Juliusz hr. Ostrowski o tym, jak katolicy szkodzą sprawie Kościoła (cz. II)

Część I artykułu.

„Christus voluit omnes ab errore revocare et maluit mori, quam tacere”[i]

Jak katolicy szkodzą sprawie Kościoła.

Przechodzę do drugiej broszury, którą w tych czasach czytałem i o której więcej mam do powiedzenia. Tytuł brzmi: O demokracyi chrześcijańskiej we Francyi – przez ks. dr. Antoniego Szymańskiego, profesora seminaryum włocławskiego.

O ile praca polityczno-społeczna katolików niemieckich, w założeniu dobra i uczciwa, przedstawia się dzisiaj jako rzecz cokolwiek spaczona, ale możliwa i do naprawienia, bo nad tem czuwa Episkopat i Głowa Kościoła, o tyle poglądy demokracyi chrześcijańskiej, jako doktryny z gruntu fałszywej i z liberalnego punktu widzenia nauce Kościoła przeciwstawionej, mniej dają nadziei poprawy.

Jakkolwiek w tytule swej broszurki ks. dr. Szymański nie podaje poglądów demokracyi chrześcijańskiej za swoje, ale za francuskie, jednakże samo wyłożenie ich wskazuje, w którą stronę skierowane są sympatye autora.

Pomimo, że z bibliografii widać, jak wiele dzieł przetrząsał autor w tej materyi, a pomiędzy niemi i katolickich, lecz opiera się głównie na zdaniu takich pisarzy, jak ks. Gayraud, ks. Lemire, ks. Naudet, ks. Dabry, Marek Sangnier i t. d., którzy jeszcze z Kościołem nie zerwali, ale w każdym razie mocno siebie i Kościół skompromitowali.

Przebiegając pracę ks. dr. Szymańskiego, mimowoli nasuwa się myśl, że ks. doktór nic a nic Leona XIII nie czytał, albo nic a nic nie rozumiał, a tembardziej Piusa X, któremu pewna grupa ludzi najniewłaściwiej usiłuje przeciwstawić Jego Poprzednika, tak jakby w ich nauce mogła być różnica.

Ks. doktór rozumie akcyę społeczną jako akcyę polityczną i demokracyę chrześcijańską pojmuje w znaczeniu wprost przeciwnem temu, jakie jej nadał Leon XIII w Encyklice Graves de Communi. Leon XIII w akcyi społecznej widzi przedewszystkiem akcyę moralną, religijną, a ks. doktór – polityczną.

Leon XIII zastrzega się w tej samej Encyklice przeciw nadawaniu nazwie „demokracya chrześcijańska” znaczenia politycznego i chce, by rozumiano przezeń „wyłącznie tylko dobroczynną akcyę chrześcijańską na rzecz ludu. Bo przepisy prawa, zarówno przyrodzonego jak i objawionego, z natury swojej wyższe są ponad zmienne urządzenia ludzkie, więc muszą też koniecznie być niezmienne, a zatem niezależne od jakiejkolwiek formy państwowej”.

Pius X w swem Motu Proprio z 18 grudnia 1903 r. powtarza to zastrzeżenie, a w art. XIII zasadniczych przepisów akcyi ludowej chrześcijańskiej, do tegoż Motu Proprio dołączonych zabrania nadto demokracyi chrześcijańskiej „by się nigdy nie mieszała do polityki”.

Przystąpmy do broszury.

Na str. 11-13 pisze ks. doktór, że „wielu młodych księży, by odpowiedzieć życzeniom Leona XIII, rzuciło się do pracy, poszło do ludu. Za swój przyjęli program reform, ogłoszony przez hr. de Mun’a i de la Tour du Pin’a, nazywali się uczniami de Mun’a. Celem ich pracy było przywrócenie w duszach i stosunkach społecznych Królestwa Bożego.

Teorye naukowe na razie niewiele ich obchodziły. Cała działalność była skierowana ku celom praktycznym. Wkrótce jednak spostrzeżono (kto spostrzegł?), że praca nie idzie, że ogół robotniczy pozostaje, jak dawniej, obojętnym. Przeto poddano ocenie (kto poddał ocenie?) dotychczasową działalność i uznano (kto uznał?) za przyczynę niepowodzenia to, że poglądy hr. de Mun’a były wtedy zbyt mało demokratyczne i że na większości katolików ciężył zarzut schlebiania monarchii i sprzymierzania się z nią… Księża Naudet i Fesch zwrócili ten ruch bardziej ku społecznym celom. Nie mniej zasłużył się Leon Harmel, fabrykant z Val-des-Bois. Oprócz propagandy teoretycznej, zajął się on bardzo gorliwie demokratycznem urządzeniem swoich zakładów. To jego chluba … Omawianą tak bardzo we Francyi sprawę wyższych klas rozstrzygnięto bardzo prosto: odmówiono „wyższym” wszelkich praw.

Jak to ładnie brzmi, jak tu akcya chrześcijańska rozdziela, zamiast łączyć! I ks. doktór śmie utrzymywać, że „książką podstawową” tych działań „była Rerum Novarum”! (str. 13). Jakże opacznie była rozumiana i tłumaczona! Co prawda, kongres narodowy demokracyi tout court, jak stale w broszurze nazwana jest demokracya chrześcijańska, równouprawnił robotników i inteligentów (str. 17).

Czy myślą Leona XIII było, według założenia „Sillon” i ks. doktora, „oddać na usługi demokracyi te siły społeczeństwa, które znajdujemy w katolicyzmie”? (str. 13).

Pomiędzy miesięcznikami, wydawanymi na podtrzymanie nowokreowanego kierunku, wspomina ks. Szymański na str. 16 o „znanym powszechnie Justice Sociale, wydawanym przez ks. Naudet’a, który, niestety, wiele miejsca poświęcił sprawom, nie mającym nic wspólnego ani z ekonomią, ani z demokracyą”.

Ani słowa o zakazie władzy duchownej dalszego wydawania cennego Justice Sociale, ani o losach socyusza ks. Naudet, osławionego współredaktora ks. Dabry, który już dziś przestał należeć do Kościoła Katolickiego, o czem może ksiądz profesor nic nie wie.

Cytowanie (str. 16) błogosławieństw papieskich, udzielonych stronnictwu demokracyi chrześcijańskiej, niczego nie dowodzi: Ojciec Święty nikomu bowiem błogosławieństwa swego nie odmawia, chyba, że kto wyraźnie błędy przeciw wierze i moralności szerzy. Czy jednak pytano, co Ojciec Święty woli, czego sobie życzy i czy właśnie tego rodzaju akcya jest w myśl Jego?

Zbyt pobieżnie wspomina ks. Szymański o wpływach amerykanizmu i o modernizmie demokracyi chrześcijańskiej (str. 17): widocznie materya odiosa.

Nie mogę wszystkiego przytaczać, ale potrzeba wyróżnić demokratyzm, jako „cechę wybitną” (str. 19) pojęć autora, demokratyzm, oparty na „instytucyi społeczeństw nowożytnych” (str. 30).

Na str. 32-33 autor mówi: „To rozwinięte możliwie najdoskonalej życie duchowe umysłu i serca pociąga za sobą, jako objaw i potwierdzenie, zewnętrzną równość. Ta opiera się na wewnętrznej. Bez tej niema tamtej. Równość zewnętrzna powinna objąć wszystkie dziedziny ludzkiego życia. Na polu ekonomicznem tę równość należy osiągnąć, o ile to możliwe, nie podzieleniem narodowego bogactwa na równe działki, ale zastosowaniem wspólnej własności korporacyjnej… zaprowadzeniem postępowego podatku, opodatkowaniem wielkich dziedzictw, nawet konfiskatą (sic!). W dziedzinie cywilnej i politycznej każdy obywatel winien mieć prawo brania udziału, osobiście lub przez posłów, w wygotowaniu praw i w rządzeniu państwem, jak również prawo zajmowania wszelkich urzędów i dostąpienia wszelkich zaszczytów, stosownie do swej działalności, a nie według różnicy klasy, wiary lub bogactwa. Nadewszystko zaś praca prawodawcza, praca rządzenia sobą i społeczeństwem jest par excellence pracą demokratyczną, wymagającą najwyższego stopnia uświadomienia sobie swej godności i odpowiedzialności”.

Już pomijając utopię tych, którzy o podobnem uświadomieniu ogólnem marzą i o równości uzdolnienia, cnoty i wykształcenia, jako pierwszej koniecznej podstawie do wpływu na wydawanie mądrych i dobrych praw, to przecież nie wolno księdzu katolickiemu głosić teoryi wprost potępionych i nie licujących z wyznaniem katolika.

W dalszym ciągu (str. 111) opiera ks. Szymański swój ustrój demokratyczny na wolnościach nowoczesnych, tylekroć przez Papieży potępionych, na zasadzie tego, że są obłudnemi i szkodliwemi tylko hasłami.

„Pozostaniemy zawsze przekonani – pisze ks. Szymański – o wyższości demokratycznej formy nad wszystkiemi innemi. Witamy ją jako naturalny wynik istniejącego, dzięki Ewangelii, postępu. Chrystus Pan rzucił był ziarna, które musiały zrodzić demokracyę (str. 114). Pierwszem i głównem prawem człowieka jest prawo kierowania sobą (str. 115). Dla dobra ludu należy rządzić – mówił Bossuet wraz z wielkimi doktorami Kościoła; to więc przez lud trzeba rządzić – odpowiedziało współczesne sumienie (str. 117). Państwa konstytucyjne ogłosiły wolność wyznania, polegającą na tem, że państwo nie wyznaje żadnej religii, jest w sprawie religii całkiem niekompetentne (str. 123). Powoływanie się na prawa, które Kościół posiada na mocy swego Boskiego posłannictwa, jest bezcelowe. Zarówno kierujący nawą państwową, jak i wyborcy, nad tymi wywodami przejdą do porządku dziennego” (str.124).

W tych ustępach i w całych rozdziałach zdradza ks. Szymański zupełną nieznajomość lub zapoznanie Syllabusa i całej nauki Kościoła o tym przedmiocie.

Na str. 38-39 autor broszury, przytaczając ulubionego Naudet’a, podnosi „wznoszenie się ludzkości, a zwłaszcza ludu”… „Tworząca się w pierwszych trzech wiekach idea – mówi – w następnych trzech wspaniale światu świeci, wzmaga się coraz bardziej, aż w XIII w. zdaje się dochodzić do szczytu napięcia i bogactwa. Kościół ją stworzył, głosząc duchową równość… I byłaby idea zataczała coraz szersze koła, gdyby jej nie zniszczył absolutyzm królewski. Wtedy przyszło poniżenie i upadek. Dziś lud podjął imponującą pracę, by powrócić na swe pierwotne stanowisko. To jego prawo. Demokracya postępuje lojalnie, nie obdziera nikogo”.

Tu zaznaczyć można, że, przeciwnie, demokracya dotychczas obdzierała wszystkich tych, co posiadają, a nieposiadających łudziła obietnicami złotego wieku. Absolutyzm królewski zawsze znajdował w religii przeciwwagę. Zresztą urządzenia, które pod wpływem Kościoła powstały, a które zniweczyła Rewolucya, skutecznie chroniły dobro ludu. Jeśli z czasem uległy spaczeniu, można było poprawić, nie było żadnej potrzeby obalać. Bądź co bądź, w 1789 r. pierwszym krokiem rodzącej się demokracyi było obedrzeć Kościół, w 1791 – korporacye, w 1793 – szlachtę, a obecnie zamachy swoje na Kościół powtórzyła i tylko patrzeć, jak bezbożnych kapitalistów, przewodniczących żywiołowi ludowemu, który, poruszyli, obedrze z kolei.

„Praca podnoszenia ludu jest pracą, której się oddał Jezus Chrystus” – pisze czule ks. Szymański (str. 39).

Słusznie, naśladujmy Zbawiciela – nie zapominając, że lud, któremu Chrystus Pan służył i największe dobrodziejstwa świadczył, ten lud, za namową swych przewrotnych kierowników, ukrzyżował swego Dobroczyńcę: bo tłum jest ślepy, nie kieruje sobą, ale łatwo podlega podszeptom i prędzej złym, niż dobrym.

„On nauczał lud, z nim przebywał i dobrze mu czynił”…(str. 39).

My też kochajmy lud, zbliżajmy się doń, podnośmy go nieustannie do najwyższego możliwego stopnia oświaty i dostatku, poświęcajmy mu się całem sercem, jako młodszej braci, którą nam Bóg oddał w opiekę, której dolę polepszyć należy i ułatwić przedewszystkiem zbawienie. Ale nie bałamućmy go, burząc to, co sam Chrystus Pan szanował – różnice stanów i władzę: inaczej wyprowadzimy tylko z uśpienia siłę brutalną, demagogię, zdolną jedynie wstrzymać wszelki postęp i stanowić najbardziej obmierzły, bo ciemny despotyzm.

Niewłaściwie „demokraci nazywają się chrześcijańskimi” (str. 41), bo praca ich nie jest chrześcijańską. Czuje to sam ks. Szymański: to też opuszcza najczęściej przymiotnik „chrześcijański”,a posługuje się jednem słowem „demokraci”, „demokracya”. Przymiotnik „chrześcijański”, od czasu do czasu użyty, służy tu na przynętę dla wierzących i tylko bałamuci.

Jak widać z ustępu na str. 108, który brzmi: „Demokracya nie jest stronnictwem politycznem, wszelako jej społeczne teorye logicznie prowadzą do pewnych politycznych wniosków”, – demokracya chrześcijańska stwarza nieporozumienia i z nich żyje.

Czy to nie polityka, jeśli się tak wyraża: „Demokraci nie lubią monarchii. Obecnie najlepszy środek służenia sprawie i spełniania swego obowiązku jest usuwać Cezara i pracować dla wolności”? czy tak, jak w Hiszpanii i Portugalii nie dodaje ks. Szymański, a szkoda: przydałoby się dla mniej uświadomionych.

„Hierarchia klas, dawniej konieczna – prawi ks. Szymański (str. 42-43) – dziś straciła racyę bytu… Powszechne głosowanie zgniotło prawodawczą burżuazyę… Naród tak się wychował, że sam sobą rządzić może i chce”; w dalszym ciągu jednak zaznacza, że „ nie wszyscy są zdolni do wszystkich prac i do każdej”.

„W polityce – dodaje ks. Szymański (str. 116-117) – pojęcie naturalnej hierarchii klas, zdaje mi się, jest w oczywistej sprzeczności z istotną ideą demokracyi, a mianowicie z równością obywateli … Skoro się kto zgodzi na to, że ustrój demokratyczny nietylko nie jest sprzeczny z wymaganiami rozumu, lecz owszem stanowi postęp, to też uznać musi, że w tym ustroju, i w tym tylko, wszelkie polityczne podporządkowanie jednej klasy pod władzę drugiej – na tem polega hierarchia – jest sprzeczne z rozumem”.

Hierarchię przecież uznaje Kościół, jako potrzebną w społeczeństwie świeckiem, i sam ją do własnego ustroju zastosował. Cały świat na hierarchii jest oparty i na hierarchii zbudował Chrystus Pan dzieło Swoje.

„Kościół – pisze jeszcze autor broszury (str. 129) – uznaje wszystkie formy rządu za dobre, o ile przy nich można pracować dla dobra ludu, a przez to i demokracyę polityczną. Wielu atoli katolików, mówi ks. Six, radośnie przyjmuje demokracyę, jako zgodną z duchem Ewangelii, i widzi w niej zwycięstwo naturalnej równości ludzi oraz pojęć chrześcijańskich sprawiedliwości i braterstwa. Demokracya nowożytna, oświadcza ks. Gayraud, nietylko nie sprzeciwia się chrześcijaństwu, ale, przeciwnie, w swem istotnem pojęciu i zasadniczem prawie, pochodzi z naszej wiary w Boga, Ojca wszystkich ludzi”. A ks. Naudet dodaje, że „Kościół tak skierował dążenia świata, że nawet rewolucyjne formuły wolności, równości i braterstwa są tylko nieszczęśliwem zapożyczeniem z Ewangelii”.

Wszystkie te zdania dowodzą wielkiego pomieszania pojęć i zasad i zapoznania wyraźnych orzeczeń Papieży.

Jak może pisać ks. Szymański (str. 49), że demokraci chrześcijańscy „nie uznają etyki niezależnej”, że „religia zajmuje w ich poglądach i działalności wybitne stanowisko”? Szkoda, że nie zajmuje pierwszego, i to się bardzo czuć daje w niezależności ich poglądów od właściwej nauki Kościoła, którą nakręcają do swoich pomysłów.

Co znaczy to zdanie (str. 49): „Obok pracy nad stworzeniem nowego człowieka, podjęto gorliwą pracę nad przeróbką społecznego ustroju”? Przeróbka ta sięgać będzie głęboko, skoro, według autora (str. 90) „salaryat jest stadyum przejściowem”… „salaryat równa się niewolnictwu (str. 57),” które to zdanie autor gotów przypisać Leonowi XIII.

Żaden ustrój nie wyda dobrych owoców „i spoganienie pojęć” (str. 57) nie ustąpi, jeśli posłuszeństwo Kościołowi będzie dowolnie rozumiane i tłumaczone.

Zapomina ks. Szymański o słowach Chrystusa Pana wypowiedzianych do Judasza, kiedy Mu ten zdrajca żałował namaszczenia: Zawsze ubogich mieć będziecie. Słowa te upoważniają do przypuszczenia, że, pomimo wszelkich usiłowań ludzkości ku zwiększeniu ogólnej zamożności i ku ulżeniu doli cierpiących, nigdy te usiłowania pobożne i konieczne przedmiotu nie stracą.

Czy słusznie autor broszury, idąc za swym koryfeuszem ks. Naudet, do tego stopnia chwali równość, że wszelką zależność uważa za uwłaczającą i, przytaczając miesięcznik swego stronnictwa demokracyi chrześcijańskiej, podziela jego zdanie, gdy tenże (str. 91) „nie może się zgodzić” na poglądy Jezuity Antoine’a „jakoby robotnik był w takiem samem położeniu, co i sługa, jakoby w tym związku jeden z kontrahentów otrzymywał władzę nad drugim wprost od Boga”? Wywody te tak wyglądają, jakby wypowiedziane były pod wpływem hasła: „ni Dieu, ni Maitre” – ni Boga, ni Pana – sami sobie!

Hierarchia jest w naturze i tak samo w rodzinie, w społeczeństwie i w państwie jest potrzebna. Tę, co jest w Kościele, zmuszony jest przyznać ks. Szymański, ale tak ją przedstawia, jakby była w pewnej zależności od zdania tłumów: „Większość ruchów religijnych wyszła od wiernych, podobnie jak świętości szczytów oni dosięgali, mężczyźni, częściej kobiety. Są to fakty historyczne. Nawet definicye dogmatyczne są nieraz stwierdzeniem i określeniem istniejącego już wierzenia” (str. 140).

Cóż to ma znaczyć? Wierzenia wszak są objawione, wierni ich nie stanowią.

Dalej (str. 141): „Ustrój Kościoła świadczy o tak wielkiem szanowaniu osobistego sumienia, że niekiedy autorytet zatrzymuje się przed błędnemi indywidualnemi przekonaniami, i o tem, że jednostka, oświecona łaską i wychowaniem chrześcijańskiem, może się porwać na wszelkie dzieła, może swobodnie rozwijać swą działalność tak długo, jak długo się to nie sprzeciwia ogólnemu sumieniu Kościoła”.

Ustęp powyższy, po tem wszystkiem, cośmy przytoczyli, opartem na takich wątpliwych autorytetach, nie może sumienia katolickiego, zadowolić, bo tchnie jakąś chęcią wprowadzenia i do Kościoła sławetnego demokratyzmu z władztwem wiernych i innemi zdobyczami nowoczesnemi.

(Dok. n.) Juliusz hr. Ostrowski.

[i] „Chrystus chciał wszystkich odwieść od błędu i wolał umrzeć, niż milczeć”. (Bł. Duns Scot).

Przepisał J. Grodzki. Źródło: „Myśl Katolicka”, rok III (1910), nr 34, ss. 333-335. Część III artykułu przeczytać można tutaj.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s