„W imię słuszności” (przykład polemiki z „Myśli Katolickiej”)

Jako przykład zarzutów wysuwanych wobec oryginalnej „Myśli Katolickiej” doskonale posłużyć może obrona zamieszczona na łamach tego pisma. Jak widać, od samego początku „Myśl Katolicka” była atakowana za rzekomą ciasnotę poglądów, fanatyzm i przesadne przywiązanie do doktryny i dyscypliny katolickiej. Poniższy artykuł jest bowiem z drugiego, podwójnego numeru tego pisma.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

 

W imię słuszności.

Wyroki śmierci zwykle redagowane są z wielkim spokojem. Przedmiotowo i bezstronnie przypomina się skazanemu, jaką popełnił zbrodnię, przypomina się także, że nie osobista niechęć, lecz sąd, opierając się na prawie, wyrok taki wydał.

Wyrok śmierci i tak już przeraża skazanego, ludzkość więc wymaga, by nie znęcać się nad skazańcem, nie lżyć go i nie urągać jemu.

N° 54 „Dziennika Powszechnego” przyniósł wyrok śmierci, wydany bez sądu, ferowany na podstawie prywatnych, a więc nieobowiązujących, zapatrywań, napisany z namiętną zaciekłością.

Wyrokiem tym skazaną na śmierć została „Myśl Katolicka”.

Ponieważ jednak w tej chwili jeszcze żyje, ośmiela się więc wypowiedzieć kilka spostrzeżeń.

1) Jeśli poglądy „Myśli Katolickiej” nie zgadzają się z poglądami Szanownej Autorki owego wyroku, nie był to jeszcze powód słuszny i dostateczny do skazywania na śmierć pisma bądź co bądź katolickiego. Jeśli zaś Szanowna Autorka znalazła w niem błędy, przeciwne nauce Kościoła, to należało je wykazać. „Myśl Katolicka” pełna jest najlepszej woli. Uwagi przedmiotowe przyjęłaby z wdzięcznością.

2) Dziwnie razi powtarzany ciągle w owym artykule wyraz „redaktorski”, gdy „Myśl Katolicką” podpisuje tylko jedna osoba.

3) Podziwem przejmuje pewność, wyrażana kilkakrotnie, że „Myśl” redagowana jest przez więcej osób i że wśród nich nie ma mężczyzn.

Gdy się o czemś twierdzi publicznie, wypada zebrać wprzód dobre informacye.

4) Nie zgadza się to nawet z najniższym stopniem miłości bliźniego lżyć go, zwłaszcza publicznie, i gołosłownie ciskać nań zarzuty – i to niebylejakie! w dodatku, w wielkiej obfitości, bo w króciutkim artykule jest ich aż tyle! raczej rzecz można słusznie, że cały artykuł z obelg tylko się składa.

Oto ich szereg:

a) Z katolicyzmem „Myśli Katolickiej” żaden wykształcony i rozumny katolik solidaryzować się nie może.

Pomijając, że to zdanie bardzo, ubliża redakcyi „Myśli” i autorom, którzy swe prace „Myśli” poświęcili, – uwłacza też, co gorsza, tym wszystkim poważnym i nawet dostojnym osobom, które raczyły „Myśl Katolicką” zaszczycić swą zachętą i błogosławieństwami, tembardziej cennemi i znamiennemi dla „Myśli”, że otrzymała je, nie ośmieliwszy się o nie zabiegać.

Niesłusznie to przyznawać monopol wykształcenia i rozumu tym tylko, co z nami za jedno trzymają.

b) Redaktorki (?!) „Myśli Katolickiej” gorsze są od wrogów Kościoła.

c) Swem postępowaniem, oraz duchem, jaki szerzą, mnożą bezwyznaniowców.

d) Mają fanatyczną ciasnotę poglądów.

e) Niedźwiedzią przysługę oddają sprawie katolicyzmu.

f) Twierdzi dalej Szanowna Autorka artykułu, że „Myśl Katolicka” zapoznaje wzniosłe stanowisko Kościoła względem wiedzy i postępu.

„Myśl” stanowczo temu zaprzecza, bo wie i naciska kładzie na to, że Kościół nietylko nie jest przeciwnikiem, lecz owszem, jest najserdeczniejszym opiekunem, drogowskazem, dźwignią i twórcą prawdziwej wiedzy i prawdziwego postępu.

g) Redaktorki (?!) „Myśli” wspomnienia postępu znieść nie mogą.

Jakieś nieporozumienie chyba ten zarzut wywołać mogło, gdyż „Myśl” zdrowy postęp ocenia należycie, choć istotnie nie wszystkiemu, co nowe, tę piękną nazwę nadaje.

h) Wyławiają z ostatniej encykliki wszystkie ustępy, piętnujące istotne odstępstwa od wiary, aby piętnować odstępstwem wszystko, co im się podoba.

(a więc praktykują prywatę, potwarz i oszczerstwo w sprawach najświętszych!!!)

„Myśl Katolicka” nikogo piętnem modernizmu na własną rękę nie znaczy; podnosi wprawdzie niektóre smutne fakty, jednak dopiero po orzeczeniu o nich Stolicy Świętej, lub Biskupów.

i) W dzieciach Kościoła chcą one (?!) zdławić wszelki ślad ruchu i życie w samym zarodku.

j) Jedyny Kościół żyjący chcą skuć (?) w martwe formuły, niby w powijaki. (?)

k) Rzeczniczki (?!) „Myśli Katolickiej” są dość zarozumiałe.

l) Ta „Myśl Katolicka” jest to jakaś osobliwa myśl katolicka.

ł) Wytworzyły jakiś specyficzny Kościół napadający.

m) Chrystus by je zgromił.

n) Są gorliwe, a nierozważne.

o) Kościół w „Myśli” jest Kościołem napastniczym.

p) W „Myśli Katolickiej” przedstawiony jest Kościół, rzucającym gromy i anatemy.

Istotnie „Myśl” zaznacza kilka wypadków potępienia przez Stolicę Świętą lub Biskupów; stanowi to jednak zaledwie cząstkę tych wypadków, o których cały świat cywilizowany mówi którymi się interesuje.

Jeżeli Ojciec Święty, lub Biskupi uznali za stosowne w tym lub owym wypadku uciec się do środków karnych – nie można potępić „Myśli Katolickiej” za to, że ośmiela się zrobić o tem wzmiankę. Nie ten winien, co o jakimś spełnionym czynie mówi, lecz ten, co ten czyn spełnia. Logicznie więc wynikałoby, że oburzenie Sz. Autorki na „gromy i anatemy” winnoby spadać nie na „Myśl”, lecz na Kościół, o co ani na chwilę nie chcemy Szan. Autorki posądzać. Ponieważ jednak takie nieoględne wyrażenie się Sz. Autorki niejednemu może nasunąć nieodpowiednie myśli o anatemie, – przypominamy więc tutaj, że anatema jest jednym z najwyższych dowodów miłości Kościoła ku grzesznikowi, bo anatema, – to nie złorzeczenie, ani tembardziej przekleństwo: to tylko środek, którym Kościół chce opamiętać błądzącego i powstrzymać go na drodze do ostatecznej zguby. Wszak tonącego godzi się nawet z bólem za włosy chwycić, byle go od śmierci ocalić. Kościół to szlachetna i kochająca Matka: do ostatnich więc granic cierpliwość i wyrozumiałość jego sięga; gdy jednak wyczerpie wszystkie środki ku poprawie występnego syna – nie waha się choć serce pęka z bólu, ukarać go bodaj najsurowiej, byle tylko uratować jego duszę; karcąc jednak, miłować nie przestaje, czego najlepszym dowodem jest radość, z jaką nawracającego się syna na nowo z miłością przytula do łona. Pozorna więc surowość Kościoła ma źródło w miłości, a dzieło miłości na celu.

q) Kościół przedstawiony tam jest, jako zakazujący i piętnujący.

r) Taki jak tam przedstawiony, nie jest Kościołem Tego, który miłość nadewszystko zalecił.

s) Taki jak tam przedstawiony, nie jest Kościołem Chrystusowym.

t) Taki jak tam przedstawiony, nie jest Kościołem kochającym.

u) Prócz napaści i gromów, nic w „Myśli Katolickiej” nie znajdziesz.

w) Kartki „Myśli” dziwny niesmak rodzą.

x) Z olbrzymich kartek „Myśli” odczuwa się ich jałowość i pustkę.

y) Motto „Myśli Katolickiej”: „Katolicyzm ma własność pionu – odchylenia nie znosi” – jest jednostronne i nie uwydatnia pełni ducha katolicyzmu.

z) Duch taki wieje z każdej kartki.

ż) Z treści  pisma daje się wyrozumieć: „Katolicyzm – to żandarm, strzegący porządku z całą sztywnością, bezkrytycyzmem i bezwzględnością policyanta”.

ą) Niezrozumienie ducha katolickiego z niej się wyłania.

ę) Smutno katolicyzm reprezentuje.

Otóż i wyczerpał się cały alfabet, ale nie wyczerpały się jeszcze zarzuty.

Zostały na koniec jeszcze te, o których bliżej pomówić należy.

Niesłusznie zarzuca Sz. Autorka że, motto: „Katolicyzm – to pion, odchylenia nie znosi” charakteryzuje katolicyzm, jako „żandarma: strzegącego porządku z całą sztywnością, bezkrytycyzmem i bezwzględnością policyanta”; że to motto jest jednostronne i nie daje się pogodzić z przypowieścią Chrystusa o „ziarnie gorczycznem”. Przeciwnie, przypowieść o ziarnie najdoskonalej z owym pionem się godzi.

Dla rozwoju ziarna gorczycznego, jako rośliny, pionem są niezmienne prawa rozwoju roślin w ogóle, a gorczycy w szczególności, – prawa, bez których życie rośliny pojąć się nawet nie da.

Podobnież dla Kościoła, jako „ziarna gorczycznego” w znaczeniu przenośnem, pionem tym są prawdy niezmienne, bez których życie Kościoła również pojąć się nie daje.

Wszak sama Sz. Autorka owego artykułu z uznaniem przytacza wspaniały ustęp z ostatniej encykliki, ustęp, w którym powiedziano, że postęp w Kościele winien się odbywać „jedynie we właściwym sobie kierunku, to znaczy, wedle tego samego dogmatu, w tem samem znaczeniu, w tem samem pojmowaniu”; wszak sama Sz. Autorka mówi, że w katolicyzmie po wsze czasy jest jedność i tożsamość pierwiastków: czemżeż więc jest to wszystko, jeżeli nie owym katolickim pionem?

Niesłusznie więc Sz. Przeciwniczka „Myśli Kat.” ów pion katolicki przeciwstawia ziarnu gorczycznemu: przeciwnie, są to dwie rzeczy, które w najdoskonalszej harmonii jednoczą się ze sobą ku urzeczywistnieniu ideału prawdziwie katolickiego postępu.

Myli się także Ona, że pojęcie pionu nie wypływa z ducha Chrystusowego. Chrystus Pan, zanim założył Kościół, miał dokładne, ustalone i zupełne pojęcie tego, czem ten Kościół miał być w początkach i czem miał się stać następnie. Ta myśl przewodnia Chrystusa-to właśnie pion katolicki. Bóg przez nieomylność, Kościołowi daną, strzeże go, by od tego pionu się nie odchylił.

Co zaś się tyczy przystosowywania się Kościoła do życia – to i w tem Szanowna Autorka wyraziła się nieoględnie. W Kościele trzeba rozróżnić dwie strony: istotową i przypadkową. Przystosowuje się do życia tylko przypadkowa strona strona Kościoła, formy drugorzędne; istotowa zaś strona katolicyzmu jest niezmienną, więc przystosować się do życia i czasu nie może, – owszem życie i czas do niej się przystosować, według niej wzorować się winny.

Szanowna Autorka, kończąc artykuł – w oburzeniu, nieznającem granic, woła: „Gdyby Kościół Katolicki mógł przemówić, możeby dziś o nich powiedział i t. d.”.

To już jest błąd. Kościół Katolicki nie jest ani martwy, ani niemy. Gdy chce-przemawia, raz słodkim, to znów piorunującym głosem. Kościół mówi… mówi ucząc, mówi pocieszając, mówi karcąc, zarówno jak i chwaląc; mówi do królów i mówi do prostaczków, do całych narodów i do pojedyńczych ludzi…

Kończąc krzyżową drogę tej odpowiedzi, której napisanie wiele „Myśl Katolicką” kosztowało przykrości, „Myśl” zaznacza, że o ile służy zawsze przedmiotową rozprawą, o tyle nie chce wchodzić na drogę polemik prywatnych, zwłaszcza w osobistej obronie. Odtąd więc każdy, kto zechce, może szarpać ją i krzywdzić bezkarnie, gdyż ona ani jednem słowem już nigdy w obronie swej nie wystąpi, uważając, że na to szkoda czasu i miejsca w piśmie.

Nie znaczy to jednak, by z zajętego stanowiska nie miała usterek zaznaczać. Sama też prosi czytelników swoich uprzejmie, by, jeśli się znajdą usterki na jej łamach, raczyli je podnosić i prostować, nie uważając tego bynajmniej za polemikę, lecz za pogłębienie pojęć.

Przepisał Adamus Andegavensis. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok I (1908), nr 3-4, ss. 27-28. Podkreślenia A.A.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s