„Chrześcijanin me imię, a katolik nazwisko” – oto nasza linia

Artykuł wstępny

„Niektórzy kapłani uważają nieraz, że krytyka niektórych aktów politycznych papieży i ich pewnych inicjatyw, z pozoru czysto religijnych, jak Akcja Francuska[i], wskazuje na antyklerykalizm. Dla nich, których możnaby oskarżyć o oscylację pomiędzy papolatrią, a ukrytym sedewakantyzmem, wszystko jest dobrze z papieżami poprzednikami Jana XXIII, a wszystko źle z ich następcami”. Taka jest opinia sławnego pisarza tradycjonalistycznego Daniela Raffard de Brienne w recenzji (pochwalnej) zgubnej książki, dla której niestety (mówimy to w imię sentymentu jaki do niego żywimy) słowo wstępne napisał biskup Williamson (jeden z czterech biskupów konsekrowanych przez arcybiskupa Lefebvre’a).

Nie mamy żadnej intencji, by polemizować z autorem tegoż cytatu (który, przynajmniej wyraźnie, nie odnosi się do nas), ani z czasopismem literackim, zasłużonym pod wieloma względami, który go opublikował (chodzi tu o „Lecture et Tradition”, nr 219-210, s. 43). Jeśli kładziemy nacisk na to zdanie, to jest to spowodowane tym, że wydaje się nam ono streszczać w sposób precyzyjny i przykładowy krytykę wysuwaną wobec tego, co jest i naszym stanowiskiem.

Kryzys, przez który przechodzi aktualnie Kościół jest kryzysem Autorytetu. Jest to także kryzys przeciwko Autorytetowi. Tytuł książki dotyczącej Soboru Watykańskiego II, który doskonale oddaje, to, co wydarzyło się w czasie Soboru: Ren wpada do Tybru słusznie pozostał sławny; „Ren”, to znaczy biskupi i teologowie krajów położonych nad tą rzeką, wpadł do „Tybru”, mianowicie zaatakował i wydaje się, że pokonał, ze zdecydowanym wsparciem Jana XXIII i Pawła VI, autorytet Papieża, jego Magisterium i „teologii rzymskiej”. W tym numerze „Sodalitium” publikujemy recenzję niesamowitego dziennika, który ojciec Chenu, jeden z głównych odpowiedzialnych za soborowy wiraż, prowadził podczas Soboru Watykańskiego II. Wyłania się z tych stron wrogość, powiedzielibyśmy niemal nienawiść, tych teologów wobec Rzymu i Papieża (lecz nie wobec Jana XXIII!), wobec papieskiego Magisterium, zdeklasowanego do „teologii rzymskiej”, wobec dobrych katolików, oskarżanych właśnie o… „papolatrię”. Chodzi tu, oczywiście, o oszczerstwo (nigdy nie istniał katolik, który adorował Papieża, jakby był on Bogiem), ale które zdradza starodawny i głęboko zakorzeniony stan duszy.

Jeśli modernizm jest z konieczności przeciwko Papieżowi i Rzymowi, czyż przeciwnicy modernizmu nie powinni być, przeciwnie, najwierniejszymi zwolennikami autorytetu Papieża, nawet i szczególnie w tym trudnym okresie formalnego wakatu Stolicy Apostolskiej? Powiedzieliśmy już jak bardzo jesteśmy zaniepokojeni stwierdzając w szeregach wiernych Tradycji narastającego ducha antypapieskiego, który nie może prowadzić, na dłuższą metę, do niczego innego, jak założenia „kościoła” podobnego do tak zwanych kościołów „prawosławnych”. Inne niepokojące znaki tego ducha są zasygnalizowane w tym numerze na stronach 58-59[ii].

A więc, nie przypadkowo poświęcamy ten numer „Sodalitium” (okładka, antologia cytatów, recenzja) Papieżowi Pawłowi IV. Ponieważ był on Papieżem. A następnie dlatego, że będąc całkowicie przejętym godnością swej roli, podczas protestanckiej rewolty tak bardzo podobnej do tej dzisiejszej był wcieleniem ducha wielkich średniowiecznych Papieży, jak Grzegorz VII i Innocenty III oraz przygotował sławetne panowanie Świętego Piusa V.

To nie dlatego rozpoznajemy siebie w tej narysowanej wyżej karykaturze „papolatrów”. Właśnie Paweł IV, jeszcze jako kardynał, umiał bez żadnej służalczości i bez żadnego nieposłuszeństwa, radzić, napominać, a nawet oskarżać swoich poprzedników [jako] zbyt słabych w walce z herezją. Wiemy bardzo dobrze, że wielu Papieży podjęło różne przygodne decyzje; że niektórzy byli świętymi, a inni grzesznikami. Lecz wszystkim, jako prawowitym Papieżom, należy się posłuszeństwo i szacunek katolików, ponieważ we wszystkich i przez pośrednictwo wszystkich to Chrystus mówi i rządzi Kościołem! W każdym prawdziwym i prawowitym Papieżu kochamy i czcimy Apostoła Piotra, to jemu jesteśmy posłuszni: „abyście, pisał już święty Leon Wielki, [patrząc] na moją skromną osobę myśleli o Piotrze, jego czcili, tego, w którym trwa troska wszystkich pasterzy i obrona owiec, które są im powierzone i którego także godność nie znika w jego niegodnym następcy” (cf. Breviarium Romanum, teksty wspólne o Papieżach).

Jeśli się myśli, jeśli się pisze, że „musimy osądzać to, co przychodzi do nas z Rzymu” (jak to uczynił Alan Kerizo przychylnie recenzując w „Sous la Bannière”, nr 61, s. 15, inną zgubną książkę, o której już mówiliśmy, książkę Jana Raspail[iii]), niszczymy, prawdopodobnie nieświadomie, bliższą regułę wiary, która polega na nauczaniu Papieża. Ten kto uważa, jak autor wyżej wymieniony, że Jan Paweł II ma władzę papieską, nie może „osądzać” nauczania Papieża bez stawiania siebie wyżej od tegoż Papieża.

Czy więc jesteśmy z tego powodu „papolatrami”? Z pewnością nie. Lecz nie zgorszymy się, jeśli nazywać się nas będzie „papistami”, „klerykałami”, „gwelfami”[iv], „integrystami” lub czymś podobnym, czy to przez niektórych tradycjonalistów (czy to sedewakantystów, czy lefebrystów), czy to przez liczne zgromadzenia ezoteryczne. Chodzi często o dwie różne sprawy; jednak powody naszego sprzeciwu wobec obu są w istocie te same: jesteśmy, chcemy być tylko rzymskimi katolikami i, ponad wszelką etykietką, przedstawiając siebie wystarczy nam powiedzieć: „Chrześcijanin me imię, a katolik nazwisko”.

Oto linia, i żadna inna, pisma i wszystkich członków Instytutu Mater Boni Consilii.

Tłumaczył z języka francuskiego Adamus Andegavensis. Źródło: „Sodalitium”, nr 41 z kwietnia 1996 roku (wersja francuskojęzyczna), ss. 2-3. Przypisy tłumacza:

[i] Chodzi o potępienie niektórych dzieł przywódców Akcji Francuskiej oraz organu prasowego tej organizacji przez Kościół 29 grudnia 1926 r. Co ma o tym katolik myśleć, pisze ks. Pilch w „Rocznikach Katolickich” z 1928 r. Liberałowie, błędnie uznawani za antyliberałów, nie podporządkowali się temu potępieniu i podstępnie mącili w głowach katolików. Co dzisiejsi następcy tamtych liberałów myślą o tym potępieniu, można przeczytać np. tutaj. Jak to się stało, że FSSPX przejęło tę liberalną i antypapieską mentalność wspomnieliśmy w czerwcowym artykule redakcyjnym.

[ii] Mowa o artykule pt. „Kto jest biskupem Campos? Publiczne pytanie „Sodalitium” dla Bractwa Św. Piusa X”. Artykuł zostanie na pewno przetłumaczony na łamach „Myśli Katolickiej”.

[iii] Po pojawieniu się polskiego tłumaczenia bardzo niebezpieczna książka Pierścień rybaka była wychwalana swego czasu i u nas. Recenzja z pisma „Sodalitium” (nr 42 włoskojęzycznego wydania, nr 40 francuskojęzycznego) została przetłumaczona na stronie Ultramontes.

[iv] Gwelfowie, w XIII-XIV wiecznych Włoszech, byli stronnikami Papieża i przeciwnikami przekraczającej swe kompetencje władzy świeckiej. Stronnikami tej ostatniej, przeciwko Papieżowi, byli gibelini.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s