Juliusz hr. Ostrowski o tym, jak katolicy szkodzą sprawie Kościoła (cz. III)

Część I artykułu.

Część II artykułu.

MK header

„Christus voluit omnes ab errore revocare et maluit mori, quam tacere”[i]

Jak katolicy szkodzą sprawie Kościoła. (ciąg dalszy)

W katechizmie Syllabusa Piusa IX, wydanym przez Związek Katolicki, czytamy:

„Co to jest liberalizm? – Liberalizm nowożytny jest sektą, która ducha współczesnego pragnie pogodzić z duchem Kościoła.

Cóż to jest duch nowożytny? – Jest to duch zupełnego lub częściowego wyzwolenia się z pod wpływu Kościoła.

Jaki dowód? – Dowód leży w tem, że duch nowożytny pragnie zasady niewzruszone Kościoła nagiąć tak, aby dały się zastosować do wymagań zmiennych i źle ugruntowanych opinii ludzkich.

Na jakim w szczególności punkcie liberalizm pragnie tego pogodzenia? – Oto w szczególności punkty, co do których liberalizm pragnie pogodzenia: w sprawie wolności sumienia, równości wyznań, wolności prasy, ześwieczczenia polityki.

Czy Kościół może się zgodzić na tego rodzaju pojednanie? – Kościół nie może i nigdy nie będzie mógł zgodzić się na tego rodzaju pojednanie. Musiałby bowiem wyrzec się samego siebie, zdradziłby skarb powierzonych praw wiekuistych i stałby się winnym nieszczęścia ludów.

Jakto? – Przyjmując wolność sumienia i równość wyznań, Kościół straciłby racyę bytu, skoro w oczach całego świata nie istniałaby jedyna i prawdziwa religia; przyjmując wolność prasy, to znaczy wszystkiego, uświęciłby wolność czynienia wszystkiego; przyjmując ześwieczczenie polityki, pozostawiłby sumienie ludzkie kaprysowi książąt lub zgromadzeń, rządzących bez kontroli. Wszędzie siła poszłaby przed prawem, a moralność Ewangelii musiałaby ustąpić moralności wilków.

NB. Dla ważniejszych powodów mogą być czasami tolerowane te swobody; nigdy jednak nie mogą być wyniesione do godności prawa. Przecież prawo nauczania błędów nie istnieje, podobnie jak nie istnieje prawo morderstwa i kradzieży.

Skoro tak jest, co należy sądzić o nowożytnym liberalizmie? – Skoro tak jest, należy o nowożytnym liberalizmie sądzić to, co o nim sądzi Stolica Święta. Stolica zaś Święta sądzi i głosi, że nowożytny liberalizm jest zarazą tem niebezpieczniejszą, że ludzie, nią dotknięci, przywłaszczają sobie nazwę, która może uwieść mało wykształcony lub mało zastanawiający się tłum.

Jakąż nazwę przywłaszczają sobie ci ludzie? – Ci ludzie przywłaszczają sobie nazwę katolików liberalnych, aby dać do zrozumienia, że są bardziej oświeceni i więcej sprzyjają wolności, niż katolicy po prostu i sam Papież.

Czemże więc są właściwie ci liberalni katolicy? – W rzeczywistości liberalni katolicy są garstką pyszałków, którym się zdaje, że wiedzą więcej, niż Papież, rozumieją wszystko lepiej, niż On i wszyscy prawdziwi katolicy, co przystoi, a co nie przystoi dzisiejszemu społeczeństwu; są to obłudnicy, którzy, podobnie jak janseniści, pragną pozostać w Kościele, nie należąc do niego.

Jakto? – Albowiem, mówiąc, że są katolikami, i spełniając pewne obowiązki religijne, katolicy liberalni podtrzymują uporczywie opinie, częściowo lub całkowicie sprzeczne z nauką Stolicy Świętej, której nie chcą za prawidło swego postępowania uznać.

Czy oni są bardzo niebezpieczni? – Oni są bardzo niebezpieczni, ponieważ: 1) jako wilki, ukryte w skórze baraniej, zwodzą mnóstwo ludzi; 2) wywołują pogardę i nienawiść ludu względem prawdziwych katolików, których przezywają ultramontanami i nieprzyjaciółmi postępu; 3) ponieważ ustępstwa, czynione błędowi, kompromitują najważniejsze sprawy religii i społeczeństwa.

Czy oni są bardzo winni? – Oni są bardzo winni: 1) ze względów, które wyłuszczono powyżej; 2) ponieważ otwarcie opierają się Ojcu Świętemu i niepodobna ich usprawiedliwić, jak niepodobna usprawiedliwić zarazy.

Wymień jedną z ich maksym. – Jedną z najbardziej ulubionych maksym liberalnych katolików jest: Wolny Kościół w wolnem państwie.

Co znaczy ta maksyma? – Ta maksyma nic nie oznacza, albo raczej znaczy niezawisłość państwa wobec Kościoła, co jest zasadą okropnego despotyzmu i niemniej wielką niemożebnością, jak np. kazać żyć człowiekowi, oddzieliwszy duszę od ciała.

Cóż więc jest zasadą liberalnego katolicyzmu? – Zasada liberalnego katolicyzmu jest ta sama, którą kieruje się odszczepieństwo i wszystkie herezye: pierwiastek nieposłuszeństwa; sprowadza on te same następstwa: pogardę Papieża i Kościoła, despotyzm książąt i nieszczęścia ludów.

A dlaczego Papież nie może, nie powinien pojednać się z temi trzema rzeczami? – Papież nie może, ani też nie powinien pojednać się z temi trzema rzeczami, ponieważ one dążą do zniesienia opiekuńczej władzy Kościoła, jak to widzieliśmy powyżej, do poniżenia człowieka i pogrążenia go w nieszczęście.

Jakim sposobem nowożytny postęp i cywilizacya nowożytna dążą do poniżenia człowieka i pogrążenia go w nieszczęście? – Nowożytny postęp i cywilizacya nowożytna dążą do poniżenia człowieka i pogrążenia go w nieszczęście, ponieważ ich jedynym a przynajmniej głównym celem jest pomnażanie dobrobytu wyłącznie materyalnego, czego ostatecznym wynikiem jest coraz większe przywiązanie człowieka do ziemi, a zapominanie o jego przeznaczeniu w wieczności.

Jakim sposobem? – Rzecz zupełnie jasna, że im więcej człowiek zajmuje się tym światem, tem mniej troszczy się o świat tamten, tem więcej oddala się od wskazanego sobie celu; a im więcej się oddala od wskazanego sobie celu, tem więcej się poniża; im więcej zaś się poniża, tem bardziej staje się występnym i nieszczęśliwym”.

W Syllabusie Papież przemawia, jako najwyższy Nauczyciel Kościoła, w przedmiotach, które się wszystkie odnoszą do wiary i obyczajów, lub są z niemi związane, i tem samem są przedmiotem bezpośrednim lub pośrednim jego nieomylności; interes Kościoła powszechnego ma tutaj udział dlatego, i Papież rozkazuje z zamiarem wyraźnym, by go słuchano.

Pius IX nieraz powoływał się w późniejszych swych aktach apostolskich na naukę, zawartą w Syllabusie swoim.

Leon XIII również przypominał niejednokrotnie Syllabus Piusa IX w Encyklikach: Immortale Dei i Inscrutabili, w liście do biskupa Dabert z Périgueux.

Sylabus Piusa X jest zupełnem potwierdzeniem Syllabusa Piusa IX.

Ale podobnie jak w naszych czasach opinia napadła na Głowę Kościoła za wydanie jego zbawiennych wskazówek, tak też napadała na Piusa IX i potrafiła przy karygodnem wspólnictwie katolików liberalnych urządzić bojkot, spisek milczenia koło Syllabusa pierwszego. Homo cum in honore esset, non intellexit: comparatus est jumentis insipientibus et similis factus est illis. (Psalm XLVIII).

Z punktu widzenia korzyści materyalnych, jakie liberalizm gołosłownie obiecuje społeczeństwu, pozwolę sobie tu zacytować parę ustępów nowowydanego dzieła o ekonomii społecznej, przekonywujących w praktyce o szkodliwości doktryny tak dzisiaj rozpowszechnionej.

„Skutki organizacyi społeczno-ekonomicznej, opartej na zbytniej wolności i bezwzględnym egoizmie, nie dały na siebie długo czekać. Klasa pracowników i drobnych wytwórców, pozbawiona możności solidarnego działania, skutkiem zniesienia lub ograniczenia prawa zrzeszania się, i nie znajdująca żadnej pomocy ze strony władzy państwowej, dzięki zasadzie nieinterwencyi, znalazła się w krótkim czasie na łasce u tych, którzy materyalnie i intellektualnie byli lepiej od niej wyposażeni, a w stosunkach z nią, dzięki swoim poglądom, nie potrzebowali się liczyć z zasadą sprawiedliwości i miłości bliźniego.

Rzekoma wolność przyniosła w dziedzinie społeczno-ekonomicznej te same owoce, co i w dziedzinie politycznej i religijnej, mianowicie owoce niewoli: zamieniła się bowiem dla pracowników w nieznośną często zależność od pracodawców, w ruinę zaś dla wielu słabszych ekonomicznie wytworców, zwłaszcza z klasy rzemieślniczej, którzy, nie mogąc wytrzymać współzawodnictwa z innymi, ekonomicznie lepiej do tego uzbrojonymi, zostali zdegradowani do rzędu zwyczajnych pracowników.

Bądźcobądź spowodowana przez liberalizm przepaść majątkowa, w połączeniu z upadkiem religijnym i moralnym społeczeństwa, stała się przyczyną, że w dziedzinie ekonomicznej ludzkość rozdzieliła się na dwa wrogie sobie obozy: bogatych pracodawców i ubogich najemników, toczących między sobą nieustanną walkę nietylko słowem i czynem, za pomocą lokautów i strejków, ewentualnie, jak u nas, za pomocą bomb i brauningów. Słowem, liberalizm stał się przyczyną szeregu niedomagań i chorób społecznych, znanych dzisiaj pod ogólnem mianem kwestyi społecznej, a która w swej postaci ekonomicznej składa się z kwestyi rolnej, rzemieślniczej, handlowej, robotniczej, kobiecej i inteligentnego proletaryatu”.[ii]

Taki jest bilans liberalizmu i nieodrodnego a nieodstępnego odeń demokratyzmu.

Należy więc przyznać, że, zamiast szukać postępu tam, gdzie go niema, zamiast chcieć wszystko bez końca i bez skutku dobrego na jakąś nową modłę przerabiać, – należy trwać przy niezmiennych zasadach Kościoła, które, rozum ludzki oświecając, podają środki najlepsze dla zapewnienia szczęśliwej wieczności oraz spokojnego i względnie szczęśliwego życia na ziemi. Pietas ad omnia utilis est, promissiones habens vitae, quae nunc est et futurae.

W zakończeniu twierdzę, że demokratyzm francuski ks. Szymańskiego sprzeciwia się pojęciu samemu demokracyi chrześcijańskiej, jak ją określiły Encykliki Leona XIII i Motu proprio Piusa X.

Organizacya, nadana przez Piusa X akcyi ludowej, jest tylko przedłużeniem dzieła, jak najbardziej na czasie rozpoczętego przez chwały pełnego Poprzednika.

Każde dzieło społeczne, przez katolików zakładane, ma naprzód nosić cechę katolicką, t. j. nietylko stosować się do przepisów i zakazów Stolicy Świętej, ale być także zgodne z jej duchem.

Wszelka próba katolików, czyniona poza tymi warunkami, jest w gruncie niczem innem, tylko schizmą podstępną, a co najmniej rozpraszaniem sił na korzyść prądów potępionych lub podejrzanych.

Zbliżenie się do jakiegoś ideału równościowego w zakresie społecznym, przedstawione nawet jako skutek jakiegoś chimerycznego podniesienia się skali czy poziomu sumień, dąży ku uprawnieniu systemów i prób, sprzecznych z wiarą katolicką.

Afirmacya prosta, katolicka, zbawienia narodów i poszczególnych ludzi przez zasługi Chrystusa Pana i moc nauk apostolskich, sama jedna wystarczy dla odbudowania społeczeństwa iście chrześcijańskiego. Na nastaniu powszechnej rzeczypospolitej, czyli demokracyi, nie zależy Kościołowi, i przeto wszelkie co do tego dążenia mogą mieć tylko wartość indywidualną i problematyczną, ulegającą dyskusyi: niegodnem jest tedy dobrego katolika poświęcać urzeczywistnieniu takiej myśli najlepsze siły swoje, najprawdopodobniej ze szkodą obrony spraw wyznaniowych.

Dzisiaj bardziej, niż kiedykolwiek, katolik powinien swe życie publiczne regulować według dyrektyw rządzącego Papieża i tem więcej zaprzeć się osobistych pomysłów, im walka za Kościół staje się dla prawdziwych jego dzieci z każdym dniem konieczniejszą, pilniejszą i silniej pochłaniającą.

Juliusz hr. Ostrowski.

Przepisał J. Grodzki. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok III (1910), nr 35, ss. 343-344.

[i] „Chrystus chciał wszystkich odwieść od błędu i wolał umrzeć, niż milczeć”. (Bł. Duns Scot).

[ii] Henryk Romanowski, Wstęp do Ekonomii społecznej chrześcijańskiej. Warszawa, Gebethner i Wolff, 1910, str. 37, 39, 140.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s