Artykuł wstępny pisma „Sodalitium” z dwudziestej rocznicy śmierci biskupa Guérard des Lauriers (2008 r.)

Przykro, gdy trzeba się powtarzać. A jednak „Sodalitium” nie może nie wrócić do tego, co zostało już powiedziane w artykule wstępnym z numeru 59 poświęconego wyborowi Józefa Ratzingera na Papieża.

Nadzieja, że ten wybór mógł przedstawiać zmianę, początek końca triumfu modernizmu, trwała tylko dwadzieścia cztery godziny, tyle czasu, by przeczytać pierwsze oświadczenia Benedykta XVI, które pokazywały jego stanowczą wolę wdrażania w pełni Soboru Watykańskiego II. Nasza nadzieja nie była podyktowana powodami ludzkimi, tym mniej curriculum Józefa Ratzingera (jednego z głównych przedstawicieli „nouvelle théologie” i jednego z najbardziej wytrwałych architektów soboru), ale słowami Pana Jezusa: portae inferi non praevalebunt adversus eam: bramy piekielne nie przemogą Kościoła Chrystusowego (to Objawienie jest przedmiotem naszej wiary, nigdy tego nie zapomnijmy, a nie wątpliwe „objawienia” prywatne).

Józef Ratzinger praktycznie wdrożył program, który – tyle lat temu – przedstawił w książce-wywiadzie z Wiktorem Messorim, Raport o stanie wiary, program, który przewidywał obronę i wdrożenie Soboru, nie tylko przeciwko skrajnym czy niecierpliwym modernistom, ale także przeciwko katolikom wiernym Tradycji Kościoła.

Józef Ratzinger zatem nas nie zaskoczył (niestety: choć naszym najgorętszym pragnieniem jest to właśnie, by okazało się, że się pomyliliśmy i to, by ujrzeć powtórzenie się cudu Szawła z Tarsu, który stał się wielkim Apostołem Pawłem). Nie zaskoczyła nas też reakcja tak licznych katolików dotychczas dumnych przeciwników modernizmu, którzy wydają się być oczarowani tym, który zaplanował – a powiedział to i napisał niejednokrotnie – ich likwidację.

Nie jesteśmy zaskoczeni, nie; ale ogarnia nas smutek. Nie jesteśmy zaskoczeni, bowiem jest to niestety scenariusz, który powtarza się od ponad czterdziestu lat, a zwłaszcza przy każdej elekcji. Wielu dziś mówi i pisze czy daje do zrozumienia, że wraz z Benedyktem XVI bieg rzeczy został odwrócony, że, powoli, domyślnie Sobór jest porzucany, lub przynajmniej poprawiany, lub lepiej interpretowany, tak, bowiem w głębi zostaje rozumiany w świetle Tradycji…

Słyszeliśmy te przemowy za Pawła VI, następnie za Jana Pawła I, Jana Pawła II, a teraz za Benedykta XVI. Za każdym razem katolicy, zawiedzeni, zmartwieni, wzburzeni poprzednim „pontyfikatem” myśleli, wierzyli, pisali (chcieli myśleć, wierzyć, pisać…), że wreszcie wszystko się zmienia. Powoli iluzja mijała, ale w międzyczasie wielu z naszych zmieniło obóz, bezpowrotnie.

Paweł VI, Jan Paweł II, Benedykt XVI, wszyscy w pełni wierni Soborowi Watykańskiemu II

Kto pamięta, kto żył w tamtych czasach, przypomni sobie, ilu to myślało, że Paweł VI zaprowadzi koniec – powoli – rewolucji soborowej. Nota Praevia (podczas samego Soboru), Humanae vitae (dokładnie czterdzieści lat temu), Wyznanie Wiary Ludu Bożego, Mysterium Fidei… Liczne, bardzo liczne są interwencje Pawła VI, które wówczas – tyle lat temu – uspokoiły dobrych katolików. Ojciec Guérard des Lauriers, w pierwszym numerze „Zeszytów z Cassiciacum” (s. 69) przypominał swe własne doświadczenie, gdy jako dominikański zakonnik odwołał się do Mons. Philippe OP z Świętej Kongregacji Zakonników, zwracając uwagę, że przeciwko postanowieniom Pawła VI dominikanie odmawiali oficjum chórowe po francusku, a nie po łacinie. Mons. Philippe odpowiedział ojcu Guérard, że zaledwie kilka dni wcześniej Paweł VI pozwolił na tę praktykę przez niego samego zakazaną: „nie pozostaje nic innego, jak tylko być posłusznym”. Był to 1967 r.! Po tym przyszła Nowa Msza, reakcja Krótkiej analizy krytycznej, pocieszające przemówienia Pawła VI: „nie pozostaje nic innego, jak tylko być posłusznym”… a rewolucja trwała dalej. Pierwsi współpracownicy abpa Lefebvre’a, pierwsi seminarzyści, opuścili go w 1969 r., inni w 1976 r., inni w 1977 r…. ponieważ Paweł VI obiecywał wszystkim powrót do Tradycji. Ledwie wybrany, Jan Paweł I został uznany za prawowitego Papieża nawet przez kapłanów, którzy nie uznawali prawowitości Pawła VI (dość szybko zdali sobie sprawę z błędu). Niewiele później to Jan Paweł II zauroczył Jana Madirana i abpa Lefebvre’a z „Soborem w świetle Tradycji”. Nastąpiły wyrzucenia z Econe kapłanów i seminarzystów, którzy nie uznawali prawowitości Wojtyły a pertraktacje się nasiliły. Nastąpiły, jednakże, również wizyta w synagodze rzymskiej, pocałowanie Koranu, modlitwa pod Ścianą Płaczu, skandal w Asyżu… Rozczarowanie zajęło miejsce iluzji, ale w międzyczasie ilu porzuciło swe stanowisko w boju? Pamiętamy o ich wszystkich nazwiskach, zwłaszcza tu, we Włoszech. Mimo tego pertraktacje dalej trwały, kardynał Gagnon został triumfalnie przyjęty we wszystkich domach Bractwa Św. Piusa X, a nawet nastąpiło podpisanie przez abpa Lefebvre’a protokołu porozumienia. Podpis został wycofany, sakry biskupie zostały ukarane „ekskomuniką”… lecz ilu innych porzuciło swe stanowisko, skuszonych obietnicami nowonarodzonej Komisji Ecclesia Dei?

Scenariusz jest zawsze ten sam i zaskoczeni jesteśmy, że za każdym razem powtarza się z tymi samymi wynikami. Podczas Jubileuszu 2000 roku Bractwo Św. Piusa X zostało mile przyjęte przez kardynała Castrillona Hoyosa. Ceną, którą trzeba było zapłacić, było porzucenie [walki] przez wielu innych kapłanów, między innymi spadkobierców bpa de Castro Mayera. Wybór Józefa Ratzingera odtworzył ten sam scenariusz; wizyty w synagogach czy w meczetach, spotkania ekumeniczne, oświadczenia nieustępliwej wierności Soborowi, ciągłe odwoływanie się do doktryny wolności religijnej (a nawet do prawa do apostazji) mijają już niezauważone, fakty przeoczane, tak już nas opanowało przyzwyczajenie przez czterdzieści lat; i wielu mówi: nie, wraz z Benedyktem XVI wszystko się zmieniło, absurdalne jest kontynuowanie krytyki, i liczni są ci, którzy na nowo doszli do porozumienia lub są trakcie przygotowywania go. Ilu już jest kapłanów (a nawet biskupów), wiernych, domów, seminariów, klasztorów i opactw, które przeszły na stronę modernizmu? Tak, przeszły na stronę modernizmu, bowiem w chwili przyjmowania propozycji Ecclesia Dei ci wszyscy (czy przynajmniej wielu z nich) oświadczali, że nie zamierzają nawet o jotę zmienić swego stanowiska doktrynalnego, swej wierności temu, co dotychczas bronili wytrwale. Wszyscy, czy prawie wszyscy obwieszczali, że doszli do porozumienia tylko kanonicznego czy dyscyplinarnego; ale w krótkim okresie wielu stało się (mniej lub bardziej szczerze) przekonanymi obrońcami doktryn Soboru Watykańskiego II.

Jakie były powody tych powtarzających się katastrof? Nie do nas należy osądzanie sumień, ograniczymy się do ogólnych hipotez. Najbardziej „szlachetnym” i zrozumiałym powodem jest ta myśl o wierności i miłości, którą każdy dobry katolik żywi dla Kościoła i dla Papieża. Kto, za arcybiskupem Lefebvrem, uznaje prawowitość Pawła VI, dwóch Janów Pawłów, a teraz Benedykta XVI, nie może długo utrzymywać postawy nieposłuszeństwa (która prowadzi także do poważnych błędów doktrynalnych) bez narażania się na ryzyko uważania samego siebie za schizmatyka, i ostatecznie, prędzej czy później, nadają treść i rzeczywistość oświadczeniom prawowitości do tej pory czysto słownej. Nie zdają sobie sprawy z faktu, że Papiestwo jest dla Wiary, a nie odwrotnie: jest to błąd, któremu być może sprzyja podpowierzchniowy woluntaryzm mniej tomistycznych szkół teologicznych.

Inni, a niekiedy ci sami, tracą ducha po latach walki. Walka się przedłuża, mijają lata, również wiek posuwa się do przodu; wraz z nim nieufność, nadzieja, by nie być już osamotnionym, upokorzonym, marginalizowanym, by móc otrzymać satysfakcję i uznanie dotychczas odmawiane. Nie chcą już być dalej odsuwani na bok. Inni, być może ci sami, powoli przyzwyczajają się do sposobu życia, działania, myślenia ich własnych czasów i ostatecznie godzą się z tym, co nazywają „rzeczywistością”. Wady ich własnego obozu są wówczas wyolbrzymiane, a jednocześnie trawa u sąsiada wydaje się zawsze ładniejsza od własnej (a niekiedy wady „naszych” oraz ryzyko poważnych błędów owieczek zbyt długo bez pasterza są rzeczywiście wielkie…). Niektórzy oceniają przy pomocy miary mentalności światowej, która nie dba o prawdy wiary, lecz o wrażenia prasowe (a zatem Benedykt XVI jest… tradycjonalistą). Wszyscy muszą się zmusić do tego, by nie widzieć rzeczywistości.

Oby Bóg trzymał dłoń swą na mej głowie – mawiał św. Filip Neri opuszczając dom na początku nowego dnia – inaczej zdolny jestem zostać Żydem! Nie jesteśmy przeto lepsi od św. Filipa, ani nawet lepsi od tylu, którzy do tej pory upadli i właśnie upadają (cadent a latere tuo millia, et decem millia a dextris tuis). Prośmy więc Pana Jezusa i Maryję, by zachowała nas w wierności. Wierności nie przesądom i ideom ludzkim: wierności wierze objawionej, magisterium Kościoła, a więc i potępieniu błędów Soboru Watykańskiego II: kolegializmu biskupiego, ekumenizmu, dialogu międzyreligijnego, wolności religijnej…

Oto przeszkody, które trzeba usunąć, nie inne. Nie ma połowicznych rozwiązań, półprawd, które są pełne błędów. Bóg jest Prawdą. Chrystus jest Prawdą. A Prawda nie znosi pomniejszeń: jest albo integralna, albo nie istnieje. W tym punkcie mieliśmy łaskę poznać i miłować biskupa M. L. Guérard des Lauriers. Mija dwadzieścia lat, jak Pan wezwał go do siebie, a my jesteśmy mu wdzięczni nie tylko dlatego, że jego teza teologiczna wydaje się nam po dziś dzień jedyną, która opisuje obecną sytuację Autorytetu w Kościele w pełnej wierności z danymi objawionymi, ale również dlatego, że jego życie było nam przykładem, jako że dla wiary i z miłości dla Prawdy pierwszej cierpiał wszelkiego rodzaju upokorzenia i ludzkie osamotnienie. Naszym Czytelnikom również ten numer „Sodalitium” pragnie dostarczyć argumentów, by wytrwać, by nie dać się oszukać, by rozumować w świetle wiary. Nie czynimy tego z zasady, z ekstremizmu, z ducha sprzeciwu, z upartości. Czynimy to, ponieważ, niestety – niestety, powtarzamy – sytuacja w 2008 r. jest w istocie niezmieniona w stosunku do tej, która jawiła się przed oczyma dobrych katolików przerażonych w 1965 r., gdy zamykano Sobór Watykański II. Modernizm jeszcze nie jest pokonany, modernizm musi być pokonany i wyrzucony „z łona i wnętrza Kościoła” (św. Pius X). Oby Bóg dał, by to się szybko wydarzyło.

Tłumaczył z języka włoskiego Wezuwiusz. Źródło: „Sodalitium”, nr 62 z czerwca 2008 roku (wersja włoskojęzyczna), ss. 2-4. Na łamach „Myśli Katolickiej” przeczytać można tłumaczenia dwóch artykułów z tego numeru „Sodalitium”: ks. Murro o Kościele jako społeczności nadprzyrodzonej oraz odpowiedź o. Guérard des Lauriers na zarzut przeciwko tezie z Cassiciacum (o analogii między Kościołem a państwem).

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s