O metodzie modernistów wczoraj i dziś

Niedawno zamieszczony na łamach „Myśli Katolickiej” wywiad z ks. Franciszkiem Ricossą traktuje o metodzie modernistów, która jest w wielu punktach zbieżna z metodą masonerii: przenikanie do obozu wroga (infiltracja), nawet za cenę poświęceń i ofiar. Nie jest to jednak możliwe bez dwulicowości i oszustwa, wprowadzania dobrych (i jednocześnie naiwnych) ludzi w błąd. Bez tej biernej „współpracy” dobrych zwycięstwo złych nie byłoby w ogóle możliwe, to prawidło zbyt często jest niestety prawdziwe.

Przenikliwy umysł najlepszych katolickich teologów oraz wielkiego Papieża, jakim był Pius X, rozpoznał tę metodę i ją opisał w znakomitej encyklice Pascendi Dominici gregis, która omawia istotę modernizmu (zasady), przyczyny oraz środki zaradcze.

Podczas jednego z formacyjnych spotkań Stowarzyszenia im. Ks. Goliana omawialiśmy ten kluczowy dla dzisiejszej akcji katolickiej dokument Magisterium i niejednokrotnie do tego tematu będziemy wracać. Tu zatrzymam się tylko nad metodą modernistów i podam jej kilka przykładów z obecnego okresu powszechnej apostazji zaprowadzonej przez soborowy (neo)modernizm.

Aspekt, powiedzmy, bardziej praktyczny tej metody to infiltracja. Omówiona jest ona pod koniec części poświęconej moderniście-teologowi. Pozostając w obozie wroga (Kościele, organizacjach katolickich, zwłaszcza zaś w hierarchii) czy przenikając doń łatwiej przerobić go na swą modłę. Moderniści upojeni swą „żądzą sławy”, „manią wprowadzania nowości”, swym „bredzeniem”, „fantasmagoriami”, „jakby opętani” (są to wszystko cytaty z Pascendi – dość ostre słowa), wierzyli po ludzku, że uda im się zreformować Kościół podług pojęć nowoczesnych, rewolucyjnych. I w pewnym sensie rzeczywiście im się udało, jak to widzimy od czasów Soboru Watykańskiego II, odkąd Kościół w swym aspekcie ludzkim jest nie poznania. Bogu dzięki jednakże i w ostatnich dekadach, choć tylko trzech hierarchów zabrało głos[1], prawdziwi katoliccy duchowni i świeccy nie dali się nabrać przebiegłym modernistom i zachowali wiarę w obliczu soborowych herezji i reform, kontynuując misję Kościoła na świecie.

W każdym razie modernistyczna infiltracja, przy zbytniej pobłażliwości i zbyt małej czujności, osiągnęła szczyt hierarchii i od lat sześćdziesiątych zaprowadza swą rewolucję odgórnie.

Drugi aspekt metody modernistów jest mniej przyziemny i raczej teoretyczny. Jest to dwulicowość, którą św. Pius X omawia pod koniec rozdziału traktującego o moderniście-wierzącym. Interesujący nas fragment nie jest długi, warto go przytoczyć w całości:

W jaśniejszym jeszcze zaprawdę wystąpi to świetle, skoro przypatrzymy się działalności modernistów, zgodnej z ich nauką. W pismach bowiem i przemówieniach ich znachodzi się wiele sprzeczności, do tego stopnia, że łatwo mógłby ktoś mniemać, że chwiejnymi są i niestałymi. Ale dzieje się to z umysłu i wyrachowania, tj. z poglądu, jaki mają o wyłączności wiary i wiedzy. Stąd znajduje się w ich dziełach niejedno, co katolik pochwali; skoro się stronicę odwróci, można by myśleć, że to pisał racjonalista. (Pascendi Dominici gregis, podkreślenia moje)

Dalej Papież podaje liczne konkretne przykłady tego dwulicowego pozornego obalania zasady sprzeczności, służącego podważaniu prawd wiary i (zdrowego) rozumu na rzecz ich „formalnej lawiny błędów” (znowu cytat z Pascendi). O Bóstwie Jezusa Chrystusa ani słowa, gdy moderniści mówią o historii, lecz z ambon o nim głoszą. Podobnie z soborami i Ojcami Kościoła, w dziełach historycznych gardzą nimi, lecz w wykładzie katechizmu odnoszą się doń z szacunkiem.

Tu tak, tam zupełnie odwrotnie. Raz tak, innym razem zupełnie sprzecznie. Ta szatańska dwulicowość to cecha każdego świadomego modernisty.

Metodę tę powinien znać każdy katolik i po tym, między innymi rozpoznać modernistę i trzymać się odeń z daleka, jak Kościół zawsze nakazywał, by unikać heretyka.

Gdy podczas Soboru Watykańskiego II (i po nim) moderniści zaprowadzali nowy porządek postępowali dokładnie tak samo, jak ich prekursorzy z końca XIX i początku XX wieku. W artykule wstępnym pisma „Sodalitium” z 2008 r. można zapoznać się kilkoma takimi przykładami z ostatnich lat, ale i z pierwszych lat posoborowej rewolucji. Jednym z nich jest osobiste doświadczenie o. Guérard des Lauriers, wzięte z pierwszego numeru „Zeszytów z Cassiciacum” (maj 1979 r., s. 69).

Rzeczywiście w owym miejscu francuski dominikanin przytacza dwa przykłady dwulicowości Pawła VI. Robił jedno, a mówił drugie, ogłaszał jedno, a pozwalał na coś zupełnie przeciwnego. Fakty i słowa dowodziły, że jest dwulicowy, a fakty mówiły głośniej niż słowa: że jest modernistą i neguje prawdy wiary.

Te dwa przykłady są z lat 1967-1969, gdy o. des Lauriers był profesorem na Lateranie. W 1967 r. zwrócił się do swego współbrata, Pawła kard. Philippe, skarżąc się na to, że we francuskim Saulchoir dominikanie w recytacji oficjum stopniowo zastępują łacinę językiem pospolitym. A to pomimo tego, że Paweł VI oficjalnie wymagał od benedyktynów i benedyktynek, dominikanów i dominikanek zachowania języka łacińskiego i śpiewu chorałowego w modlitwie brewiarzowej.

Odpowiedź kard. Philippe z 27 czerwca 1969 r. brzmiała następująco:

Nie odpowiedziałem wcześniej na ojca uprzejmy list z 26 maja dlatego, że Św. Kongregacja Zakonników otrzymała, kilka dni po nadejściu ojca listu, rozkaz samego Ojca świętego, by wspólnotom zakonnym, które o to poproszą w sposób wolny (przez tajne głosowanie), udzielano pozwolenia na recytowanie oficjum chorałowego w języku pospolitym w zgodzie z przepisami dotyczącymi rytu zawartymi w instrukcji In edicentis normis (z 23 listopada 1965 r.). Nie pozostaje nic innego, jak być posłusznym…

(list podpisany) † brat Paweł OP

I tak, komentuje francuski dominikanin, który również był głównym autorem Krótkiej analizy krytycznej przeciwko nowej „mszy”, Montini oficjalnie wydał rozkaz, a jednocześnie osobiście rozkazywał, iż wolno czynić coś przeciwnego.

Drugi przykład jest nie mniej szokujący i podobnie uwydatniający mentalność tego perfidnego modernisty i przewrotność jego umysłu. O. Guérard des Lauriers przytacza list, który otrzymał od pewnego wiernego, P. Filipa Vannier:

Co miesiąc proboszcz katedry św. Piotra w Angoulême gromadził parafian. W lutym lub marcu 1969 r. biskup Kérautret, ówczesny ordynariusz Angoulême, przewodniczył comiesięcznemu spotkaniu, podczas którego obiecał, że odpowie na pytania, które zostaną mu zadane. Precyzuję, że byłem wówczas zwykłym, spokojnym parafianinem.

Zwróciłem się do Ekscelencji z uwagą, że ze zdziwieniem stwierdzamy sprzeczność między encykliką Humanae vitae papieża Pawła VI a komunikatem episkopatu Francji omawiającym ten sam temat regulacji narodzin: co było zdziwieniem tym większym, iż wspomniany komunikat wydany był po encyklice.

Biskup Kérautret uznał sprzeczność i ujawnił, że komunikat episkopatu został opublikowany za zgodą papieża.

Papież powiedział nam, rzekł biskup, że on sam, jako papież, nie mógł napisać nic innego niż to, co napisał w encyklice oraz że żałował, iż nie mógł wziąć pod uwagę potrzeb i oczekiwań ludzi współczesnych. „Ale wy, bardzo proszę” – doskonale pamiętam, że biskup Kérautret wkładał te słowa w usta Pawła VI.

Oto moje świadectwo.

07380 Lalevade d’Ardèche, 6 marca 1976 r.

Filip Vannier

Jako kolejny dowód wewnętrznych przekonań tego typowego modernisty, jakim był Montini, o. Guérard des Lauriers przytacza notyfikację z 14 maja 1969 r. (Humanae vitae jest z 25 VII 1968 r.), którą „La Documentation catholique” opublikowała 6 lipca 1969 r. (s. 647, kol. 2):

Papież Paweł VI poprosił niedawno temu Kongregację Doktryny Wiary by ta zawiesiła instrukcję otwartą przeciwko wiedeńskiemu teologowi Adolfowi Hollowi za jego oświadczenia co do encykliki Humanae vitae, którą ostro skrytykował w telewizji wkrótce po jej publikacji, rozciągając swą krytykę na osobę Najwyższego Pasterza.

Francuski dominikanin, który jak nikt inny przyczynił się do powstania katolickiego oporu przeciwko soborowemu modernizmowi (aczkolwiek nie tak spektakularnie), wnioskował na podstawie tych faktów, indukcji, że mamy pewność, iż Montini nie posiada władzy Chrystusowej, że nie jest Wikariuszem Chrystusa na ziemi. Wszystkie doświadczenia, fakty i czyny samego Montiniego, który jest najlepszym świadectwem swego „nie-papiestwa”, schodzą się, ze znamieniem pewności, do tego jednego jedynego wniosku. Ten dowód indukcyjny jest typowy dla tezy z Cassiciacum i w przeciwieństwie do argumentu z herezji osobistej (na postawie opinii teologów traktujących o Papieżu popadającym w herezję) cechuje go znamię pewności, pewności faktów.

O. Guérard des Lauriers nie dał się bowiem nabrać na dwulicowość modernistów, którzy, jak powiedział św. Pius X, na jednej stronie potwierdzają doktrynę katolicką, a na drugiej szerzą sprzeczne z nią fantasmagorie racjonalistów, naturalistów, rewolucjonistów. Ta wewnętrzna sprzeczność jest jednak przemyślana, bowiem ich prawdziwym zamiarem jest całkowite wywrócenie religii objawionej.

Jednym ze sposobów w jaki działają neomoderniści od Soboru Watykańskiego II jest wykorzystywanie kanonizacji do swych niecnych, rewolucyjnych celów. Nie tylko bowiem wybierają czystych ekumenistów i modernistów na „świętych” nowej religii, ale również postacie, które żyły cnotliwie i wyznawały całą wiarę katolicką. Zawsze jednak wykorzystują tych ostatnich do promowania swoich nowości, podawania „formalnej lawiny błędów” jako wyrazu wiary katolickiej.

Każda taka (nieważna) „kanonizacja” prawdopodobnego świętego prowadzi do pogłębionego zamieszania wśród wiernych, również tych, którzy szczerze szukają prawdy, lecz są naiwni. Utwierdza ponadto cały świat w fałszu, że moderniści posiadają władzę w Kościele. Gdyby „beatyfikowali” i „kanonizowali” tylko zboczeńców i satanistów więcej ludzi by zrozumiało, że nie są Papieżami. A tak każdy taki akt „w stronę tradycji” jest sztuczką szatana i służy tylko temu, by lepiej ludzi zagarnąć do tej fałszywej religii modernistycznej. Tak uważał o. Guérard des Lauriers.

Niektórzy jednak, niestety, w takim dwulicowym i podstępnym postępowaniu modernistów widzą działanie Boże:

(źródło: fejsbukowe dyskusje „tradycjonalistów”)

Opinia opinią, lecz ostatnie zdanie jest nie tylko typowym wyrazem fideizmu[2], ale przykładem naiwności powszechnej wśród katolików w obliczu modernistycznej dwulicowości: raz kanonizują ekumenistę, raz osobę, która zmarła w opinii świętości, tylko po to, by skuteczniej oszukać tych, którzy widzą w tym jakieś „dobro” (tu: że Bóg przypomina prymasa Hlonda). Modernista raz przytacza prawdy wiary, innym razem swoje herezje, raz podaje do naśladowania prawdziwe wzory cnót chrześcijańskich (wypaczając je zawsze!), innym razem wprost podaje wzory ekumenizmu, fałszywej tolerancji, masońskiego humanitaryzmu, naturalizmu.

Co bardzo istotne, św. Pius X w omawianej encyklice demaskującej i potępiającej modernizm zauważa, iż oba aspekty metody, infiltracja oraz dwulicowość są celowe, dobrze wykalkulowane. Moderniści pozornie poddają się karom władzy kościelnej, lecz dalej wewnątrz Kościoła sączą swój heretycki jad i prowadzą dusze na zatracenie:

W ten sposób działają ze świadomością zupełną i rozwagą: już to sądząc, że władzę należy podniecać, ale nie burzyć; już też zostając w obrębie Kościoła z konieczności, aby zmienić niepostrzeżenie samowiedzę zbiorową: głosząc to jednakże przyznają, lubo tego nie wiedzą, że samowiedza zbiorowa od nich się różni i niepowołani narzucają się na jej tłumaczów. (Pascendi, podkreślenie moje)

Oszukują zaś swym dwulicowym językiem, podając raz prawdy katolickie, raz swe heretyckie brednie „z umysłu i wyrachowania” (ibid.).

Kolejną dziedziną, obok kanonizacji, gdzie modernistyczna metoda doskonale się sprawdza jest liturgia. Moderniści bowiem kryją, w słowach i gestach „nowej mszy” i innych nowych obrzędów, swe doktrynalne nowinki. Jak nowa liturgia wypaczyła pojęcia katolickie u większości zwykłych wiernych, widać na co dzień. Zauważyli to już kardynałowie Ottaviani i Bacci w liście wstępnym do Krótkiej analizy krytycznej Novus Ordo Missae:

Novus Ordo Missae pojawia się tyle nowości, zaś z drugiej strony, tyle rzeczy odwiecznych zostaje zepchniętych na dalszy plan lub przesuniętych na inne miejsce – jeśli zostało dla nich jeszcze jakieś miejsce – że grozi to, iż pewna wątpliwość, która wkrada się, niestety, do niektórych środowisk, wzmocni się i przerodzi w pewnik. Uważa się bowiem, że prawdy Wiary, wyznawane od zawsze przez wierny lud, można zmieniać lub pomijać milczeniem i nie będzie to zdradą świętego depozytu nauczania Kościoła, z którym wiara katolicka związana jest na zawsze. Ostatnie reformy stanowią wystarczający dowód na to, że nie da się wprowadzić nowych zmian w liturgii, nie powodując kompletnej dezorientacji u wiernych, którzy wyraźnie okazują, że są im one nieznośne i niezaprzeczalnie osłabiają ich wiarę.

Modernistyczna liturgia, wypaczając wiarę, jest głównym wehikułem apostazji katolików na całym świecie.

Wielki odnowiciel liturgii rzymskiej i śpiewu chorałowego w XIX-wiecznej Francji, opat Prosper Guéranger, w swym monumentalnym dziele Rozważania na temat liturgii katolickiej (Considérations sur la liturgie catholique) podaje cechy autentycznego kultu katolickiego i omawia herezję antyliturgiczną. Jedną z tych cech jest autorytet, pełne prawo liturgii rzymskiej, co stanowi o jej wyższości nad różnymi innymi nowszymi liturgiami o niepewnym pochodzeniu i wątpliwej jakości. Stwierdza, że rzeczywiście pewne elementy czy teksty heretyków wkradły się do różnych „nowych liturgii”, lecz katolik winien je w całości odrzucić, bowiem Kościół podaje mu liturgię, „której doktryna zapewniona jest samym autorytetem Boga”[3]. Patrzący na wszystko przez pryzmat zmysłu katolickiego francuski benedyktyn pisze:

Kościół nie ma nic droższego nad swą wiarę, ona jest jego życiem. W obrzydzeniu ma heretyka, nakazuje uciekać przed nim i go unikać. Wie, że każde jego słowo jest świętokradztwem i dlatego je piętnuje oraz zakazuje swym dzieciom, by rozróżniały w nich to, co może jeszcze w nich być prawowiernego. Tak bardzo odrzuca to, co może pochodzić z ust jego zbuntowanych podwładnych[4].

Soborowa rewolucja okazała się tak skuteczna z powodu naiwności, bierności, miękkości i w ogóle braku przygotowania katolików, zwłaszcza wśród hierarchii Kościoła[5]. Dlatego, znowu, katolicy winni koniecznie zgłębiać doktrynę katolicką, zdrową filozofię, ćwiczyć swój umysł, cnoty intelektualne, ale również rozeznanie, roztropność i inne cnoty, by rozpoznać śmiertelnego wroga, jakim są moderniści i nie dać się nabrać na ich sztuczki i sofizmaty. Ich skuteczność w głównej mierze zależy od nieprzygotowania katolików do tego boju o wiarę.

„Vigilate, state in fide, viriliter agite, et confortamini” (I Cor. XVI, 13)

E. Ostrzyhomski

(Wszystkie tłumaczenia z „Zeszytów z Cassiciacum” oraz dzieła o. Guéranger zostały wykonane na potrzeby niniejszego artykułu.)

Przypisy:
[1] Chodzi oczywiście o członków Kościoła hierarchicznego, a byli to kardynałowie Ottaviani i Bacci publicznie, a bp de Castro Mayer, ordynariusz Campos, prywatnie. Inni biskupi, jak abp Lefebvre, abp Thuc i bp Kurz również sprzeciwiali się reformom i herezjom, ale nie należeli (już) do Kościoła hierarchicznego.
[2] Rozum oświecony wiarą mówi: przecież te „kanonizacje” są nieważne, przecież moderniści wykorzystują takie postacie do głoszenia swych nowych dogmatów: „praw człowieka”, „niezbywalnej godności ludzkiej”, walki z totalitaryzmem, fundamentalizmem. A fideista naiwnie: ale mają inne intencje, których nie znamy, ale Bóg działa przez nich, trzeba się cieszyć, że więcej ludzi usłyszy o kardynale, etc. etc. O fideizmie pisaliśmy ostatnio w tekstach: „Fideizm i modernizm” oraz „Fideizm i supernaturalizm”. Główną przyczyną fideizmu jest irracjonalizm i brak odpowiedniego religijnego wykształcenia, a w Polsce jest to powszechne od dawna, jak wiemy z lektury takich autorów, jak o. Woroniecki. Zwłaszcza w obecnej sytuacji nie wolno szczędzić wysiłków na wykorzenianie tego błędu z umysłów katolików.
[3] Dom Guéranger, L’esprit de la liturgie catholique, ze słowem wstępnym ks. Grzegorza Celier, Wyd. Servir, 2000 r., s. 82 (jest to zbiór kilku fragmentów
Rozważań na temat liturgii katolickiej).
[4] Ibid., ss. 80-81.
[5] Już św. Pius X narzekał: „de gentibus non est vir mecum”, cytując proroka Izajasza (LXIII, 3), skarżył się swemu przyjacielowi, biskupowi Alfonsowi Archi, że jest osamotniony, bowiem biskupi i nawet kardynałowie niedostatecznie mu pomagają w walce z wrogami głównie wewnętrznymi Kościoła (cf. E. Poulat, L’affaire de la Sapinière. Intégrisme et catholicisme intégral, Les Editions de l’Oeil du Sphinx, Paryż 2012, ss. 100-101).

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s