Natura teologii i „tradycjonalizm teologiczny”

Mikołaj Antoine, Św. Tomasz Akwinata, Źródło mądrości (ok. 1648 r., Paryż, katedra Notre-Dame)

Temat ten jest bardzo ważki, dotyczy wręcz samej natury teologii. Omawia ją św. Tomasz z Akwinu w swej Sumie teologicznej, na samym początku części I, w kwestii I. Sacra doctrina (święta doktryna, czyli teologia) jest jedną nauką, nie wieloma (art. 3), w przeciwieństwie do filozofii, gdzie w sensie ścisłym mamy do czynienia z wielością nauk (kosmologia jako nauka o bycie ruchomym, psychologia jako nauka o duszy, metafizyka jako nauka o bycie jako bycie, filozofia praktyczna, etc.). Teologia jest zarówno praktyczna, jak i spekulatywna, ale bardziej spekulatywna niż praktyczna, bowiem przede wszystkim omawia rzeczy Boże (principalius agit de rebus divinis), a dopiero drugorzędnie czyny ludzkie (quam de actibus humanis), dzięki którym człowiek dochodzi do doskonałego poznania Boga, na czym polega wieczna szczęśliwość (art. 4). Termin „spekulatywny” jest przeciwieństwem „praktycznego”. Święta doktryna jest spekulatywna, to znaczy badająca, jak jest, patrząca (speculor po łacinie to patrzyć) na Boga, który jest przedmiotem teologii i na wszystko inne, o ile odnosi się do Boga (sub ratione Dei; secundum ordinem ad Deum) (art. 7). Jest też praktyczna, choć w drugiej kolejności, to znaczy dotycząca czynów ludzkich prowadzących do poznania Boga.

Bardzo istotny w temacie jest artykuł 8, w którym Akwinata zadaje pytanie o to, czy teologia jest argumentacyjna, czy też polega tylko na czystym przyjmowaniu artykułów wiary. Na podstawie cytatu ze św. Pawła (Tyt. I, 9) zauważa, że jest argumentacyjna. Bowiem tak, jak inne nauki argumentują na podstawie swoich pierwszych zasad, których nie udowadniają (co jednak Kartezjusz starał się zrobić i wyszło mu, jak wyszło), tak też i teologia argumentuje w oparciu o artykuły wiary, które otrzymuje drogą autorytetu od samego Boga, by wykazywać inne rzeczy (ad aliquid aliud ostendendum; ad alia argumentatur). Przymiotnik „argumentacyjna” oznacza tu po prostu wywód, oparty o pierwsze lub bliższe zasady danej nauki, prowadzący do wniosków pewnych. Za przykład podaje św. Pawła, który w I liście do Koryntian (XV, 12 nn.) na podstawie zmartwychwstania Chrystusa wykazuje powszechne zmartwychwstanie ciał na końcu czasów.

Dalej już, w odpowiedzi na drugi zarzut (tego samego artykułu 8), Doktor Powszechny zauważa, że choć teologia opiera się na autorytecie, a nie na rozumie, to jednak trzeba by rozum służył wierze (oportet quod naturalis ratio subserviat fidei), jak naturalna skłonność woli ma służyć miłości, bowiem łaska nie usuwa natury, ale ją udoskonala (Cum enim gratia non tollat naturam, sed perficiat).

Są to rzeczy naprawdę podstawowe, ale niestety, w zawikłaniu trudnej sytuacji posoborowych czasów w jakiej katolicy siłą rzeczy się znaleźli, są często zapoznane, również przez duchownych, o czym świadczy poniższy tekst. Zarówno bowiem ojcu Guérard des Lauriers, jak i innym duchownym przyjmującym tezę z Cassiciacum, zarzucano charakter nowości tezy, wysuwając przeciwko nim opinie autorytetów z przeszłości. Przeciwnicy w ten sposób dają świadectwo tego, co dominikański duchowny nazwał „tradycjonalizmem teologicznym”, który w największym skrócie polega na powtarzaniu twierdzeń teologów (nawet Doktorów Kościoła), a nie na rozumowym roztrząsaniu, czyli argumentowaniu we właściwym znaczeniu tego słowa. Zapominają o spekulatywnym charakterze teologii (być może, niekiedy, z powodu braku kompetencji w tej materii), ograniczając ją do jej czysto pozytywnego aspektu, czyli przytaczania autorytetów.

Jak uczy sam św. Tomasz z Akwinu, teologia nie ogranicza się do powtarzania artykułów wiary, ogłoszonych przez Magisterium Kościoła (wziętych z objawienia, czy o źródle pisemnym, czy ustnym), ani tym bardziej do powtarzania zdania teologów, na co zwraca uwagę o. Guérard des Lauriers. Teologia polega także, w oparciu o dane objawione i zdanie teologów, na argumentowaniu jak jest, jak się ma rzeczywistość, niekiedy bardzo trudna do pojęcia przez ograniczony umysł ludzki, na którego działanie często wpływają namiętności. Ten wpływ namiętności potęguje dziś na pewno sytuacja w Kościele i podziały, jakie wywołała również wśród obrońców tradycji katolickiej. Oby tematyka, którą podejmujemy na łamach „Myśli Katolickiej” przyczyniła się do szczerej i kompetentnej (!!!) dyskusji na temat tego, jak jest, a nie tylko bronieniu tego, co ktoś powiedział, czy, co gorsza, co się komuś wydaje. „Teologia polega, przynajmniej czasami, na myśleniu, a nie tylko na powtarzaniu”, a my to powtarzamy dlatego, że tak jest, a nie dlatego, że ktoś, nawet tak uczony jak o. Guérard des Lauriers, to powiedział.

E. Ostrzyhomski

Przypisy do studium Pisma św. (i innych nauk kościelnych w ogóle)

Ks. Franciszek Ricossa

Do Czytelnika. Powody, które przyczyniły się do opublikowania w tym numerze „Sodalitium” pewnych dokumentów dotyczących studiów kościelnych

W kwietniu 1999 r. pojawił się numer 48 pisma „Sodalitium”. Patrząc wstecz na te dziesięć lat ten numer naszego pisma uważam za jeden z najlepszych i najważniejszych (chodzi o nr 49 wersji włoskojęzycznej i nr 48 francuskojęzycznej – przyp. tłum.).

Liczne głosy krytyczne, wywołane we Francji jak i we Włoszech przez niektóre artykuły wówczas opublikowane (myślę tu o moim artykule „Apokalipsa według Corsiniego” i dodatku do niego „Odnośnie niektórych proroctw i prywatnych objawień”), są potwierdzeniem tej oceny, która jest dla mnie całkowicie osobista. „Potwierdzeniem”: bowiem pismo zajmujące się przedstawianiem i pogłębianiem doktryny nie może spełniać swego zadania bez wzbudzania zainteresowania jak i wyrazów sprzeciwu, w przeciwnym razie ograniczałoby się do monotonnego powtarzania tego, co wszyscy i tak wiedzą. Negatywne reakcje były łatwe do przewidzenia; nie jednak gdy chodzi o miarę… nieumiarkowaną, którą były nacechowane, zwłaszcza z czasem, z którego to powodu dziś jeszcze częściej niż wcześniej, dziesięć lat po „przewinieniu”, pojawiają się artykuły krytyczne omawiające ten temat.

Na te słowa krytyki – same w sobie całkowicie uprawnione – rzadko uznawałem, by odpowiedź była słuszna, a to tym bardziej, że z czasem wzrastała ich gwałtowność, ujawniając niekiedy, obok niezgody co do punktów, które poruszyłem, osobistą wrogość, która nie ma nic wspólnego z przedmiotem sporu. Mój inny artykuł o kardynale Rampolli (który wcale nie był w obronie kardynała) (chodzi o artykuł w nrze 60 wersji włoskojęzycznej i nrze 62 francuskojęzycznej – przyp. tłum.) wywołał szczyt oburzenia niektórych i wolę nie wracać do bardzo poważnych osobistych oskarżeń, których byłem przedmiotem ostatnimi miesiącami (czy latami).

Uniknięcie, w miarę możliwości, polemik osobistych nie było moją jedyną motywacją. Jest jeszcze druga, która właśnie stanowi przedmiot tych notatek. Wyjaśniam.

Od swego powstania nasze pismo jasno wyraziło swój wybór obozu. „Sodalitium” jest pismem katolickim, integralnie katolickim, nieustępliwym. Jako takie sprzeciwia się modernizmowi (we wszystkich jego formach) i wszystkim wrogom Kościoła, wewnętrznym i zewnętrznym, zadeklarowanym i ukrytym. Taka była linia naszego pisma w przeszłości, taka jest i dziś, taka będzie musiała być zawsze. Naturalnie nie jesteśmy jedyni – dzięki Bogu – którzy bronią tego stanowiska, którzy walczą z tymi samymi wrogami (nawet jeśli należymy do małej liczby tych, którzy publicznie przyjmują tezę teologiczną zwaną z Cassiciacum, która jako jedyna obecnie wyjaśnia wyczerpująco sytuację autorytetu w Kościele). Jednakże, bardzo często, napaści na „Sodalitium” nie wywodzą się tylko od wrogów, ale także od fałszywych przyjaciół, czy tych, którzy, będąc również antymodernistami, powinni być przyjaciółmi. Z pewnością z powodu tezy z Cassiciacum. Ale także z powodu mentalności, którą ojciec Guérard des Lauriers nazywał „tradycjonalizmem teologicznym” i który, przeciwny znacznie bardziej szkodliwemu błędowi modernistycznego racjonalizmu, jest wadą, która ze swej strony dogłębnie dotyka – jak na to sama nazwa wskazuje – tych, którzy są właśnie przywiązani do Tradycji. Mentalność, którą krytykował ojciec Guérard des Lauriers nie stosuje się tylko do teologii, ale także do wszystkich nauk kościelnych, historii na przykład, czy egzegezy Pisma świętego. Zawsze jednakże, w obozie prawdziwych katolików (a więc antymodernistów), Kościół mógł liczyć na uczonych, którzy potrafili, według wyrażenia ks. prał. Benigniego, dokonać „syntezy równie naukowej, co prawowiernej, trudnej do znalezienia jakości w tym księżycowym świetle” (cf. E. Poulat, Katolicyzm, demokracja i socjalizm. Ruch katolicki i ks. prał. Benigni od narodzin socjalizmu do zwycięstwa faszyzmu, Casterman, Paryż, 1977, s. 219 i ogólnie cały rozdział VII. Historia święta bez aureoli). Wśród tych ostatnich szczególnie drodzy są mi (bez przypisywania żadnemu z nich nieomylności) o. Guérard des Lauriers, w tym, co się tyczy teologii scholastycznej; ks. prał. Hubert Benigni, w dziedzinie historii Kościoła; ks. prał. Franciszek Spadafora, w tym, co się tyczy egzegezy Pisma św. Naturalnie ponad wszystkim mamy stawiać, jako naszą normę i regułę, magisterium Kościoła. Wydaje mi się, że trzeba przyjrzeć się korzeniom pewnej mentalności, która w różny sposób ogarnia wielu z naszych przyjaciół, również z powodu wpływu, który na studiach kościelnych z czasem wywarł pewien woluntaryzm i który uniemożliwia nawet wzięcie pod uwagę tego, co piszemy. Aby zaznajomić Czytelników „Sodalitium” (przyjaciół dobrze nam życzącym, a także tych mniej) z tą tematyką, proponuję teraz serię dokumentów, które według mnie mogą ilustrować to, co starałem się do tej pory powiedzieć. Jeśli Bóg da, inne później się pojawią.

Błąd „tradycjonalizmu teologicznego”. Teologia polega, przynajmniej czasami, na myśleniu (réfléchir), a nie tylko na powtarzaniu (bp Guérard des Lauriers)

Dokument I

Trzecia opcja. „tradycjonalizm teologiczny”

Podejście to polega na szukaniu, w celu przystosowania, wszystkiego, co teologowie mogli powiedzieć na temat stanowiący przedmiot dyskusji. Nigdy Kajetan, Bellarmin i Suarez nie cieszyli się taką popularnością. „Tradycjonaliści” trzeciego typu w istocie zapoznają to, że wybitni autorzy, na których się powołują, wypowiedzieli się „w czasach pokoju”, nie będąc w stanie przewidzieć wszystkich okoliczności wojny oraz że zresztą wyrażali się zdaniami warunkowymi. Jeśli dany okupant Stolicy Apostolskiej zachowa się w taki czy inny sposób, wówczas nie jest już Papieżem lub nigdy nim nie był. Cała sprawa dotyczy tego, czy to „JEŚLI” ma zastosowanie. Nie można tego ustalić bez skonfrontowania faktów obserwowanych z zasadami pewnymi. Rozjaśnienie sytuacji, która wynika z bezprecedensowego kryzysu nie może być skutkiem służalczego powrotu do tego, co było inne, pod pretekstem, że było wcześniej. Teologia polega, przynajmniej czasami, na myśleniu, a nie tylko na powtarzaniu. […]

Dowód tezy nie jest osłabiony przez argument z tradycji

Nie brak tych, którzy zauważają, iż teologowie nie przewidzieli takiego przypadku „wakatu” Stolicy Apostolskiej. Przeciwnicy, odpowiadamy, podobni są do myśliwego, który, pewien swej wiedzy, pewnego dnia zawędrował… do rzeczywistości. Pantera, modernistyczna, przyszła z lewej, podczas gdy wydarzenie to, w książce, przewidziane było „z prawej”. Myśliwy z tego wywnioskował, że zwierzę się pomyliło i, drugi błąd pantery, został przez nią schrupany.

I niech nie mówi się nam o „antyliberałach”, którzy z Ćwiczenia Ćwiczeń (chodzi o ćwiczenia duchowe św. Ignacego – przyp. tłum.) czynią swą rację bytu „anty”. Jeden woła: „Idźmy prosto” (tytuł pisma dzieła Ćwiczeń Bractwa Św. Piusa X – przyp. red.) i nalegająco radzi jak najściślejsze podporządkowanie Pontifeksowi zygzaku. Wówczas wpada prosto do rowu liberalizmu, razem ze swoim Pontifeksem. Inny za prawdę przyjmuje tylko to, co było już powiedziane: diminutae sunt veritates a nepotibus Ignatii[i].

Teologia nie może być podporządkowana historycyzmowi. Polega oczywiście na powtarzaniu; ale, zwłaszcza w czasach kryzysu, polega najpierw na myśleniu (réfléchir), na wracaniu do zasad na podstawie faktów i na oświetlaniu tych drugich za pomocą tych pierwszych. Czy więc zaskakujące może być to, że kulminacją kryzysu, który w Kościele jest bez precedensu, jest właśnie taki typ wakatu Stolicy Apostolskiej, który sam jest bez precedensu?

(W.O. M. L. Guérard des Lauriers OP, „Czy Stolica Apostolska wakuje?”, w: „Zeszyt z Cassiciacum” nr 1, maj 1979, ss. 30, 76-77).

Dokument II

List Opportunum valde św. Piusa X (11 stycznia 1906 r.) do biskupa Le Camus, ordynariusza La Rochelle et Saintes, na temat badania Pisma świętego (fragment)

… Szczególnie godne pochwały u Ekscelencji jest to, że w sposobie wykładu świętych tekstów, z szacunku dla prawdy i dla honoru doktryny katolickiej, Ekscelencja trzyma się drogi, pod kierownictwem Kościoła, z której nigdy nie wolno zbaczać. Tak, w istocie, jak trzeba potępić pochopność tych, którzy znacznie bardziej starając się iść za modą nowości niż za nauczaniem Kościoła, nie wahają się używać krytycznych metod przesadnej wolności, tak wypada też zganić podejście tych, którzy nie ośmielają się w żaden sposób zerwać z taką egzegezą Pisma św., jaka uprawiana jest dotychczas, podczas gdy, zachowując wiarę nienaruszoną, mądry postęp studiów wzywa ją do tego usilnie. Ekscelencja bardzo szczęśliwie idzie drogą pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. Swym przykładem Ekscelencja dowodzi, że nie ma się czego obawiać, z punktu widzenia naszych świętych Ksiąg, ze strony prawdziwego postępu dokonywanego przez naukę krytyczną i że wielką korzyść odnieść mogą te Księgi odwołując się do światła rzuconego przez tę naukę. I rzeczywiście tak się dzieje zawsze, gdy potrafi się z niej korzystać z roztropnością i mądrym rozeznaniem, co, jak to stwierdzamy, uczynił Ekscelencja. […]

Dokument III

Dogmatyczne kryteria Hermeneutyki biblijnej. Magisterium i jednomyślna zgoda Ojców.

(Hermeneutyka) jest dyscypliną, która naucza zasad, których należy się trzymać, by właściwie zrozumieć i wyjaśnić święte Księgi. […]

1. Oto więc dogmatyczne kryteria, których wymaga hermeneutyka od katolickiego egzegety.

Wszelkie wyjaśnienie, które dopuszcza lub zakłada błąd w twierdzeniu autora natchnionego należy odrzucić. Wówczas to w istocie błąd przechodzi na samego Boga, prawdziwego głównego autora.

2. Autentyczna interpretacja, zawarta w perykopach dotyczących wiary i moralności (prawdy dogmatyczne i moralne konieczne dla naszego zbawienia), bezdyskusyjnie przypada Magisterium kościelnemu; dlatego egzegeta nie może ich interpretować wbrew znaczeniu nauczanemu i nieomylnie przedstawionemu przezeń (Sobór Trydencki, Sobór Wat. I: Enchiridion Biblicum EB 62.78).

Niemożliwe jest przeto, by zachodziło przeciwieństwo, różnica, między dwoma źródłami tego samego objawienia boskiego: nauczaniem ustnym (tradycja apostolska = nieomylne Magisterium) i Pismem świętym.

Autentyczna interpretacja Kościoła podana jest:

A) w definicjach Soborów czy Papieży; bezpośrednio gdy określenie znaczenia biblijnego jest bezpośrednim i formalnym przedmiotem definicji (np., Jan III, 5 musi być we właściwym znaczeniu rozumiane o chrzcie: Sobór Trydencki, Denz. 858); pośrednio, gdy to nie sam tekst, ale doktryna na nim oparta jest przedmiotem formalnym definicji (np. Rzym. V, 12 odnoszące się do dogmatu o grzechu pierworodnym: Sobór Trydencki, Denz. 789). Jednakże, w tym drugim przypadku, tylko dokładna i roztropna analiza terminów i okoliczności definicji może rozjaśnić intencję mniej lub bardziej nieomylnego ustalenia egzegezy (Mangenot-Rivière, w Dictionnaire de théologie catholique [Słownik teologii katolickiej], VII, 2315-19).

B) Organami zwyczajnymi są Święte Kongregacje, w szczególności Papieska Komisja Biblijna; ich decyzje wymagają szacunku, a także wewnętrznego przyzwolenia (łac. assensus internus– przyp. tłum.), ale nie są nieomylne, więc egzegeta motywowany poważnymi argumentami może zawiesić to przyzwolenie i przedstawić powody, które się mu sprzeciwiają.

3. Co do pierwszych wieków, informuje nas nieomylne nauczanie pism Ojców. Oto dlaczego w przytoczonych dokumentach (od Soboru Trydenckiego do Humani generis) umieszczona jest, obok magisterium kościelnego, bezpośrednio i w tych samych ramach (to znaczy, co do prawd wiary i moralności), doktryna Ojców jako gwarantów/świadków wiary katolickiej. Ten ostatni warunek jest istotny: [Ojcowie] faktycznie przedstawiają zazwyczaj wyjaśnienia osobiste, które, choć są godne najwyższego szacunku, zupełnie nie obowiązują egzegety. Jednomyślna zgoda (przynajmniej moralna) jest konieczna w interpretacji tekstu dogmatycznego; a zasadniczo, by była przedstawiona jako prawda należąca do wiary katolickiej (Leon XIII, Providentissimus: EB, nr 122), a nie jako jedna z wielu możliwych lub prawdopodobnych interpretacji. Gdy Orygenes stwierdza, na przykład, inspirację i bezbłędność Ksiąg świętych, natychmiast dodaje: to tak „w Kościele manifestissime praedicatur”, nauczane jest to w sposób bardzo jasny. Dlatego, jak wyjaśnia Leon XIII i Pius XII[ii], bardzo mało jest tekstów biblijnych, których autentyczna egzegeza została ustalona przez Ojców. Podobnie, mało liczne są też te, których znaczenie zostało nieomylnie zdefiniowane przez Sobory czy przez Papieży (Cornely, Wprowadzenie, II wyd., s. 610, wymienia ich dwadzieścia, bezpośrednio zdefiniowanych; Durand, DFC, 1, kol. 1837 nie więcej niż 12): Enc. Divino afflante Spiritu, EB, nry 564-565[iii].

4. Ostatnim kryterium dogmatycznym jest analogia wiary: biblijna, innymi słowy wzajemna zgoda czyli harmonia między prawdami zawartymi w Piśmie świętym; i katolicka, innymi słowy zgoda między tymi prawdami a tymi, które zawarte są w Tradycji ustnej (Magisterium kościelnym). Św. Augustyn formułuje to tak: „w niejednoznacznych ustępach Pisma należy zasięgnąć do reguły wiary, która odnosi się do jaśniejszych ustępów tego samego Pisma i do autorytetu Kościoła”. (cf. enc. Providentissimus, EB nry 109-116).

„Taki stan rzeczy jednakże nie powinien powstrzymywać egzegety katolickiego, który posiada silne i czynne zamiłowanie w swoim zawodzie, a Matce Kościołowi szczerze jest oddany. Niechaj trudne, dotąd nie rozwiązane zagadnienia wciąż na nowo podejmuje, nie tylko by odpierać zarzuty przeciwników, ale przede wszystkim, aby wypracować pozytywne rozwiązanie, zgodne z nauką Kościoła, zwłaszcza z tradycją o pełnej nieomylności Pisma św., uwzględniając niewątpliwe wyniki wiedzy świeckiej. Starania tych dzielnych pracowników w winnicy Pańskiej należy osądzać nie tylko z uznaniem i sprawiedliwością, ale i z miłością. O tym obowiązku niechaj pamiętają wszyscy inni synowie Kościoła, trzymając się z dala od nierozumnej gorliwości, która wszystko co nowe potępia lub uważa za podejrzane tylko dlatego, że jest nowe”. Tak Pius XII ilustrował wolność katolickiego egzegety (Divino afflante Spiritu, EB nr 564; tłumaczenie wzięte z Dok. pap., Akta JŚ Piusa XII, tom V, ss. 245-246 [tłumaczenie polskie za: Nowy Testament na tle epoki, red. E. Dąbrowski, t. 2, Pallottinum Poznań 1958, ss. 407 – 427 – przyp. tłum.]) […]

(ks. prał. Franciszek Spadafora, profesor zwyczajny egzegezy na Papieski Uniwersytecie Laterańskim, w: Dizionario biblico [Słownik biblijny], wyd. Studium, Rzym, 1963 r., rubryka Hermeneutyka, ss. 211-212).

Dokument IV

Prorok, proroctwo, przepowiadanie przyszłości

Prorok jest tym, który z racji misji otrzymanej od Boga, przekazuje temu, do którego jest posłany, objawienia, które zostały mu w nadprzyrodzony sposób przekazane przez Boga. (Powt., XVIII, 18 n.; II Król. III, 9, etc; cf. Wyjść. VII, 1 n.).

Początkiem istotnego elementu misji proroczej jest powołanie przez Boga; jest to wybór wolny, nieprzewidziany i niespodziewany, który nadaje nowy bieg istnieniu tego, który jest powołany (Wyjść. III-IV, 18; Amos VII, 12-15; Iz. VI; Jer. I, 4-9; XX, 7-18, etc.).

Najczęjściej używany hebrajski termin, nabhi, wywodzi się od akkadyjskiego czasownika nabu, ‘wzywać’, w imiesłowie przeszłym ‘wezwany’, który otrzymał misję od Boga […]. Grecki proføtej, ‘który mówi w imieniu i zastępując Boga’ dobrze oddaje to pojęcie (od pr’ ‘zamiast’ i fßnai ‘mówić’…). Znaczenie ‘przepowiadania przyszłości’, jako że prorok również ogłasza przyszłość, jest tylko drugorzędne; ale etymologia św. Izydora z Sewilli (pr’ ‘wcześniej’ i fßinein ‘pojawiać się’; św. Tomasz II-II, q. 171, a. 1) jest błędna.

(ks. prał. Franciszek Spadafora, Dizionario biblico [Słownik biblijny], wyd. Studium, Rzym, III wydanie z 1963 r., rubryka Prorok, profetyzm, s. 489. Cf. ten sam autor, rubryka Prorok w Encyklopedii katolickiej, tom X, Watykan, kol. 92-93, gdzie dodaje cytat ze św. Augustyna: „nihil aliud esse prophetam Dei, nisi enuntiatorem verborum Dei hominibus”) (Quaest. in Hept., XVII; PL 34, 601): prorok Boży jest nikim innym jak tym, który obwieszcza ludziom słowa Boga[iv].

Przypisy

[i] Dominikański teolog nie pomija okazji, by wypuścić strzałę w kierunku współbraci (których poznałem, lubiłem i których miałem w wysokim poważaniu) wykształconych w teologii Towarzystwa Jezusowego. Otóż każdy dobry tomista wie, że to tej teologii, w znacznej mierze, zawdzięcza się tę tendencję do woluntaryzmu i jurydyzmu, która dotknęła tylu skądinąd doskonałych katolików – zakonników, księży świeckich i świeckich – przed Soborem Watykańskim II, choć św. Ignacy w swych Ćwiczeniach (które co roku odbywam i głoszę wiernym) poleca filozofię scholastyczną i teologię tomistyczną. (ks. F. R.)

[ii] „W orzeczeniach i prawach Kościoła – niechaj pamiętają o tym – chodzi o sprawy wiary i moralności, a spomiędzy wielu rzeczy w Piśmie św. w księgach prawnych, historycznych, dydaktycznych i prorockich jest tylko niewiele takich, których sens został przez autorytet Kościoła wyjaśniony. A i teksty, co do których Ojcowie Kościoła są jednomyślni, nie są wiele liczniejsze. Zatem pozostaje ich wiele i to w stosunku do bardzo ważnych zagadnień, których wyjaśnienie i zbadanie pozostawione jest swobodnie przenikliwości i zdolnościom egzegetów katolickich, a każdy ku pożytkowi ogólnemu obowiązany jest wedle możności przyczyniać się do stałego postępu wiedzy biblijnej i do obrony honoru Kościoła. To prawdziwa wolność dzieci Bożych, która z jednej strony trzyma się mocno nauki Kościoła, a z drugiej każdy przyczynek wiedzy świeckiej przyjmuje jako dar Boży. Ta wolność, pielęgnowana przez dobrą wolę wszystkich, jest warunkiem i źródłem owocnych wyników oraz trwałego postępu wiedzy katolickiej. Znakomicie mówi o tym nasz niezapomniany Poprzednik Leon XIII […]” (Pius XII, Divino afflante Spiritu, EB nr 565; tłumaczenie francuskie wzięte z Akt pap., Akta JŚ Piusa XII, tom V, ss. 246-247 [tłumaczenie polskie za: Nowy Testament na tle epoki, red. E. Dąbrowski, t. 2, Pallottinum Poznań 1958, ss. 407 – 427 – przyp. tłum.]).

„Tak więc Ojcom świętym […] należy przyznać najwyższą powagę, ilekroć jakiś tekst biblijny, dotyczący nauki wiary i obyczajów, wszyscy w ten sam sposób wyjaśniają; z samej bowiem ich jednomyślności okazuje się wyraźnie, że począwszy od Apostołów taka była tradycja pod względem wiary katolickiej. […] Niech on [współczesny komentator] jednak z tego powodu nie sądzi, że ma drogę zamkniętą do posuwania się dalej w badaniu i wyjaśnianiu, a tym bardziej, gdy znajdzie się do tego słuszna przyczyna – byle tylko szedł sumiennie za ową regułą, rozumnie przez św. Augustyna postawioną, a mianowicie, że należy jak najmniej odstępować od sensu literalnego i niejako właściwego, chyba że jakiś powód nie pozwoli go zatrzymać lub konieczność zmusi do opuszczenia go. Tej reguły tym mocniej należy się trzymać, im większe jest niebezpieczeństwo pobłądzenia przy tak wielkim pożądaniu nowości i wolności zdań” (Leon XIII, enc. Providentissimus Deus, Akta pap., Akta Leona XIII, tom IV, ss. 25-26 [tłumaczenie polskie za: gloria.tv – przyp. tłum.]).

[iii] Dla niektórych, przeciwnie, wyrażenie „nieomylność jednomyślnej zgody Ojców” stało się formułą wysoce użyteczną dla przedstawiania swych własnych uprawnionych, lecz podlegających dyskusji, osobistych opinii jako prawd Wiary (wystarczy stwierdzić, bez wykazywania, że [te opinie] są wyrazem jednomyślnej zgody Ojców) i nazwania heretykiem tego, kto nie myśli jak oni (a zwłaszcza tego, kto nie jest dla nich miły). Ojcowie, i prawda, zasługują na całkowicie inny szacunek.

[iv] Niech Czytelnik porówna to, co mówi ks. prał. Spadafora z tym, co w tym temacie pisze Eugeniusz Corsini w Apocalisse prima e dopo (Apokalipsa przed i po), wyd. SEI, Turyn, 1980 r., ss. 32-34 w krótkim rozdziale „Apokalipsa i proroctwo”.

Tłumaczył z języka francuskiego E. Ostrzyhomski. Źródło: pismo „Sodalitium”, nr 63 z lipca 2010 roku (wersja francuskojęzyczna), ss. 45-49.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s