Niepopularność „Myśli Katolickiej”

Od samego powstania Stowarzyszenie im. Ks. Goliana w swej działalności, m.in. na łamach (nowej) „Myśli Katolickiej”, trzyma się wiernie zasad katolicyzmu integralnego, biorąc sobie za wzór m.in. prasę integralnie katolicką z czasów pontyfikatu św. Piusa X. W Polsce była to oczywiście wydawana w latach 1908-1914 „Myśl Katolicka”.

Nie była to u nas popularna gazeta, ponieważ nieustępliwie stała na straży zasad katolickich. Ponieważ idziemy tym samym torem, co ona, i my nie spodziewamy się spektakularnych wyników. Lecz Bogu dzięki to do nas dołączają jedyne rozsądne osoby z naszego małego obozu. My nie uważamy, że u nas się nie da po katolicku. Nie uważamy, że trzeba być „łagodnym” dla liberałów i współczesnych moderantów. Uważamy, że prawdę katolicką trzeba głosić „w porę i nie w porę”, nawet jeśli to jest nieprzyjemne, czy to dla głoszącego ją („bo się narazi”), czy to dla słuchających jej (bo to zbyt wymagające). Nie kierujemy się w tym fałszywą miłością bliźniego, spolegliwością, tolerancją wobec błędu i ośmieszania naszej religii przez głupotę jej niektórych wyznawców. I wobec nas wysuwa się te same zarzuty, co wobec dawnej „Myśli”. Po prostu parzymy zwolenników „letniej” wody.

A.B.

Niepopularność „Myśli Katolickiej”

Czy potrzeba dowodzić tezy, zaznaczonej w tytule tego artykułu? Chyba nie… Aż nadto chyba dobrze znany to fakt każdemu z czytelników naszej „Myśli”, aby go mogło zdziwić twierdzenie powyższe. Nie każdy może tylko zastanawiał się nad przyczyną tego zjawiska, a jeśli i zdawał sobie z niego sprawę, to nie w całej rozciągłości. A jednak należy nam dotrzeć do rdzenia tej kwestyi. Jeżeli bowiem w medycynie postawienie trafnej dyagnozy, jako ułatwiające kuracyę, uważane jest za połowę dokonanego dzieła,– dlaczegoby w dziedzinie umysłowej dokładne wskazanie przyczyny niepopularności jakiego pisma nie mogło, jeśli nie usunąć, to przynajmniej umiejscowić niesprzyjających jego powodzeniu warunków, czyli, jak w danym razie, uwolnić nas od złudzeń, na kogo możemy, a na kogo nie możemy liczyć w popieraniu zbożnej pracy?

Z tego wychodząc przekonania, pragnę tu wypowiedzieć kilka uwag i spostrzeżeń, dotyczących znanej niepopularności „Myśli Katolickiej” wśród naszych ziomków i współwyznawców.

Zdawałoby się na pierwszy rzut oka, że, ponieważ społeczeństwo polskie jest z tradycyi, t. j. sukcesyjnie, katolickiem, więc wszystko, co dotyczy wiary jego ojców, tak chlubnie czynami bohaterskimi zapisanej w historyi, powinno je żywo obchodzić. W rzeczywistości jednak spotykamy co innego. Chociaż bowiem jesteśmy, jak i nasi przodkowie, natury żywej, wrażliwej, pochopnej do czynów odruchowych, obdarzeni pono inteligencyą bystrą, a więc interesujemy się różnorodnemi zjawiskami życia, niestety wszakże nie najdonioślejszemi…

Bo oto: obchodzą nas w pierwszej linii wszelkie nowinki, wylęgłe czy to na bruku miejskim, czy w danej okolicy, w sąsiedztwie; obchodzą nas (rozumie się, słusznie) wszelkie zamierzenia polityki wewnętrznej i zewnętrznej; obchodzą (także słusznie) wszelkie zmiany ekonomiczne w kraju i danej miejscowości, a nadewszystko dotyczące naszego i naszych blizkich dobrobytu i powodzenia; obchodzą wiadomości w kwestyi kształcenia dziatwy (bez związku jednak z wychowaniem religijnem); obchodzą nowości z literatury, zwłaszcza belletrystycznej, scenicznej, z mody i zwyczajów „wielkiego” świata; obchodzą sporty i zabawy, wycieczki i rozrywki, łowy i wyścigi; obchodzą sprawy sensacyjne, skandaliczne i ―tyle innych, związanych z „pożądliwością ciała, oczu i pychą żywota”. Gdzież tu więc jest miejsce na zajęcie się sprawą, wymagającą najgłębszego skupienia się w sobie, jaką być powinna dla nas troska codzienna o dobre, należyte wypełnienie obowiązków katolika?

Trzeba wyznać otwarcie, że troski tej pośród naszego ogółu polskiego prawie nie widać. Większość z nas spełnia wprawdzie jeszcze, jakby odruchowo, te obowiązki, uczęszczając do świątyń w niedziele i święta, pokazując się na procesyach Bożego Ciała, lub obchodząc zewnętrznie ważniejsze uroczystości kościelne; ale cóż, kiedy ta większość nie stara się wcielać w życie idei katolickiej, t. j. nie stosuje w praktyce nauk Kościoła poza murami świątyń! Sprawdzić to możemy na każdym niemal kroku…

Inteligencya nasza, idąc niewolniczo za prądem czasu, usiłuje omijać w życiu wszelkie zasady religijne. Ponieważ zaś jej przedstawiciele nie są częstymi gośćmi w domu Bożym, zwłaszcza podczas nauk, a z drugiej strony, nie czytują żadnych dzieł religijnych, więc zachować podstawy wiary mogliby jeszcze przez czytanie pism peryodycznych szczerze katolickich. Cóż jednak poradzić na to, że ostatnie nie przypadają im do smaku, tak znieprawionego, tak nawykłego do strawy umysłowej lekkiej, schlebiającej zmysłom?

I w tym fakcie tkwi sedno rzeczy – przyczyna główna niepopularności „Myśli Katolickiej”: pismo nasze nie bawi bezmyślnie czytelnika, nie łechce jego ambicyi i zachceń, ale poucza, wskazuje, prostuje poglądy, troszcząc się jedynie o to, aby poglądy te nie zbaczały od linii pionowej – prawdy katolickiej.

„Ale – powie kto może – wszak poza tłumem katolików bezkrytycznych, nominalnych, mamy jeszcze spore grono literatów i uczonych we wszystkich trzech zaborach, którzy są katolikami z przekonania, jak to widać z ich pism, broszur i artykułów. Dlaczego więc oni nawet sporadycznie nie figurują na łamach „Myśli Katolickiej”, ba, nawet w swych organach prasy nie wspominają o niej?”

Jest to fakt godzien zaznaczenia i zastanowienia. Interesowałem się tą kwestyą już od lat kilku i wreszcie doszedłem do nieoczekiwanych odkryć.

Od pierwszej chwili powstania „Myśli Katolickiej” uderzył mnie fakt namiętnego wystąpienia pewnej autorki katolickiej przeciw naczelnej dewizie tego pisma[1]. Następnie zauważyłem wojnę podjazdową, prowadzoną przeciwko „Myśli” w broszurach bezimiennych („O nazwę katolicką”), a także wycieczki niektórych pism tejże barwy. Ponadto zdziwiły mnie nieokreślone insynuacye przeciwko „Myśli” ze strony pewnego zdolnego publicysty, który artykuły swoje (w formie korespondencyi) pomieszczał w miesięczniku katolickim.

Sądząc, że te wycieczki są wynikiem jakiegoś nieznanego mi bliżej nieporozumienia, napisałem do rzeczonego miesięcznika raz, drugi i trzeci, prosząc o wyjaśnienie, ale takowego redakcya nie udzieliła mi wcale, pokrywając pytania moje wiele mówiącem milczeniem. Zato od wspomnianego autora dostałem odpowiedź jasną i kategoryczną: „Myśl Katolicka” jest pismem dewocyjnem, jakiego nam nie potrzeba, a nawet szkodliwem, bo psuje nam kontakt z żywiołami umiarkowanymi pod względem religijnym”.

Zrozumiałem, że „Myśl Katolicka” swoją gorącą wiarą parzy zwolenników „letniej” wody. Zrozumiałem następnie jeszcze lepiej, gdym się dowiedział od ludzi dobrze poinformowanych,  że ów publicysta jest katolikiem papierowym, w gruncie rzeczy liberałem, zaś ów miesięcznik katolicki jest przedstawicielem, jeśli tak wolno się wyrazić, lewicy katolickiej.

Z tego więc źródła wypływa druga przyczyna niepopularności „Myśli Katolickiej”. Pierwsza, jak widzieliśmy, pochodzi z ogólnej naszej, iście polskiej, obojętności na sprawy religijne (o ile nie zahaczają one poczucia narodowego); druga jest natury doktrynalnej. Musimy się pogodzić z tym pewnikiem, że, jak nie wszystko jest złotem, co się świeci, tak samo nie wszyscy są katolikami (rzymskimi, integralnymi), za jakich uchodzą.

„Myśl Katolicka” wzięła sobie za zadanie prostować drogę, wiodącą do poznania Prawdy przedwiecznej, jaką ma w swem posiadaniu tylko Kościół Katolicki, w osobie Biskupa Rzymskiego, czyli Papieża, który, jak pion, pomimo najgwałtowniejszych życiowych oscylacyi i perturbacyi swych owieczek, wskazuje zawsze centrum przyciągania, jakiem jest dla człowieka Bóg! Niestety, większość naszych imienników z pod sztandaru katolickiego wolałaby widzieć w „Myśli Katolickiej” nie pion, lecz chorągiewkę na dachu, bo ta ostatnia odpowiadałaby najlepiej współczesnym zmiennym prądom pojęć. Skoro jednak wiemy, że prawda nie tylko nie popłaca, ale nawet ludzi odstrasza, więc nie dziwmy się, że „Myśl Katolicka” tak mało ma zwolenników. Słusznie też powiedział sz. autor artykułu „Nie lawirujmy” („Myśl Katolicka” nr 7 z 1908 r.):

„Człowiek prawdy boi się, bo, nie zdając sobie z tego sprawy, czuje, że prawda obowiązuje; że z chwilą, kiedy poznamy prawdę, musimy ją przyjąć i pójść za nią. Im więcej zaś dana prawda tyczy się naszego „ja”, tem większy rodzi się w nas przeciw niej strach i bunt. Platon powiada: „Jeżeli chcesz ludziom prawdę mówić, przygotuj się na wielkie cierpienia”.

Otóż i „Myśl Katolicka” nie tylko jest na nie przygotowana, ale już ich dużo zaznała. Nie może się więc łudzić i co do blizkiej przyszłości. A jednak „tylko przez bój idzie się do zwycięstwa”! Ufajmy więc, że Ten, co zwyciężył świat, pomimo że ostatni chciał Go zetrzeć z oblicza ziemi, dopomoże i naszej „Myśli Katolickiej” do osiągnięcia większej popularności,―czyli, co na jedno wychodzi, do podbicia większej ilości swych braci pod słodkie jarzmo Chrystusowe.

Ludomir S.

Przepisała Monika. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok VII (1914), nr 29, ss. 226-227. Podkreślenia i przypis nowej „Myśli Katolickiej”:

[1] Chodzi o podtytuł oryginalnej „Myśli”: „Katolicyzm ma własność pionu – odchylenia nie znosi”.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s