„Tym, co hołd niosą do Ojca stóp” (jak katolicy zawsze traktowali Papieża)

W swoim programie oraz działalności Stowarzyszenie im. Ks. Goliana zajmuje się przede wszystkim formacją umysłową, religijną i doktrynalną. Temu też służy strona „Myśli Katolickiej”. Integralną częścią katolickiego nauczania jest doktryna o Papieżu. Ale aby tę doktrynę zilustrować, pomocne będą przykłady z przeszłości, dlatego w najbliższych tygodniach przedstawimy kilka artykułów z dawnej prasy, które uwydatniają właściwy stosunek katolików do Papieża, czyli tak, jak zawsze było, a nie tak, jak chce tego dziś wielu „tradycjonalistów”, przesiewających swojego „papieża”, którzy wchodzą w jego najgłębsze zamysły i interpretują je po swojemu, a nie w świetle publicznie wypowiadanych słów i czynów. Poniższy artykuł jest tego rodzaju przykładem właściwego podejścia zgodnego z doktryną katolicką. Ukazuje on bowiem jak bardzo katolicy kochają Głowę Kościoła.

G. G. M.

Tym, co hołd niosą do Ojca stóp. 

– Ktoście wy, Bracia?– My pątnicy.
– A skąd?
– Z nad płowych Wisły fal.
– Dokąd dążycie?
– Do stolicy świata, – do Rzymu.

– W taką dal?!
– A tak, daleka pono droga,
lecz jak ponętny za to kres!
Ujrzeć to miasto, gdzie dla Boga
wylano rzeki krwi i łez;
gdzie Piotr, podobnie jak Mistrz boski,
świadectwo prawdzie z krzyża dał;
gdzie po trzech wiekach cierpień, troski,
Kościół z katakumb chlubnie wstał;

zkąd krzyż ludzkości całej świeci,
gdzie Apostołów Pańskich grób, gdzie Ojciec Święty…

Toż my, dzieci,
do Jego właśnie dążym stóp!
Dla Niego serca nasze płoną,
do Niego pierś tęsknotą drży…
Ojcze! na Twoje pragniem łono
wylać swe żale, skargi, łzy!
Dokądże mamy iść, znękani,
smutnego kraju, smutny lud?
Nam wieniec z cierni czoło rani,
naszym udziałem ból i trud,
krzyż nam do ziemi barki tłoczy…
Ty nas zrozumiesz!…

Serce Twe
odczuje ból nasz, Twoje oczy
zobaczą każdą naszą łzę;
boś Ty sam mocarz – a wygnaniec,
władca – a więzień, Ty sam, król
w państwie Chrystusa, Pomazaniec,
a jednak znasz, co wzgarda, ból!

Większą powagę miejcie chrześcijanie,
Nie bądźcie wiotcy, jako puch w tej wierze,
Że każda woda z brudu Was opierze.
Macie Testament i Stary i Nowy,
Macie Pasterza trzody Chrystusowej,

To dla Waszego wystarczy zbawienia!…

(Dante. Pieśń V „O raju”).

Majestat godności ma to do siebie, że mimowoli cześć budzi, a jeśli ta godność opromieniona jest urokiem czegoś niepospolitego, – cześć ta przechodzi w uwielbienie i miłość bezbrzeżną… Wybraniec, palcem Bożym oznaczony, staje się ogniwem serc ludzkich, ogniwem, które skupia te serca i spaja tak mocno, że w pewnym stopniu zdaje się być wszystkiem dla wszystkich…

Tak uwielbiały wojska niektórych swych wodzów, ludy – monarchów i geniuszów swoich…

Takie wszakże jednostki zdarzają się rzadko i znikają prędko. Są to wspaniałe meteory, rozjaśniające na krótko swym blaskiem pochmurne niebo życia… Pamięć jednak o nich nie gaśnie: były one dla ludzkości niby gośćmi z zaziemskiego, wyższego świata, dały jej nowy impuls do życia, więc ludzkość o nich pamięta, ich duchem żyje wieki… Zawsze jednak to tylko wspomnienie, nie zaś sama jednostka wybrana.

My, katolicy, w szczęśliwszem jesteśmy położeniu. Ten, który jest środowiskiem serc naszych, jest długowieczny. Narodził się z chwilą, gdy rozległy się słowa Chrystusa: „Tyś jest opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół Mój, a bramy piekielne nie przemogą go… I tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego. Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebiesiech, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.

Umrze On dopiero wraz z końcem świata. Godność Jego przechodzi wszystkie godności ziemskie i Boską pieczęć nosi na sobie. On jest namiestnikiem Chrystusa na ziemi, następcą Książęcia Apostołów, głową całego Kościoła, ojcem i nauczycielem wszystkich chrześcijan. Jemu w osobie św. Piotra władza, pasterstwo, rząd i kierunek powszechnego Kościoła, od Chrystusa Pana powierzony został.

On – to Papież Rzymski!

Aureola, która otacza Jego głowę, nie z darów geniuszu się składa, bo te, choćby największe, jednak granice mają; nie z osobistych cnót nawet, choćby te dosięgały szczytów, bo i tych dla wieńca, co wieńczy skroń Jego, – za mało! Dla tych darów i cnót moglibyśmy Go uwielbiać najwyżej tak, jak uwielbiamy tamtych, lecz nie moglibyśmy uwielbiać Go tak, jak uwielbiamy Jego!

Podstawą naszych uczuć ku Niemu jest Jego wielkie posłannictwo Boże – to, że jest namiestnikiem, zastępcą Chrystusa i głową Kościoła! Cała więc miłość nasza ku Chrystusowi i Kościołowi tu na ziemi w Nim się skupia, gdyż On nam widomie Chrystusa i Kościół przedstawia.

On jest dla nas wszystkiem na ziemi. Zdanie Jego jest zdaniem Naszem, pragnienie – naszem pragnieniem, radość – radością naszą, smutek – smutkiem dotkliwym, a krzywda – krzywdą bolesną. Czujemy Jego niewolę Watykańską, potępiamy gwałt nad Nim dokonany, pragniemy, by wróciło doń, świętokradzką ręką złupione, dziedzictwo Piotra. Głos Jego jest dla nas głosem Boga. Posłuszeństwo Jemu jest dla nas rozkoszą. Uważamy sobie za chlubę należeć do owczarni, której On jest Pasterzem.

My, Polacy, prócz tego, nosimy zawsze w sercu wszystko, co On dla nas w biegu historyi uczynił; pamiętamy, że najchlubniejsze karty dziejów naszych – to chwile, w których Polska była Kościoła przedmurzem.

Myśmy nazawsze Twe dzieci, Ojcze Święty! Kraj nasz zalewa fala bezbożności i zepsucia, lecz mała garstka tem goręcej Cię kocha i tem bliżej skupia się przy Tobie!

Przepisał J. Grodzki. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok I (1908), nr 8, s. 55. Podkreślenia za oryginałem.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s