Komunikat Instytutu Matki Dobrej Rady i refleksje dotyczące motu proprio Summorum pontificum (z 2007 r.)

Pomimo motu proprio Benedykt XVI ani razu nie pomodlił się w sposób „nadzwyczajny” z „tradycjonalistami”. Za to niejednokrotnie modlił się w sposób zwyczajny (dla agnostyka i modernisty) z żydami i muzułmanami

Generalnie „tradycjonaliści” i różni „konserwatyści” całego świata odpowiedzieli na motu proprio Benedykta XVI „uwalniające” mszał Jana XXIII wdzięcznością, radością, ulgą, a nawet euforią. Z czasem oczywiście przybyło miejsc, gdzie taka Msza się odprawia, więc różni „tradycjonaliści” zaczęli święcić tryumfy. Mówiono o kolejnych „znamiennych wydarzeniach dla powrotu tradycji łacińskiej w Kościele”, nawet hucznie otwierano szampana.

Jest to jednak bardzo powierzchowne patrzenie na sprawę, na pewno nie spojrzenie, w którym głównym kryterium jest wiara integralnie wyznawana i praktykowana. Znacząca większość dzisiejszych katolików trzymających się tradycji patrzy na wszystko ilościowo, stopniowo, ich spojrzenie jest silnie zabarwione naturalizmem (biorąc pod uwagę wpływ tylu dekad modernistycznej „katechezy” zupełnie to nie dziwi). Liczy się liczba „tradycyjnych celebracji”, udzielonych „tradycyjnych święceń”, użycie pięknych szat liturgicznych, takich czy innych akcesoriów. Każdy hierarcha Novus Ordo ma już swój licznik i tak zwłaszcza indultowcy-motupropriowcy naliczają kolejne „celebracje”. Liczy się, dalej, to, że niektórzy „księża” i „biskupi” są coraz bliżej „tradycji łacińskiej”, że ten czy tamten modernista, „biskup”, „kardynał”, a nawet Benedykt XVI czy Franciszek powiedział coś zgodnego z wiarą, stanął w obronie takiego czy innego kwestionowanego punktu wiary (bp Fellay w maju 2013 r. o Bergoglio: „Widzimy w jego kazaniach, że ma wiarę, […] czasem mówi bardzo dobre rzeczy; widać, że ma wiarę […]. Oczywiście, zgadzamy się”).

Jakże niewielu dzisiejszych „tradycjonalistów” zrozumiało, na czym polega modernizm. Św. Pius X w encyklice Pascendi tymi słowami doskonale streścił ich metodę: „znajduje się w ich dziełach niejedno, co katolik pochwali; skoro się stronicę odwróci, można by myśleć, że to pisał racjonalista”. Jest to z pewnością jedno z najważniejszych zdań tej encykliki, encykliki, która winna być czytana i gruntownie (prze)studiowana przez wszystkich, którzy dziś pragną bronić całej wiary katolickiej słowem i czynem (m.in. w akcji katolickiej), śladami tych, którzy od samego Soboru Watykańskiego II bezkompromisowo zwalczali heretyckie doktryny i reformy ogłoszone przez fałszywy autorytet, a nie tych, którzy dopuszczali się ustępstw by tylko ocalić jakiś fragment prawdy, którzy wysuwali propozycje kompromisów (współistnienia Mszy i „mszy”, jak abp Lefebvre w 1976 r. wobec Pawła VI i w 1978 r. wobec Jana Pawła II).

W dzisiejszą rocznicę słynnego już motu proprio Summorum pontificum, które stanowiło doskonały sprawdzian katolicyzmu „tradycjonalistów” (skandalicznie oblany), przedstawiamy naszym Czytelnikom komunikat Instytutu Matki Dobrej Rady oraz refleksje na ten temat, które pojawiły wkrótce po publikacji tego dokumentu.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

Komunikat Instytutu Matki Dobrej Rady
na temat motu proprio Summorum Pontificum cura

W następstwie Motu proprio Summorum Pontificum cura odnośnie używania Mszału rzymskiego (7 lipca 2007 r.), Instytut Matki Dobrej Rady:

– stwierdza z zadowoleniem, że próba całkowitego zniesienia starego i czcigodnego Mszału rzymskiego, aby zastąpić go nowym i zreformowanym mszałem, próba jasno wyrażona przez Pawła VI w przemówieniu na konsystorzu z 24 maja 1976 roku, zakończyła się, co domyślnie przyznaje samo motu proprio, nędznym fiaskiem,

– nie uznaje natomiast „wartości i świętości” nowego rytu z 1969 roku, który jest zastosowaniem Soboru Watykańskiego II,

– zupełnie przeciwnie, czyni swoim sąd kardynałów Ottavianiego i Bacciego odnośnie nowego rytu, sąd według którego nowy mszał „tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy świętej, sformułowanej na XXII sesji Soboru Trydenckiego”,

– przypomina, że tak surowy osąd nie może odnosić się do rytu Kościoła, czyli rytu promulgowanego przez prawowitą i najwyższą władzę kościelną,

– nie przyznaje więc, aby zreformowany mszał mógł być uważany za „formę zwyczajną” rytu rzymskiego, którego to Mszał rzymski byłby tylko „formą nadzwyczajną”,

– domaga się, razem z kardynałami Ottavianim i Baccim, zniesienia nowego rytu oraz całej reformy liturgicznej,

– ostrzega przed przyszłym planem reformy liturgicznej, która miałaby wypływać z połączenia i pomieszania dwóch rytów.

Verrua Savoia, 16 lipca 2007 roku, w święto Matki Bożej z Góry Karmel

Refleksje dotyczące motu proprio
Summorum pontificum cura

Ks. Franciszek Ricossa

7 lipca 2007 r. Benedykt XVI upublicznił list apostolski motu proprio data, Summorum pontificum cura dotyczący użycia mszału rzymskiego, poprzedzony listem do biskupów całego świata. Katolicy, którzy od zawsze sprzeciwiali się soborowej reformie liturgicznej nie mogą pozostać obojętni wobec podobnego dokumentu, który, choć nie wywodzi się od Kościoła, z pewnością będzie miał poważne reperkusje dla życia Kościoła. Aby go właściwie ocenić nieodzowne jest jednakże wrócić do źródeł całej kontrowersji dotyczącej używania mszału i rytuału rzymskiego i, jeszcze ogólniej, reformy liturgicznej.

Sobór Watykański II i reforma liturgiczna

W rzeczy samej, reforma liturgiczna, której kulminacją, w 1969 r., był nowy mszał, choć poszła dalej niż litera soborowej konstytucji Sacrosanctum concilium, została wdrożona i narzucona przez Pawła VI i pod jego nadzorem, aby wyrazić również w dziedzinie liturgicznej, poprzez nową lex orandi nową lex credendi soborowej eklezjologii opartej na ekumenizmie i dialogu międzyreligijnym i ogólnie na nowym stosunku między Kościołem a światem współczesnym (vide szczególnie soborowe dokumenty Lumen gentium, Unitatis redintegratio, Orientalium ecclesiarum, Dignitatis humanæ personae, Nostra aetate, Gaudium et spes). Reformy liturgicznej nie można więc rozważać odrębnie od doktrynalnej reformy Soboru Watykańskiego II. Nie jest przypadkiem to, że Św. Kongregacja Doktryny Wiary prawie w tym samym czasie co motu proprio o liturgii, i w ciągłości z encykliką Dominus Iesus i przemówieniem do kardynałów z 22 grudnia 2005 r., opublikowała „Odpowiedź na pytania dotyczące pewnych aspektów doktryny o Kościele”, w której stara się udzielić interpretacji punktu nr 8 Lumen gentium (słynny ustęp, w którym napisano, że Kościół Chrystusowy trwa w [subsistit in – przyp. tłum.] Kościele katolickim, ale nie jest Kościołem katolickim)[i]. Ta interpretacja sprzeciwia się hermeneutykom, które wychodzą poza literę soboru, ale jest doskonale wierna samej literze soboru, literze, która nie jest zgodna, jak się pragnie to wykazać, z poprzednim nauczaniem Kościoła. Jeśli wobec tego litera soboru, a nie tylko jego duch, sprzeczny jest z nauczaniem Kościoła, wynika z tego, że sam sobór nie może pochodzić od Kościoła i od najwyższej władzy z boską asystencją. I że, wobec tego, Benedykt XVI, którego zamiarem jest pozostanie wiernym Soborowi Watykańskiemu II, nie może być Autorytetem Kościoła, nie może, póki zachowywać będzie tę intencję. Oto dlaczego napisaliśmy, że motu proprio promulgowane przez Benedykta XVI nie jest dokumentem Kościoła i nie pochodzi od niego. Wypływa stąd pierwszy wniosek: kryzys, który trwa obecnie, zakończy się dopiero wtedy, gdy zostaną poprawione i potępione soborowe błędy. Odprawianie wg. mszału rzymskiego, przez sam ten fakt, nie kończy tego kryzysu i nie jest dozwolone („il n’est pas licite”) odprawianie Mszy czy słuchanie Mszy odprawianych w komunii (una cum Pontifice nostro Benedicto) z władzą, która nie może nią być, ponieważ wyznaje i narzuca zreformowaną doktrynę i póki ją wyznaje.

Reforma liturgiczna wg. oceny „Krótkiej analizy krytycznej Novus Ordo Missae” i wg. motu proprio

Gdy w 1969 r. Paweł VI ujawnił intencję promulgowania nowego mszału, grupa teologów, a w pierwszym rzędzie dominikański ojciec M. L. Guérard des Lauriers, nauczający na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim, opracowała „krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae”. Podpisując i przedstawiając ją Pawłowi VI kardynałowie Ottaviani i Bacci wyrazili następującą ocenę reformy mszału: „Novus Ordo […] tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej na XXII sesji Soboru Trydenckiego. Ustalając raz na zawsze kanony rytu, Sobór ten wzniósł zaporę nie do pokonania przeciw wszelkim herezjom atakującym integralność tajemnicy Eucharystii” (źródło polskiego tłumaczenia – przyp. tłum.). Zreformowany mszał jest więc „poważnym zerwaniem”. Wszyscy, którzy przez prawie czterdzieści lat odmawiali odprawiania wg. nowego mszału montiniańskiego, czy uczestniczenia w obrzędach odprawianych wg. tego mszału, zachowując stary ryt, czynili tak, ponieważ byli przekonani co do słuszności tego sądu.

Całkiem inna jest opinia wyrażona przez Benedykta XVI w liście do biskupów i w motu proprio. Zreformowany mszał pozostaje zwyczajną formą rytu rzymskiego, podczas gdy mszał katolicki jest tylko jego formą nadzwyczajną (art. 1). Ponadto, stwierdza się tam, że „nie zachodzi żadna sprzeczność między jednym a drugim wydaniem Missale romanum”, a więc wyprowadza się stąd wniosek, że „oczywiście, by żyć w pełnej komunii, kapłani wspólnot, które trzymają się starego rytu nie mogą, z zasady, wykluczać odprawiania wg. nowych ksiąg. Całkowite wykluczenie nowego rytu nie jest spójne z uznaniem jego wartości i jego świętości” (list do biskupów). Uczestnictwo w nowym rycie wydaje się być przewidziane co najmniej podczas Triduum Sacrum (Wielki Czwartek, Piątek i Sobota), kiedy nie jest dozwolone korzystanie ze „starego” mszału (art. 2). Instytuty, które przystąpiły do Komisji Ecclesia Dei i które starały się uniknąć odprawiania nowego rytu mogą teraz znaleźć się, paradoksalnie, po motu proprio, w sytuacji gorszej od poprzedniej! Nie można zrozumieć, jak bp Fellay, przełożony Bractwa Św. Piusa X, mógł ogłosić, że „papieskie motu proprio przywraca Mszy trydenckiej jej prawa” (deklaracja Bractwa Św. Piusa X z 7 lipca 2007 r.) i że ten „dokument jest darem łaski […] nie jest krokiem, ale skokiem w dobrym kierunku […] aktem sprawiedliwości […] niezwykłą nadprzyrodzoną pomocą” (wywiad z biskupem Fellay przeprowadzony przez Wiktora Messoriego, „Corriere della sera” z 8 lipca 2007 r.).

Dochodzimy do drugiego wniosku: katolicy nie mogą zadowalać się tym, że uznano za dozwolone odprawianie wg. Missale romanum. Dla chwały Bożej, świętości Kościoła, dobra dusz muszą starać się o to, czego domagali się w 1969 r. kardynałowie Ottaviani i Bacci, tj. po prostu zniesienia nowego mszału (i całej reformy liturgicznej).

Sprawa ważności Novus Ordo i skutki zapomnienia tej kwestii po motu proprio

Benedykt XVI, jak widzieliśmy, mówi o prawowierności, „wartości i świętości” reformy liturgicznej. Nie może to nas dziwić. Ryt Kościoła nie może nie być prawowierny (zgodny z właściwą doktryną), ważny i święty, dokładnie tak, jak nauczanie Kościoła i Papieża nie może zawierać błędów przeciwko wierze czy moralności.

Jeśli nowy mszał, jak i ogólnie reforma liturgiczna „wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św.”, jest to możliwe tylko dlatego, że nie pochodzi od Kościoła i jego Autorytetu cieszącego się boską asystencją.

Ale jeśli nowy mszał i, wraz z całą reformą liturgiczną, nowy rytuał sakramentów i nowy pontyfikał nie są gwarantowane świętością Kościoła, wówczas możliwa staje się wątpliwość co do ważności tych rytów, przynajmniej niektórych z nich. Wraz z nową sytuacją, która zaistniała po indulcie z 1984 r., motu proprio z 1988 r. i motu proprio z 2007 r. powstają poważne sytuacje dotyczące ważności i szacunku należnego świętym sakramentom i ofierze Mszy. Zatem, jako trzeci wniosek, musimy przypomnieć księżom i wiernym, że z powodu wątpliwości co do ważności nowego rytu sakry biskupiej i święceń, kapłani wyświęceni wg. nowego rytu lub którzy otrzymali kapłaństwo z rąk biskupów konsekrowanych wg. nowego rytu są wyświęceni wątpliwie, z czego wynika, że ich Msza, nawet jeśli odprawiana jest wg. starego Missale romanum może być nieważna. Że z powodu wątpliwości co do ważności nowego mszału, hostie konsekrowane wg. nowego rytu są konsekrowane wątpliwie i że wskutek tego wierni, którzy przyjmują Komunię nawet podczas Mszy wg. starego mszału, odprawianą przez kapłana ważnie wyświęconego mogą otrzymać Komunię św. w sposób nieważny, jeśli rozdawane hostie zostały konsekrowane wg. nowego mszału[ii]. Wreszcie, hostie ważnie konsekrowane podczas Mszy odprawianej wg. starego mszału i przechowywane w tabernakulum będą prawdopodobnie sprofanowane, jeśli zostaną rozdane wiernym podczas rytów zreformowanych, które, wg. słów samego Benedykta XVI, są często „na granicy tego, co można tolerować” (i znacznie dalej!). Z tych powodów, które dochodzą do tych wcześniejszych, niemożliwe jest praktyczne przyjęcie motu proprio Summorum pontificum.

Sytuacja Kościoła po motu proprio: nadzieje i obawy

Nie do nas należy osądzanie subiektywnych intencji Benedykta XVI, gdy promulgował motu proprio, choć on sam, przynajmniej częściowo, ujawnił je, wysuwając jako powód tego kroku nie obronę wiary, ale ekumenizm, a nawet krytykując sam Kościół i swoich „poprzedników” w sposób niedopuszczalny („Gdy spojrzy się w przeszłość, na wszystkie rozłamy, które na przestrzeni wieków dotknęły Mistyczne Ciało Chrystusa, nie można oprzeć się wrażeniu, że w krytycznych momentach decydujących o podziale przywódcy Kościoła nie robili wszystkiego, co mogli, by przywrócić zgodę i jedność. Nie można oprzeć się wrażeniu, że zaniedbania ze strony Kościoła sprawiły, że miał On swój udział w tym, że podziały te mogły się utrwalić” [źródło polskiego tłumaczenia – przyp. tłum.]).

Ale możemy sobie zadać pytanie, czy, pomijając intencje, motu proprio nie jest krokiem do przodu w kierunku rozwiązania kryzysu, którego jesteśmy świadkami, czy też, przeciwnie, mamy do czynienia z poważnym zagrożeniem. Przechodząc od dziedziny zasad do dziedziny faktów przygodnych łatwiej jest zbłądzić. Zobaczmy zatem razem to, co wydaje mi się stanowić powody do nadziei lub powody do obaw dla przyszłości, zakładając oczywiście, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła Chrystusowego.

Powodów do satysfakcji nie brak, jak to zauważyli komentatorzy najkrytyczniej nastawieni wobec motu proprio. Najważniejszym wydaje mi się być fiasko, już oficjalnie uznane, próby zniesienia na zawsze mszału rzymskiego i Ofiary Mszy. W swym liście do biskupów Benedykt XVI stwierdza, że wraz z wprowadzeniem nowego mszału, stary mszał „nie został nigdy prawnie zniesiony i w konsekwencji, co do zasady, był zawsze dozwolony” (źródło jw. – przyp. tłum.). Tymi słowami Benedykt XVI przeczy nie tylko twórcy reformy liturgicznej, arcybiskupowi Bugniniemu, który utrzymywał coś wręcz przeciwnego (cf. A. Bugnini, La riforma liturgica 1948-1975, CLV Edizioni Liturgiche, Rzym, 1983 r., ss. 297-299), ale nawet samemu Pawłowi VI, który z okazji konsystorza z 24 maja 1976 r. wyraźnie oświadczył: „To w imię Tradycji prosimy wszystkich naszych synów, wszystkie wspólnoty katolickie, by odprawiały, z godnością i gorliwością odnowioną Liturgię. Przyjęcie nowego „Ordo Missae” nie jest oczywiście pozostawione wolnemu wyborowi kapłanów czy wiernych: a Instrukcja z 14 czerwca 1971 roku przewidziała odprawianie Mszy w starożytnej formie, za pozwoleniem ordynariusza, tylko przez starszych i chorych kapłanów, którzy sprawują Boską Ofiarę bez ludu. Nowe Ordo zostało promulgowane ponieważ zastępuje stare, po dojrzałych przemyśleniach, wskutek zaleceń Soboru Watykańskiego II. Nie inaczej nasz święty Poprzednik Pius V uczynił obowiązującym zreformowany Mszał mocą swego autorytetu, w wyniku [ustaleń] Soboru Trydenckiego. Tej samej uległości wymagamy, mocą tego samego najwyższego autorytetu, który otrzymaliśmy od Jezusa Chrystusa, wobec wszystkich innych reform liturgicznych, dyscyplinarnych, duszpasterskich, dojrzałych w tych latach jako wdrożenie dekretów soborowych” (źródło tłumaczenia polskiego – przyp. tłum.)

Kto był świadkiem tych czasów przypomina sobie ze smutkiem przypadki kapłanów, którzy do tamtej pory odprawiali wg. „starego” mszału i którzy go porzucili z posłuszeństwa dla Pawła VI oraz innych, którzy dalej odprawiając wg. Missale romanum musieli cierpieć wszelkiego rodzaju prześladowania. Dziś możemy powiedzieć, że próba Pawła VI by całkowicie zniszczyć Mszę i zakazać jej odprawiania jest, nawet oficjalnie, fiaskiem. Ta oczywista sprzeczność (dla tych, którzy sobie przypominają) między Pawłem a Benedyktem może tylko wywoływać podziały w obozie tych, którzy popierają sobór i jego reformy. Oświadczenie biskupa Sory, Akwinu i Pontecorvo, członka komisji liturgicznej konferencji episkopatu Włoch, dla dziennika „Repubblica” jest tego przykładem: „Nie mogę powstrzymać moich łez – powiedział – przeżywam najsmutniejszą chwilę mojego życia jako biskup i jako człowiek. Jest to dzień żałoby nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, którzy żyli i działali podczas Soboru Watykańskiego II. Ta reforma, nad którą tak wielu pracowało, za cenę wielkich ofiar, poruszonych wyłącznie pragnieniem odnowienia Kościoła, otóż została ona zniszczona”. Z tego punktu widzenia motu proprio jest czymś na naszą korzyść, bowiem jasno wyjawi ducha nieposłuszeństwa najbardziej przekonanych zwolenników soboru. Wraz z motu proprio ochrzczeni będą mieli kilka dodatkowych możliwości zobaczenia ponownie lub po raz pierwszy liturgii Kościoła i ponownego przyzwyczajenia się do niej: co jest procesem stopniowym, ale po ludzku koniecznym, by wyjść z duchowej choroby, na którą cierpimy od czterdziestu lat.

Ale okazać się może, że te dobra są próżne, jeśli katolicy, którzy do tej pory pozostali wierni doktrynie i liturgii katolickiej przyjmą, z motu proprio, „ważność i świętość” nowego mszału i doktryny soborowej. W tym przypadku motu proprio, dalekie od bycia krokiem (czy skokiem!) w stronę wyleczenia, będzie – czym obiektywnie jest – śmiertelnym oszukaństwem na drodze do wchłonięcia katolików stawiających opór neomodernistycznej reformie. Przed oczyma mamy powtarzające się przykłady tych, którzy już wcześniej, w minionych latach i dekadach, przystali na kompromis między prawdą a błędem: albo wiara jest cała, albo jej nie ma.

W końcu, motu proprio przewiduje kontaminację jednego rytu przez drugi, według niejednokrotnie wyrażonej intencji kardynała Ratzingera, aby w przyszłości doprowadzić do powstania jednego rytu, owocu ewolucji rytu rzymskiego i rytu zreformowanego. W istocie, choć motu proprio stwierdza niejednokrotnie, że „stary” mszał i mszał Pawła VI mogą istnieć razem jako dwie formy (nadzwyczajna i zwyczajna) rytu rzymskiego, zdać sobie jednak można sprawę, że oba ryty nie mogą istnieć razem, bowiem jeden powstał po to, aby zastąpić drugi. Tak więc jedynym sposobem, by uratować reformę jest przeprowadzenie „reformy reformy”, ale której skutkiem byłoby zniszczenie, jak gdyby to było możliwe, wielowiekowej liturgii rzymskiej, której nawet Pawłowi VI nie udało się wytępić. Już sam mszał „uwolniony” przez motu proprio jest zreformowanym mszałem Jana XXIII. Już Benedykt XVI chce później zmienić ją, dopuszczając w niej język pospolity, nowe prefacje, nowe msze własne: wkrótce objęcia motu proprio okażą się bardziej niebezpieczne dla Mszy niż prześladowcze przemówienie z 24 maja 1976 r., ponieważ to przed przemianę grozi jej zniknięcie, już nie przez zniesienie.

Ostatni wniosek będzie więc następujący: w niczym nie zmieniać naszego podejścia polegającego na nieustępliwym sprzeciwie wobec wszystkich doktryn i reform modernistycznych. Celem naszej nieustępliwości nie jest uzyskanie szacunku i uznania. Przeciwnie, jej celem jest, i naszym obowiązkiem, osiągnięcie wyznania wiary integralnej i świętego udzielania sakramentów, bez żadnego kompromisu z błędem, dla chwały Bożej, zbawienia dusz i triumfu Kościoła.

Tłumaczył z języka francuskiego Adamus Andegavensis (komunikat) oraz Wielki Wołoszyn (komentarz ks. Ricossy). Źródło: „Sodalitium”, nr 61 z lipca 2008 roku (wersja francuskojęzyczna), ss. 47-51. Ilustracje jak w wersji włoskojęzycznej dostępnej na stronie Instytutu. Artykuł wstępny tego numeru (z wersji włoskojęzycznej) można przeczytać tutaj. Zachęcamy również przy okazji do lektury tekstu ks. Cekady „Pułapka mszy motu proprio”. Przypisy redakcji „Myśli Katolickiej”:

[i] Komentarz do tego dokumentu znajduje się w tym samym numerze pisma „Sodalitium” (wersji francuskojęzycznej) na ss. 28-46.

[ii] Świadkiem podobnej sytuacji był jeden z członków SKG. Nim został „sedewakantystą” brał pewnego razu udział w ceremonii odprawianej wg. tradycyjnego mszału, ale przez kapłana „wyświęconego” w nowym rycie i to w katedrze, gdzie na co dzień odprawia się „msza Lutra” (jak abp Lefebvre nazwał Novus Ordo). Niektórzy bardziej „reakcyjni” wierni domagali się, by podczas rozdawania „komunii” nie wyjmowano niczego z tabernakulum… Przykład ten dowodzi, że po motu proprio zamieszanie jest, i to nie tylko w konkretnej rzeczywistości podczas takich sytuacji, ale w ogóle w głowach wiernych (i zapewne niektórych kapłanów).

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s