„Nakłońmy więc ucha ku wskazówkom Rzymu, uczmy się naśladować przykład jego” (protestant o Piusie X)

Naczelna władza Wikariusza Chrystusa nad wszystkimi członkami Kościoła była jedną z tych prawd, którą szczególnie znienawidzili moderniści uczestniczący w II Soborze Watykańskim. Reformy uchwalone w trakcie Soboru i wdrożone w życie w ciągu ostatniego półwiecza skutecznie zafałszowały doktrynę o papiestwie w umysłach katolików na całym świecie, nie wyłączając członków FSSPX, mieniących się jedynymi obrońcami Tradycji katolickiej, którzy poprzez stawianie oporu uznawanemu przez nich „papieżowi” uzurpują sobie jednocześnie jego prerogatywy. Absurdalność tej postawy rzuca się w oczy m.in. przy okazji lektury starych książek i pism, w których widać, że nawet protestanci byli świadomi, kim jest Papież oraz jaką cześć i oddanie winni są mu wszyscy katolicy. Jeden z przykładów tej świadomości przedstawiamy w poniższym tekście.

W.O.

„Protestant o Piusie X”

(z działu „Z kraju i zagranicy.”)

Protestant o Piusie X. Nawet w nieprzyjacielu podziw wzbudza wielka postać nieustraszonego Papieża, który z wyroków Bożych kieruje naszem odrodzeniem religijnem. Protestant Steeg w „Rappel” tak pisze o Piusie X:

„Nic bardziej ciekawego, jak obserwować wysiłki, jakie dziś podejmuje Watykan, by odrodzić zaśniedzialą wiarę, przywrócić religii jej tradycyjne znaczenie, oczyścić ją od wszystkiego, co dwuznaczne, uwolnić od wszystkich tranzakcyi, w jakie podobało się niektórym uwikłać ją.

„Wysiłki te w szczególny sposób skierowane są ku Francyi. Zdaje się, że prałaci-rygoryści, prowadzący politykę rzymską, zmęczeni katolicyzmem średniego gatunku, tem długoletniem dziełem biskupów nieco zgailikanizowanych i wiejskich proboszczów nieco rozproszonych, postanowili oczyścić to pole, przez Kościół szczególnie upodobane, wyplenić chwasty, zmieszane ze zbożem, i, jeśli trzeba, zredukować, ale zredukować do elity, owczarnię prawdziwych wiernych. Rzym począł ścigać bez pardonu, stopniowo i coraz śmielej wyrywając z korzeniem wszystkie …zarodki kontradykcyi lub herezyi. Zaczęto od oczyszczenia Episkopatu; potem wzbroniono duchowieństwu uczęszczać do zakładów świeckich; następnie dekretem brutalnym zamknięto usta obrońcom, trącącym herezyą: naprzód modernistom, ostatnio „Sillon’owi”; wreszcie posunięto energię aż do atakowania zadawnionych nadużyć, które zdołały już stać się zwyczajem. Rzym usiłuje wyprostować te gałęzie olbrzymiego drzewa katolicyzmu, których wadliwe skrzywienie datuje od wieków i dla wielu wiernych stanowi istotną część wiary. Niedawno podniesiono kwestyę reformy pierwszej Komunii. Mimo nieśmiałych opozycyi francuskiego kleru, wola Rzymu stanie się prawem.

„Doprawdy, jakaż wielkość bije od tej niezłomności, pełnej majestatu, od tej pogardy praktycznych sposobików i przystosowań służalczych, od tego wspaniałego uczucia pewności przyszłego tryumfu! W tryumf ten bynajmniej nie wierzę; owszem, wszystko każe mi przypuszczać, że w tej walce przeciwko indyferentyzmowi, panującemu w duszach, Papiestwo zostanie zwyciężone. Wysiłki i aspiracye ludzkości w innym zwracają się kierunku. W każdym razie jednak chcieć tego, w co się wierzy, nie dozwalać przeinaczać, przyćmiewać lub umniejszać swego ideału, nie paktować z jego profanatorami, mieć nadzieję mimo wszelkiej nadziei, słowem, pozostawać sobą – jest w najwyższym stopniu szacunku i podziwu godne.

„Można uwielbiać tę karność wspaniałą, nie będąc przez to fanatykiem ani ślepym sekciarzem. Owszem, ma obowiązek ją naśladować, kto sądzi, że pracuje po to, by żyć, nie zaś po to, by dać się przeżyć. Partye polityczne nigdy nie straciły na tem, że szukały w samych sobie zasady kierującej ich rozwojem. W chwilach zamętu, jakie niekiedy przeżywamy, gdy ciemne tendencye i dwuznaczne porywy usiłują rozproszyć to, co wspólna akcya złączyła, – – jest tylko jedno źródło prawdziwego odrodzenia, a źródło to znajdujemy w sobie, w niezłomności przekonań, w czystości umiłowanego ideału.

„Co jest prawdą odnośnie do dogmatów niewoli, jest tem więcej prawdą odnośnie do doktryn wyzwolenia. Nakłońmy więc ucha ku wskazówkom Rzymu, uczmy się naśladować przykład jego, i niech przyszłość, którą budujemy, skorzysta z nauki tych, co nadludzkimi wysiłkami starają się opromienić światłem przeszłość, chylącą się w mrok”!

Odrzuciwszy błędy, wypływające z umysłowości Steega, niepodobna nie przyznać, że ten człowiek, nieznający prawdy, bezwiednie daje naukę tym, co prawdę znają, jak czcić i słuchać Stróża prawdy winni.

Przepisała Monika. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok III (1910), nr 44, ss. 439-440.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s