„Wy, którzy tędy wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję” (Dante), czyli a propos myśli Jana Pawła II

Gdy czterdzieści lat temu moderniści wybrali Wojtyłę na następcę Pawła VI, wielu „tradycjonalistów”, począwszy od abpa Lefebvre’a, było pełnych nadziei na poprawę sytuacji w Kościele i dało się zwieść „darom Greków”. Czas jednak pokazał, że rację mieli przezorniejsi, prawdziwi katoliccy integryści, którzy mówili raczej: timeo Danaos et dona ferentes. Potem, trzynaście lat temu, to samo było z Ratzingerem, gdy Wojtyła z kolei stanął przed sądem Bożym. Modernistyczna, w istocie rewolucyjna, metoda wcale się nie zmienia. Akurat obecnym etapem są trzy kroki do przodu i na tym polega „era Bergoglio”. Niemniej jednak warto przypominać o tym, co było, dla przestrogi przed kompromisami, których nawet najlepsi się dopuścili.

Obserwator

Artykuł wstępny

„Wy, którzy tędy wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję”. 307 numer „Contre-Réforme Catholique” („Kontr-Reforma Katolicka”) komentuje w ten sposób, słowami Dantego wypowiedzianymi u progu piekła, książkę-wywiad Karola Wojtyły i Wiktora Messoriego, Przekroczyć próg nadziei. My także, w wydaniu włoskim, prezentujemy krótki i merytoryczny komentarz tej książki, która z wcześniejszą, w postaci wywiadu z Frossardem, zdradza jeszcze jaśniej myśl aktualnego okupanta Stolicy Piotrowej. Po uważnej lekturze nowej książki-wywiadu, jakże można by nie być w zgodzie ze zdaniem współbrata w kapłaństwie, księdza Belmont, które wypowiedziane zostało w jego biuletynie „Notre-Dame de la Sainte-Espérance” („Matka Boża Świętej Nadziei”)? Pisze on: „Wprawdzie ta książka nie jest aktem oficjalnym. Powstrzymuje nas jednak od tego, aby przekroczyć próg nadziei na zakończenie kryzysu w Kościele za czasu tego pontyfikatu”.

Jeśli wywiad z Messorim nie jest aktem oficjalnym, „List Apostolski” Tertio millennio adveniente („Nadchodzące Trzecie Tysiąclecie”) jest takim na pewno (komentujemy go także w wydaniu włoskim). W poprzednim artykule wstępnym „Sodalitium” informowaliśmy o porażce rzymskiej wspólnoty żydowskiej zauważając, że ostatni Konsystorz „nie odpowiedział na wezwanie papieża”, by „w całości przyjąć” „przesądy i błędy teologiczne Kościoła rzymskiego”, „odsyłając je [to wezwanie – przyp. tłum.] do nadawcy”. Wiemy, w rzeczy samej, że powstał poważny sprzeciw niektórych hierarchów. Na próżno. W swoim „Liście Apostolskim” Jan Paweł II ponawia swoją wolę proszenia o przebaczenie za przeszłość Kościoła, Kościoła, który sam nazywa przedsoborowym, powołując się na Kościół „nowej ery”, „Trzeciego Tysiąclecia”, ku któremu wszyscy zmierzamy w mesjanistycznym oczekiwaniu! Chce w ten sposób zahipotekować przyszłość Kościoła aż do roku 2000 i dalej (nie wiedząc czy będzie nadal żył), w celu doprowadzenia go do takiej zmiany, że ta zaprowadzona już przez Sobór Watykański II byłaby tylko Adwentem, czasem przygotowań.

Całkowite zatem potwierdzenie „Soboru”, nawet bez zastrzeżeń co do posoborowia wyrażonych swego czasu przez Montiniego i Ratzingera, i przygotowanie jeszcze bardziej zaawansowanej ekumenicznej przyszłości. Aprobata niedawnej przeszłości i przygotowywanie następnej i złowieszczej przyszłości były także potwierdzone przez ostatnie kreacje „kardynałów”.

Ratzinger i Congar: dwaj czołowi moderniści Soboru Watykańskiego II

Stary Iwo Congar został kreowany „kardynałem” tylko po to, aby publicznie poświadczyć, że Sobór jak i Jan Paweł II są dłużni myśli tego nieszczęsnego dominikanina, potępionego za czasów Piusa XII jako reprezentanta „Nowej Teologii” i neomodernizmu, a teraz nagrodzonego, jak Daniélou, Pavan, von Balthasar, Ratzinger i wielu innych, godnością kardynalską. Przeciwnie zaś, postać biskupa Eyt, o którym mówimy w tym samym numerze (s. 42) jako o uległym pogłosie rabina Maman, jest nagrodzona kardynalskim kapeluszem za swe wyparcie się Ewangelii  z równoczesnym przylgnięciem do egzegezy B’naï Brith i Talmudu. Nominacja, która nie nagradza za przeszłość soborową, jak w przypadku Congara, lecz która przygotowuje raczej „świetlaną” przyszłość Trzeciego Tysiąclecia. Po ludzku więc, żadnej nadziei ratunku, żadnych oznak skruchy, tej prawdziwej, ze strony tych, którzy zajmują Stolice Biskupie i tego, który zajmuje Stolicę Apostolską.

Jan Paweł II kreuje biskupa Eyta „kardynałem”

Lecz wiele przyczyn zniechęcenia pochodzi także od małej owczarni, która pozostała wierna Tradycji. Pozostając bez Pasterza, rozpraszają się nieubłaganie. List księdza Emanuela Berger (cf. ss. 69-77) zaświadcza o odchyleniu, można by powiedzieć niemal sekciarskim i charyzmatycznym Bractwa Św. Piusa X, w którym już nie rozumuje się w oparciu o Magisterium Kościoła, lecz o charyzmę i intuicję pewnego człowieka. I nawet (lecz nie tylko) pośród utrzymujących wakat Stolicy Apostolskiej powstają mistrzowie myśli, którzy oddalają wiernych od pewnej przystani wierności Magisterium Kościoła katolickiego i rzymskiego oraz doktryny świętego Tomasza, by wierzyć bajkom wschodniej „ortodoksji” lub Sołowiewa, niemieckiego idealizmu i małych kościołów gallikańskich (z logicznym porzuceniem celibatu kościelnego), wizji i objawień, laicyzmu i antyklerykalizmu, kończąc na konklawach (każdy chce zwołać swoje!) bardziej smutnych i groteskowych jedne od drugich…

Biada temu, który wierzy, że bez szkody oddalić się może od nauczania Kościoła, miłości Rzymu i Papieża, wybierając innych „mistrzów” i innych myślicieli!

A jednakże, pomimo wszystkiego, zachowujemy całkowitą i doskonałą nadzieję. I nawet: im mniej jest nadziei w ludziach, tym bardziej niezłomna jest nasza nadzieja w Bogu. „Przeklęty człowiek, który ufa w człowieku”, mówi Pismo. Błogosławiony natomiast, który ufa w Bogu. Tylko od Niego, przez pośrednictwo Maryi, nadejdzie zbawienie dla Jego Kościoła, a przez Kościół dla całego świata. Jest jednak prawdą, że Bóg posłuży się ludźmi i zachowa boską konstytucję, którą nadał Kościołowi. Lecz zachowując pewność boskiej interwencji musimy z Nim współpracować jako jego narzędzia. Jak? Spełniając nasze obowiązki, każdy na swoim miejscu. Nic nie pomoże użalanie się; każdy wierny, każdy ojciec rodziny, każdy kapłan musi dawać świadectwo wierze bez kompromisu ani tchórzostwa. To szczególnie okupanci stolic biskupich (mam tu na myśli tych, którzy w swoim sercu zachowali wiarę katolicką, a nie ośmielają się jej głosić) muszą, i to muszą jak najszybciej, przerwać milczenie, potępić błąd, porzucić fałszywą roztropność i dyplomację oraz wydać kanoniczne upomnienia Janowi Pawłowi II, aby zjednoczył się w potępieniu herezji lub został uznany, przez cały Kościół, jako formalny heretyk odeń odcięty. Muszą to zrobić za cenę honoru, za cenę spokoju, a nawet za cenę życia. Jeśli nie chcą, pewnego dnia, zostać osądzeni surowiej, niż ci, którzy już stracili wiarę…

Tłumaczył z języka francuskiego Adamus Andegavensis. Źródło: „Sodalitium”, nr 38 z lutego 1995 roku (wersja francuskojęzyczna), ss. 2-3. Wspomniane włoskie wydanie, zawierające komentarz do książki-wywiadu Przekroczyć próg nadziei to nr 40 dostępny tutaj (ss. 51-53).

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s