Wielkoduszność i ofiarność

„Nie znam zakątka ziemi, w którym by tylu marnowało świetne zdolności – w którym by ci nawet, którzy coś dają, dawali tak mało – tak niesłychanie mało, w stosunku do tego, co im Bóg dał.” (Sienkiewicz, Bez dogmatu)

Doskonałość człowieka, jak już wiemy, wymaga ciągłego ćwiczenia się, a tyczy się to zwłaszcza cnót moralnych, które przeradzają się w wady im przeciwne, gdy nie są podtrzymywane ciągłą rozumną pracą. Organizm moralny i nadprzyrodzony człowieka wymaga ponadto wszechstronnego podejścia i baczyć trzeba na to, by nie wychowywać jednej cnoty w oderwaniu od drugiej.

Po omówieniu czym jest sprawność jako taka oraz pobieżnym spojrzeniu na klasyfikację wszystkich sprawności ludzkich, łatwiej będzie zrozumieć miejsce poszczególnych cnót moralnych, które są przywiązane niejako do jednej z cnót kardynalnych jak do zawiasów.

Podstawowymi cnotami, tak naprawdę niezbędnymi, u tych, którzy chcą brać udział w akcji katolickiej, do której zwłaszcza w naszych czasach powołani są nie tylko duchowni, ale i świeccy, są wielkoduszność i ofiarność. Winny one cechować każdego, niezależnie od stanu (duchownego czy świeckiego), stopnia kultury umysłowej (inteligenta czy człowieka prostego), stanowiska piastowanego w ramach różnych organizacji katolickich (kierowników czy szeregowych), czyli wszystkich, którzy chcą oddać swe ludzkie zdolności na służbę apostolstwa.

Nie bez powodu zatem znalazły one należne sobie miejsce w Statutach Stowarzyszenia im. Ks. Goliana tam, gdzie mowa o członkostwie (i co zaznaczone jest również w notce informacyjnej dostępnej na naszej stronie). Jest to pierwszy powód, dla którego należy o tym wcześnie pomówić. Drugim jest to, że są one powszechnie zapoznane przez lud katolicki, włącznie z tymi, którzy już podjęli jakieś działanie „dla sprawy Bożej”[i].

I. Wielkoduszność

Ambroży Lorenzetti, Magnanimitas (fragment Alegorii dobrych i złych rządów, 1338-39, Siena, Palazzo Publicco)

Cnota wielkoduszności przyporządkowana jest kardynalnej cnocie męstwa. Męstwo zaś różni się tym od pozostałych cnót kardynalnych, że polega na stawianiu czoła trudnościom i złu, podczas gdy umiarkowanie, sprawiedliwość i roztropność mają za przedmiot dobra, które należy osiągnąć.

Męstwo, dalej, nie polega tylko na walce ze złem, ale także na atakowaniu go, na stawianiu mu czoła nie tylko biernie, ale i czynnie. Oczywiście należy to czynić rozumnie, zgodnie z wymaganiami ludzkiej natury.

Każda cnota moralna polega na złotym środku między dwiema skrajnościami, niedostatkiem i nadmiarem, które są wadami. W przypadku męstwa wadami przeciwnymi są tchórzostwo, czyli uleganie lękowi (złu wewnętrznemu) oraz zuchwalstwo, czyli pozbawione umiaru nierachowanie się z tym lękiem w sytuacji, gdy jednak należy się wstrzymać od walki. Warto zaznaczyć, że w przypadku męstwa i cnót mu przyporządkowanych złoty środek (umiar) bliżej jest nadmiaru, niż niedoboru.

W tej grupie znajduje się wielkoduszność (magnanimitas). Bywa ona określana mianem zdrowej ambicji czy też odwagi cywilnej. Jest ona, najkrócej rzecz ujmując, patrzeniem na większy i szerszy obraz, dbaniem o sprawy wspólne, przewyższające partykularne dobra osobiste czy małych grupek. Jest to więc cnota iście polityczna, nie tylko w znaczeniu „odwagi cywilnej”, ale nawet przede wszystkim kierowaniu się celami wielkimi, nadrzędnymi. Razem zwłaszcza ze sprawiedliwością i roztropnością rządzącą (prudentia gubernativa) stanowi o dobrym władcy.

Przedmiotem wielkoduszności jest nie zło, którego chce człowiek uniknąć, jak w przypadku pozostałych cnót przyporządkowanych męstwu, ale dobro, którego zdobycie wiąże się z trudnościami. Istota tej cnoty uwydatni się na podstawie analizy relacji między dobrem a władzą pożądawczą człowieka. Otóż, dobru, które zawsze pociąga, często towarzyszą trudności, które zniechęcają do zdobycia go. Tak, jak pokora, przyporządkowana kardynalnej cnocie umiarkowania, hamuje nadmierne (nierozumne) pożądanie dobra, tak też wielkoduszność udziela siły w stawianiu czoła trudnościom wiążącym się z pozyskaniem go.

Wśród dóbr godnych pożądania, a z trudem uzyskiwalnych na pierwsze miejsce wysuwają się dobra duchowe, jak honor, godność ludzka, dobra sława, dobre imię. By je uzyskać wymagana jest bowiem cnota, charakter, prawość, zasługi na polu działalności społecznej czy innej. Człowiek winien rozumnie i umiarkowanie (każda cnota ma w sobie coś z umiarkowania) dążyć do tej wielkości i dbać o cześć, jaką ona przynosi, nie dla niej samej, ale dla tego, o czym ona świadczy: dla cnoty i prawego charakteru. Wielkoduszność to sprawność „należytego odnoszenia się do wszystkiego, co wyróżnia ludzi i co im cześć przynosi”[ii], czyli prawdziwie ludzka (zgodna z rozumem) dbałość o cześć ludzką,

Zarówno osobom wysokiej kultury, jak i niskiego pochodzenia, winno zależeć na tych dobrach. Każda bowiem cnota dostępna jest dla każdego, przynajmniej w jakimś stopniu, zależnym od predyspozycji naturalnych, pochodzenia, wychowania, pracy nad sobą. Niestety, niedomiar w tej dziedzinie dość często zdarza się właśnie ludziom prostym, zwłaszcza w naszych czasach powszechnej proletaryzacji. Jej skutkiem jest m.in. brak wychowania i prostactwo, którego nie należy mylić ze szlachetną prostotą maluczkich, choć granica między nimi szczególnie dziś bywa bardzo niewyraźna. W przypadku wielkoduszności niedomiar, przyjmujący postać wady, to małoduszność, czyli fałszywa pokora[iii]. Polega ona na obojętności na wartości moralne, które naturalnie przynoszą zaszczyty, honory i sławę. Szacunek dla bliźniego, stworzonego jako istota rozumna, oraz dla Boga, który go takim właśnie stworzył, wymagają jednak szanowania dobrego imienia oraz rachowania się z nim w życiu codziennym.

Wielkoduszny człowiek, ponadto, dba nie tylko o własne dobre imię, ale i dobre imię drugiego. Zwłaszcza gdy chodzi o znieważenie dobrej sławy swej rodziny, dzieci czy grupy społecznej, lub gdy ujma ta dotycząc jednej osoby rzutuje na grupę, do której należy.

Nazywając wielkoduszność „jednym ze zworników naszego życia moralnego”[iv] o. Woroniecki porównuje tę cnotę do roztropności i miłości, które, każda w swoim porządku są jakby cnotą przewodnią w działaniu człowieka, pierwsza w porządku przyrodzonym, druga w nadprzyrodzonym. Otóż wielkoduszność, jako wielkość duchowa, wyraźnie ma ten charakter cnoty ogólniejszej, obejmującej wszystkie inne cnoty. Człowiek wielkoduszny, czy to inteligentny, wybijający się, wykształcony, zamożniejszy, czy też prostaczek, ubogi, niskiego pochodzenia, każdy może posiadać tę szlachetność ducha przejawiającą się w dążeniu do wszechstronnej doskonałości moralnej, do posiadania wszystkich cnót, nie tylko niektórych. To właśnie pragnienie posiadania prawego charakteru bogatego we wszystkie cnoty charakteryzuje człowieka wielkodusznego. Fałszywa pokora, czyli małoduszność, zadowala się tylko jedną, kilkoma, czy pewną grupą cnót, nie jest w stanie wznieść się ponad ten partykularyzm, tak szkodliwy moralnie dla siebie i swego otoczenia.

Wielkoduszność, jak niejedna inna cnota (np. ofiarność, o czym będzie niżej), ma jednak też wyższy stopnień, niedostępny dla wszystkich. Jest to wówczas cnota typowa, konieczna wręcz, dla przywódców, przewodników, tych, którzy dbają o dobro wspólne i przez wzgląd na nie działają. Jest to bardzo ważna cnota polityczna, jak już wyżej zaznaczyliśmy.

Człowiek wielkoduszny jest zawsze gotowy podjąć się spraw wspólnych, gotów jest pomóc i poświęcić się nie tyle przez wzgląd dla tej czy innej osoby, ani nawet jakiejś małej grupy. Swym umysłem jest w stanie objąć szerszy obraz i rozumnie skupić swe działanie na celu wspólnym i tym, co do niego prowadzi. Istotna jest tu współpraca roztropności, dobierającej środki do zamierzonych celów. Ważne jest przy tym skupienie się na rzeczach zasadniczych, jak główny cel życia[v]. Zbędne czy nieuporządkowane zatrzymywanie się na małym i rozdrabnianie się, gdy dzieło wspólne wymaga wytężonego wysiłku, jest typowe dla ludzi małostkowych. Jest też często skutkiem nieokiełznanej ciekawości, tak powszechnej w naszych czasach „cywilizacji” obrazkowej, „memowej”, niezdolnej do koniecznego wysiłku wymaganego przez sprawy wielkiej wagi. Do tych spraw nadają się tylko ludzie wielkoduszni.

Główne cechy czy elementy tej cnoty to:

1) zdrowy sąd o sobie, ale nie tylko własny, lecz również (a raczej przede wszystkim) oparty na opinii innych, zwłaszcza prawych ludzi. Nemo iudex in causa sua, nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, jak mówi starożytne przysłowie i tu ono znajduje swe zastosowanie. Zupełne nierachowanie się z opinią innych jest typowe dla małodusznych prostaków, ale też zarozumiałych pyszałków.

2) poczucie odpowiedzialności, konieczne w podejmowaniu dzieł dla pożytku ogółu. Dotyczy to brania odpowiedzialności za decyzje, czyny i słowa. Gdy przyjdzie chwila zdania z nich sprawy, człowiek wielkoduszny ponosi ich konsekwencje (których przewidzenie zależne jest od cnoty roztropności). Jest to odwaga cywilna.

3) przedsiębiorczość i inicjatywa, rzecz oczywista sama w sobie. Człowiek małoduszny poddaje się lękowi przed wzięciem sprawy w swoje ręce, gdy tego sytuacja wymaga i gdy jest odpowiednio doń przygotowany. Człowiek wielkoduszny potrafi przejąć inicjatywę, gdy tego wymagają okoliczności i gdy jest do tego przygotowany.

4) umiejętność stawienia czoła ryzyku, czyli możliwości narażenia się na niepowodzenie, na co zwrócił uwagę Arystoteles. Nie chodzi tu bynajmniej o szukanie tego ryzyka, co jest cechą śmiałości, wady przeciwnej męstwu, ale pełna odpowiedzialności gotowość na podjęcie go, gdy idzie o wielkie sprawy i gdy jest się do tego dostatecznie przygotowanym (znowu, ocenić to musi m.in. roztropność). Tu uwydatnia się bliskość męstwa, odwagi i wielkoduszności, które jednak nie są tożsame.

Warto przytoczyć tu wyjątkowo trafny opis człowieka wielkodusznego autorstwa Arystotelesa:

„(1) nie przejmuje się [on] zbytnio zaszczytami, nawet wielkimi, wyżej ceniąc same czyny niż nagrody za nie”[vi] – jak wyżej, chodzi o cnotę, prawość, wypracowany charakter i inne wartości duchowe, czyli to, co przynosi zaszczyty, nie tyle o same nagrody (zaszczyty, honory, wyróżnienia).

„(2) jednakowo zachowuje się w powodzeniu i niepowodzeniu: jest wyższy ponad te rzeczy” – baczy zawsze na zasadniczy cel sprawy, nie zatrzymuje się ani na porażkach doznanych po drodze, ani na sukcesach, ceniąc sobie wyżej trud ich osiągnięcia, niż sam skutek.

„(3) chętnie innym udziela pomocy, ale sam nigdy albo prawie nigdy o nią nie prosi – bo pomagać komuś jest oznaką wielkości, przyjmować pomoc znakiem słabości” – jest tu coś typowego raczej dla starożytnych pogan, nie znających chrześcijańskiej miłości bliźniego (mających niechrześcijańskie pojęcie dumy i honoru), ale też i coś zachowującego ponadczasową prawdę. Człowiek wielkoduszny skupia się zawsze raczej na tym, w czym może pomóc, niż na tym, w czym potrzebuje pomocy.

„(4) przestając z wielkimi nie pochlebia im, ale śmiało wyraża swoje zdanie, czując się sam wielkim: za to nie narzuca swego zdania małym, ale jest w stosunku do nich skromny” – tu widzimy wyraźną różnicę między prawdziwą wielkością duchową człowieka wielkodusznego, znającego swoją wartość i godność, gardzącego powierzchownym pochlebstwem, ale też zwracającym uwagę na wielkość innych, gdy trzeba, choćby byli mali w porównaniu do niego. Szanuje tych „małych” za ich wartość, gdy są oczywiście tego godni z uwagi na cnotę, charakter, szlachetność.

„(5) nie jest ambitny i nie dba o zaszczytniejsze funkcje i stanowiska” – bowiem wielkoduszność to „zdrowa ambicja”, ambicja miarkowana przez pokorę człowieka skądinąd wielkiego (duchem).

„(6) posiada odwagę cywilną i swoje zdanie każdemu mówi w oczy” – bierze odpowiedzialność za własne słowa (i czyny), nie obawiając się ich konsekwencji.

„(7) nie pamięta doznanych krzywd, uważając się za wyższego ponad wszelkie zło, jakiego od ludzi doznać może” – prawdziwie wielki duchem nie zatrzymuje się nad małym, nawet niesprawiedliwym, które go dotknąć mogło.

„(8) nie mówi źle o innych i w ogóle mało się nimi interesuje” – znowu, nie chodzi tu o obojętność na los bliźnich, ale o skupienie na rzeczach zasadniczych, gdy sprawa tego wymaga.

„(9) porusza się bez nerwowości i działa bez pośpiechu, gdyż nie miesza się do małych sprawek, ale zajmuje się wielkimi i lubi wielkie ryzyko” – jak już wyżej powiedziane, wielkoduszność ściśle związana jest z umiejętnością podejmowania ryzyka, jednakże z rozwagą, cechującą męża roztropnego, bez wahania, zdecydowanie.

„(10) woli uchodzić za mniejszego, niż nim rzeczywiście jest” – to jest prawdziwa wielkość duchowa, znowu widać związek między wielkodusznością a pokorą, nieodłączną towarzyszką prawdziwej wielkoduszności.

Cnoty tej nie zdobędzie się marzycielstwem i snami o wielkości. Najdoskonalszym środkiem jej osiągnięcia jest wierność w rzeczach małych, codziennych, szarych, czyli „droga umiłowania doskonałości we wszystkim co się robi, poczynając od szarych obowiązków codziennego życia”[vii]. Winni o tym pamiętać zwłaszcza ci, którzy rzucili się już na wielkie wody akcji społecznej, politycznej czy religijnej, chwytając raczej za sztandary i szczytne hasła, zapominając o żmudnej pracy i przygotowaniach, jakich taka akcja dla sprawy wspólnej wymaga. Nie pojmując rzeczywistej wielkości tych spraw, nie są następnie w stanie wziąć odpowiedzialności ani za swoje słowa, ani za swoje czyny. Ośmieszając sprawę nawet tego niekiedy nie widzą.

Doskonałym wreszcie wzorem wielkoduszności chrześcijańskiej jest św. Stanisław Kostka. Dowiódł tego przykładem swego życia, co doskonale ilustrują jego własne słowa: „Ad maiora natus sum”, jestem stworzony dla rzeczy większych[viii]. Częste przypominanie sobie tych słów i ich rozważanie winno stymulować każdego z nas do pracowania nad tą cnotą ludzi prawdziwie wielkich, zdolnych umiejętnie oddać się sprawom wielkim.

II. Ofiarność (hojność)

Kryspin de Passe Starszy, Liberalitas (British Museum, Londyn)

Zatrzymaliśmy się dłużej nad wielkodusznością, bowiem jest to cnota pod pewnym względem ważniejsza od ofiarności, zwłaszcza w kontekście naszego Stowarzyszenia.

Niemniej jednak i o ofiarności trzeba co nieco powiedzieć.

Tak, jak wyżej omawiana cnota podlega kardynalnej cnocie męstwa, tak ofiarność, inaczej hojność, podlega sprawiedliwości. Aby lepiej zrozumieć istotę ofiarności należy zatrzymać się przez chwilę nad jej cnotą „nadrzędną”.

Sprawiedliwość określana była krótko i konkretnie przez starożytnych słowami suum cuique tribuere, oddawanie każdemu tego, co jego. Jest ona zupełnie fundamentalna w życiu społecznym i wszelkich stosunkach międzyludzkich. Bez niej są one wręcz niemożliwe. Jej przedmiotem jest nie to, czego potrzebuje lub pragnie człowiek dla samego siebie, jak w przypadku pozostałych cnót kardynalnych (męstwa, umiarkowania i roztropności), ale to, co należy się drugiemu człowiekowi.

Gdy mówimy o tym, co się komuś należy, myślimy o „prawie” do czegoś. Otóż istotną relacją, którą wprowadza pojęcie sprawiedliwości jest relacja między obowiązkiem a uprawnieniem (prawem do czegoś, jak to się dziś mówi, prawem w znaczeniu ius[ix]). Z jednej strony nie ma ścisłego obowiązku tam, gdzie nie ma uprawnienia („prawa do”), a z drugiej tam, gdzie jest uprawnienie zachodzi obowiązek rachowania się z nim.

Sprawiedliwość wychowuje w człowieku obowiązkowość i bez niej obejść się nie może. Uczula ona sumienie na cudze uprawnienia, jak prawo do własności, prywatności, dobrego imienia. Pod tym kątem bliska jest omawianej wyżej wielkoduszności, gdy chodzi o poszanowanie do dóbr duchowych i wartości moralnej człowieka. Sprawiedliwość jednak czyni to z innego powodu, z innej racji: należności, obowiązku wynikającego z uprawnienia drugiego. Wielkoduszność zaś czyni to, ponieważ zawsze patrzy na to, co wielkie i okazuje temu należny szacunek oraz odpowiednie traktowanie.

Istotą ofiarności czyli hojności jest umiar w pragnieniu dóbr doczesnych, co podpada pod dziedzinę pożądliwości oczu (cf. I Jan II, 16). To pragnienie jest zupełnie naturalne dla człowieka, który bez tych dóbr obyć się nie może. Jak wszystko, co odnosi się do moralnego życia człowieka, to pragnienie wymaga ciągłego miarkowania, złotego środka cnoty, którą tu jest właśnie ofiarność. Trzeba bowiem umieć w ogóle korzystać z dóbr doczesnych do tego, do czego są przeznaczone.

Znowu, jak w przypadku wielkoduszności, człowiek sprawdza się w niej w rzeczach codziennych, dobrach codziennego użytku, nie tylko od wielkiej okazji. By być ofiarnym, nie trzeba być bogatym. Otóż właśnie u ubogich często widać jedną z wad przeciwnych cnocie ofiarności, czyli chciwość. Znowu, nasze czasy tylko spotęgowały zarówno zasięg dotkniętych tych wadą, jak ich stopień, głównie za sprawą rozpowszechnienia marksizmu i ideologii walki klas. Chciwość jest bardziej rozpowszechniona od skąpstwa, które jest rzadsze i gorsze oraz dotyka częściej ludzi zamożniejszych.

W ofiarności, podobnie jak w wielkoduszności, istnieją dwa stopnie doskonałości, na które uwagę zwrócił już Arystoteles.

Ofiarność, jako umiejętność używania posiadanych dóbr (zwłaszcza pieniędzy), jak już wyżej zaznaczono, jest cnotą możliwą do praktykowania dla wszystkich. Łaciński termin liberalitas w sensie ścisłym wyraża co prawda hojność w odniesieniu do innych, zawiera w sobie pojęcie relacji do drugiego w tym, co dotyczy udzielania ze swych dóbr materialnych. Hojność czy ofiarność to jednak po prostu „umiejętność wydawania w ogóle”[x], „wyzwolenie ze zbytniego przywiązania do majątku, tak by nie krępowało ono wciąż w rozporządzaniu nim”[xi].

Szczodrością czy szczodrobliwością nazywamy jej wyższy stopień, bliższy znaczeniowo łacińskiej liberalitas. Tego kalibru ofiarność dostępna jest tylko dla tych, którzy sobie mogą na nią pozwolić, czyli dla bogatych. Jest tu ona tą cnotliwą łatwością przeznaczania swych bogactw (pieniędzy, dóbr materialnych, nieruchomości) dla spraw wielkich, z korzyścią dla ogółu. Jest to chętne podejmowanie wielkich dzieł lub spraw o pożytku powszechnym czy publicznym, nie bacząc na koszty, ale na cel. I oczywiście, jak to z cnotą, nie tyle chodzi o samą materię, czyli w tym przypadku o sumę wydaną, ale o formę, podejście i intencję, z jakimi się to czyni. Bywa przecież, że człowiek bogaty przeznacza obiektywnie znaczne środki na jakiś wielki cel, ale czyni to w taki sposób, by ubyło mu jak najmniej. Tego rodzaju gesty pozornie hojne są tak naprawdę małostkowe.

Trzeba też dodać, że i ta szczodrobliwość, choć w akcie, faktycznie dostępna jest dla bogatych, którzy po prostu mają możliwość jej praktykowania, winna być posiadana przez niezamożnych, niejako w możności, „w gotowości duszy”[xii].

Moneta Leona X, rewers przedstawiający Liberalitas (złocony brąz)

Cnota ofiarności, jak wszystkie zresztą cnoty przyporządkowane sprawiedliwości, jest wielkiej wagi w stosunkach społecznych. Wymaga ona pracowitości, ale i oszczędności. Ta ostatnia nie jest możliwa bez roztropności. W tym kontekście wiele by można powiedzieć jeszcze o tym, jak szkodliwe dwa nowożytne systemy ekonomiczne, kapitalizm (wolny rynek, liberalizm ekonomiczny) oraz socjalizm (komunizm, etatyzm ekonomiczny), niszczą w zarodku tę cnotę. Ale to będzie przedmiotem osobnych rozważań z dziedziny ekonomii katolickiej.

Zakończenie

Po tym dość pobieżnym, co prawda, spojrzeniu na wielkoduszność i ofiarność łatwo jednak zrozumieć, dlaczego są to tak ważne cnoty w pracy na polu akcji katolickiej. Poświęcając się jej należy zawsze mieć na uwadze wielkość dzieła, jakim jest ta praca nad zbawieniem dusz bliźnich, nad ich wychowaniem religijnym i wszystkim, co z tym związane, włącznie z najzwyczajniejszym życiem towarzyskim. Pamiętać o tym trzeba nawet jeśli nie jest się w pierwszym szeregu.

Ta wielkość dzieła, dalej, pociąga za sobą znaczne trudności, przerastające tych, którzy chodzą po linii najmniejszego oporu, którzy myślą wyłącznie o swoich „czterdziestu centymetrach klęcznika”, albo tylko o swojej kaplicy, tych, którym obojętna jest opinia drugich i to, jakie publiczne świadectwo swej wiary dają. Dlatego wymaga ona nie byle jakiego przygotowania, na które trzeba poświęcić czas. Bez odpowiedniej formacji umysłowej nie jest to możliwe.

Oprócz formacji umysłowej konieczna jest praca nad charakterem poprzez wyrabianie różnych sprawności, na czele których wysuwają się dwie, o których tu mowa. Wielkoduszność pomaga stawić czoła trudnościom, bierze odpowiedzialność za decyzje, czyny, słowa. Ofiarność natomiast chętnie daje, nie szukając w tym żadnej korzyści osobistej czyli prywatnej, patrzy bowiem na cel wspólny, na który nie szczędzi ani dóbr materialnych, ani czasu. Nie patrzy na opłacalność, ale na dobro, które z tego poświęcenia wynika. Choć należy je praktykować w sprawach prywatnych, rodzinnych, zawodowych, są to sprawności absolutnie konieczne we wszelkiej akcji społecznej, a akcja katolicka z natury ma w sobie coś z akcji społecznej, bowiem obejmuje większą liczbę ludzi i zakłada trudności, z jakimi się to wiąże.

W przypadku obu omawianych tu cnót widzieliśmy, że istnieje ich stopień niższy, dostępny, czyli faktycznie możliwy do praktykowania przez wszystkich. Człowiek wielkoduszny stara się być wszechstronnie doskonały, pracuje nad całym swym charakterem, nie tylko nad jedną czy drugą jego stroną. Brzydzi się kuleniem moralnym, idzie prosto, żwawo, wytrwale, podejmując odważnie wszystkie trudy pracy nad swym charakterem. Dba o opinię innych, zwłaszcza ludzi prawych, co jest istotnym elementem tej cnoty, jak widzieliśmy. Człowiek zaś ofiarny umiejętnie wydaje to, co ma, nawet jeśli nie ma wiele.

Katolik przygotowany skądinąd do akcji religijnej, ćwiczący w sobie te dwie sprawności na podstawowym, codziennym poziomie może być pewien (i nie tylko on, ale i jego współpracownicy), że przy większych możliwościach pozwolą mu one stanąć na wysokości zadania. Czy to gdy stanie na czele innych, czy to gdy wejdzie w posiadanie większego majątku. Bowiem od małego, od podstaw, trzeba zawsze zaczynać, przede wszystkim w pracy nad własnym charakterem. Uczy o tym Pismo święte w wielu miejscach, na przykład w znanej przypowieści o talentach: Euge serve bone, et fidelis, quia super pauca fuisti fidelis, super multa te constituam, intra in gaudium domini tui („Dobrze, sługo dobry i wierny! Ponieważ nad małym byłeś wierny, nad wieloma cię postanowię, wejdź do wesela pana swego”, Mat. XXV, 21 i 23).

Nam, Polakom, Bóg zaś dał wiele talentów. Cierpimy jednak powszechnie na brak wielkoduszności i ofiarności, dajemy tak mało, co zauważył nie tylko Sienkiewicz. Wiele u nas prywaty, sobkostwa, gnuśności i bierności, zbyt wiele prostactwa (jakże szkodliwego społecznie), do tego powierzchowność i niechęć do głębszego zastanowienia się. Z tych powodów wielu odmawia udziału w akcji katolickiej, wielu się do niej po prostu nie nadaje (niektórzy z nadzieją poprawy, niektórzy niestety nie). Tym bardziej więc winniśmy pracować nad wyrobieniem w sobie tych sprawności na służbie sprawom wspólnym. Za wzór tych dwóch zaniedbanych u nas cnót posłużyć mogą Jenerałowa Zamoyska i jej syn, Władysław hr. Zamoyski, a także Juliusz hr. Ostrowski. Dostali jakże wiele, ale jakże wiele więcej sami dali innym. Wykazali się doskonałością w praktykowaniu ofiarności i wielkoduszności na polu społecznym i religijnym. Szczególnie dbać o te cnoty winni ci, którzy w swej wierze świętej katolickiej widzą swój najdroższy skarb i w przekazywaniu go innym najlepsze zajęcie, jakiemu mogą się oddać.

Euzebiusz Ostrzyhomski

(Artykuł ten jest opracowaniem treści referatu wygłoszonego podczas pierwszego spotkania Stowarzyszenia im. Ks. Goliana.)

Bibliografia

Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae (część II-II: sprawiedliwość: q. LVIII, ofiarność: q. CXVII, męstwo: q. CXXIII, wielkoduszność: q. CXXIX)

O. Jacek Woroniecki OP, Katolicka etyka wychowawcza, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1986 (tom II/1 dla wielkoduszności i II/2 dla ofiarności)

Dariusz Zalewski, Wychować człowieka szlachetnego, Lublin 2013

Przypisy:

[i] O. Woroniecki zauważa, że zapoznanie tej cnoty, doskonale znanej starożytnym filozofom, Ojcom Kościoła jak św. Augustyn, scholastykom, jak św. Tomasz z Akwinu, nastąpiło już wraz z upadkiem scholastyki i zwyrodnieniem teologii moralnej (Katolicka etyka wychowawcza, tom II/1, §65.1, ss. 448-449).

[ii] Ibid., §65.3, s. 454.

[iii] Warto tu przytoczyć nieco obszerniejszy fragment Katolickiej etyki wychowawczej: „Małoduszność jest niestety dość rozpowszechniona i dla życia społecznego bardzo szkodliwa, bo przez nią wielu ludzi, którzy by powinni być czynni w służbie społecznej, odsuwa się od niej i tylko swym egoistycznym celom się oddaje. Gdy wyrasta z pychy, często towarzyszy jej ta pogarda dla czci i opinii ludzkiej, którąśmy już wyżej wskazali. Zupełne lekceważenie sobie czci ludzkiej jeszcze bardziej rozluźnia karby moralne i sprawia, że człowiek już się z niczym nie rachuje. Takim był właśnie ów zły sędzia z przypowieści, którego Chrystus charakteryzuje tymi słowy, że się ‘Boga nie bał, a ludzi się nie wstydził’ (Łuk. XVIII, 2). Co ludzie powiedzą o jego postępowaniu, nic go nie obchodziło, tak iż ten hamulec, których tylu ludzi powstrzymuje od złego, dla niego już nie istniał” (ibid., §66.2, ss. 461).

[iv] Ibid., §65.3, s. 456.

[v] Dariusz Zalewski, Wychować człowieka szlachetnego, Lublin 2013, s. 169.

[vi] Każdy punkt ujęty w cudzysłów: J.M. Bocheński, Patriotyzm. Męstwo. Prawość żołnierska, s. 82; cyt. za: Zalewski, dz. cyt., ss. 166-167. Komentarze do każdego punktu po myślniku moje. Arystoteles omawia wielkoduszność w Etyce nikomachejskiej, ks. IV, roz. 7 i 8.

[vii] O. Jacek Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, tom II/1, §66.4, s. 473.

[viii] Ibid.

[ix] Prawo może być obiektywną normą postępowania, co po łacinie oddaje termin lex, a może też być subiektywnym względem, mocą którego coś się komuś należy, czyli po łacinie ius. O. Woroniecki ten drugi przypadek tłumaczy słowem uprawnienie, nie „prawo” i ja się tu tej terminologii trzymać będę.

[x] Ibid., tom II/2, §87.2, s. 307.

[xi] Ibid.

[xii] Ibid.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s