Msza potajemnie non una cum i chodzenie na nią

Spójnie z wiarą katolicką, a nie opinią takiego czy innego duchownego przyjąć należy, że okupanci Stolicy Apostolskiej od Soboru Watykańskiego II nie posiadają władzy papieskiej. Jednak to nie wszystko. Wiara pociąga za sobą obowiązek dawania świadectwa, w zależności oczywiście od sytuacji każdego katolika, jego obowiązków stanu, przyrodzonej roztropności, nadprzyrodzonej roztropności, daru rady. Tyczy się to zwłaszcza duchownych.

Dlatego też przekonanie o wakacie Stolicy Apostolskiej pociąga za sobą: u duchownych obowiązek niewymieniania imienia Franciszka w kanonie Mszy św., niezatajania tego, lecz świadczenia otwarcie, a u wiernych: unikanie Mszy, w których wymienia się imię Franciszka, ale także takich, w których sytuacja nie jest jasna. O takiej to sytuacji mówi ks. Franciszek Ricossa z Instytutu Matki Dobrej Rady w odpowiedzi na pytanie czytelnika pisma „Sodalitium”.

Warto przeczytać w tym temacie dwa artykuły: ks. Antoniego Cekady „Szczypta kadzidła. Sedewakantyści i msze una cum oraz bpa Donalda Sanborna „Una cum: Msza ‘w jedności z naszym papieżem’?”

E.C.

Problem „una cum”: sprawa sumienia

Nasza redakcja otrzymała list, który, z uwagi na znaczenie kwestii, jaką porusza, zasługuje na opublikowanie wraz z właściwą odpowiedzią. Jeśli nasi czytelnicy będą chcieli zadać redakcji inne interesujące pytania, dotyczące wiary lub moralności, z przyjemnością odpowiemy w granicach możliwości, jakie daje nam nasz biuletyn. „Sodalitium”

„Szanowna redakcjo Sodalitium,

przeczytałem z uwagą „Notę liturgiczną o Una Cum…” (opublikowaną w numerze 36 Waszego pisma) i muszę powiedzieć, że okazała się dla mnie przekonująca: jeśli Jan Paweł II nie jest Papieżem formalnie, jak twierdzicie, to nie można odprawiać Mszy (lub uczestniczyć w niej) w jedności z nim. Nadal mam jednak wątpliwość, na którą nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi: mam nadzieję, że będziecie mogli powiedzieć mi coś na ten temat…

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że wielu księży, którzy oficjalnie uznają prawowitość Jana Pawła II, w rzeczywistości jest zupełnie innego zdania, i nie wypowiada jego imienia w kanonie Mszy. Jest to szczególnie powszechne wśród kapłanów abpa Lefebvre’a, którzy nie mogą oficjalnie wyrażać swojej opinii bez narażania się na problemy ze strony przełożonych. W takim wypadku Msza jest celebrowana „non una cum”: czy można uczestniczyć w ich Mszach bez wyrzutów sumienia? Co na ten temat uważa Wasz Instytut? Szczerze mówiąc, w tym przypadku nie widzę różnicy między ich Mszami a tymi celebrowanymi przez Was!

Dla mnie problem nie jest jedynie teoretyczny, ponieważ, z powodów rodzinnych, jest mi o wiele łatwiej uczestniczyć w tego rodzaju Mszy…

Czekam z niecierpliwością na Waszą odpowiedź. Proszę przyjąć najserdeczniejsze pozdrowienia.”

List podpisany

Odpowiedź „Sodalitium” dla naszego czytelnika (oraz wszystkich zainteresowanych).

Przede wszystkim cieszy mnie Pana zgoda, co do zasady, w kwestii una cum. Pozwoli mi to uniknąć wracania do różnych aspektów tego problemu, co do których jest Pan przekonany; jeśli natomiast inni czytelnicy nie byliby z nimi zaznajomieni, to zapraszam ich do lektury przytoczonego artykułu.

Przed udzieleniem odpowiedzi na Pana pytanie należy poczynić (albo przypomnieć sobie) pewne wyjaśnienia. Czytając Pana list ma się wrażenie, że chodzi o kwestię osobistą między nami a innymi kapłanami, którzy, mimo odprawiania Mszy świętej w rycie rzymskim promulgowanym przez świętego Piusa V, w kanonie Mszy oświadczają, że pozostają w komunii z Janem Pawłem II. Proszę pozwolić mi sprecyzować, jeśli zachodzi taka potrzeba, że nie chodzi tu o kwestię osobistą, lecz doktrynalną. Z jednej strony nie śmiałbym nawet osądzać sumienia lub negować ewentualnej dobrej woli kapłanów, którzy wierzą, że robią dobrze (myląc się), kiedy nie opuszczają imienia w kanonie. Z drugiej strony z pewnością nie twierdzimy, że my jedyni odprawiamy Mszę bez wymieniania Jana Pawła II jako Papieża rzymskiego. Jak sam Pan pisze, jest wielu (mówimy tu o Pana kraju, Francji; niestety we Włoszech sytuacja jest znacznie gorsza), którzy to robią, i oczywiście nie przypisujemy sobie posiadania monopolu w tej materii! Wręcz przeciwnie, oby Bóg dał coraz więcej Mszy i kapłanów zgodnych w tej jakże ważnej kwestii…

To powiedziawszy, udzielam Panu mojej odpowiedzi, która być może Pana rozczaruje: nie, w przypadku kapłanów, którzy potajemnie omijają Jana Pawła II w kanonie Mszy, nie jest zasadniczo inaczej, w praktyce, niż w przypadku tych, którzy go wymieniają. Innymi słowy, ich postawa nie jest godziwa, a wierni, którzy zdają sobie sprawę z tego problemu, muszą zaprzestać uczestnictwa w odprawianych przez nich Mszach, zwłaszcza aktywnego uczestnictwa.

Naturalnie, chce Pan również dowiedzieć się, z czego wynika ta odpowiedź, która, jak zdaję sobie sprawę, nie jest wcale oczywista.

Po raz kolejny należy przedstawić konieczne wyjaśnienie. Proste pominięcie imienia Jana Pawła II w Te igitur nie jest, samo przez się, gwarancją ortodoksji! (Doprawdy, gdyby – umyślnie mówię „gdyby” – Jan Paweł II był lub stał się formalnie Papieżem, byłby to akt schizmatycki). W rzeczywistości, wielu heretyków i schizmatyków (na przykład wschodnich, tzw. „prawosławnych”), odciąwszy się od Kościoła katolickiego, nie wymienia imienia Jana Pawła II w swojej liturgii, ale z powodów przeciwnych naszym (ponieważ nie uznają prymatu Piotra). Aby móc uczestniczyć we Mszy, nawet odprawianej non una cum, trzeba aby była ona sprawowana przez katolickiego kapłana.

Powie mi Pan, że kapłani, o których mowa, w przytoczonym przez Pana przypadku są katolikami, i z pewnością nie „prawosławnymi”. Przyjmijmy tę hipotezę. Pozostaje przede wszystkim problem ich postępowania w materii ciężkiej. Wykorzystując fakt, iż kanon Mszy jest recytowany po cichu, opuszczają imię Jana Pawła II, podczas gdy ich przełożeni i większość wiernych wierzy, że jest przeciwnie. Mamy tu zatem do czynienia z oszustwem. To jeszcze nie koniec. Ci kapłani zaniedbują obowiązek wyznawania swojej wiary, obowiązek, który wynika z prawa boskiego; prawowitość Papieża lub jej brak jest faktem dogmatycznym i pociąga za sobą uznawanie, lub nie, nauczania takiej osoby, jako żywej i bliższej zasady naszej wiary. Popieranie ich w tym sposobie działania oznacza współpracę ze złem, które popełniają, co nie jest dopuszczalne bez proporcjonalnie poważnego powodu.

Czy w takim razie jest to dopuszczalne chociaż w pewnych przypadkach? Nie. I to z racji innych czynników. Do tej pory zakładaliśmy, że ci kapłani są w rzeczywistości non una cum. Dobrze. Ale kto nas upewni, że nie są „una cum”, jeśli nigdy o tym nie mówią? Co więcej, nie tylko nie mówią, ale mówią dokładnie coś przeciwnego! W przypadku kapłanów Bractwa Świętego Piusa X, na przykład (choć sprawa tyczy się również, i nie jest czysto hipotetyczna, takich, którzy poprosili o „indult” i go otrzymali), mimo niewymieniania Jana Pawła II w kanonie, złożyli oni uroczystą obietnicę lub przysięgę[i], że będą postępować w sposób odwrotny. W związku z tym, oficjalnie, z powodu samego faktu, że dotyczy to na przykład kapłana Bractwa Świętego Piusa X, należy przyjąć, że jest on wierny linii samego Bractwa, nakazom swoich przełożonych i złożonym obietnicom; zakładanie czegoś przeciwnego równa się po prostu traktowaniu takiego kapłana jako kłamcy i łgarza. Ale, powie mi Pan, to oni sami w istocie rzeczy ściągają na siebie takie określenia, kiedy mówią mi prywatnie (lub dają mi do zrozumienia), że nie są una cumJoanne Paulo. No właśnie: jak można wierzyć zdeklarowanemu kłamcy? Ten kapłan przyznaje się Panu do okłamywania swoich przełożonych i większości swoich wiernych; jak można być pewnym, że nie okłamuje również Pana (może aby mieć… jednego więcej wiernego?). Jeszcze raz, musimy założyć, że jest on tym… za kogo podaje się oficjalnie: mianowicie w komunii z Janem Pawłem II (który najzwyczajniej zabrania mu celebrowania Mszy i nakłada na niego ekskomunikę! Ale to już inna historia i kolejna niespójność). Z drugiej strony wiele razy tak jest naprawdę, gdyż kapłan, o którym mowa, jest w rzeczywistości una cum(chodziło tylko o plotki, i nie zawsze niewinne). Innymi razy tak nie jest, ale problem pozostaje.

Ostatni zarzut: co powiedzieć w przypadku, w którym mam moralną pewność, że w rzeczywistości dany kapłan nie jest una cum(pomimo pozorów). Również w tym przypadku problem pozostaje i nie tylko ze względu na zachętę, którą daje się niedopuszczalnej formie nikodemizmu[ii] (powiedziałbym nawet „maranizmu”[iii]), ponieważ współpraca materialna w wyrządzaniu zła drugiej osobie jest niedopuszczalna, chyba że z poważnych powodów. Może być dopuszczalna, jednak pod warunkiem uniknięcia zgorszenia (które jest grzechem przeciwko miłości, który przywodzi innych do grzechu). Ponieważ, z definicji, ten hipotetyczny kapłan nie jest una cumtylko w ukryciu, większa część ludzi nie zna jego stanowiska i jest wręcz przekonana, że jest odwrotnie. Widząc Pana obecnegona jego Mszy, będą przekonani, że uczestnictwo w Mszy una cumjest dopuszczalne, nie mając świadomości, że w rzeczywistości ta Msza jest odprawiana – potajemnie – non una cum. Im bardziej jest Pan znany i ceniony za swoje poglądy, tym bardziej naraża się Pan na spowodowanie zgorszenia. A fortiori, jeśli na Pana miejscu byłby zakonnik, zakonnica, ksiądz albo nawet cała wspólnota znana z oporu przeciwko Mszy una cum… Jak Pan widzi, bardzo rzadko zdarza się, by sprawca zgorszenia nie był w to wplątany i żeby zachodziły bardzo poważne powody współpracowania z per seobiektywnie złym postępowaniem tych kapłanów. Pod tak wieloma względami kapłanów tych jest trudniej usprawiedliwić niż ich współbraci, którzy, w dobrej wierze, są przekonani, że Jan Paweł II jest formalnie Papieżem i, konsekwentnie, wymieniają jego imię w kanonie (ci ostatni powinni jednak zgodnie z logiką zaprzestać celebrowania tradycyjnej Mszy bez indultu, ponieważ w przeciwnym razie jak mogą usprawiedliwić fakt braku posłuszeństwa Papieżowi w poważnej materii, którą jest bez wątpienia ryt odprawiania Mszy?[iv]).

Nie chcę negować, powtarzam, że w wielu przypadkach kapłani i wierni… nie wiedzą, co czynią! Tylko Bóg osądza serca… Moja odpowiedź być może mało się będzie podobać, lecz przynamniej jest szczera (bardziej szczera od tych kapłanów, o których mowa) i odnosi się tylko do osób takich jak Pan, które przyjmują zasadę, według której Jan Paweł II jest Papieżem jedynie materialnie, a nie formalnie. Niech Bóg da Panu cnotę męstwa, aby mógł Pan świadczyć o swojej wierze we wszystkich okolicznościach życia.

Redaktor naczelny

Tłumaczył z języka włoskiego Czytelnik. Źródło: pismo „Sodalitium”, nr 43 z kwietnia/maja 1996 roku (wersja włoskojęzyczna), s. 53-54. Podkreślenia jak w oryginale. Przypisy Pelagiusza:

[i] W 1984 r. abp Lefebvre wprowadził obowiązkową dla wszystkich diakonów „przysięgę” na „Papieża” (zwanego niekiedy przezeń Antychrystem). Składają ją po dziś dzień w FSSPX przed Najświętszym Sakramentem w przeddzień święceń.

[ii] Nikodemizm: ukrywanie własnych poglądów i pozorowanie przyjmowania powszechnie przyjętych, termin wziął się od Nikodema opisanego w Ewangelii wg. św. Jana, który jako faryzeusz nie ujawniał tego, że był jednocześnie uczniem Pana Jezusa.

[iii] „Maranizm”: tu chodzi o maranów, czyli żydów, zwłaszcza w Hiszpanii w wiekach XIV-XVIII, którzy przyjąwszy chrzest nie wyparli się swojej fałszywej religii i pozostali przy naukach Talmudu.

[iv] Artykuł ten pisany był oczywiście za czasów wojtyliańskiego indultu Ecclesia Dei, gdy nie było jeszcze w miarę powszechnego pozwolenia modernistów na odprawianie wg. mszału Jana XXIII, co nastąpiło wraz z „motu proprio” Ratzingera, Summorum pontificum.

– – –

Tekst pierwotnie pojawił się na blogu Pelagiusza z AsturiiArtykuł wstępny tego numeru można przeczytać tutaj.

2 thoughts on “Msza potajemnie non una cum i chodzenie na nią

  1. Szanowna redakcjo. Mam pytanie a co w sytuacji powiedzmy teoretycznej, gdy wierny naprawdę nie ma możliwości skorzystania z sakramentów księży sedewakantystów.
    Bo mi się wydaję po przeczytaniu poniższych fragmentów, że może przystępować do sakramentów w kaplicach Bractwa pod warunkami zamieszczonymi w poniższym fragmencie tekstu:

    O cenzurach kościelnych, Ks. Opieliński s. 214

    „Ponieważ heretycy i schizmatycy nie są vitandi, lecz tolerati, niektórzy uczeni, o których wspomina Benedykt XIV de Synod, dioec. L. VI. c. 5. n. 2 wnioskowali, że katolicy bez popełnienia grzechu mogą przyjmować od nich Sakramenty, pod następującymi jednak warunkami:

    – najprzód, jeżeli zachodzi ostateczna potrzeba i niemożliwość przyjęcia Sakramentu od innego kapłana;

    – po drugie, jeżeli heretyccy i schizmatyccy ministrowie ważnie są święceni i Sakramenty św. administrują podług rytuału katolickiego bez dodatku rytuału potępionego;

    – po trzecie, jeżeli taka komunikacja in divinis nie mieści w sobie uznania błędnej nauki;

    – po czwarte, jeżeli taka komunikacja nie powoduje żadnego zgorszenia.

    Zdanie to odrzuca Benedykt XIV 1. c., motywując, że ono ma wielu przeciwników i, jakkolwiek teoretycznie uzasadnione, w praktyce jednak przyjęte być nie może; warunki bowiem przytoczone, pod którymi dozwolona jest komunikacja katolików in rebus sacris z heretykami i schizmatykami, wszystkie razem w każdym pojedynczym przypadku zachodzić powinny, co się rzadko kiedy zdarzyć może, i dlatego prawie niemożliwą jest rzeczą, ażeby od grzechu ciężkiego wolni byli ci katolicy, którzy z heretykami i schizmatykami in sacris komunikują.

    W tej myśli oświadczyła się św. Kongregacja de Propaganda Fide w instrukcji do misjonarzy Orientu przeznaczonej z r. 1729 i św. Kongregacja Officii d. 10 maja r. 1753; dlatego na końcu mówi ten sam Papież: „vix unquam accidere potest, ut in praxi sit innoxia catholicorum cum haereticis communicatio in divinis.“

    • Najpierw praktycznie, ponieważ takie sytuacje nie są czysto teoretyczne, lecz praktyczne, i to od samego Soboru Watykańskiego II, a zwłaszcza od ogłoszenia Novus Ordo Missae w 1969 r. Już wtedy katolicy wierni doktrynie i Mszy katolickiej odcinali się od modernizmu i modernistów, często jeżdżąc bardzo bardzo daleko, by być na Mszy katolickiej u prawowiernego (choć pozornie nieposłusznego) kapłana. Albo organizowali się i zapraszali do siebie takiego kapłana.

      I tak należy robić dziś, wzorem tych pionierów, których chyba niestety w Polsce nie mieliśmy. Liberalizm u nas był tak powszechny, że praktycznie wszyscy Polacy poszli z mniejszym lub większym entuzjazmem drogą modernizmu wskazaną przez Wyszyńskich, Wojtyłów i im podobnych (całe dzisiejsze starsze pokolenie jest największym apologetą JPII, Radia Maryja i innych postaci i ośrodków modernizmu w Polsce).

      To tak praktycznie. Opowiadają o tym niektóre teksty na naszej stronie, a w grudniu pojawi się kolejny tekst, ks. Carandino, poruszający ten właśnie temat. Ci pionierzy, o których piszemy i będziemy pisać są dla nas praktycznymi wzorami dziś, nawet jeśli niektórzy w Polsce uważają i mówią, że nie jest to możliwe w naszych warunkach.

      Teraz nieco bardziej teoretycznie.

      Nasze stanowisko wyrażone jest przed duchownych sedewakantystycznych z Instytutu Matki Dobrej Rady w powyższym tekście oraz w zaznaczonych we wstępie tekstach ks. Cekady i bpa Sanborna.

      Pod kątem przytoczonego tekstu z ks. Opielińskiego, całe sedno problemu polega na ocenie „ostatecznej potrzeby i niemożliwości przyjęcia Sakramentu od innego kapłana”. Normalnie teologia nazywa to niebezpieczeństwem śmierci (in articulo mortis) i tylko w takiej sytuacji można w ogóle wziąć pod uwagę pozostałe wyżej wymienione warunki.

      I nie należy tego mylnie rozciągać w czasie. Np. jeden z wyznawców Klucznika (jego pierwszy „uczeń”) twierdził kiedyś, że w każdej chwili żyjemy w niebezpieczeństwie śmierci i stąd nawet świecki w czasach obecnych może udzielać chrztu. Niepoważne to rozciąganie tego niebezpieczeństwa na każdą chwilę życia… Bo jeśli w tej chwili jest stan „stałego niebezpieczeństwa śmierci”, to czemu właśnie nie chrzcić samemu własnych dzieci? Klucznikowa logika jest nieubłagana, przydałoby się tej logiki niekiedy (nie tylko polskim) sedewakantystom.

      Gdy nie ma konkretnego niebezpieczeństwa śmierci (nie urojonego) nie można, według nas, nawet brać pod uwagę pozostałych kryteriów (ważność święceń, uznanie błędnej nauki, brak zgorszenia). Tylko gdy realnie zachodzi takie niebezpieczeństwo można pozostałe warunki wziąć pod uwagę.

      Oprócz wyżej zasygnalizowanych tekstów IMBC, bpa Sanborna i ks. Cekady jest jeszcze jeden, niedawno temu opublikowany na blogu bpa Sanborna artykuł odpowiadający na pytanie, czy wolno udać się do spowiedzi do ważnie wyświęconego kapłana Novus Ordo (a także lefebrysty):
      https://inveritateblog.com/2018/03/27/a-frequently-asked-question/.

      To jest nasze stanowisko. Nawet jeśli w Polsce ludziom się mówiło (i mówi nadal?) inaczej.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s