Katolicki publicysta uzurpatorem władzy duchownej?

Raz po raz jakiś człowiek wpada „w błąd, właściwy liberałom i modernistom wszystkich krajów, przedstawiając dzielnych publicystów jako uzurpatorów władzy duchownej”. Nie zdziwiło nas to bynajmniej, gdy tego rodzaju „zarzuty” wysunięto wobec naszej „Myśli Katolickiej”, jest to stary błąd.

„Myśl Katolicka” ma przede wszystkim cele formacyjne. Chce zaradzić temu, czego brakuje, czyli być pismem szczerze katolickim, żywym, nie „biblioteką 1958”, jak by tego chcieli niektórzy. Jednak pismo tego rodzaju nie może zaniedbywać obrony wiary, prawdy i sprawiedliwości, gdy są one atakowane lub podważane, nawet przez innych katolików.

Dlatego od rzeczowej i uczciwej polemiki nie będziemy stronić. Taki jest obowiązek katolickiego publicysty.

A.B.

Obowiązek katolickiego publicysty

Pod tym tytułem pisze gandawska „Correspondance Catholique”:

„… Zdaniem naszem, nie do dziennikarzy należy występować w roli sędziów w wierze i oskarżycieli swych braci. Troskliwość apostolska naszych Biskupów wystarczy, by naprowadzić na prawą drogę: z miłością – tych z pomiędzy nas, którzyby z tej drogi zboczyli; z surowością zaś – tych, którzyby okazali upór w złem. Im to bowiem powierzoną jest troska o dusze nasze”.

Byłem właśnie u wybitnego kapłana, znakomitego teologa, gdy, przerzucając dziennik „Le Bien Public”, natrafiłem na zdanie, które przytaczam powyżej. Było ono napisane z powodu polemik, wywołanych potępieniem tygodnika „Bulletin de la Semaine”.

Chciałem zasięgnąć zdania mistrza co do owego poglądu z „Le Bien Public”. Oto co mi powiedział uczony teolog:

„Nieszczęściem jest dla Belgii, że nie ma ona lub ma zbyt mało tych katolików à la Veuillot, którzyby ustawicznie w prasie wykrywali zastawiane przez nieprzyjaciela sidła, wytykali kompromisy polityków i wywoływali stosowne i niezbędne polemiki.

„Le Bien Public” wpada tu w błąd, właściwy liberałom i modernistom wszystkich krajów, przedstawiając dzielnych publicystów jako uzurpatorów władzy duchownej.

„Władza duchowna wprawdzie rozstrzyga trudności i w najwyższej instancyi decyduje, kto ma słuszność a kto błądzi w sporach, dotyczących doktryny; lecz sama już ta interwencya przypuszcza walkę i sprzeczny wykład doktryn.

„Nie sadzę, by w historii Kościoła znalazł się choć jeden przykład takiego wypadku, że władza duchowna potępiła błąd jakiejś doktryny, nie będąc do tego pobudzoną przez długie i gorące polemiki między doktorami prywatnymi i – mówiąc stylem dzisiejszym – „bez mandatu”.

„W każdym razie tak działo się pospolicie w historyi Kościoła.

„Dyskusye to rozbudzają w ludziach dobrej woli czujność wobec błędu i ostrzegają przed jego niebezpieczeństwem w ciągu długiego zawsze okresu, gdy błąd ten się szerzy i nie jest jeszcze potępiony. Św. Wincenty a Paulo ostrzegał przed książką Arnauda o częstej Komunii około czterdziestu lat przed jej potępieniem przez Stolicę Apostolską. Wieleż to czasu trzeba było czekać na anatemy Soboru Trydenckiego przeciwko błędom Lutra i Kalwina?

„Wiemy dziś, z samego zeznania Loisy’ego, że nie miał on wiary już w 1886 r. A jednak iluż to twierdziło w roku 1900, a nawet 1904, że był to dobry kapłan, i że nie należało doprowadzać go do ostateczności!”…

Przepisała Monika. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok VI (1913), nr 28, ss. 221-222.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s