Forma mentis i apologetyka

We wprowadzeniu do swej małej książeczki o św. Tomaszu z Akwinu G.K. Chesterton przytacza komiczną anegdotkę o pewnej znanej mu kobiecie. Gdy wzięła ona do ręki książkę z urywkami z dzieł Doktora Powszechnego zaopatrzonymi komentarzem zaczęła czytać fragment zatytułowany „O Prostocie Bożej” (tu prostocie w znaczeniu niezłożoności). Westchnęła odkładając na bok książkę, mówiąc: „Cóż, jeśli to jest Jego prostota, zastanawiam się, jak wygląda Jego złożoność”[i].

Kobieta ta po prostu wzięła się za coś, co ją przerastało. Nie posiadała odpowiednio przygotowanego umysłu do tego, by owe wzniosłe myśli zrozumieć i sobie przyswoić i dlatego, zniechęcona, odłożyła na bok książkę.

Mogło się jednak zdarzyć coś przeciwnego. Zamiast porzucić lekturę mogła zacząć prawić o jej treści bez jej zrozumienia, wypaczając Tomaszową myśl. Stąd blisko do błędu, a nawet herezji, zwłaszcza gdy mowa o rzeczach tak pozornie „prostych”, jak istota Boga. W tym to sensie, w niedawno opublikowanym tłumaczeniu wywiadu z ks. Franciszkiem Ricossą, padło wyrażenie forma mentis. Dziś bowiem znacznie częściej zdarza się to drugie, nie zniechęcenie trudnymi tematami, ale mędrkowanie pozbawionych odpowiedniego usposobienia umysłu, tej forma mentis, o której wypada nieco szerzej pomówić.

Nie chodzi tu tyle o przygotowanie merytoryczne, co o usposobienie umysłu.

Termin łaciński forma ma w filozofii bardzo precyzyjne znaczenie, które nie ogranicza się, jak w języku potocznym, do kształtu takiego czy innego bytu materialnego (jak kontur rzeźby) czy też umiejętnego ułożenia szyku słów, jak w „formie wyrazu”. Jest to znaczenie czysto „materialne” albo „zewnętrzne” słowa forma.

Najogólniej zaś forma to zasada determinująca byt, to, dzięki czemu coś jest tym, czym jest (quo aliquid habet esse – to, dzięki czemu, czy za sprawą czego, coś ma taki, a nie inny, byt). Jest pewną determinacją czyli doskonałością, wewnętrzną zasadą bytu obok materii. Razem z tą ostatnią tworzy byt złożony (wszystkie byty oprócz Boga są złożone, tylko Boga „cechuje” prostota w znaczeniu niezłożoności).

Mens, czyli umysł jest natomiast pewną władzą duchową człowieka. Niekiedy jej mianem określa się tylko władzę duchową poznawczą (rozum, intelekt), a niekiedy całość jego władz duchowych, czyli zarówno władzę poznawczą jak i pożądawczą (wolę). W omawianym kontekście chodzi wyłącznie o władzę poznawczą (a nie o formowanie woli czy kształtowanie charakteru).

Doskonałość umysłu, jak wszystkich władz, polega na „aktualizowaniu się”, na przechodzeniu z możności do aktu, z braku pewnej doskonałości do jej zdobycia, z niejasnego poznania do jasnego, z niewiedzy do wiedzy, od rzeczy małych do większych, od znanego do nieznanego (ignotum per notum, a nie odwrotnie!). Nie może jednak ograniczać się li tylko do zdobywania wiedzy, jakby gromadzenia „materii”. Rzecz w tym, by potrafić właściwie operować umysłem, właściwie go używać, nabrać odpowiedniej formy w znaczeniu nowożytnym, a raczej przyjąć odpowiednią formę w znaczeniu filozoficznym. Przyjęcie odpowiedniej formy ułatwi posługiwanie się „materią” w umyśle (wiedzą), ale nie sprowadza się do niej.

Forma mentis to zatem pewna doskonałość umysłu, wewnętrznie uporządkowanego i sprawnie funkcjonującego. Zasadza się ona nie tyle na porządkowaniu danych, co na nabywaniu i ćwiczeniu cnót intelektualnych (jest ich pięć, o czym będzie osobny artykuł), na ćwiczeniu umysłu, kształtowaniu go. Jest to pewna sprawność umysłu.

U katolika owa forma mentis winna być na wskroś katolicka. Katolik winien na wszystko patrzeć przez pryzmat katolicki, integralnie katolicki. Absolutną podstawą tego spojrzenia jest oczywiście katechizm, z którego dziecko przepytywane jest przez rodziców i kapłana przed pierwszą Komunią św. Katechizm, zawierający podstawowe dane wiary, musi być po prostu przyjęty, przyjęty wiarą, czyli aktem wspólnym dla rozumu i woli opierającym się na autorytecie Boga objawiającego to, co Kościół następnie przekazał w zatwierdzonych przez siebie katechizmach.

Katolik inteligentny, pojmujący wagę rozumu w swym myśleniu i postępowaniu, nie może jednak ograniczać się do wiadomości katechizmowych. Winien posiąść wykształcenie religijne proporcjonalne do swego wykształcenia w innych dziedzinach, jak mówi o. Jacek Woroniecki[ii]. Aby rozwinąć swój umysł i postrzeganie rzeczy po katolicku doskonałym narzędziem jest właśnie apologetyka.

Samo słowo „apologetyka” ma wydźwięk polemiczny. Greckie apologeomai (bronię, uzasadniam) czy apologia (mowa w obronie czegoś) ściśle związane są z okresem patrystycznym i Ojcami Kościoła, którzy bronili wiary Chrystusa i Kościoła przeciwko poganom, żydom i heretykom. Święty Justyn, święty Ireneusz, święty Klemens Aleksandryjski, by wymienić tylko kilku z pierwszych apologetów katolickich, mieli nie tylko prawdziwą wiedzę (gr. gnosis), ale i tę forma mentis, dzięki której rozumowali rzeczy po Bożemu, tak, jak Chrystus chciał, by w Kościele wierzono, nie zaś jak chcieli gnostycy i inni heretycy, wypaczający Chrystusową naukę.

Siedemnastowieczna apologetyka autorstwa o. Jana Caramuela y Lobkowitza, hiszpańskiego cystersa, byłego opata praskiego i biskupa Kampanii we Włoszech

Apologetyka jest czymś więcej niż katechizmem. Nie jest też tożsama z filozofią, czyli czysto rozumowym rozpatrywaniem rzeczy. Korzysta jednak z obu metod: przylgnięcia na podstawie autorytetu Boga objawiającego (jak w katechizmie) i pojmowania czysto rozumowego (jak w filozofii). Podstawowe prawdy Objawienia przedstawia w świetle podstawowych zasad filozoficznych (przyczynowości, racji dostatecznej, celowości, etc.), ale i faktów historycznych (zmartwychwstanie Pana Jezusa). Można ją określić mianem filozofii czy rozumu stojącego za religią katolicką, jest ona rozumowaniem o podstawach jedynej prawdziwej religii, uzasadnianiem jej i wyjaśnianiem. Jej materią są preambula fidei, czyli rozumowe podstawy wiary. Podaje ona powody, dla których katolik wierzy, pozwalając mu ugruntować się w swej wierze, ale i skutecznie jej bronić. I dziś bowiem, tak, jak w okresie patrystycznym, skuteczna polemika może opierać się tylko na zdrowej apologetyce, jak mówi ks. prał. Glenn na początku swej Apologetyki[iii].

I o to właśnie chodzi dziś, gdy wiara jest atakowana bardziej niż kiedykolwiek, częściej niż kiedykolwiek przez samych katolików (lub tych, którzy za katolików się jeszcze uważają). Należy dobrze ugruntować swe przekonania religijne, nabyć ową forma mentis, by móc podejmować skuteczną polemikę.

Doniosłość tej nauki w następujący sposób podkreśla ks. Bartynowski w przedmowie do swej Apologetyki podręcznej:

Trudno wobec zarzutów bronić wiary, której podstaw się nie zna, lub dobrze nie rozumie… Jak trwałość każdej budowy zależy od trwałości jej fundamentu, tak siła i stałość przekonań religijnych inteligentnego katolika, po łasce Bożej, zawisła od gruntownego zrozumienia prawd, stanowiących fundament, na którym się opiera cała katolicka wiara. Kto te fundamentalne prawdy raz zgłębi i o nich rozumowo się przekona, ten zyska na zawsze dla swej wiary trwałą i na rozumie opartą podstawę. Taki, choćby nawet nie umiał jakiejś dogmatycznej trudności rozwiązać, to w każdym razie będzie zdawał sobie sprawę, dlaczego po katolicku wierzy… i najbardziej łudzące zarzuty nie zdołają osłabić zdobytego przekonania, że wiara katolicka jest postulatem rozumu.

Tymczasem, właśnie co do tych fundamentalnych i tak dla życia doniosłych prawd religijnych spotyka się u nas – jak doświadczenie uczy – grubą nieznajomość, nawet u ludzi wykształconych. Stąd wiara wielu słaba, powierzchowna i za lada zarzutem się chwieje, bo brak jej rozumowego fundamentu.[iv]

Kilka dodatkowych uwag nasuwa się po przeczytaniu tych słów.

Po pierwsze zatem, nie chodzi tu tyle o „wykucie” pewnych prawd, jak w nauce katechizmu, ale o gruntowne ich zrozumienie, o rozumowanie po katolicku, ów sensus catholicus tak dziś rzadki wśród tych, którzy zowią się katolikami. Katolicka forma mentis to nic innego, jak właśnie sensus catholicus. Ważniejsza tu forma umysłu, niż materia (wiedza, informacja), choć bez materii oczywiście obyć się nie może (forma to doskonałość czy determinacja nadana pewnej materii).

Po drugie, to apologetyka winna stanowić podstawę wykształcenia religijnego inteligentnego katolika, nie dogmatyka czy inne działy teologii. Niekiedy można usłyszeć, jak to poleca się na początek jakąś dogmatykę podręczną, aby uczyć się wiary i potrafić jej bronić dziś. Otóż nie, jest to bowiem doskonały sposób na stworzenie całej armii Kluczników i tym podobnych internetowych „mędrców”, którzy bez odpowiednich podstaw (m.in. filozoficznych) i znajomości łaciny (raczej koniecznej do prawienia o teologii) wyprowadzają niedorzeczne wnioski z rzeczy, których nie rozumieją. Jest to wielkie niebezpieczeństwo powszechnego dostępu do Internetu i umieszczania w nim wszelkiego rodzaju podręcznych dogmatyk po polsku. O takich to właśnie mówi ks. Ricossa w przytoczonym wyżej wywiadzie. Dziś jest ich legion. Nie tylko dzięki „lefebrystycznej” niechęci do teologii i tematów trudnych spekulatywnie (w imię podejścia „roztropnościowego” i „tymczasowego”).

Po trzecie zaś, zwłaszcza w Polsce, inteligencja zaniedbywała swój obowiązek pogłębienia prawd wiary i sytuacja wcale dziś nie uległa zmianie. Są niestety tacy, którzy trzęsą się na samo brzmienie słów takich, jak katolicka elita czy inteligencja, zaczadzeni chyba raczej bezwiednie marksistowską propagandą o powszechnej równości proletariatu, choćby nawet i katolickiego. Wielu po prostu się nie chce pogłębiać swej formacji umysłowej w dziedzinie religijnej. Niektórzy nie chcą mieć żadnej. Jednakże mimo wszystko są i tacy, którzy widzą potrzebę powstania i istnienia polskiej inteligencji katolickiej, sami są ponadto zdolni, a nawet i chętni, ale nie znajdują odpowiedniej siły woli, by wziąć się za systematyczne i wytrwałe studium. Zbyt wiele czasu przepada na śledzenie szybko przemijających wydarzeń politycznych, czy coraz dalej idących wybryków modernistycznych, których jednak nie sposób ocenić właściwie bez odpowiedniego przygotowania umysłowego. Stąd też tyle błędów, wypaczeń i ośmieszania sprawy katolickiej przez ludzi bez gruntownej formacji doktrynalnej, bez forma mentis. To na zdrowej doktrynie, m.in. na apologetyce, oprzeć można właściwy osąd rzeczy po katolicku i w oparciu o nią wykształcić odpowiednie usposobienie umysłu.

Sama metodyka pracy umysłowej to temat zasługujący na oddzielne potraktowanie, podobnie też i praca nad wolą. Zarówno o jednym jak i drugim będzie jeszcze mowa na łamach „Myśli Katolickiej”. Celem niniejszego artykuliku było tylko zasygnalizowanie nieodzownej wręcz roli studium apologetyki dla wykształconych katolików w celu nadania tej formy czy sprawności wewnętrznej umysłowi, dzięki której oceniać będą rzeczy i fakty trafnie i zawsze przez pryzmat katolicki. Po to, aby uniknąć jednej i drugiej skrajności: czy to zniechęcenia zbyt trudną lekturą, czy to tak szkodliwego podczas dzisiejszego kryzysu i niestety powszechnego rozprawiania o rzeczach, które domorosłych „teologów” przerastają.

„et in captivitatem redigentes omnem intellectum in obsequium Christi” (II Cor. X, 5)

E. Ostrzyhomski

Przypisy:

[i] Saint Thomas Aquinas. „The Dumb Ox”, Doubleday, Nowy Jork (USA), 1956, s. 16.

[ii] Przewodnik po literaturze religijnej i pokrewnych dziedzinach filozofji i nauk społecznych, wyd. II znacznie rozszerzone, Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin, 1927, s. 12-15; Katolicka etyka wychowawcza, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1986, tom II/1, roz. XI, §44, s. 156.

[iii] Tyt. oryg. Apologetics. A Philosophic Defense and Explanation of the Catholic Religion, TAN, Rockford (Illinois, USA), 1980, s. v (z imprimatur z 1931 roku).

[iv] Wyd. Księży Jezuitów, Warszawa, 1939, s. 5.

Tu można zostawić komentarz.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s