromitowanymi i po prostu niepoważnymi. Sedewakantyzm w Polsce jest pośmiewiskiem w oczach poważnych indultówców i lefebrystów, a niektórzy tego albo nie widzą, albo nie rozumieją, co jest tego przyczyną[2].

Poważni sedewakantyści nawet proponowali pomoc. Bezskutecznie. Liczy się tylko kumoterstwo z aktywistami bardziej nacjonalistycznymi niż katolickimi oraz paniami, które przede wszystkim potrzebują katechizmu i wykładów, a nie jeszcze więcej modlitw i pielgrzymek. Wiara się rodzi ze słuchania, nie z obecności na Mszy i długich wystawień Najświętszego Sakramentu. Misjonarze od tego zaczynali: od cywilizowania ludów pogańskich i uczenia ich wiary. Niemożliwe jest, by człowiek przychodzący z modernizmu czy lefebryzmu miał religijnie wszystko uporządkowane, potwierdzi to każdy kapłan prowadzący normalny apostolat. Konieczna jest poważna i systematyczna formacja religijna, zwłaszcza katechizm, a niewielu to robi z własnej inicjatywy. To powinno być pierwszą troską kapłana. W krakowskim oratorium nie ma ani normalnego życia kaplicznego w postaci wspólnych dyskusji i posiłków (pomoc w ich organizowaniu też proponowano ks. Trytkowi kilka razy), ani żadnego wychowania religijnego.

Znowu pojawi się zarzut, że odciągamy „maluczkich” od kapłana, który najchętniej wysuwają ci, którzy nie żyją po katolicku i publicznie (w Internecie) się z tym obnoszą[3]. Odpowiedzieliśmy już na niego w komunikacie ws. ks. Trytka: ci, którym się wydaje, że przez nas ludzie odejdą albo nie przyjdą niech się zastanowią, dlaczego ludzie odchodzą i tak mało ludzi przychodzi. Nie ma u nas nauki religii, każdy wierzy, w co chce i chodzi do sakramentów tam, gdzie chce i kiedy chce. Od poprawy w tej dziedzinie trzeba zacząć, a przyjdą ludzie. Kilka lat temu pewien wierny, sedewakantysta dłużej niż wszyscy członkowie naszego Stowarzyszenia, powiedział jednemu z nas, że ks. Trytek wszystko robi tak, żeby to nie szło, żeby cały ten „sedewakantyzm” się w Polsce nie rozwijał. I my doszliśmy do tego samego wniosku.

Ktoś z kolei może powie, że brudy pierze się u siebie. Po pierwsze, większość z tych rzeczy to fakty publiczne. Po drugie, my próbowaliśmy wiele razy zwracać uwagę na te sprawy prywatnie. Inni też podejmowali próby prania brudów w domu, ale stracili wiele proszku (i nerwów). Jedynym, który może tu posprzątać jest ks. Trytek, a on wszystko robi na opak. Ostatnio nawet ośmieszającego cały sedewakantyzm w internetowych dyskusjach, piszącego paskudne ataki osobiste w Internecie, wzywającego do pobicia, poddającego w wątpliwość ważność spowiedzi innych ludzi bierze Ksiądz na ministranta, a gadzinówka o nazwie Katolik – Głos Tradycji wzięła z powrotem do redakcji (chyba za te niebywałe zasługi). Czy ks. Trytek naprawdę nie się nie zastanawia, jak to wygląda w oczach ludzi poważnych? Natomiast wierni, którzy sprzeciwiają się prywacie, szkodliwej działalności różnych aktywistów, tradiekumenizmowi, szerzeniu zamętu poprzez promowanie szkodliwych treści (nie są to żadne „potknięcia” czy „niedoskonałości”) są szykanowani, szkalowani i na różne sposoby atakowani, z których najłagodniejszym jest wymienianie ich imiennie w intencjach modlitewnych o „pokorę i powrót na drogę miłości bliźniego”. Przypomina to sekciarskie praktyki ostracyzowania.

Zamiast wyprać to wszystko, sytuacja tylko się pogarsza przez całe to sekciarstwo. Dlatego od pewnego czasu uważamy, że jedynym rozwiązaniem jest zupełnie nowa kaplica. Uważają tak i inni, dłużej niż my, ale na swój sposób (źle) do tego podchodzą. Nie przyniosą skutków żadne indywidualne inicjatywy różnych pań starających się u takiego czy innego biskupa o księdza. Trzeba się zjednoczyć, pod wodzą zwartej grupy, jak w innych miejscach, gdzie dzieje się to prawidłowo, i rozpocząć od nowa, bo cała ta dotychczasowa sytuacja jest już po ludzku nieuleczalna, a wielokrotnie nie tylko my zwracaliśmy na nią uwagę prywatnie (na wszystkie wymienione wyżej i inne rzeczy). W tej chwili mamy grupę większą od grupy, która zaczynała od zera cztery lata temu na Węgrzech (po tym, jak pożegnano się z tworzącymi problemy dziwakami). To najpierw musi powstać zwarta i poważna grupa, bo ksiądz z nieba nie spadnie i na ślepo nikt do Polski nie przyjedzie. A gdyby we wprost cudowny sposób jakiś lefebrysta w Polsce zdecydował się w końcu odciąć się zupełnie od modernistów to niech wie, że w Polsce jest grupa poważnych ludzi, która nie chce mieć nic wspólnego z sekciarstwem, „separatyzmem rasowym”, narodowo-radykalnymi aktywistami, ale potrzebuje normalnego kapłana, który będzie nam przewodnikiem, nauczycielem, mistrzem, na wzór Boskiego Mistrza z Nazaretu. W czasach porewolucyjnych kard. Pie powiedział:

„Wszystko trzeba zacząć od nowa, aby utworzyć lud chrześcijański. Nie stanie się to za pomocą cudu czy całej serii cudów. Stanie się to albo poprzez posługę kapłańską, albo w ogóle się nie stanie i wówczas społeczność przepadnie”.

W czasach posoborowych w Polsce potrzeba kapłanów, którzy staną na wysokości zadania. Nasze Stowarzyszenie jest gotowe być podporą dla takich kapłanów.

Stowarzyszenie im. Ks. Zygmunta Goliana
W wigilię św. Andrzeja
29 XI 2018

Przypisy:

[1] Prostowaliśmy następujące dwa błędy:

1. „Herezja publiczna ma skutki prawne, zwłaszcza w Kościele…” (kazanie z wiosny b.r.) w tekście „Sprostowanie kilku błędnych pojęć o tezie z Cassiciacum”.

2. „[Apostołowie] roznosili Jego Ewangelię po obcych sobie światach, nie mając z reguły zbyt dobrego wykształcenia, ale mieli za to Ducha Świętego” (kazanie z 17 VI 2018) w tekście: „Czy Apostołowie byli niedouczeni, niewykształceni, ignorantami?”.

Inne przykłady wzięte zasadniczo z pamięci:

Któregoś razu ks. Trytek powiedział, że w pewien sposób Chrystus zjednoczył się z każdym człowiekiem, nie pamiętamy, czy przez Wcielenie, czy przez Zmartwychwstanie, czy Wniebowstąpienie. Słyszeliśmy w tym echo słów Wojtyły zawartych w Redemptor hominis i zdaje się w którymś tekście Soboru Watykańskiego II.

„Zbawienie które jest od Jezusa Chrystusa jest zbawieniem na Krzyżu, w Męce Pańskiej, i Kościół który Chrystus założył jest owocem Krzyża Świętego, jest niejako sakramentem w którym można zjednoczyć się z Jezusem Chrystusem. Nie jest jednym z siedmiu Sakramentów, w sensie ścisłym, ale można go tak nazywać”. Kazanie dostępne na stronie Katolika – Głosu Tradycji i Tenete Traditiones. Przypomina to słowa soborowej konstytucji Lumen gentium: „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (roz. I, §1); „ustanowił Kościołem, aby ten Kościół był dla wszystkich razem i dla każdego z osobna widzialnym sakramentem owej zbawczej jedności” (roz. II, §9).

W kazaniu z 17 kwietnia 2016 r. ks. Trytek mówił o św. Józefie i zmartwychwstaniu Pana Jezusa w sposób tak zagmatwany, że wychodziło na to, że to św. Józef witał P. Jezusa w niebie: [8:20] „Po swoim Zmartwychwstaniu Pan Jezus wstąpił do nieba i tam na Niego już oczekiwał, oczywiście, pamiętamy, św. Józef. Nie tylko Jego Bóg, Jego Ojciec, nie tylko Duch święty, ale św. Józef…”. [9:04] „I tenże św. Józef po swojej śmierci oczekiwał, po swoim zmartwychwstaniu, oczekiwał w niebie na Chrystusa i czekał aż Ten, aż Ten przyjdzie… jego dusza czekała aż przyjdzie do niego Pan Jezus i będą się razem radowali”.

W co najmniej dwóch różnych kazaniach wygłoszonych w ostatnich kilkunastu miesiącach wierni usłyszeć mogli, że niedoskonały akt żalu zmienia się podczas spowiedzi w doskonały akt żalu.

W kazaniu z ostatniej niedzieli, ostatniej w roku kościelnym: „Będzie się okazywało bardzo często, że ci, którzy, wydawałoby się, że stoją na mocnych nogach w wierze i są mocno przekonani, że tacy będą upadać. I na odwrót, ludzie, którzy nie wydawali się herosami wiary, okażą się mocni na tyle w wierze, by nie upaść, by wytrwać do końca”. Ta szkodliwa dla rozwoju życia duchowego myśl przewija się nierzadko w kazaniach ks. Trytka: nie jest tak, jak się wydaje, jest odwrotnie, słabi w wierze wytrzymają, mocni upadną, etc. Zwłaszcza nasze czasy powszechnej apostazji i błędów wymagają silnych charakterów i silnej wiary, bowiem im silniejsza wiara, tym pewniej ostanie się w przeciwnościach.

Co roku, po kilka razy, ks. Trytek mówi o „okresie zwykłym” w roku liturgicznym podczas gdy to wymysł modernistów, którzy w ten sposób spowszednili rok liturgiczny.

Ks. Trytek często przedstawia na kazaniach „miękki katolicyzm”, „katolicyzm bez właściwości”. Nic dziwnego, skoro mówi, że u nas nie da się tak, jak na Zachodzie i wierni w to wierzą, i potem powtarzają…

[2] Jedną wielką kompromitacją jest to, co ks. Trytek robi na fejsbuku. Nie do pojęcia jest ciągłe lajkowanie motupropriowego duchownego o nazwisku Bałemba, nawet kilkadziesiąt razy w miesiącu. O Radio Spada wspomnieliśmy. Oto zaś kilka innych przykładów:

(Wprost skandaliczne jest zadawanie się z tym typem, nagrywanie z nim filmów i jeszcze szerzenie tych wywiadów i Mszy na tradiekumenicznej grupie fejsbukowej.)

Według poważnych wiernych (nie tylko z SKG) w ten sposób robi się pośmiewisko z godności kapłańskiej i z całego środowiska sedewakantystycznego. Przy okazji zwracamy uwagę na ciągłe zmiany pseudonimu fejsbukowego w ostatnich miesiącach: Rafał Trytek, don Rafael, Rafael don, Roman Augustyn, Augustyn Roman, obecnie Maksym Wenanty. Czy to wszystko na poważnie?

[3] Tu nie będziemy ich kompromitować, ale sami wstyd przynoszą sobie i całemu polskiemu środowisku sedewakantystycznemu. Zwrócimy tylko uwagę na to, że „separatyzm rasowy” zarządcy wrocławskiej kaplicy ks. Trytka raczej nie przyciągnie „maluczkich”: