Od Redakcji (listopad 2018)

Albrecht Dürer, Wszyscy święci (olej na desce, 1511 r., Kunsthistorisches Museum, Wiedeń)

Uroczystość Wszystkich Świętych przywołuje na myśl bardzo ważną prawdę wiary, wyznawaną w Credo, a mianowicie świętych obcowanie. Kościół jest jeden, ten wojujący tu na ziemi zjednoczony jest z tym cierpiącym w czyśćcu i z tym tryumfującym w niebie. Jak czytamy w Katechizmie św. Piusa X:

P. Czy obcowanie Świętych rozciąga się także do nieba, i do czyśca?

O. Tak, obcowanie Świętych rozciąga się także do nieba i do czyśca, ponieważ miłość łączy w jedno wszystkie trzy Kościoły: tryumfujący, cierpiący i wojujący; Święci modlą się do Boga za nas i za dusze w czyścu, my zaś czcimy i wychwalamy Świętych i dopomagamy duszom w czyścu, ofiarując za nie Mszę świętą, jałmużnę, odpusty i inne dobre uczynki.[1]

Dlatego uroczystość dzisiejsza jest doskonałą okazją, by przypomnieć sobie o swoim własnym Patronie, otrzymanym na chrzcie świętym i modlitwą okazać mu czy im wdzięczność za opiekę dotychczas okazaną i prosić o dalszą.

Jakże wielu jednak nie wie nic o swoim Patronie. Niesamowite jest to, że w naszym już dawno temu katolickim kraju tak wielu rodziców nadaje swym dzieciom imiona zupełnie bezmyślnie, a nawet gdy imię dziecka jest przemyślane, nie odnosi się ono wcale do tego, co istotne, tylko do jakiejś przejściowej mody, aktorki czy sportowca, a nawet naukowca.

A nawet gdy rzeczywiście pomyślano o tym, by nadając dziecku imię nadać mu także Patrona w niebie, jakże niewielu rodziców wpaja należną miłość do niebieskiego Opiekuna, m.in. opowiadając małemu dziecku jego życiorys.

Kto więc tę tak ważną dla zbawienia kwestię zaniedbał, powinien się poprawić. Jeśli na przykład nie wie, kogo ma za Patrona, a rodzice zaniedbawszy swój obowiązek nie oddali go w opiekę konkretnego świętego czy świętej, czas najwyższy sobie po prostu wybrać takiego czy innego świętego na szczególnego Patrona całego życia i wzywać go codziennie chociaż przy pacierzu porannym lub wieczornym.

Lecz Uroczystość Wszystkich Świętych wypada u progu miesiąca poświęconego Kościołowi cierpiącemu, czyli duszom wiernych zmarłych, fidelium animae. Tu zatrzymamy się zwłaszcza nad duszami kapłanów, którzy podczas soborowej rewolucji, której gorzkim „ukoronowaniem” był „nowy porządek mszy”, pozostali wierni Mszy prawdziwej i albo nigdy nie odprawiali „nowej”, albo zrozumiawszy jej szkodliwość, porzucili ją całkowicie.

A przypominanie o nich jest bardzo ważne, ponieważ ich życie może i dziś być dla nas przykładem i zarówno duchowni jak i świeccy winni ich naśladować. Katolicy dziś, zwłaszcza chyba polscy, którzy słabo albo wcale nie znają wydarzeń i postaci związanych z antymodernistycznym oporem lat sześćdziesiątych i zwłaszcza siedemdziesiątych, zapominają, że reformy soborowe postawiły „prawdziwych katolików wobec tragicznej konieczności wyboru” (Krótka analiza krytyczna Novus Ordo Missae, której głównym autorem był o. Guérard des Lauriers). Wielu rozumiało wówczas tę konieczność wyboru, dziś zaś mało kto…

W naszych już bowiem czasach „główny nurt” tradycjonalistów przyjmuje i doktrynę soborową i wszelkie reformy zeń wynikające, a tylko z powodów estetycznych, drugorzędnych, preferuje starą Mszę, zwaną perfidnie „nadzwyczajną formą rytu rzymskiego” (przecież nowy ryt został promulgowany przeciwko staremu, aby go zastąpić, wedle słów samego Pawła VI) i tylko z powodu większej jasności stare katechizmy. Jak taki Krusejder nie wierzą w przyszły tryumf wiary katolickiej nad modernizmem poprzez całkowite odrzucenie nowych doktryn i heretyckiego „nowego porządku mszy”.

Z kolei inny nurt (lefebrystyczny), również dość liczny, odrzuca to, co nowe, choć uznaje je za prawowite (ale w przeszłości było z tym różnie) i trzyma się, mniej więcej i z pewnymi poprawkami, głównie tradycyjnej doktryny, praktyki i sakramentów. Przy tym nurt ten jednocześnie naucza, iż Papież jest niejako drugorzędnym dodatkiem do religii katolickiej, tak naprawdę zbędnym, bez którego można się obejść, a nawet któremu można się sprzeciwiać, gdy głosi błąd i wprowadza szkodliwe dla duszy praktyki i obrzędy (jak gdyby to było w ogóle możliwe)[2].

Na początku jednak, w obliczu soborowej rewolucji wielu katolików zdawało sobie sprawę z powagi sytuacji i rozumiało, iż głównym problemem jest po prostu kwestia autorytetu, autorytetu tych, którzy nową naukę głoszą powszechnie i narzucają katolickiemu światu nowe obrzędy, rugując jednocześnie te uświęcone tradycją. Sprawa ta wówczas poruszana była na porządku dziennym i znajdowała się w centrum uwagi wielu duchownych i świeckich[3]. Wiele rodzin doświadczyło podziałów nie tylko ze względu na poglądy ogólnie dotyczące modernistycznych reform, ale również podejścia do autorytetu, który je wdrażał. Jedni odcięli się całkowicie od fałszywych pasterzy, nie widząc w nich dzierżycieli władzy Chrystusowej, inni woleli jednak trzymać się linii uznanej za bardziej „umiarkowaną”, prezentowaną przez różne ugodowe środowiska („Itinéraires”, Una Voce, FSSPX, potem Ecclesia Dei ze swymi św. Piotrami i Dobrymi Pasterzami, et al.).

W znacznie trudniejszej sytuacji znaleźli się duchowni o przytomnych umysłach, których z racji hierarchicznej natury Kościoła wiązało posłuszeństwo przełożonym. Oczywistą dla wielu była konieczność odcięcia się od fałszerzy wiary, nawet jeśli dotychczas byli ich przełożonymi. Ponieważ moderniści przejęli praktycznie wszystkie nieruchomości, kaplice, kościoły, klasztory, bazyliki, siłą rzeczy wielu straciło ołtarze, na których odprawiała się, niekiedy od wieków, prawdziwa Ofiara, swój dach nad głową, wszelkie materialne środki do życia. Stali się wyrzutkami całkowicie zależnymi od Bożej Opatrzności. Ale Bóg ich nie zostawił.

Nie było ich, rzecz jasna, tylu, ilu było być powinno. Zasadnicza większość lepiej wykształconych kapłanów i biskupów nie zrozumiała powagi sytuacji. Wzorem uczonych w Piśmie i faryzeuszy z czasów Chrystusa (któż znał wtedy lepiej proroctwa i Pisma?) nie pojęli czasu nawiedzenia swego. Niemniej jednak z wielu krajów dochodziły głosy o takich duchownych i świeckich, którzy odrzucili „nową mszę”, nowe doktryny, a niektórzy nawet cały ten fałszywy „autorytet”, który je „promulgował”.

Niektórych kapłanów wprost od ołtarza odciągano w kajdankach, by nie odprawiali zakazanej przez Montiniego i posłusznych mu biskupów Mszy[4]. Wielu z nich, zwykłych księży, ale i biskupów, a nawet kardynałów, umarło ze zgryzoty. Była to prawdziwa rewolucja, której w ogóle nie są w stanie pojąć różni dzisiejsi miękcy i tchórzliwi „tradycjonaliści”, lubujący się w koronkach zwyczajowo noszonych podczas celebracji w „formie nadzwyczajnej”. W każdym razie wielu tych „wiernych duchownych” nie żyło na tyle długo po soborze, aby faktycznie mogli zrobić wiele. Wielu z kolei dyskretnie pracowało w Winnicy Pańskiej dla zbawienia powierzonej sobie owczarni i mało, albo nic o nich nie wiemy.

Ale niejeden przypadek jest nam dziś znany i dlatego obowiązkiem nas, katolików, jest o nich pamiętać w modlitwie zwłaszcza w rocznicę ich śmierci oraz w tym miesiącu poświęconym Kościołowi cierpiącemu w czyśćcu. Choć niekoniecznie wszyscy byli doskonali, każdy mógł mieć takie czy inne wady, różne mieli charaktery, pochodzenie, doświadczenie i naukę (od prostych wiejskich wikarych po wybitnych teologów), okazali się odpowiednimi narzędziami w ręku Bożej Opatrzności, która poprzez swe często marne sługi działa skutecznie, pokazując nam, wiernym, ale i duchownym, że moc Boża z góry pochodzi i Bóg łaski nie odmawia tym, którzy o nią proszą i z nią współpracują wedle swych sił.

Oto niektóre z tych dusz kapłańskich, którym poświęciliśmy lub którym poświęcimy na łamach „Myśli Katolickiej” notkę biograficzną (lista ta będzie tu uzupełniana):

Bp Błażej Kurz († 13 XII 1973 r.)

o. Joachim Saenz y Arriaga († 28 IV 1976 r.)

Bp Piotr Marcin Thuc († 13 XII 1984 r.)

Bp Ludwik Michał Guérard des Lauriers OP († 27 II 1988 r.)

Bp Mojżesz Carmona († 1 XI 1991 r.)

Bp Gunther Storck († 23 IV 1993 r.)

ks. Walery Stuyver († 17 I 1995 r.)

ks. Remigiusz Micoud († 4 XI 1995 r.)

ks. Henryk Mouraux († 29 XI 1995 r.)

ks. Gustaw Delmasure († 11 IX 1996 r.)

o. Jerzy Vinson († 8 VII 1999 r.)

o. Noel Barbara († 10 X 2002 r.)

ks. Oswald Baker († 2 VII 2004 r.)

ks. Józef Vérité († 26 VIII 2010 r.)

ks. Iwo Maury († 7 III 2011 r.)

o. Piotr Verrier († 7 VI 2011 r.)

ks. Paweł Schoonbroodt († 26 V 2012 r.)

o. Marcin Stepanich OFM († 19 XI 2012 r.)

bp Oliwer Oravec († 9 VII 2014 r.)

bp Robert Fidelis McKenna OP († 16 XII 2015 r.)

Jak zapowiedzieliśmy w naszym pierwszym tekście redakcyjnym, jednym z celów naszej działalności jest przedstawianie prawdziwej historii oporu wobec soborowej rewolucji, zwłaszcza przeciwko stronniczemu mitowi założycielskiemu szerzonemu przez Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X i ogólnej taktyce przemilczania przyjętej przez „tradycjonalistów” głównego nurtu. Dlatego o tych i innych postaciach będziemy przypominać na łamach „Myśli Katolickiej”. Zaś w listopadzie będziemy zwłaszcza pamiętać o nich w modlitwie.

Lecz nie tylko modlitwa. Nie możemy sobie też pozwolić na to, by miecz stępiał, a narzędzie przestało być użyteczne. Opportet allatrare canes, „powinnością psów jest szczekać”[5], a katolik integralny występuje zwłaszcza przeciwko liberalizmowi w Kościele, jego przejawami i konsekwencjami:

Uważa on [katolik integralny] za plagę ludzkiego pierwiastku Kościoła liberalizm rzekomo katolicki i awatar jego – demokratyzm rzekomo katolicki, jak również modernizm teoretyczny i praktyczny, radykalny lub umiarkowany, z ich konsekwencyami, a mianowicie: fałszywą tolerancyą religijną, międzywyznaniowością, „minimizmem” katolickim, etc., – i wobec tych błędów postępuje odpowiednio[6].

Więc gdy podejmiemy na nowo polemikę, uczciwą i rzeczową, niech nikogo nie zwodzą syrenie śpiewy tchórzliwych liberałów mówiących o „skrajności w ocenie”, „braku miłości bliźniego”, „braku wyrozumiałości dla ludzkiej słabości”, „rozbijactwie fanatyków o mentalności sekciarskiej”, czy wreszcie „braku uprzedniego prywatnego zwrócenia uwagi” na błędy publicznie szerzone (zwłaszcza gdy uprzednio zwrócono uwagę prywatnie). Jak mówi ks. Feliks Sarda y Salvany:

„Nasza zasada jest jednak zbyt jasna i zbyt konkretna na to, by dopuszczać jakieś błędne ujęcie. Oto ona: Najwyższa katolicka nieugiętość jest najwyższą katolicką miłością bliźniego[7].

I tę katolicką nieugiętość praktykować będziemy dalej, prosząc o wstawiennictwo zwłaszcza Świętych Patronów naszego Stowarzyszenia, Matkę Bożą Jasnogórską i św. Piusa X.

Domina Nostra Claromontana, ora pro nobis!

Sancte Pie X, ora pro nobis!

Omnes Sancti et Sanctae Dei, intercedite pro nobis!

Redakcja „Myśli Katolickiej”

P.S. W oddzielnym tekście przypominamy o zasadach odpustów na ten miesiąc. W tym miesiącu pojawi się też obiecany na październik tekst o naszej metodzie, czyli o akcji katolickiej dziś w Polsce, którego publikację chcieliśmy poprzedzić tekstem omawiającym podstawy magisterium św. Piusa X dotyczące akcji katolickiej. Pragniemy tu także zwrócić uwagę naszych Czytelników na nową podstronę zawierającą dokumenty magisterium papieskiego, które powoli gromadzimy na naszej stronie. Ułatwi nam to powoływanie się na ten pierwszy i główny punkt odniesienia każdego katolika w każdej kwestii, a także, mamy nadzieję, zachęci i naszych Czytelników do postępowania podobnie.

Przypisy:

[1] Rozdział X. O dziewiątym artykule Składu Apostolskiego, §5. O Świętych obcowaniu.

[2] Przeciwko temu gallikańskiemu wypaczeniu warto zapoznać się z drugą częścią polemicznego tekstu ks. Ricossy z 2003 r.

[3] Podstawowym tekstem omawiającym historię pierwszych lat oporu wobec soborowej rewolucji jest trzecia część polemicznego tekstu ks. Ricossy z 2003 r. Zwłaszcza o Krótkiej analizie krytycznej i roli o. Guérard des Lauriers w obronie Mszy traktował również wykład na jednym ze spotkań Stowarzyszenia im. Ks. Goliana.

[4] O dwóch takich przypadkach mówi ks. Ricossa w niedawno wygłoszonym kazaniu z okazji „kanonizacji” Montiniego.

[5] Ks. Sarda y Salvany, Liberalizm jest grzechem, WERS (Poznań, 1995), Roz. XXXII. Liberalizm i autorytet w konkretnych przypadkach, s. 131.

[6] Punkt III programu Sodalitium Pianum.

[7] Ks. Sarda y Salvany, Liberalizm jest grzechem, WERS (Poznań, 1995), Roz. XIX. Liberalizm a miłość bliźniego, s. 92.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s