Kopista kopiście nierówny oraz aprobata władzy duchownej dziś

Nie każdy kopista „odgrywa niebotyczną rolę”

[Poniższy tekst miał się pojawić znacznie wcześniej. Z różnych powodów pojawia się jednak dopiero dziś. – Redakcja „Myśli Katolickiej”]

W czerwcu do liberalno-nacjonalistycznej hałastry w sposób po prostu niegodziwy i niehonorowy napadającej na „Myśl Katolicką” dołączyli „wierni z Wrocławia”, oskarżając „Myśl” na stronie wrocławskiej kaplicy ks. Trytka o „pomówienia”, „oszczerstwa”, „półprawdy”, oraz „subiektywną i złośliwą interpretację zasłyszanych faktów”. Brakowało tam choćby jednego przykładu naszych „przewinień”, ale kolejny magister teologii wystosował karę jedną z najsurowszych, bowiem nie co innego, jak interdykt (zakaz wstępu do kościołów i kaplic całego świata).

Gliwickie szumowiny, które na swych ćwierćkatolickich stronach często kopiują teksty z innych stron[1], również to „ogłoszenie” skopiowały, bez komentarza[2], na co zwróciliśmy uwagę w naszym komunikacie z 23 czerwca 2018 r.

Dwa dni później, w wyraźnej aluzji do naszego komunikatu pewna współpracownica pewnej strony sedewakantystycznej wypowiedziała się w temacie, jednoznacznie opowiadając się po stronie „słynnych już kopistów z TT i GT”:

Tak przy okazji, widzimy tam ten sam wszechobecny „fanklub” wzajemnych „lajkerów” fejsbukowych:

Pomimo zgody nie byle jakich „lajkerów” trzeba tu sprostować dwie rzeczy.

I. Kopista kopiście nierówny

Punkt pierwszy dotyczy porządku roztropności ze względu na okoliczności.

W naszym pierwszym komunikacie o pewnych sedewakantystycznych aktywistach z 13 kwietnia 2018 r. wykazaliśmy, że grupa „Katolik”-„Tenete Traditiones”-Christus Rex „nie nadaje się do akcji katolickiej i szkodzi w Polsce sprawie Kościoła”. Uczyniliśmy to w oparciu o dobrze udokumentowaną nieroztropność w działaniu, brak odpowiedniego przygotowania na polu formacji umysłowej i religijnej, wreszcie wątpliwej jakości „katolicyzm integralny”, który jest skutkiem braków w formacji (ten ostatni wątek oparliśmy następnie na kolejnych dowodach w komunikacie z 20 sierpnia).

W pierwszym komunikacie zwróciliśmy m.in. uwagę na „kopistykę” uprawianą przez tych nieprzygotowanych do akcji katolickiej ludzi.

Nic od tamtej pory nie uległo zmianie, więc w tym kontekście dziwi niefrasobliwość pewnej współpracownicy pewnej strony sedewakantystycznej w wyraźnym udzieleniu poparcia tej grupie. Tym bardziej, że „skoro roztropność nade wszystko”, to w jaki sposób ci, których nieroztropność udowodniliśmy na podstawie konkretnych przykładów będą wiedzieć, co kopiować, a czego nie? A to tylko jeden aspekt tej sytuacji.

Drugim aspektem, który trzeba (z roztropności) wziąć pod uwagę jest kopiowanie dobrych tekstów np. ze strony Ultramontes, przez ludzi, którzy jednocześnie umieszczają teksty nie do pogodzenia z wiarą katolicką (separatyzm rasowy, nacjonalizm rewolucyjny, lekcja zmysłu liturgicznego dla Kościoła, bojownicy Hezbollahu i państwa laickiego, odwiedziny u Bergoglio w Krakowie, Degrelle, Codreanu, et al., etc.). Jasne jest więc, że pochwalanie takiej „kopistyki” utrzymuje stan głębokiego zamieszania, zwłaszcza w umysłach zwykłych wiernych, których skądinąd nikt nie prowadzi, którym nikt nie tłumaczy, co czytać, a czego nie. Skutkiem tego prości wierni sedewakantystyczni nie wiedzą, że nie powinno się czytać tych stron i potem, ponadto, szerzą treści z tych stron na fejsbuku…

Wina tu leży w dużej mierze również po stronie tych, którzy popierali te strony i organizacje oraz nadal, w sposób tak oczywisty i nieodpowiedzialny, udzielają poparcia współczesnym „kopistom”, nie mającym jednak nic wspólnego ze średniowiecznymi, którzy rzeczywiście wiele dobrego zdziałali dla Kościoła i cywilizacji.

W czym bowiem gliwicka szumowineria przyczynia do zachowania znakomitych tekstów katolickiej przeszłości?

II. Aprobata władzy kościelnej a zgoda kapłana

Punkt drugi dotyczy wieloznaczności.

W swoim komentarzu owa pewna współpracownica pewnej strony sedewakantystycznej wtrąca: „Wszak na własnej pisarstwo przydałaby się aprobata władzy kościelnej, a przynajmniej zgoda kapłana”.

Od Soboru Watykańskiego II, z powodu widocznej we wszystkim woli niszczenia Kościoła przez okupantów Watykanu (herezje, reformy, nowe prawa, obrzędy, nieświęci „święci”), nie mamy Papieża. A skoro wszelka władza kościelna bierze się od Papieża i tylko od Papieża, nie ma dzisiaj, w akcie, żadnej władzy kościelnej, sprawującej (ważnie) jurysdykcję, mogącej m.in. udzielać dyspens i pozwoleń na drukowanie.

Niemożliwe jest zatem posiadanie dziś „aprobaty władzy kościelnej”.

Ten brak sprawowanej dziś władzy kościelnej rozumie wielu katolików, zwanych stąd sedewakantystami. Niestety niektórzy sedewakantyści, odrzucający tezę z Cassiciacum zwykle nie na podstawie rozumowej, lecz na podstawie uprzedzeń, przypisują władzę duchowną „wiernym biskupom i księżom”, dokładnie tak, jak to się robi w FSSPX[3].

Autorka powyższego komentarza fejsbukowego jest tego rodzaju sedewakantystką.

Jeśli jednak w przytoczonym zdaniu mamy rozumieć równoważność „aprobaty władzy kościelnej” ze „zgodą kapłana” (nie jakiegokolwiek, bez wątpienia, lecz wiernego katolickiej doktrynie), to mamy tu do czynienia z tą samą ideą uzurpacji, jakiej rzeczywiście dopuszczają się niekiedy niektórzy tradycjonalistyczni duchowni oraz polscy magistrowie teologii z Wrocławia i Gliwic (choć ten ostatni się po pewnym czasie wycofał, to prawda). To znaczenie nie jest jednak wyraźnie wyrażone przez P. Iwonę Joannę, więc tylko zaznaczam taką możliwą interpretację, której rzeczywiście niektórzy się dopuszczają. Wypada jednak postępować roztropnie i wyrażać się jasno w tak poważnych materiach, jak jurysdykcja w Kościele, zwłaszcza gdy się pisze bez pozwolenia władzy kościelnej.

Jeśli natomiast mamy przez to rozumieć zwykłą zgodę zwykłego kapłana, to dlaczego miała by ona być konieczna do własnego pisarstwa, skoro kapłani bez jurysdykcji nie mogą z całą pewnością zapewnić prawowierności tekstu? Wszak nie są oddelegowanymi przez władzę kościelną (ordynariusza) cenzorami. Faktem jest, że nawet, a raczej zwłaszcza w obecnej sytuacji przydałaby się bardzo zgoda i poparcie rozumnego i roztropnego kapłana. Korzyści są oczywiste: akcja katolicka zyskuje na moralnym autorytecie, uwidacznia się jedność akcji katolickiej z duchowieństwem, a z obu powodów wywiera się silniejszy wpływ na innych katolików, wykształcający, wychowujący, umoralniający. Lecz w niczym to nie może zastąpić poparcia władzy duchownej w sensie ścisłym.

Zresztą, P. Iwona Joanna na swoim fejsbukowym profilu nie umieściła zgody kapłana, który pozwolił jej na własne pisarstwo. Wszak tam nie tylko publikuje teksty sprzed 1958 r. opatrzone imprimatur. Nawet gdyby taką zgodę jednak miała, nie oznaczałoby to jeszcze, że jej pisarstwo jest prawowierne.

Jest jeszcze jeden czynnik, istotny w tej sytuacji, który roztropność każe rozważyć. Gdy mianowicie weźmiemy pod uwagę to, komu jedyny kapłan sedewakantystyczny w Polsce do tej pory publicznie udzielał poparcia (i do tej pory go albo udziela, albo go nie wycofał), jasne jest, że posiadanie zgody kapłana na nasze pisarstwo również nie jest możliwe w obecnej sytuacji. Przynajmniej póki w Polsce nie ma innego kapłana. Czy w związku z tym mamy zaprzestać naszej integralnie katolickiej działalności i prowadzić internetowy antykwariat, np. pod nazwą „Biblioteka 1958”?

Jakiś zjadliwy polemista

P.S. Nim znowu szumowiny, liberałowie i być może niektórzy prostaczkowie zarzucą nam, że publicznie odnosimy się do publicznych aktów i słów zaznaczamy, że podobnie jak w przypadku ks. Rafała Trytka i Redaktora Naczelnego „Katolika”, P. Iwonie Joannie kilkakrotnie prywatnie zwracaliśmy uwagę na nieroztropną i lekkomyślną działalność i to nie tylko fejsbukową. Ponieważ nie nastąpiła zmiana w tej materii (o czym jeszcze będzie – P. Iwona Joanna jest od lat główną szerzycielką treści Radio Spada w Polsce, obok gliwickiej szumowinerii i ks. Trytka), zwracam tutaj uwagę na nieroztropność i wieloznaczność zawartą w przytoczonym komentarzu. „Roztropność nade wszystko”, tak, ale i branie odpowiedzialności za własne słowa. Znamienne jest, że każdemu się wydaje, że może publicznie bezkarnie i nieodpowiedzialnie robić, co chce, pisać, co chce, a potem, gdy się mu zwróci uwagę na błąd czy nieroztropność (prywatnie czy publicznie), zamiast podziękować i się poprawić szermuje etykietą „agenta” „prowadzącego rozbijacką działalność”, „fanatyka o sekciarskiej mentalności”…

Przypisy:

[1] Na stronie „Katolik. Głos Tradycji” niekiedy bez podania źródła – to już ich znak firmowy. Przykład pierwszy z brzegu i to dość świeży: „Jak się ubierać i zachowywać w kościele” (opublikowany 27 VII 2018). Redakcja „Myśli Katolickiej” nie wierzyła, że gliwicki magister teologii zaczął wreszcie pisać swe własne teksty, tym bardziej, że pod tym artykułem napisano: NN, sugerując, że autor nieznany. Otóż z niewielkim trudem można odkryć prawdziwego autora, wrzucając w wyszukiwarkę internetową pierwsze zdanie. Okazuje się, że tekst jest Egzortą liturgiczną nr 1 „Duszpasterstwa Tradycji Łacińskiej w Białymstoku”, więc autorem jest zapewne duszpasterz tych motupropriowych „łacinników”. Czy to uczciwe? Niedawno temu znowu: tekst „z internetu” (już lepiej chyba wcale nie podawać źródła niż pisać, że „z internetu”). Znowu, jak pisaliśmy w naszym pierwszym komunikacie dotyczącym niektórych sedewakantystycznych aktywistów, przez kilka lat zwracano uwagę całej tej hałastrze na jej postępowanie, w tym wyraźnie na kopiowanie tekstów bez podawania źródła, co robiono notorycznie. I znowu, errare humanum est, perseverare diabolicum.

[2] W ostatnich dniach zauważyliśmy, że jednak na stronie Katolika komentarz się pojawił:

http://glostradycji.blogspot.com/2018/06/wrocaw-komunikat-zaniepokojonych.html

Czyżby coś tknęło dopiero po naszym publicznym zwróceniu uwagi na uzurpację władzy kościelnej przez sedewakantystycznych liberałów? Lepiej późno, niż wcale, ale to kolejny dowód na bezmyślność i brak roztropności ze strony gliwickiego magistra teologii, kopiującego od lat „wszystko jak leci”.

[3] Na przykład w tym tekście ks. Ricossa omówił ten problem.

2 thoughts on “Kopista kopiście nierówny oraz aprobata władzy duchownej dziś

  1. Dziękuję za tak jasne wytłumaczenie, czym tak naprawdę jest władza duchowa, a czym zwykła zgoda kapłana.
    Dziwię się Pani Iwonie Joannie, że ciągle utyskuje na […] i wraz z […]. Jeśli jest tak jak twierdzą, to należałoby […]. W innym przypadku jest się niepoważnym, tym bardziej że w kwestiach które Pan opisał, Pani Iwona Joanna współpracuje ze ośrodkami (Gliwice) , które walnie przyczyniły się do […]. Zresztą […] powinien u ludzi myślących wzbudzić niepokój.

    • Tak, trzeba było tę sprawę władzy duchownej wyjaśnić, bowiem panują różne mity i błędy tradycjonalistyczne, nie tylko poza naszym obozem sedewakantystycznym. Zwłaszcza powszechny jest fideizm. Dlatego dalej będziemy prostować różne błędy i mity, zwłaszcza naszego obozu.

      Widać też, że orientuje się Pan w sytuacji sedewakantyzmu w Polsce nader dobrze. Niestety zbyt wielu tego wszystkiego nie jest w stanie zrozumieć, nawet gdy im się wszystko wyjaśni. Przyczynę niejeden rozumie, ale potem już środki obiera zupełnie kłócące się z celem. Zaskakuje w tym wszystkim m.in. postępowanie P. Iwony Joanny… Ostatnio np. udostępniła gliwickiej szumowinerii prywatne zdjęcia innej Pani z wizyty bpa Sanborna do Budapesztu, a gdy ich ta Pani poprosiła o usunięcie jej zdjęć, dostało się jej (argumenty na wiadomym poziomie) i to oni ją chcą pozywać do sądu… ta szumowineria tylko żeruje na cudzej pracy (teksty, zdjęcia), widać, że nie ma zupełnie żadnych hamulców (paszkwile na stronach i FB), a utrzymuje się na powierzchni tylko dzięki poparciu wiadomo kogo…

      Lecz ponieważ ta część komentarza dotyczy materii „wrażliwej”, zdecydowaliśmy się na częściową moderację (a z Panem się skontaktujemy). Trochę osób zostało już „poszkodowanych” przez to, jak to wszystko wygląda w Polsce (powroty do FSSPX czy porzucenie praktyki sakramentalnej w ogóle), a gdy chcieliśmy temu zaradzić, prywatną radą czy napomnieniem, w ogóle nikt nie słuchał. I tak przez kilka lat… Dalej zaś trudno niektórym pojąć, co jest przyczyną i jak temu zaradzić. Trzeba poważnie zająć się naprawą sytuacji, i wspólnie, a nikomu, oprócz naszego Stowarzyszenia nie kwapi się do tego. Niektórzy nawet biadolą, że „tak ma być”, że „tylko na to zasługujemy”, etc.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s