Kilka tekstów o obrzędach Wielkiego Tygodnia i reformie z lat pięćdziesiątych

Gdy soborowa rewolucja liturgiczna nabierała rozpędu, z wprowadzeniem języków pospolitych[i] jako zasady (1965 r.) oraz całkowitym zastąpieniem Mszy sprotestantyzowaną „mszą” (1969 r.), wielu duchownych i świeckich sprzeciwiało się jej i opowiadało za trzymaniem się tradycyjnej liturgii oraz zasad i praktyk liturgicznych. Mało tego, Krótka analiza krytyczna Novus Ordo Missae przedstawiona Pawłowi VI przez kardynałów Ottavianiego i Bacciego wzywała nawet do porzucenia nowej „mszy”.

Z czasem zwrócono jednak bliżej uwagę na reformy bezpośrednio poprzedzające Sobór Watykański II i zrozumiano, że były one tylko wstępem do opus magnum tej rewolucji, czyli Novus Ordo Missae. Nie bez znaczenia były również świadectwa samych duchownych, którzy kierowali reformą ze swoich gabinetów, na czele z o. Hannibalem Bugninim, który pod wymownym tytułem Reforma liturgii: 1948-1975 opublikował swoje wspomnienia.

Stąd też w czasie posoborowego zamętu wielu duchownych wróciło do pewnych, tradycyjnych obrzędów sprzed zmian wprowadzonych po części i próbnie w 1951 r., a obowiązkowo w 1955 r.

Pomimo heretyckiej inspiracji autorów reformy kwestia całkowitej doktrynalnej prawowierności reform z końca pontyfikatu Piusa XII pozostaje nienaruszona. Papież ma władzę wprowadzać zmiany, nawet w tradycyjnych obrzędach (wbrew temu, co głoszą lefebryści, stawiający tradycję nad Papieżem). I choć od początku wśród liturgistów i hierarchów byli tacy, którzy wysuwali zarzuty wobec tej reformy w trakcie jej wdrażania, nikt nie zarzucał jej tego, co potem spotkało Novus Ordo Missae. Niemniej jednak ze względu na tę cechę precedensu, a raczej licznych precedensów i wyłomów w tradycyjnych praktykach Kościoła wielu uznało te nowe obrzędy za nieobowiązujące. Zarówno ze względu na zmienione okoliczności (tryumf neomodernizmu), a także w przekonaniu, że gdyby Pius XII dziś żył, sam anulowałby te liturgiczne prawa.

W związku z tym, aby zapoznać naszych Czytelników z tym tematem proponujemy lekturę kilku tekstów, które już wcześniej zostały przetłumaczone na język polski.

1. Na początek, w serii krótkich artykułów, ks. Antoni Cekada przedstawia, dzień po dniu, po kolei, zmiany, jakie zaszły w samych obrzędach. Podkreśla przy tym nie tyle esteteczny charakter zmian, co ich charakter istotny. Nowe zasady, przeciwne tradycyjnym, przyświecały reformatorom w sporządzaniu Nowego Porządku Wielkiego Tygodnia:

Różnice w obrzędach Niedzieli Palmowej między rytem tradycyjnym a tym z roku ‘55

Różnice w obrzędach Ciemnej Jutrzni między rytem tradycyjnym a tym z roku ‘55

Różnice w obrzędach Wielkiego Czwartku między rytem tradycyjnym a tym z roku ‘55

Różnice w obrzędach Wielkiego Piątku między rytem tradycyjnym a tym z roku ‘55

Różnice w obrzędach Wielkiej Soboty między rytem tradycyjnym a tym z roku ‘55

2. Ciekawym świadectwem historycznym jest ostra krytyka reformy i stojących za nią modernistycznych liturgistów o skrzywieniu duszpasterskim. Autorem tej krytyki jest prawdziwy erudyta liturgii Kościoła, przez wiele lat konsultor Świętej Kongregacji Rytów i kanonik watykański, ks. Leon Gromier (1879-1965). Tekst jest zapisem wykładu ogłoszonego w 1960 roku, więc można przypuszczać, że nie był to pierwszy raz, gdy ks. Gromier wyraził swoje przekonania publicznie.

Krytyka Nowego Wielkiego Tygodnia z 1960 roku

3. Następnym tekstem jest artykuł ks. Franciszka Ricossy z Instytutu Matki Dobrej Rady, w którym włoski kapłan wyjaśnia historyczne i jednocześnie doktrynalne inspiracje reformatorów z lat ’50 i ’60. Tekst ten jest nader ciekawy, wręcz fascynujący. Jasno w nim dowodzi, że „herezja liturgiczna”, tak precyzyjnie zbadana przez jednego z najwybitniejszych znawców liturgii Kościoła w całej historii, XIX-wiecznego francuskiego benedyktyna, o. Prospera Guéranger, znalazła swe urzeczywistnienie już w nowych obrzędach Wielkiego Tygodnia z 1955 r. i następnych z okresu Jana XXIII i Pawła VI. Jako dodatek do francuskiego tłumaczenia artykułu ks. Ricossa dodał powody, dla których Instytut Matki Dobrej Rady, podobnie jak bp Guérard des Lauriers, odrzuca owe reformy i trzyma się tradycyjnych obrzędów. Wyjaśnienie tego odrzucenia jest najbardziej solidne i przekonujące.

„Herezja antyliturgiczna od jansenistów do Jana XXIII (1668-1960) . Trzy wieki dojrzewania reform soborowych”

4. Temat był omawiany również przez ks. Daniela Dolana w 1983 roku, podczas apogeum ówczesnego kryzysu amerykańskiego dystryktu FSSPX (skutkiem którego będzie odejście lub usunięcie przez abpa Lefebvre’a prawie wszystkich swych księży w USA). Amerykański duchowny, późniejszy biskup, przedstawia przedsoborowowe zmiany liturgiczne jako drogę do Novus Ordo i podaje, nieco inaczej niż ks. Ricossa, powody, dla których należy je odrzucić. Tekst ten jest natomiast bardzo ciekawy zwłaszcza w kontekście „ekońskiej szkoły liturgicznej” (FSSPX) i owej „afery dziewięciu”, która po dziś dzień wykorzystywana jest często za oceanem jako antysedewakantystyczny straszak przez nieskorych do rzetelnej polemiki lefebrystów.

„Przedsoborowowe zmiany liturgiczne: Droga do Nowej Mszy”

5. Są jeszcze dwa teksty, w których ks. Antoni Cekada omawia prawną stronę odrzucenia obrzędów, które obowiązywały tylko kilka lat i miały charakter tymczasowy. Zawiera w nich również kilka aspektów zmian, zarówno z punktu widzenia prawnego, liturgicznego jak i historycznego.

„Czy odrzucanie liturgicznych reform Piusa XII jest ‘niezgodne z prawem’?”

„Reformy Piusa XII: raz jeszcze o kwestii ‘prawnej’”

Nie wszystkie z tych tekstów są łatwe, nie będą takie zwłaszcza dla tych, którzy się liturgią Kościoła w życiu nie interesowali. Każdy, kto jednak wgłębił się w ten skarbiec prawdziwej pobożności z trudem jest w stanie śledzić zreformowane obrzędy, które pełne są arbitralności i sprzecznych z tradycją nowinkarskich zasad i cieszy się, gdy ma dostęp do tradycyjnych rytów.

W każdym razie, są duchowni, którzy mają swoje powody, dla których nie trzymają się Nowego Porządku Wielkiego Tygodnia i wyłożone są one w powyższych artykułach. Są to powody poważne, nie czysto preferencyjne. Postępowanie to zakłada bowiem brak Autorytetu w Kościele, w przeciwnym bowiem razie byłoby to postępowanie schizmatyckie i naznaczone herezją. Jak mówi ks. Ricossa w jednym z tych artykułów:

Inni będą mogli się nie zgadzać i nie stosować cnoty epikei. Mają do tego prawo: niech wysuwają swoje obiekcje, we wspólnym poszukiwaniu Prawdy. Ale niech nie zamierzają stawiać się na miejscu Władzy narzucając nam swój osobisty wybór, z którym nie możemy się zgodzić.

Tym bardziej gdy krytyka wysuwana jest przez nieobeznanych w temacie świeckich, którzy do tego nie są w stanie wziąć odpowiedzialności za swoje słowa. Polemika winna być merytoryczna, oparta na gruntownej znajomości tematu, bez której można popaść w niejeden błąd stanowiący cechę herezji antyliturgicznej.

Udostępniając powyższe teksty mamy nadzieję dopomóc naszym Czytelnikom w lepszym zrozumieniu tradycyjnych obrzędów Wielkiego Tygodnia oraz dogłębniejszym przejęciu się pięknem uświęconych wielowiekową tradycją i sięgających wstecz czasów apostolskich obrzędów Kościoła. Powinny one także przyczynić się do lepszego zrozumienia natury obecnego kryzysu w Kościele, polegającego na innym wakacie Stolicy Apostolskiej, niż w przeszłości, wymagającym także innego podejścia do litery prawa, aby zachować nieskażoną misję Chrystusową powierzoną przez Zbawiciela swemu Kościołowi.

Redakcja „Myśli Katolickiej”

Przypis:

[i] Używamy terminu „język pospolity” w odniesieniu do tego, co zwie się zazwyczaj dziś w tym kontekście „językiem narodowym” dlatego, że termin ten znacznie lepiej odpowiada rzeczywistości. Chodzi tu bowiem przede wszystkim o przeciwstawienie języka, którym posługuje się lud, pospólstwo, na co dzień, językowi świętemu, którym w Kościele rzymskim jest łacina. Język narodowy nie wyraża tego pojęcia i jest bardzo niefortunny, sugeruje, że Kościół jest, w tym względzie przynajmniej, przeciwny językom narodowym. Jednak: do rzeczy świętych język święty, do rzeczy codziennych język codzienny. W innych językach nowożytnych łacińskie lingua vulgaris również tłumaczy się podkreślając pospolity charakter języka, a nie narodowy. Jest to, wreszcie, słowo, którego sam abp Nowowiejski, nasz najznakomitszy liturgista, używa (Wykład liturgii Kościoła katolickiego).

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s