A propos niedawnych zarzutów wobec „Myśli Katolickiej” i Stowarzyszenia im. Ks. Goliana [Komunikat SKG]

„Nas dzielić nie powinny małostkowe próżnostki, niezdrowe współzawodnictwo, wszelkiego rodzaju prywata, przeróżne ambicye i ambicyjki, wreszcie różnice drugorzędne, nic wspólnego z zasadą nie mające – lecz w imię tej świętej jedności nie wolno tolerować win obozu naszego z krzywdą dla sprawy. Katolicy niepewni – to kula u nogi w akcyi, niech więc się chwiejności wyzbędą lub z akcyi ustąpią, bo jedność, jeśli ma służyć na pożytek sprawy, winna obejmować tylko tych, co odważnie, bez wszelkich kompromisów sprawie służą – i taką tylko jedność Ojciec Święty zaleca”.

D.R.G., „Choroba wieku”, w: „Myśl Katolicka”, rok II (1909), nr 11, s. 84

Stowarzyszenie im. Ks. Zygmunta Goliana opublikowało dwa komunikaty na łamach swego organu „Myśl Katolicka”. W jednym przestrzegało przed działalnością pewnych aktywistów katolickich w oparciu o konkretne przykłady. W drugim wyjaśniało, dlaczego jako Stowarzyszenie nie współpracuje w żaden sposób z jedynym kapłanem, który w Polsce z pewnością należy do Kościoła wojującego, a to w oparciu o dwa powody: uprawianą prywatę oraz działalność trudną do pogodzenia z katolicyzmem integralnie wyznawanym i praktykowanym, co jest naczelną zasadą Stowarzyszenia.

Czas tylko potwierdził zarówno prawdę treści komunikatów jak i samą słuszność ich publikacji.

Odezwały się, co było łatwe do przewidzenia, różne szumowiny i liberałowie, których „obrona” (choć my nikogo nie atakowaliśmy) polegała na niecofającym się przed niczym ataku zawierającym różnego rodzaju oskarżenia o pomówienia, oszczerstwa, obłudę. Jak w przypadku typowo zniewieściałych umysłów nie obyło się oczywiście bez ataków osobistych.

Na ataki osobiste po prostu nie odpowiadamy. Szumowiny, i wszystkich, którzy się z nimi trzymają, człowiek kulturalny po prostu traktuje jak powietrze. Taka zasada od zawsze obowiązuje w kulturalnych społeczeństwach. Kto się jej nie trzyma, jest człowiekiem niewychowanym. Dlatego na poprzednie ataki nie reagowaliśmy, niektórzy członkowie SKG nie mieli nawet jeszcze czasu przeczytać tamtych paszkwili.

Faktem pozostaje, że nasze wyważone komunikaty były skierowane do naszych Czytelników i Sympatyków, pojawiły się wyłącznie na naszej stronie. Ów „pewien gatunek roztoczu religijnego” („Myśl Katolicka”, rok II, nr 32, s. 249) natomiast, chyba nie po to, żeby bronić siebie i swego duszpasterza, ale po to, aby sobie zrobić „reklamę” i nabijać statystyki, porozmieszczał swe diatryby na różnych grupach Facebookowych, w tym tradiekumenicznych (w czym się specjalizuje od dawna – wcześniejsze ataki osobiste wlepiane były nawet na międzynarodowych grupach). I kto tu wprowadza zamieszanie? I kto tu sieje zamęt? Zresztą, podawanie w swych paszkwilach odnośników do naszych rzeczowych komunikatów jest strzelaniem sobie w obie stopy i tylko pogrąża wszelkiej maści „aktywistów” i ich duszpasterza… Jednakże gdy człowiek zadaje się z szumowinami sam sobie winien, o czym przestrzegaliśmy prywatnie od kilku lat.

Najnowsza reakcja przyszła od wiernych z Wrocławia, w której oskarżyli nas o to samo, co owe szumowiny, ale i nawołują do nienawiści wobec poszczególnych członków Stowarzyszenia m.in. przez ograniczanie im dostępu do sakramentów. To „ogłoszenie” zostało skopiowane przez słynnych już kopistów: „Tenete Traditiones” oraz „Głos Tradycji” więc ich redakcje najwyraźniej się z tym atakiem całkowicie zgadzają.

Tekst zawiera sporo histerycznego pokrzykiwania, zniewieściałego grania na emocjach, a żadnych konkretów. Ci wierni uznali, że skoro są oburzeni, to z racji tego prawda musi być po ich stronie. Jednak ze wspomnianego „ogłoszenia” uważny czytelnik nie dowie się, za jakie rzekome pomówienia i oszczerstwa owi wierni zachęcają do szykanowania nas i domagają się zadośćuczynienia od SKG, „najlepiej materialnego” (czyżbyśmy mieli sfinansować kolejną prywatną wycieczkę do Rzymu?). Żadne nasze rzekome pomówienia i oszczerstwa nie zostają w ich tekście obalone, żadne dowody na nasze rzekome kłamstwa nie zostają przedstawione. To, co naprawdę udowadnia tekst owych wiernych, to łatwość, z jaką rzucają bezpodstawne oskarżenia i ich całkowity brak odpowiedzialności za słowa. Potwierdza także, mimo woli, prawdziwość treści naszych komunikatów: istnienie prywaty oraz opaczne rozumienie „katolicyzmu integralnego”.

Jedną z broni wrocławian jest blady argument, jakobyśmy posługiwali się „złośliwą interpretacją zasłyszanych faktów”. Z racji tego, że ks. Trytek nie informuje rzetelnie wiernych nawet w Krakowie o swoich działaniach, zwykli wierni (nie tylko członkowie SKG), którzy nie znają ukrytych intencji i nie są wtajemniczeni, jak różne szumowiny i liberałowie, zmuszeni są do „interpretacji zasłyszanych faktów”. Interpretacji nie przez pryzmat złośliwości, a zdrowego rozsądku i zmysłu katolickiego. 

Następna rzecz. Przystępowanie do sakramentów św. w krakowskiej kaplicy przez członków Stowarzyszenia nie jest żadną obłudą. W naszym drugim komunikacie, który, znowu, nie był żadnym atakiem, wyraźnie napisaliśmy, że nie zachęcamy do nieuczestniczenia w Mszach św. sprawowanych przez ks. Trytka, a wręcz, że życie sakramentalne jest niezbędnym warunkiem członkostwa w SKG. Najwyraźniej emocje tak zaślepiły autorów, że nie doczytali i pomylili działalność Stowarzyszenia z postępowaniem jednostkowym (o co łatwo u liberałów, dla których liczy się tylko jednostka).

I tu trafiamy na kolejną rzecz, która udowadnia „prywaciarskie“ (a może raczej sekciarskie?) podejście do spraw wiary. Skąd pomysł, że brakiem obłudy byłoby zaprzestanie przystępowania do sakramentów u kapłana, z którym ma się rozbieżne zdania w pewnych poważnych publicznie znanych kwestiach? To byłoby raczej brakiem wiary. Natomiast wiernym z Wrocławia najwyraźniej się wydaje, że to proste: jak się chodzi do kościoła, to trzeba popierać księdza i się z nim zgadzać, a jak się nie popiera, to należy nie chodzić. Bo inaczej jest się obłudnikiem. Do tego typowo liberalne stawianie jedności nad prawdą, na co odpowiadamy: „w imię tej świętej jedności nie wolno tolerować win obozu naszego z krzywdą dla sprawy” (jw.). Niestety, takie myślenie jest jednym z oczywistych owoców wieloletniej prywaty i braku wpajania polskim sedewakantystom zmysłu katolickiego, co, powtarzamy, potwierdza prawdziwość treści naszych komunikatów. 

Wreszcie, żeby tak zuchwale publicznie nawoływać do swoistego samosądu, nakładać interdykt (uniemożliwienie przyjmowania sakramentów) bez podania choćby jednego przykładu na poparcie swych zarzutów trzeba naprawdę być kompletnym niegodziwcem przypisującym sobie ponadto prerogatywy władzy duchownej.

Stanowczo podtrzymujemy treść obu naszych komunikatów, ale i słuszność ich publikacji. Wziąwszy pod uwagę okoliczności, które spowodowały ich publikację i o których w nich mowa, uznaliśmy za konieczne jasne postawienie sprawy, bez żadnych pozorów: choć z ks. Trytkiem oraz z działaczami, z którymi ks. Trytek chętnie i stale współpracuje łączy nas przekonanie o pustym tronie papieskim, dzieli nas niestety niemal wszystko inne, a to dlatego, że mamy inny punkt widzenia: integralnie katolicki we wszystkim.

Dlatego Stowarzyszenie im. Ks. Goliana, z Bożą pomocą, dalej będzie pracowało na trudnym polu akcji katolickiej, trudnym nie tylko ze względu na wrogów zewnętrznych, ale głównie i przede wszystkim ze względu na katolickich liberałów, których w Polsce nigdy niestety nie brakowało.

„My, Polacy-katolicy, zawsze chorowaliśmy i chorujemy na brak zmysłu katolickiego. Pod względem zasad katolickich bierne i ślamazarne społeczeństwo nasze jest szczególniej… mętne. To też wiele rzeczy niewłaściwych, któreby raziły Niemca-katolika lub Hiszpana-katolika – nie rzuca nam się nawet w oczy i nie razi nas. Nic dziwnego, że liberali i wszelkiego rodzaju ateusze coraz bardziej sobie ‘używają’ w kraju katolickim i gospodarują nawet w świątyniach Pańskich. Fakt taki właśnie zaznaczam”.

„Z Krakowa”, w: „Myśl Katolicka”, rok III (1910), nr 27, s. 207

Również my niniejszym fakt ten zaznaczamy a pracując nad wpajaniem zasad katolickich będziemy z tym ze wszelkich sił godziwymi środkami walczyli.

Redakcja „Myśli Katolickiej”
i Stowarzyszenie im. Ks. Zygmunta Goliana
W święto św. Józefa Cafasso, 23 VI 2018 r.

P.S. Wierni z Wrocławia mocno przeceniają możliwości jednego z redaktorów strony „Myśli Katolickiej” przypisując mu wyłączne autorstwo tekstów („faktycznie jest dziełem jednego człowieka”). Wyszukiwanie tekstów do przetłumaczenia i przepisania, samo przepisywanie i tłumaczenie niekiedy trudnych i długich tekstów z kilku języków oraz pisanie tekstów własnych (łącznie publikacja kilkunastu miesięcznie – takie jest nasze pierwotne założenie), opracowywanie wykładów, sama formacja doktrynalna i religijna, prowadzenie korespondencji Stowarzyszenia, planowanie wszystkiego (nie tylko dat publikacji tekstów) z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem oraz cała pozostała praca wokół strony internetowej oraz Stowarzyszenia znacznie przekraczają możliwości czasowe jednego człowieka, który ponadto spełnia swoje obowiązki stanu (w tym przypadku prawie 10 godzin poza domem dziennie, ale to nie wszystko) oraz ma inne wymagające czasu osobiste zainteresowania. Byłoby to ewentualnie możliwe, gdyby ta jedna osoba miała choć jedną trzecią czasu, który duszpasterz wrocławian poświęca na klikanie na Facebooku… Aby SKG i MK działały tak sprawnie, jak działają, konieczna jest współpraca i podział pracy na kilka osób, wedle umiejętności i możliwości każdego. Do zrobienia jest jednak wiele, dlatego ciągle potrzebujemy ludzi poważnych, wielkodusznych, zdyscyplinowanych, stawiających wiarę i jej wymagania przed wszelkimi względami ludzkimi, gotowych do pracy jednostkowej i wspólnej.