Katolicyzm integralny czy połowiczny („liberalny”)

Ks. prał. Robert Mäder (1875-1945)

Komu zależy aby przemilczać dziś trudną i wymagającą prawdę? Kto tak przesadnie podkreśla, że trzeba nam szukać tego co łączy a nie dzieli? Kto szeroko akceptuje świeckie państwo, świecką szkołę? Krótko mówiąc – kto jest naszym wrogiem? Jasną odpowiedź na te pytania daje szwajcarski kaznodzieja, ks. prałat Robert Mäder w swej książce pt. Katolikiem jestem!. Autor jest „katolikiem integralnym” późniejszego pokolenia (żył w latach 1875-1945). Był jednym z liderów Akcji Katolickiej podejmujących walkę o panowanie Chrystusa Króla w życiu publicznym. W swych pismach często powoływał się na słowa Papieża Piusa X. Do najpopularniejszych jego pism zaliczyć możemy: Chrystus Król. Rozważania antylaickie, Maria zwycięży!, Katolikiem jestem! czy Chrystus Wielki Monarcha. Książka Katolikiem jestem! (we współczesnym wydaniu Te Deum: Jestem katolikiem!) może śmiało być nazwana podręcznikiem katolicyzmu integralnego (dlatego dziwi, że wydało ją w Polsce FSSPX, niemające nic wspólnego z ultramontanizmem). W zamieszczonym przez nas rozdziale „Pedały i hamulec” ks. Mäder domaga się od katolików zdecydowanego opowiedzenia się, wyboru pomiędzy katolicyzmem całkowitym, integralnym, a półkatolicyzmem, połowicznym i liberalnym.

G.G.M.

Pedały i hamulec
ks. Robert Mäder

Pewnego razu przyszli do papieża Piusa moderniści. Jeden z nich, profesor wszechnicy, chcąc go podejść zapytał: Ojcze Święty, które jest najnowsze przykazanie w Zakonie? Pius odpowiedział: Kochaj Pana Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił swoich. To jest najnowsze i najaktualniejsze przykazanie. Moderniści wrócili smutni do domu, każdy do ojczyzny swojej. Przekonali się, że z papieżem targu niema, że u niego polityka Krzyża stać będzie zawsze ponad wszelkiemi zamierzeniami i rozważaniami dyplomacji ludzkiej.

W całem Piśmie św. nie znam nic, coby napozór tak niewinnie, a w rzeczywistości tak nieubłagalnie brzmiało, jak to najgłówniejsze przykazanie, z którego widzę, że niektórzy chrześcijanie znają już tylko osłabiony sens zakończenia. Nie znam nic, coby było w większej sprzeczności z tak zwanym modernizmem – tem zawieszeniem broni i zbrataniem się z duchem czasu – od tego przykazania pełnej miłości.

Co mówi połowiczny katolicyzm? Milczmy! Nie mówmy ciągle o naszych twardych prawdach, o naszych nieubłaganych przykazaniach, o naszych niemiłych zwyczajach, o naszych uroszczeniach. Milczmy o znoszonych krzywdach, o ograbionych klasztorach, wypędzonych zakonach, zakazanych procesjach, o państwie kościelnem, o przywróceniu niepodległości i wolności głowie Kościoła!!

Milczmy, gdy nas usuwają z państwa, ze szkoły i stowarzyszeń!! Przemilczmy kłamstwa historyczne nauczycieli, zaczepki prasy, dokuczliwości w biurach i warsztatach!! Nie urządzajmy żadnych historyj. Stanowimy przecież mniejszość. Cnotą, która przystoi mniejszości i najwięcej zjednywa względów, jest skromność i dobre wychowanie.

A jeżeli mamy mówić, to tylko w uroczystych okolicznościach, aby zaznaczyć swoje zapatrywanie. Nie zabierajmy głosu wszędzie i nie za często, i nie za głośno!!

My także jesteśmy katolikami. Równie dobrymi, jak inni. I chcemy nimi pozostać. Tylko nasz katolicyzm cichszy, skromniejszy, cierpliwszy, mniej głośno występujący, mniej energicznie domagający się! My dalej zajdziemy. Więcej osiągniemy. Więc milczmy!

Jakież następstwa są tej taktyki? Najpierw mówi się cicho, potem milknie się tu i owdzie. Potem stale. Potem prawda i prawo bywają zapomniane, potem porzucone, a naostatku zaprzane. Dzieci nie słyszą już o niem. Wzrasta pokolenie, dla którego pewne prawdy stają się obce, przestarzałe i niepotrzebne. Milczący katolicyzm staje się śpiącym; śpiący – umierającym, umierający – martwym.

Co mówi jeszcze półkatolicyzm? Czekajmy! Półkatolicyzm mówi dużo o korzystnej chwili, odpowiednich momentach, o potrzebie uwzględnienia okoliczności. Marnujemy drogocenny czas na badanie, rozważanie, ponowne obmyślanie – tylko nic nie obalić, odesłać do komisji i jak tam brzmią te wszystkie piękne słowa zwolenników zbyt wielkiej powolności.

I to dzieje się w czasach, gdy drżą wszystkie fundamenty, wszystkie tamy pękają, łamią się wszystkie zapory. Gdy płomienie ogarniają wszystkie kąty, my siedzimy wygodnie, pocieszając się, że przyjdzie dzień, w którym protestanci przestaną protestować, wolnomularze rozprawiać o humanitaryzmie, socjaliści szanować zaczną autorytet, rodzinę i własność, a więc zło przestanie być złem, a fałsz fałszem. O! my jesteśmy więcej niż naiwni!

Wszystko ma swój czas. Niekażda chwila nadaje się do dzieła. Ale co innego przesunąć czas ofensywy, a co innego zaniedbać potrzebnych przygotowań. Na przygotowanie do walki nigdy nie jest za wcześnie. W tem leży tajemnica powodzenia, aby być gotowym pięć minut przed rozpoczęciem. Zazwyczaj rozpoczyna się to prędzej niż się spodziewamy.  

Również niemądrze jest liczyć, że przyszłość nakarmi nas gotowym owocem bez żadnego z naszej strony trudu. Przeciwnicy dadzą nam to jedynie, do czego będą zmuszeni, to znaczy, co my lub okoliczności na nich wymogą. Dlatego nie możemy wierzyć w sprawiedliwość naszych nieprzyjaciół. Bo albo nasi nieprzyjaciele są niesprawiedliwi, ponieważ są naszymi nieprzyjaciółmi, albo są sprawiedliwi i dlatego są naszymi przyjaciółmi.

Nie czekajmy dłużej. Zegar się śpieszy. Spełnijmy obowiązek, żądajmy chrztu i bierzmowania.

Co mówi jeszcze półkatolicyzm?

Działajmy wspólnie. Opuśćcie fronty, zniszczcie broń. Znieście fortece. Hasłem niech będzie: przy sobie i ze sobą zamiast przeciw sobie. Wszyscy dobrej woli – a świat jest ich pełen! – niech podadzą sobie ręce do jednolitego frontu partji porządku!!

A więc międzywyznaniowość na miejsce wyznaniowości, wspólny pochód zamiast osobistych marszów. Wyłączyć religję z polityki, z gospodarstwa, ze szkoły, nauki i sztuki!!

Niema większego niebezpieczeństwa dla Kościoła nad to ogólne wyłączenie jego wpływu ze wszystkich tak zwanych neutralnych zagadnień życia. Wy połowiczni chcielibyście jechać na ślepo, wcisnąć się w tłum, a z neutralnych pozycyj się cofać… wy połowiczni! Ale słuchajcie, co pisze Pius wielki w pamiętnej encyklice.

Jeżeli się wyłączy religję z udziału w życiu np. gospodarczem, to wkrótce usuniętą zostanie i z innych dziedzin praktycznego życia. I tak dojdzie się do bezwyznaniowości, t. zn. do zaparcia się najkrótszą drogą wszelkiej religji.

Co mówi jeszcze półkatolicyzm? Wyjdźmy na spotkanie! Katarzyna Emmerich widziała w objawieniu Kościół w kształcie majestatycznej katedry. Przed portalem znajdowała się głęboka rozpadlina. Po drugiej stronie tej przepaści czekał olbrzymi tłum ludzki, któryby chętnie był wszedł do świątyni, gdyby go od niej nie dzieliła ta przepaść.

Księża znaleźli jednak radę. Poszli do kościoła, odłamywali blok za blokiem z głównego ołtarza i rzucali w ten sposób zdobyte marmury w przepaść, póki się nie wypełniła.

Cel był osiągnięty. Most nad przepaścią zrobiony. Tłum rzucił się z radością na wyrównaną rozpadlinę, witając księży jako przyjaciół ludzkości. Ludzie padli sobie w ramiona i płakali z miłości i radości, gdyż znikły różnice. W triumfie wkroczono do świątyni.

Lecz gdy się zbliska przyjrzano, zobaczono, że tam nie było – tabernakulum! Naco się zda wyjście na spotkanie, jeśli się sami zatracimy, przestaniemy być sobą? Leon XIII, wielki papież pokoju, powiedział: Nic tak Kościołowi nie zaszkodziło, jak ta wieczna ustępliwość. Zawsze jesteśmy tymi, co tracą.

Co mówi katolicyzm całkowity? Co mówi Chrystus? Kochaj Pana Boga swego z całej duszy, z całego serca, ze wszystkich sił swoich. To pierwsze. To największe przykazanie. Niech je nazywają przesadą, krańcowością i jednostronnością; ale to jest najgłówniejsze przykazanie chrystjanizmu. Całe serce i całą inteligencję oddać Jednemu i Jedynemu. Należysz do Boga. On jest celem twego życia. Czyto polityk, czy przemysłowiec, bankier, wieśniak czy robotnik, może i musi znać tylko to jedno zadanie życia.

Cała nowoczesna wiedza, cały nowoczesny przemysł, cała nowoczesna polityka, jeśli o tem zapomina, jest wielką omyłką.

Przeto nie będziemy nigdy milczeć, gdy o tem jednem zapominać będą! Nigdy nie będziemy czekali, gdzie to jedno wypowiedziane być powinno. Nigdy nie będziemy współdziałali, jeżeli to jedno nie będzie punktem środkowym. Nigdy nie pójdziemy na rękę, gdzie z tego jednego choćby kreseczkę poświęcićby trzeba.

Jesteśmy ludźmi. Nie dorównamy nigdy naszym ideałom. Ale w przeciwieństwie do umniejszonego tchórzliwego katolicyzmu wiemy przynajmniej, czem jest religja, i powiemy z O. de Lagarde: Ona jest wszędzie albo nigdzie. Jest wszystkim albo niczem. Jest cesarzem albo żebrakiem. Jest duszą albo trupem.

Precz z pedałami i hamulcem! Do wspinania się wzwyż tych rzeczy nie potrzeba. Ewangelja i cnota ich nie znają.

Przepisał G. G. M. Źródło: ks. Robert Mäder, Katolikiem jestem!, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1929, rozdział „Pedały i hamulec” (całość), ss. 48-54. Podkreślenia od „Myśli Katolickiej”.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s