Kardynalny błąd naszej akcji wczoraj i dziś

Teksty z dawnej „Myśli” noszą niezwykłe podobieństwo do naszych dzisiejszych spostrzeżeń i uwag. Czytając te sprzed stu lat można odnieść wrażenie, że zostały napisane wczoraj, a nie u progu XX wieku. Gdybyśmy my jednak napisali poniższy artykuł, zarzucono by nam, że „nie mamy władzy duchownej” albo że „w moralizatorskim tonie pouczamy wszystkich sedewakantystów”…

Biedni ludzie, którzy wypowiadają tego rodzaju „zarzuty” sami niestety nie rozumieją istoty problemu, który uniemożliwia rozwój akcji katolickiej w Polsce od tylu lat. Jest nim powszechna połowiczność przekonań i zasad (jak sto lat temu), ale także nasza typowo polska bierność i marnowanie talentów, a gdy już coś się zrobi: brak odpowiedniego przygotowania oraz kompletny brak odpowiedzialności za słowa i czyny w postępowaniu publicznym. Poniższy tekst jest kolejnym z dawnej „Myśli”, który na celu ma przygotować Czytelnika do naszego tekstu o akcji katolickiej dziś w Polsce i o naszej metodzie, mającej na celu zaradzić panującej sytuacji.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

Kardynalny błąd naszej akcji

Wszelka akcya szczerze katolicka napotyka na drodze swej wielkie trudności i przeszkody. Przeszkody te, o ile je stawiają wrogowie, są rzeczą nieuniknioną i zupełnie naturalną. Są jednak przeszkody inne, stokroć gorsze, jakich dziwnym sposobem akcya ta doświadcza od samychże katolików, którzy często własnemi rękami ją tamują lub zgoła grób jej kopią.

Gdy się bada akcyę obozu przeciwnego, niepodobna nie przyznać, że każdy jej krok jest obmyślony i celowy. Nikt chyba nigdy nie oglądał takiego curiosum, by bezwyznaniowiec głosował za szkołą wyznaniową, popierał katolicką prasę, lub robił reklamę autorom i prelegentom, piszącym i przemawiającym w duchu Kościoła. Nikt nie słyszał, by z obozu bezwyznaniowego wychodziły hasła konieczności ścisłego związku Kościoła z państwem, lub oparcia praw państwowych na etyce katolickiej. Nikt też nie znał chyba bezwyznaniowców, którzyby dawali głosy swoje na kandydata obozu katolickiego.

U nas dzieje się wręcz przeciwnie.

Obóz nasz katolicki, w imię gwarantowania praw mniejszości, w swoim czasie poparł zasadę szkoły niewyznaniowej i tryumf jej zapewnił. Z obozu katolickiego również padały u nas hasła rozdziału Kościoła z państwem. W wyborach katolicy popierają nieraz kandydatów obojętnych, lub, co gorsza, otwartych wrogów Kościoła. Prasa katolicka robi często reklamę jaskrawym działaczom obozu przeciwnego, surowość i ostrość krytyki do swoich tylko zwracając. Byle jaka agencya bezwyznaniowa zagraniczna poda sensacyjną wiadomość z dziedziny polityki, lub „ostatnich wyników” pseudo-naukowych badań, wymierzoną w gruncie rzeczy przeciwko Kościołowi, a pisma katolickie powtarzają bez komentarzy owe figle mądrości przeciwnika, nie zdając sobie sprawy, że jest to sankcyonowanie i rozpowszechnianie kłamstw, z największą szkodą dla społeczeństwa.

Doprawdy nieraz wygląda tak, jakbyśmy się uwzięli, by zawsze akcyę przeciwnika kosztem własnym popierać.

Niekonsekwencye takie i tym podobne popełniamy codziennie na każdym niemal kroku i jakże się tu wobec tego dziwić, że akcya nasza katolicka idzie kulawo i przy wielkim nieraz nakładzie dobrej woli żadnych prawie nie czyni postępów.

Prawda, że im wyższe są cele akcyi, tem trudniejsze jej prowadzenie, że więc akcya katolicka, dążąca do celów najwyższych i będąca wcieleniem w życie prawd najwznioślejszych, tem samem największych wymaga wysiłków i trudów.

Wytężać umysł, by coraz głębiej i jaśniej prawdę pojmował, a wolę naginać, by zawsze szła za wskazaniami rozumu – niełatwe to zadanie dla każdego, a dla nas, Polaków, bodaj najtrudniejsze, bo, o ile jesteśmy wyraźni, a nawet jaskrawi w tem, co wypływa z naszego temperamentu, o tyle chwiejni, niewyraźni i bezbarwni w rzeczach wypływających z zasad.

Wielki znawca natury polskiej, ks. Kajsiewicz, skarżył się na to mówiąc: W „innych krajach można wiedzieć, jakich kto zasad. Zły czy dobry, wierzący czy niezbożny, jest nim świadomie i konsekwentnie. Wszystko się u niego trzyma w życiu domowem i publicznem. U nas przeciwnie. Niejeden najlepszy syn, mąż, pan, obywatel na obu kolanach ze łzami nieraz modli się do Pana w domu i w kościele, a w polityce działa na szkodę Kościoła, czyta wyłącznie pisma i książki rewolucyjne, przeciwne wierze i mówi, jak gdzieindziej mówią namiętni antykatolicy”.

Od czasu ks. Kajsiewicza niewiele się u nas pod tym względem na lepsze zmieniło… i dziś, na ogół biorąc, nie grzeszymy konsekwencyą, zwłaszcza my, Polacy-katolicy, i łatwiej u nas podobno o konsekwentnych demokratów przeróżnych odcieni, konsekwentnych liberałów lub bezwyznaniowców, niż o konsekwentnych katolickich działaczy.

A jednak koniecznym warunkiem powodzenia każdej akcyi jest konsekwencja, t.j. ścisła zgodność każdego momentu akcyi z zasadami, na jakich się ona wspiera. Inaczej wszystkie wysiłki nasze bezowocnymi pozostaną.

N.H.

Przepisała: A.Z.P. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok II (1909), nr 16, s. 121. Podkreślenia A.Z.P.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s