O pewnym przesądzie (nie tylko) liberalizmu

MK header

Juliusz hr. Ostrowski był polskim katolikiem integralnym i jednym z tych wzorowych polskich działaczy katolickich początku ubiegłego wieku, którzy pracowali dla Kościoła skutecznie i wytrwale, nie bacząc na opór wrogów zewnętrznych i wewnętrznych Kościoła. Założył Związek Katolicki, finansowo wspierał także bez wątpienia „Myśl Katolicką”, dla której chętnie pisał.

Poniższy artykuł świadczy dobitnie o jego zmyśle katolickim i wyczuleniu na błąd, którego tępienie, słusznie, uznaje za obowiązek każdego katolika, zwłaszcza tego, który bierze czynny udział w akcji katolickiej. Zdanie przeciwne określił jednym z przesądów liberalizmu, który szuka tylko ugody i fałszywego spokoju, nie bacząc na prawdę, niesprawiedliwość jej wyrządzaną, oraz na szkody, niekiedy trwałe, dla dusz w błędzie trwających czy przed błędem niestrzeżonych.

Jest to jednak przesąd nie tylko liberałów, ale często też i prostych ludzi, którzy również przysłowiowy „święty spokój” cenią sobie nade wszystko. Ta mentalność jest niestety u nas powszechna, a jej powodem bywa albo liberalizm, ta zaraza XIX wieku potępiona przez Piusa IX, albo brak kultury umysłowej i religijnej, na którą narzekali co światlejsi Polacy ostatnich dwóch wieków. I dziś nic się nie zmieniło, niestety, a jest nawet gorzej. Dlatego Stowarzyszenie im. Ks. Goliana, na łamach „Myśli Katolickiej” i nie tylko, walczyć będzie z tym przesądem liberałów i prostaczków, w myśl maksymy: „Christus voluit omnes ab errore revocare et maluit mori, quam tacere”, którą obraliśmy za podtytuł naszego organu internetowego. Była to, warto dodać, maksyma droga dwóm polskim członkom Sodalitium Pianum, naszym poprzednikom w integralnie katolickim spojrzeniu na rzeczywistość: ukochał ją i kierował się nią w życiu ks. kan. Konstanty Majewski a Juliusz hr. Ostrowski jej słowami zatytułował kilka swych artykułów na łamach „Myśli Katolickiej”. Do lektury pierwszego z nich niniejszym zachęcamy. Pozostałe pojawią się w przyszłości.

Z.D.T.

„Christus voluit omnes ab errore revocare et maluit mori, quam tacere”[i]

Jednym ze stereotypowych błędów, jakimi liberalizm potrafił przepoić poglądy niektórych katolików, jest przekonanie, że wszelka dysputa i polemika sprzeciwia się miłości i zgodzie.

Słyszy się więc nieraz od ludzi skądinąd najlepiej usposobionych, że ksiądz powinien poprzestawać na wyjaśnianiu prawdy bez zbijania błędu, wstrzymując się od wszelkiej dysputy i polemiki z przeciwnikami wiary lub z tymi, co na samym brzegu prawomyślności stoją.

Pogląd ten dla pewnej szkoły stał się aksyomatem niezbitym, a niedawno pewne pisma podawały go, jako zasadę, godną zachwytu.

Jest to wszakże przesąd, oparty na sofizmacie, i błędna teorya, która ułudny i fałszywy pokój stawia ponad prawdę i jej prawa. Nie trudno tego dowieść, i to właśnie uczynić spróbuję.

Najpierwszym obowiązkiem księdza i wogóle katolika, zajmującego się akcyą religijną, jest oczywiście, wykładać naukę chrześcijańską, głosić prawdę. „Sprawuj uczynek ewangelisty, usługiwanie twoje wypełniaj” – pisze św. Paweł do ucznia swego Tymoteusza, a przez Apostoła sam Duch Święty przemawia do wszystkich pracujących na niwie Ewangelii. „Ministros veritatis decet vera proferre” – mówi św. Hilaryusz. – „Ministrom prawdy przystoi prawdę wygłaszać”.

Ten zaś obowiązek pociąga za sobą drugi, współrzędny i z nim ściśle związany, mianowicie odpierania błędu i zbijania kłamstwa wszędzie, gdzie się je spotka. Oracz nie poprzestaje na zasianiu ziarna; lecz jeśli chce zebrać plon, musi wyplenić chwasty, któreby przeszkodziły ziarnu wzejść.

Trzeba chyba nie znać Ewangelii, by utrzymywać, że Pan Jezus zadowolił się samym wykładem Swej Boskiej nauki, – gdy w rzeczywistości nie ustawał w jej obronie przeciwko tym, którzy ją przekręcali; więcej, nie wahał się odkrywać zdradliwości ich fałszywych interpretacyi, piętnował oszukaństwa i podawał wiecznej pogardzie nizkie ich podstępy, nikczemne wiarołomstwo i wstrętną obłudę.

Historycznie dowiedzionem jest, że walka z herezyą była niemałym bodźcem dla Ojców i Doktorów Kościoła: dodawała nowej siły ich słowom i działalności. Takto wrogowie Chrystusa, mimowolnie i pośrednio, ale rzeczywiście i bardzo skutecznie, przyczynili się do nauczenia i zbawienia chrześcijan.

I my więc winniśmy słowem, a jeśli możność dozwala lub obowiązek wymaga, to i piórem wykładać prawdę bez ogródek i odpierać błąd bez fałszywego oportunizmu, nie lękając się zrazić niektórych i dotknąć wrażliwości innych, przywykłych bardziej do pochwał, niż do rzeczowej krytyki.

Teorya milczenia jest zbyt wygodna, by nie była podejrzaną, a nie posiada za sobą w przeszłości ani powagi, ani przykładu powodzenia.

Ależ – powiedzą nam – zwalczając błąd, można dotknąć osoby i prawo miłości naruszyć!

Nie lękajmy się tego! Krótkie rozumowanie wystarczy, by zarzut ten obalić.

Pamiętać należy, że miłość chrześcijańska winna być uporządkowana, t. j. pierwszym i głównym jej przedmiotem ma być Bóg, bliźni zaś – drugim.

Najlepszy i najstosowniejszy dowód miłości naszej względem Boga – to spełnienie obowiązku apostoła prawdy, to praca nad utrzymaniem czystości wiary w duszach, tej cnoty podstawowej, bez której miłość nadprzyrodzona byłaby tylko jakąś czułostkowością nieokreśloną i próżną, gotową się rozwiać.

Z drugiej strony, najlepszym i najodpowiedniejszym dowodem miłości bliźniego jest podanie mu nauki prawdy, zabezpieczenie go przeciw zakusom błędu: dar prawdy przewyższa dar wszelkich bogactw i nic mu na tym świecie przyrównanem być nie może, bo to dar darów i skarb skarbów.

Wreszcie miłość należycie uporządkowana i rozumnie pojęta każe nam przekładać sprawę braci naszych najbliższych (t. j. najbliżej z naszym wspólnym Panem przez uległość rozumu i woli związanych) nad interes bliźniego, którego podejrzane opinie lub separatystyczne skłonności od nas oddalają. Pasterz czuwa pierwej nad trzodą swoją, zanim pomyśli o sąsiedniej, a majtek na straży, nim zadba o los obcego statku, naprzód własnej załodze wskazuje szkopuły, o które statek rozbić się może. Troski Papieża, Biskupów i księży odnoszą się najpierw do wiernych, a dopiero potem do niewiernych, heretyków i schizmatyków. Zdrowy rozum – zgodnie, jak zwykle, z miłością – określa te względy całkiem naturalne, usprawiedliwione i uprawnione.

Nakoniec nie od rzeczy będzie przypomnieć, że wielcy Doktorowie Kościoła służą nam za regułę i wzór. Otóż w niezliczonej ilości tekstów zalecają oni umiarkowanie i wyrozumiałość nawet względem wrogów Boga i prawdy, co im jednak nie przeszkadza, bez zaprzeczania samym sobie, używać wyrazów oburzenia i wyśmiewania, z żywością i swobodą, które naszą dzisiejszą oględność odstręczają.

Wychodząc więc z zasady, którą starałem się wyjaśnić powyżej, mianowicie, że uczciwa krytyka jest obowiązkiem i nie sprzeciwia się miłości, nie mogę pominąć milczeniem naczelnego artykułu w Nr 2 „Wiary” r. b. pod tytułem „Wyższa oświata dla kobiet w duchu chrześcijańskim” i nie zaprotestować przeciw twierdzeniu, że katolicy „nie dotrzymali kroku swym współzawodnikom w nauczaniu kobiecem”, twierdzeniu, opartem na podstawach wątpliwej wartości, jak tego dowieść spróbuję.

„Dziesiątek lat temu już – mówi „Wiara” – wystąpiła jedna z zakonnic, jeśli nie mylimy się, siostra Marya od Pana Jezusa, z rzeczową krytyką programu nauk, używanego w średnich zakładach katolickich dla panien, oraz z projektem rozszerzenia tego programu i założenia wyższych uczelni. Projekt ten spotkał się z życzliwem przyjęciem w najbardziej miarodajnych sferach kościelnych, uzyskał pochwałę Stolicy Św., wywołując zresztą nieuchronne w takich razach sprzeciwy i polemiki”.

Odpowiem na to prostem zaznaczeniem faktu, że katolicy francuscy, o których tu mowa, tak wysoko posunęli stan nauk w swych szkołach, że ucząca się w nich młodzież żeńska, zarówno jak męska, zwycięsko wychodziła z konkursów wobec młodzieży zakładów rządowych. Sekta, widząc powodzenie szkół zakonnych, zamknęła ich 20000 jednym zamachem.

Co zaś do projektu siostry Maryi, zapewne, że zyskał w niektórych sferach, nawet u niektórych biskupów, życzliwe przyjęcie; ale żeby otrzymał pochwałę Stolicy Świętej, temu mogę jak najkategoryczniej zaprzeczyć, bo nawet książkę siostry Maryi od Pana Jezusa umieszczono na indeksie, o czem wydawcy „Przeglądu Katolickiego” nie wiedzieć nie przystoi.

Juliusz hr. Ostrowski

[i] „Chrystus chciał wszystkich odwieść od błędu i wolał umrzeć, niż milczeć”. (Bł. Duns Scot).

Przepisał J. Grodzki. Źródło: „Myśl katolicka”, rok III (1910), nr 6, ss. 54-55.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s