Przemówienie Ojca świętego Piusa XII do mężczyzn akcji katolickiej (z okazji trzydziestolecia ich zjednoczenia) (12 X 1952)

Od zarania chrześcijaństwa świeccy byli ważnym czynnikiem rozprzestrzeniania się Ewangelii na świecie. Sam Nowy Testament oraz liczne świadectwa historyczne, w tym życiorysy świętych, ciągle nam o tym przypominają. Jednakże zwłaszcza w czasach nowożytnych kwestia stała się paląca z powodu coraz to natarczywszych napaści na Kościół z każdej strony. Dlatego Papieże nie ustawali w pochwałach dla katolickich organizacji świeckich powstałych dla obrony Papieża i Kościoła, udzielając im błogosławieństwa, dając wytyczne.

Jako taka, Akcja Katolicka, czyli uczestnictwo świeckich w apostolacie Kościoła hierarchicznego, oficjalnie została zainaugurowana przez Papieża Piusa XI encykliką Ubi arcano Dei. Od tej pory organizacja centralna i jej diecezjalne oddziały rosły w siłę, liczebnie, ale przede wszystkim w jakość, pod kierownictwem hierarchii Kościoła. Częste zebrania, zjazdy i kongresy umacniały jedność ich członków.

Poniższy tekst jest tłumaczeniem przemówienia Papieża Piusa XII z okazji trzydziestolecia założenia Akcji Katolickiej i zjazdu, jaki z tej okazji odbyli w Rzymie mężczyźni tej organizacji świeckich katolików.

A.B.

Przemówienie Ojca świętego Piusa XII
do mężczyzn akcji katolickiej
z okazji trzydziestej rocznicy ich zjednoczenia

Niedziela, 12 października 1952 r.

Kontemplując to wspaniałe zgromadzenie mężczyzn Akcji Katolickiej, pierwsze słowo, które przychodzi Nam na usta to wdzięczność Bogu za to, że udzielił Nam daru w postaci tak wspaniałego widowiska oddania [Papieżowi]; następnie uznanie, że chcieliście doprowadzić do tego, synowie umiłowani, przed Naszym rozradowanym obliczem.

Dobrze wiemy, jak złowieszcze chmury zbierają się nad światem, a tylko Pan Jezus zna Nasz ustawiczny lęk o przyszłość ludzkości, On, Najwyższy Pasterz niewidzialny, który chciał, byśmy My byli jej widzialnym ojcem i mistrzem. Idzie ona jednak drogą, która z dnia na dzień okazuje się coraz trudniejsza, podczas gdy wydaje się, iż nadzwyczajne środki nauki powinny, nie mówimy, że „usłać ją kwiatami”, lecz przynajmniej zmniejszyć, jeśli nie wręcz wykorzenić, mieszaninę cierpień i cierni, które ją przytłaczają.

Od czasu do czasu, jednakże, aby dodać Nam sił w tej ciężkiej trwodze, Pan Jezus w swej dobroci pragnie, by chmury się rozproszyły i pojawia się tryumfujący promień słońca; znak, że nawet najciemniejsze chmury nie niszczą światła, lecz tylko zakrywają jego blask.

Oto pokojowe wojsko mężczyzn wojujących we Włoskiej Akcji Katolickiej; chrześcijanie żywi i ożywiający; dobry chleb i jednocześnie najdroższy zaczyn pośród masy innych ludzi; sto pięćdziesiąt tysięcy, w większości ojcowie rodzin, którzy żyją [zgodnie z łaską] chrztu i pracują nad tym, by inni też nią żyli. Lecz nie jesteście tu nawet wszyscy. Setki tysięcy mężczyzn Katolickich, zatrzymanych poważnymi powodami, są tu obecne gorliwością swego ducha, swej wiary, swej miłości. Mężczyźni dojrzali i wszelkiego stanu: kierownicy, specjaliści, pracownicy biurowi, nauczyciele, robotnicy, rolnicy, wojskowi: wszyscy bracia w Chrystusie, wszyscy zjednoczeni jakby jednym biciem jednego jedynego serca.

Chcielibyśmy, abyście i wy mogli podziwiać ten wspaniały widok, który w tej chwili przedstawia się Naszym oczom. Żywimy pragnienie, byście w głębi duszy poczuli miłość, z jaką chcielibyśmy, gdyby to było możliwe, stanąć pośród was i objąć was wszystkich, jak gdybyście byli jedną osobą.

Synowie umiłowani! Przybyliście do Rzymu by świętować trzydziestolecie waszego Zjednoczenia – pierwszego z Narodowych Stowarzyszeń A.K. Pięć lat temu mężczyzn, którzy przybyli do Miasta było siedemdziesiąt tysięcy. Dziś ta liczba się podwoiła i jest czymś więcej, niż symbolem pomnożonej gorliwości waszego chrześcijańskiego życia.

W owym odległym już wrześniu 1947 roku pobłogosławiliśmy wasz sztandar i przyznaliśmy wam złoty medal. Chcieliśmy powiedzieć wam tu, wobec Rzymu i Włoch, że dobrze odpowiedzieliście na Nasze oczekiwania w tych latach zaciętej walki na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej i włoskiej. Medal ten słusznie znajduje się tu, na waszym sztandarze, ponieważ należeliście do głównych twórców oporu, który Włochy, dla siebie i dla świata, stawiły siłom materializmu i tyranii.

Dziś w południe nowe bicie dzwonów dołączyło do donośnego brzmienia wszystkich świętych dzwonów Miasta, które pozdrawiają Maryję i wzywają wiernych do oddawania Jej czci. W tej godzinie waszym zamierzeniem było przekazanie Nam, Biskupowi Rzymu, szczególnie miłego daru. W samym sercu gęsto zaludnionej dzielnicy Naszego ukochanego Miasta, z inicjatywy waszego niestrudzonego Centralnego Kościelnego Asystenta, według planów młodego architekta członka Akcji Katolickiej, ku zdumieniu wszystkich, którzy mogli obserwować złożoność projektu i prędkość jego wykonania, dzięki odwadze i wytrwałości robotników, wasze Zjednoczenie doprowadziło do wzniesienia, wraz ze wszystkimi przyległymi budynkami i dziełami, pięknego i dużego kościoła, siedziby parafii, nadając mu wezwanie św. Leona Wielkiego.

Uważamy, że nie czynimy nikomu krzywdy, mówiąc, że niewielu zna niezłomną aktywność tego Papieża, największego spośród wielkich, na rzecz dobra cywilnego i społecznego Rzymu i Włoch, zachowania czystości wiary oraz uporządkowania i wzmocnienia organizacji Kościoła. Być może niewielu pamięta, że duża część jego działalności została spożytkowana na walkę z herezją monofizycką, która negowała istnienie w Chrystusie dwóch natur, ludzkiej i boskiej, realnie różnych, bez zlania się ich i pomieszania.

Ale wszyscy wiedzą, że gdy Attyla, król Hunów, zwycięsko wkraczał do Włoch, doszczętnie zniszczywszy Wenecję i Ligurię i przygotowując się do marszu na Rzym, Papież Leon dodawał otuchy Cesarzowi, Senatowi i ludowi, przejętym trwogą, a następnie bezbronny wyszedł naprzeciw najeźdźcy i spotkał go nad brzegiem [rzeki] Mincio. A Attyla przyjął go godnie i tak uradował się obecnością summi sacerdotis, że zrezygnował z działań wojennych i wycofał się za Dunaj. To pamiętne wydarzenie nastąpiło jesienią 452 roku, stąd cieszymy się z wami obchodząc uroczyście jego tysiącpięćsetletnią rocznicę. Synowie umiłowani, mężczyźni Akcji Katolickiej! Gdy dowiedzieliśmy się, że nowa świątynia ma być dedykowana św. Leonowi I, wybawcy Rzymu i Włoch przed przemocą barbarzyńców, pomyśleliśmy, że chcieliście odnieść się do dzisiejszych okoliczności. Dziś nie tylko Miasto i Włochy, ale świat cały jest zagrożony.

Och, nie pytajcie się Nas, kto jest „wrogiem” i co przywdziewa. Znajduje się wszędzie i jest pośrodku wszystkich. Potrafi być gwałtowny i podstępny. W ostatnich wiekach podjął próbę przeprowadzenia intelektualnej, moralnej, społecznej dezintegracji jedności w tajemniczym organizmie Chrystusa. Chciał natury bez łaski; rozumu bez wiary; wolności bez autorytetu; niekiedy autorytetu bez wolności. Jest „wrogiem”, który z czasem przybiera coraz bardziej konkretną postać, z osłupiającym wciąż brakiem skrupułów: Chrystus tak, Kościół nie. Następnie: Bóg tak, Chrystus nie. W końcu: bezbożne zawołanie: Bóg umarł; mało tego: Boga nigdy nie było. Oto próba zbudowania struktury świata na fundamentach, których nie wahamy się wskazać jako główne przyczyny niebezpieczeństwa, które zagraża światu: ekonomia bez Boga, prawo bez Boga, polityka bez Boga. „Wróg” nie szczędził wysiłków i nadal nie szczędzi, by Chrystus był nieobecny na uniwersytetach, w szkole, w rodzinie, w wymierzaniu sprawiedliwości, w czynnościach ustawodawczych, w zgromadzeniach narodów, gdzie podejmuje się decyzje dotyczące pokoju lub wojny.

Psuje świat prasą i widowiskami, które w młodzieży męskiej i żeńskiej zabijają wstyd i niszczą miłość między małżonkami; wpaja taki nacjonalizm, który prowadzi do wojny.

Widzicie, synowie umiłowani, że to nie Attyla naciera na bramy Rzymu. Rozumiecie, że dziś próżne byłyby prośby, by Papież przemieścił się i wyszedł mu naprzeciw, by go zatrzymać i nie pozwolić mu na szerzenie zniszczenia i śmierci. Papież musi, będąc na posterunku, nieustannie czuwać i modlić się i robić wszystko, co może, aby wilk nie przedarł się do owczej zagrody, by uprowadzać i rozpraszać stado (cf. J X, 12). Również ci, którzy z Papieżem dzielą odpowiedzialność za rządy Kościołem czynią wszystko, wedle swych możliwości, by odpowiedzieć na oczekiwania milionów ludzi, którzy, jak to mówiliśmy w lutym bieżącego roku[1], wzywają do zmiany kursu i spoglądają na Kościół jako na jedyną słuszną sterownię. Ale to dziś nie wystarczy: wszyscy wierni dobrej woli muszą się ocknąć i poczuć swą własną część odpowiedzialności za wynik tego zbawiennego przedsięwzięcia.

Synowie umiłowani, mężczyźni Akcji Katolickiej! Dzisiejsza ludzkość, zdezorientowana, zagubiona, zniechęcona, potrzebuje światła, kierownictwa, ufności. Czy chcecie waszą współpracą, pod przewodnictwem świętej hierarchii, być głosicielami tej nadziei i być posłańcami tego światła? Czy chcecie być krzewicielami bezpieczeństwa i pokoju? Czy chcecie być wielkim, zwycięskim promieniem słonecznym, który wzywa do powstania z gnuśności i do mężnego działania? Czy chcecie stać się, jeśli Bóg tego zechce, ożywicielami tej ludzkiej rzeszy, oczekującej na awangardę, która ją poprowadzi?

Konieczne jest zatem, by wasza działalność była przede wszystkim świadoma.

Mężczyzna Akcji Katolickiej nie może nie znać tego, co Kościół robi i co zamierza czynić. Wie, że Kościół chce pokoju, że chce sprawiedliwszego rozdziału bogactw, że chce ulepszyć warunki ubogich i potrzebujących. Wie, że Chrystus, Bóg, Który stał się człowiekiem, jest ośrodkiem ludzkiej historii, że wszystko zostało stworzone w Nim i dla Niego. Wie, że Kościół, gdy żywi nadzieję na świat inny i lepszy, myśli o społeczności mającej za podstawę i fundament Jezusa Chrystusa, z Jego doktryną, Jego przykładem, Jego odkupieniem.

Na drugim miejscu trzeba, aby wasza działalność była oświecająca.

W waszych fabrykach, w waszych biurach, na ulicach, w miejscach, gdzie oddajecie się zdrowym rozrywkom lub gdzie zażywacie koniecznego spoczynku, zdarzy się wam zetknąć się z ludźmi, którzy „mają oczy, aby widzieć, ale nie widzą” (Ez. XII, 2). Dziś, na przykład, spotkać można biednych ludzi przekonanych, że Kościół, że Papież, pragną wyzysku ludu, chcą biedy, chcą – co się wydaje niewyobrażalne – wojny! Twórcom i szerzycielom tych potwornych oszczerstw uda się uciec przez sprawiedliwością ludzi, lecz nie będą mogli ominąć sądu Bożego. „Nadejdzie dzień…”! Panie, wybacz im! Jednakże konieczne jest wykorzystanie każdej okazji, by otworzyć oczy tym ślepcom, którzy często są raczej ofiarami oszustwa niż sami winni.

 Ponadto, trzeba, aby wasza działalność była ożywiająca.

Akcja Katolicka nie będzie prawdziwie taką, jeśli nie będzie wywierała wpływu na dusze. Wielkie zebrania, wspaniałe parady, publiczne manifestacje są z pewnością pożyteczne. Lecz biada, jeśli pomyli się narzędzia z celem, na który muszą być spożytkowane! Jeśli wasza działalność nie przyniesie życia duchowi tam, gdzie jest śmierć, jeśli nie będzie starała się uzdrowić tego samego życia tam, gdzie jest chore, wzmocnić tam, gdzie jest słabe, na próżno będzie taka działalność. Wiemy, że wasze Generalne Prezydium utworzyło program pracy zwróconej ku wszystkim warstwom społeczeństwa, w tym celu, by obecność katolickich działaczyna każdym miejscu i wobec wszystkich ludzi, wśród których żyją była skuteczna. Wy jesteście więc głównymi czynnikami i motorami tej „misyjnej podstawy”, jak ją nazwano.

Niech wasza działalność będzie jednocząca.

Bądźcie zjednoczeni jako członkowie tego samego Stowarzyszenia; zjednoczeni pomiędzy różnymi Stowarzyszeniami; zjednoczeni z innymi „gałęziami” Akcji Katolickiej. Lecz bądźcie zjednoczeni i stańcie się szerzycielami jedności również z innymi siłami katolickimi, które toczą te same bezkrwawe bitwy, co wy i chcą zwyciężyć w tej samej walce, co wy. Synowie umiłowani! Chcecie być mężni? Chcecie być, z Bożą pomocą, niezwyciężeni? Bądźcie gotowi na ofiary na rzecz najwyższego dobra jedności, nie mówimy o kaprysach, rzecz jasna, lecz także o takim czy innym pomyśle lub programie, który mógłby się wam wydawać genialny. Jedność (l’unione), jednakże, nie jest jedynością (unicità). Ta ostatnia zniszczyłaby różnorodność sił. Różnorodność ma nie tylko wartość estetyczną, ale przynosi również korzyści strategiczne i taktyczne najwyższego rzędu.

Niech wasza działalność będzie wreszcie posłuszna.

Nikt bardziej niż My nie pragnie, by świeccy wyszli z pewnego stanu mniejszości, dziś bardziej niż kiedykolwiek niezasłużonego na polu apostolatu. Ale, z drugiej strony, oczywista jest konieczność skorego i synowskiego posłuszeństwa, za każdym razem, gdy Kościół przemawia, by pouczyć umysły wiernych i pokierować ich działalnością. Kościół pilnie baczy, by nie przekraczać granicy kompetencji władzy państwowej. Lecz gdy chodzi o sprawy, które dotyczą religii lub moralności, obowiązkiem wszystkich chrześcijan, a zwłaszcza działaczyAkcji Katolickiej, jest wypełnianie jego rozporządzeń, rozumienie i słuchanie jego nauczania. Chcielibyśmy ponadto dodać, że również w łonie Akcji Katolickiej konieczne jest zachowanie ścisłej dyscypliny pomiędzy różnymi stopniami w Stowarzyszeniach. Na jakże wielkie niebezpieczeństwo wystawia się rozproszone wojsko, w którym każdemu się wydaje, że ma prawo sądzić i działać z własnej inicjatywy, gdy ma stawić czoła wojsku o żelaznej organizacji?

A więc, zanim zakończymy te Nasze słowa, chcielibyśmy przekazać Wam „wskazówkę”. Z pewnością pamiętacie, że w lutym bieżącego roku[2] zwróciliśmy się do wiernych Rzymu z gorącym wezwaniem, by również zewnętrzne oblicze Miasta było rozpromienione świętością i pięknem. Musimy powiedzieć, że kler i lud gorliwie przyłożyli się do dzieła, tak, że Nasze nadzieje nie są próżne, Nasze zaufanie nie jest udaremnione. Ale jednocześnie wyraziliśmy życzenie, by to potężne przebudzenie, do którego wezwaliśmy Rzym, było „prędko naśladowane przez okoliczne i dalsze diecezje, aby Naszym oczom dane było ujrzeć powrót do Chrystusa nie tylko miast, ale i narodów, kontynentów, całej ludzkości”. W tym celu, który możnaby nazwać „drugą połową”, liczymy na mężczyzn Akcji Katolickiej, na całą Akcję Katolicką.

A zatem, gdy bezbożnicy dalej sieją ziarna nienawiści, gdy nadal wołają: „Nie chcemy, by Jezus nad nami królował”, „nolumus hunc regnare super nos” (Łk XIX, 15), podniesie się inny głos, śpiew miłości i wyswobodzenia, tchnący stałością i odwagą. Podniesie się na polach i w biurach, w domach i na ulicach, w parlamentach i w trybunałach, w rodzinach i w szkole.

Synowie umiłowani, mężczyźni Akcji Katolickiej! Za chwilę udzielimy wam, waszym bliskim, waszym dziełom, waszym Stowarzyszeniom błogosławieństwa apostolskiego z całego naszego ojcowskiego serca. Następnie udacie się w drogę, wrócicie do Waszych domostw, do Waszej pracy.

Wszędzie nieście waszą oświecającą i ożywiającą działalność.

A wasz śpiew niech będzie śpiewem pewności i zwycięstwa.

Christus vincit! Christus regnat! Christus imperat!

(Przemówienia i przesłania radiowe Jego Świątobliwości Piusa XII, XIV, Czternasty rok pontyfikatu, 2 marca 1952 r. – 1 marca 1953 r., ss. 357-362, Tipografia Poliglotta Vaticana, A.A.S., tom XXXXIV (1952), nr 16, ss. 830 – 835.)

Tłumaczył z języka włoskiego Ciemnogrodzianin znad Wisły. Źródło: vatican.va. Przypisy tłumacza:
[1] W przesłaniu radiowym do wiernych Rzymu z 10 lutego 1952 r. (tekst włoski).
[2] Zob. przyp. 1.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s