O karze śmierci z „Myśli Katolickiej”

Jako że temat jest na czasie, Czytelnikom naszym przedstawiamy artykuł z oryginalnej „Myśli Katolickiej” na temat ówczesnych prób zniesienia kary śmierci.

Warto zauważyć, iż również o. Jacek Woroniecki zwracał uwagę na to, że czasy nowożytne są zbyt pobłażliwe, w stosowaniu kary i oddawaniu sprawiedliwości waga przechyla się ku niedostatkowi w tej dziedzinie.

E.O.

Nie łudźmy się.

Charakterystyczną cechą naszych czasów jest zbytnia pobłażliwość dla zła.

Kara za zło bez porównania więcej niż samo zło oburza dziś serca ludzi, którzy nie miłością prawdziwą, lecz raczej czułostkową wrażliwością się rządząc, wygłaszają rozmaite utopijne hasła i opinie w przeświadczeniu, że wynikają one z miłości bliźniego.

Żądanie zniesienia kary śmierci jest haseł tych i opinii wyrazem najjaskrawszym.

Zapoznając naukę Kościoła, a natomiast przyjmując za dogmat ewolucyjne doskonalenie się człowieka, społeczeństwa dzisiejsze wyznają zasadę, że tylko źle unormowane stosunki społeczne są powodem zbrodni i że z chwilą, gdy ta przyczyna zostanie usuniętą, zbrodnie całkowicie znikną ze świata.

W odrazie do kary śmierci wielką gra rolę i ta okoliczność, że wśród współczesnych wiara w nieśmiertelność jest przeważnie albo mglistą i połowiczną, albo też zgoła wygasłą, wskutek czego kara śmierci wydaje się im największem z nieszczęść, krzywdą najstraszniejszą, karą wstrętną i ohydną, której stosować rządy nie mają prawa. Niestety jednak dzieje ludzkości i statystyka dostarczają aż nadto dowodów, że w stanie upadłej natury naszej kara śmierci jest smutną koniecznością, gdyż na niektóre jednostki jest ona jedynym hamulcem, powstrzymującym je od zła, i najidealniejszy układ państwowy kary tej znieść nie może bez narażenia obywateli na poważne niebezpieczeństwo.

Obecnie Francya, ten kraj, który Loże obrały sobie za teren do eksperymentów dla „humanitarnych” sposobów kierowania nawą państwa, po dwumiesięcznych debatach uchwaliła w Izbie deputowanych utrzymanie kary śmierci 330 głosami przeciw 201.

Jakkolwiek twierdzą niektórzy, że w fakcie tym grała ważną rolę niechęć pewnych kół do p. Fallières, wielkiego zwolennika zniesienia kary śmierci, to jednak musiały tam być wzięte w rachubę i dane statystyczne, które przeraziły nawet wolnomyślnych posłów.

W roku 1906 liczono we Francyi 1276 zbrodni popełnionych; w roku 1907 liczba ta wzrosła do 1436. Cyfry te są o wiele wymowniejsze od wszelkich filozoficznych wywodów.

Szwajcarya, którą liberałowie jako wzór urządzeń państwowych stawiać zwykli, zniosła u siebie karę śmierci w roku 1874, a w 1879 już ją nanowo wprowadzić musiała wskutek zatrważającego wzrostu zbrodni w tym okresie.

We Włoszech, gdzie kara śmierci jest zniesioną, zanotowano w roku zeszłym 4000 wypadków zabójstwa, podczas gdy w Anglii, gdzie zbrodniarzy wieszają bez miłosierdzia, ilość zbrodni w tym samym roku wyniosła tylko 200.

Cokolwiekbądź mówiliby propagatorowie zniesienia kary śmierci, jest to w gruncie rzeczy jedyna kara, której zbrodniarze rzeczywiście się lękają. Zatraciwszy bojaźń Boga i kary wiecznej, uznając za jedyne dobro i szczęście możność zadawalniania swych namiętności i używania życia, – zbrodniarze tylko wobec kary śmierci od zbrodni się powstrzymują.

Jeden z nich, skazany na wygnanie, powiedział kiedyś te znamienne słowa: „Tylko z grobu się nie powraca”.

Innym razem we Francyi, gdy sędzia śledczy przedstawiał pewnemu zabójcy całą ohydę jego zbrodni, ten ostatni odpowiedział najbezczelniej:

– Panie sędzio! Wiedziałem, na co się decyduję. Najwyżej zeszlą mnie na jaką daleką wyspę, gdzie za dwa lata będę urzędnikiem więziennym, a za jakie lat dziesięć koncesyonaryuszem państwa.

Ciekawą jest rzeczą i wprost prawie nie do uwierzenia dla nas, że w wiekach średnich przestępcy najsroższą torturę nawet za nic sobie mieli, byleby tylko kary śmierci uniknąć mogli.

Pewien sędzia uczony z XVI wieku, przytacza zdanie zbrodniarza, który twierdził, że lepiej jest tysiąc razy ponieść torturę, nie wydawszy jęku, niż raz wyznać prawdę, za która czeka szubienica, a to dlatego, że są tysiące doktorów, którzy zestawić potrafią połamane członki i wygoić zadane przez tortury rany, ale ani jednego, któryby potrafił wyleczyć kark, skręcony na stryczku. Złoczyńcy w wiekach średnich mieli nawet szkoły, w których uczyli się znosić tortury. Zadawali je sobie nawzajem w celu „zaprawienia się”, jak powiada jedna stara kronika, „do znoszenia tortur w razie dostania się w ręce sprawiedliwości”.

Nic też dziwnego, że pomiędzy propagatorami idei zniesienia kary śmierci najgłośniej odzywają się ci, co na karę tę zasłużyli. Złodzieje, bandyci, mordercy, słowem-wszelkiego rodzaju zbrodniarze przeciwko karze śmierci oświadczali się stanowczo i zawsze.

Znamiennym jest fakt, że krwawy Robespierre wziął w swoim czasie nagrodę Akademii za rozprawę o potrzebie zniesienia kary śmierci.

W czasach obecnych, pomimo pozornej erudycyi, zauważyć można dziwną płytkość w sądach o sprawach nawet najpoważniejszych, co jest zresztą zrozumiałe wobec zapoznania prawd wyższego porządku.

To też i rozprawy na temat kary śmierci również, na ogół biorąc, nie dosięgają dziś wyżyny, na jakiejby stać powinny. I punkt wyjścia i sposób traktowania kwestyi nie odpowiadają bynajmniej powadze przedmiotu. Świeże debaty nad karą śmierci w parlamencie francuskim aż nadto tego dowiodły.

Kara, jako wyrównanie długu sprawiedliwości, jako naprawienie porządku moralnego, naruszonego przez winę; kara, jako miłosierdzie dla winowajcy, dająca mu sposobność ekspiacyi i możność okupienia sobie w ten sposób szczęśliwej wieczności; kara, wymierzana nie w imię wygody społeczeństwa, lecz w imię zasady wyższej – że sprawiedliwość tak każe, – wszystko to w społeczeństwach dzisiejszych jest całkowicie zapoznane.

Motywy potrzeby obrony społeczeństwa wobec żywiołów szkodliwych, pożytek zastraszającego groźnego przykładu – są to wprawdzie motywy słuszne, lecz drugorzędne, niewystarczające, a jednak przez zwolenników kary śmierci dziś brane w rachubę jedynie.

Głębokie wywody filozofii Platona i teologii św. Tomasza z Akwinu o moralnem znaczeniu kary są, niestety, widać, ponad poziom dzisiejszego świata, co, w przeświadczeniu o swej wyższości umysłowej, uśmiechem wzgardy i szyderstwa zwykł spotykać rzeczy, których doniosłości nie ogarnia.

Przepisał Adamus Andegavensis. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok I (1908), nr 42, s. 334. Podkreślenia A.A.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s